Letnie kosmetyczne propozycje PAT&RUB
I ponownie PAT&RUB na moim blogu, tym razem propozycje na lato 🙂 Naturalne kosmetyki PAT&RUB skutecznie zagościły i rozgościły się w mojej łazience, toaletce, na szafce nocnej, w torebce i kosmetyczce. Większość propozycji kosmetycznych tej marki spisała się u mnie na medal, często i z ogromną przyjemnością po nie sięgam i polecam. Dzisiaj przedstawię Wam z mojej perspektywy dwa kosmetyki, które są ze mną już od ponad trzech miesięcy, a względem których jeszcze się na blogu nie ustosunkowałam, choć pojawiały się w „nowościach”. Balsam do ciała samoopalający koloryzujący i Olejek rozświetlający. HIT będzie tylko jeden 🙂  


Na pierwszy plan podaję balsam samoopalający koloryzujący. Kiedy znalazł się w mojej pielęgnacji byłam przekonana, że to jest samoopalacz, nazewnictwo „koloryzujący” jakoś mi umknęło, i jakież było moje zdziwienie, że nakładając go wyraźnie widziałam, na której partii ciała został już nałożony, a która wymaga ponownej aplikacji. Pomyślicie, hmm, fajne, pomocne, i słusznie – też tak pomyślałam. Już na samym wstępie na opakowaniu Producent informuje nas, że to Zupełnie inny balsam samoopalający. I taki rzeczywiście jest, zupełnie inny od wszystkich balsamów razem wziętych, jakie miałam przyjemność/nieprzyjemność stosowania.
Jak przystało na kosmetyki PAT&RUB zawiera wyłącznie składniki pochodzenia roślinnego, wśród których oprócz tych samoopalających jak roślinne DHA, olej marchwiowy czy ekstrakt z łupin orzecha włoskiego, znajdują się roślinne substancje silnie nawilżające, odżywiające skórę i łagodzące podrażnienia.

Kompozycja balsamu:

  • hydrolat z kwiatów rumianku rzymskiego – łagodzi, działa przeciwzapalnie
  • hydrolat z kwiatów oczaru – odświeża
  • roślinny DHA – opala bez słońca
  • ekstrakt z łupin orzecha – poprawia koloryt skóry
  • ekstrakt z kwiatów kocanki – nawilża, zwalcza wolne rodniki
  • roślinna betaina – silnie nawilża
  • bioferment z bambusa – nadaje balsamowi jedwabistą konsystencję 
  • olej z marchwi (betakaroten) – chroni skórę, regeneruje
  • masło makadamia – odżywia i chroni
  • olej rycynowy – odżywia, natłuszcza
  • olej słonecznikowy – uelastycznia i nawilża
  • naturalna witamina E – antyoksydant, wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
  • roślinne emulgatory i emolienty z oleju kokosowego – substancje natłuszczające i nawilżające
  • roślinne pigmenty – koloryzują w czasie aplikacji

Aby wejść w posiadanie tego balsamu należy zapłacić ok. 80zł w cenie regularnej, Producent serwuje konsumentom często akcje promocyjne, dzięki którym możemy nabyć go nawet z 40% opustem. Fakt, że za dobre jakościowo i odpowiednio wyselekcjonowane naturalne kosmetyki musimy słono zapłacić jest odczuciem indywidualnym, jednych stać, innych nie, grubość portfela jest, jaka jest, ale jedno jest pewne, pomimo mojej wielkiej sympatii do marki i uwielbienia ich kosmetyków, w mojej pielęgnacji ten balsam nie pojawi się ponownie. Sami oceńcie, czy warto 🙂
Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia pod kątem pielęgnacyjnym. Świetna kompozycja pod kątem składu doskonale nawilża i pielęgnuje ciało, po aplikacji balsamu nie odczuwam żadnego dyskomfortu związanego z suchością skóry, nawilżenie jest długotrwałe i nie ustępuje miedzy jedną aplikacją a drugą. Podoba mi się również to, że podczas aplikacji balsam od razu brązuje skórę, widać gdzie już nałożyliśmy, a efekt końcowy nie jest marchewkowy. Ładna i od razu widoczna opalenizna to bezsprzeczny atut tego balsamu, bardzo dobrze się rozprowadza, kryje niedoskonałości, ujednolica koloryt, jednym słowem świetny efekt BB. Opakowanie też bardzo praktyczne, doskonale dozująca pompka, higieniczne, 200ml – sporo, na zużycie mamy 6 m-cy od pierwszego otwarcia, na cały sezon letni zdecydowanie wystarczy. Gdzie są więc schody? W kontakcie z wodą! Jest to tego rodzaju balsam, który działa dwutorowo: jest samoopalaczem i balsamem brązującym w jednym. I o ile to co możemy wyodrębnić jako samoopalacz bardzo mi się podoba, o tyle zmycie wierzchniej warstwy barwiącej skórę jest niemałym utrudnieniem. Kupcie sobie od razu do niego ręcznik kąpielowy, najlepiej czarny, zapomnijcie o białym, bo to co możecie zaobserwować na nim tuż po wyjściu z wanny może Was niemile zaskoczyć.

Musicie wiedzieć, że wybierając
się na mój urlop nad morzem postanowiłam nie straszyć bladością a opalić
się właśnie tym balsamem. Efekt idealny, można by rzec, że w iście
Hollywoodzkim stylu. Jak weszłam wieczorem pod prysznic, tradycyjnie się umyłam, no bo to przecież nie żaden ewenement na skalę światową, to oniemiałam jak moim oczom ukazał się biały hotelowy ręcznik zamieniony w brunatny w łatki po wytarciu nim ciała. Weszłam pod prysznic drugi raz, oczywiście użyłam drugiego ręcznika, a efekt niewiele się różnił. Nie miałam ze sobą peelingu zdzieraka, który by mi wówczas pomógł. Przydałby się też wtedy rękawica z bambusa, a tu klapa…
Ps. serdecznie pozdrawiam sympatyczne Panie z obsługi hotelowej podczas
mojego urlopu, które zapewne robiąc porządki w pokoju zastanawiały się
co ja z tymi ręcznikami wyczyniałam 🙂
Ja zdaję sobie sprawę z faktu, że na „przyczepność” i „trwałość” tego
rodzaju produktów może składać się wiele czynników, z pH skóry i jej
ogólną kondycją na czele, więc może ten balsam na innej skórze
zachowałby się zupełnie inaczej? Ale, każdy kontakt z wodą na skórze,
zdaje się zmywać efekt brązowienia, wystarczyła mała smużka wody podczas
oczyszczania twarzy, która spłynęła po udzie i obudziłam się z pionową plamą na nodze – dobrze, że na udzie, spódnica po kolana zakryła. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co działby się, gdybym wybrała się na kolację pod gołym niebem i zacząłby padać deszcz!
Tak więc, czarny ręcznik i będzie dobrze, i omijać wodę szerokim łukiem, albo nie myć się – żartowałam 🙂 Oczywiście podczas urlopu nie użyłam już go ponownie i muszę przyznać, że ta warstwa samoopalająca, już po zmyciu tej barwiącej nawet jest bardzo miła. Delikatna skóra muśnięta słońcem, efekt utrzymuje się 2-3 dni, po tym czasie, doświadczona już jak z nim postępować, aplikację można powtórzyć.
  

Na wstępie wspomniałam, że jeden z prezentowanych przeze mnie kosmetyków będzie HITEM, no to już wiecie, że to olejek rozświetlający. I tutaj będzie już krótko, nie będę przytaczała hotelowych opowieści, macie moje słowo, że to genialny kosmetyk, który opalizuje, nawilża, odżywia i w szeroko rozumianym pojęciu pielęgnuje ciało. I jeśli zastanawiacie się w jaki kosmetyk zainwestować na lato, to kupno właśnie tego olejku, nawet w cenie regularnej 89zł będzie inwestycją, która się zwyczajnie opłaca.

Kompozycja olejku:

  • olej babassu – uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV
  • olej z oliwek – wygładza i koi
  • olej sezamowy – uelastycznia, nawilża, naturalny antyoksydant
  • olej z pestek winogron – źródło przeciwutleniaczy
  • naturalna witamina E – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
  • silica – oczyszcza, pozwala olejkowi na szybsze wchłanianie
  • mika i mineralne pigmenty – rozświetlają

Wystarczy na niego spojrzeć, aby zauważyć, że to czyste złoto. Początkowo obawiałam się efektu bombki, ale nie, nic z tych rzeczy, subtelne, cudowne, wysublimowane i odbijające światło rozświetlenie, którego nie powstydzi się żaden celebryta i gwiazda – nigdy nie byłam na ściance, ale jeśli w blasku fleszy, to tylko z tym olejkiem na ciele. Olejek nie jest nachalny, nie wygląda tandetnie jak, no przyznajcie mi rację, wiele propozycji kosmetycznych na lato dumnie prezentujących się na drogeryjnych półkach – o jednej takiej nawet ostatnio pisałam… No ale nie kosztuje też 10 czy 20 zł, trzeba prawie stówkę wygospodarować w budżecie, aby się nim cieszyć, a pojemność wydaje się być mała, 100ml to nie jest dużo, ale olejkowa formuła sprawia, że jest wydajny.
Poza genialnymi walorami estetycznymi, jakie daje ten olejek, to nie zapominajmy o tym, że jego formuła oparta na najlepszych tłoczonych na zimno olei, w sposób najbardziej pożądany pod względem oddziaływania na skórę, daje gwarancję pielęgnacji ciała na wysokim poziomie, dogłębnie i długotrwale.
Technicznie: bardzo dobrze się rozprowadza, nie tworzy plam i smug, szybko się wchłania, nie klei się, bardzo dobrze i bez problemów się zmywa, biały ręcznik spokojny a ja jestem HAPPY 🙂 Mój HIT tegorocznego lata 🙂 Aha, pięknie pachnie, jak dla mnie zdecydowanie lepiej niż konkurent z drobinkami NUXE. Zgadzam się zupełnie z Producentem, to Uczta dla skóry !!!

Na zakończenie pozostawiam Wam zgodnie z tradycją pełne składy obydwu kosmetyków, a czy warto na nie się skusić? sami oceńcie i koniecznie dajcie upust swoim przemyśleniom w komentarzu. Macie swoich letnich faworytów?

Skład balsamu samoopalającego z bronzerem:
Aqua, Anthemis Nobilis Flower Water,
Glycerin, Decyl Cocoate, Caprylic /Capric Triglyceride, Hamamelis
Virginiana Flower Water, Juglans Regia (Walnut) Shell Extract,
Dihydroxyacetone, Betaine, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed
Oil , Hydrogenated Vegetable Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil,
Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Daucus
Carota Sative (Carrot) Oil, Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Oil,
Glyceryl Stearate SE, Erythrulose, Helichrysum Stoechas Extract,
Lactobacillus/Arudinaria Gigantea Ferment Filtrate, Cetearyl Glucoside,
Mica, Stearic Acid, Bismuth Oxychloride, Allantoin, Iron Oxide,
Phenethyl Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Caprylyl Glycol, Parfum,
Tocopherol, CI 77019, CI 77491.

Skład olejku rozświetlającego:
Olea Europaea (olive) Fruit Oil,
Orbignya Oleifera Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate,
Vitis Vinifera ( Grape) Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed
Oil, Silica, Tocopherol, Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Perfum,
Mica, CI 77019, CI 77491, CI 77019.
 

Pozdrawiam serdecznie , Aga 🙂

Jeśli spodobało Ci się to co piszę, Zaobserwuj mnie, Proszę 
https://www.facebook.com/kosmetykizmojejpolkihttps://plus.google.com/u/0/109961416078189807184/postshttps://instagram.com/agnieszka_kzmp/https://twitter.com/Agnieszka_KzMPhttps://pl.pinterest.com/kosmetykizmojej/
Powrót na górę