Mydła w kostce przeżywają renesans | Fiorentino, Kappus, Barwa Cosmetics, tołpa

lipca 31, 2018

Mydła w kostce przeżywają renesans | Fiorentino, Kappus, Barwa Cosmetics, tołpa

Mydła w kostce! Używasz? Lubisz? Ja nawet bardzo! Przeżywają swój renesans i w moim domu mają ugruntowaną pozycję. Tradycyjne mydła w płynie z reguły wysuszają skórę dłoni, natomiast te w kostce, które my używamy nie, więc wybór dla nas jest oczywisty. Dla nas, ponieważ po mydełko w kostce chętnie sięga również i córka, i mąż. Ogromnie cieszy mnie fakt, że "dzisiejsze" mydła w kostce nie tylko oczyszczają skórę ale posiadają również właściwości pielęgnujące skórę. Dlatego w dzisiejszej publikacji przedstawiam Ci czwórkę, na którą warto zwrócić uwagę rozważając zakup mydła w kostce. 

mydło w kostce

Jestem bardzo ciekawa, czy wśród obecnych czytelników mojego bloga są Ci, którzy byli ze mną od początku. Nie obrażę się jeśli nie, ale przyznaję, że byłoby mi bardzo miło. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że na początku mojego blogowania pisałam o mydle w kostce! Minęło prawie 4 lata a ja nadal kupuję mydełka w kostce włoskiej marki Saponificio Artigianale Fiorentino, której serce znajduje się w Toskanii. Marka słynie z produkcji wysokiej jakości mydełek naturalnego pochodzenia zgodnie z rzemieślniczą tradycją, nadającą im niepowtarzalne właściwości i wyjątkowy, artystyczny wygląd. Bogactwo kwiatowych i owocowych zapachów o dużej trwałości sprawia, że mydełka przybliżają użytkownikom klimat i aromaty Włoch podczas codziennej pielęgnacji. W ofercie znajduje się kilkanaście wariantów zapachowych, moim faworytem jest kokos, o którym pisałam >tutaj< , dzisiaj jednak zachęcam do wersji cytrynowej.

Saponificio Artigianale Fiorentino
mydło

Naturalne mydło Fiorentino zdradza swój zapach wizerunkiem owoców na opakowaniu. W tym przypadku to nienachalna cytryna, której zapach orzeźwia i dość długo utrzymuje się na skórze. Formuła mydełka pozbawiona jest SLS, PEG i parabenów oraz składników odzwierzęcych. Wszystkie mydła marki oparte są na naturalnych olejach roślinnych, z których podstawowy to znany i ceniony ze względu na pielęgnacyjne właściwości olej kokosowy. Ponadto, mydełko zawiera 2% naturalnego środka zapachowego, który nadaje mydłu i skórze zapach cytryny. 
Mydełko posiada bardzo dobre działanie oczyszczające, myje delikatnie, daje przyjemne uczucie nawilżenia i gładkości. Produkt jest testowany dermatologicznie, nie jest testowany na zwierzętach i może być stosowany również przez dzieci. Dostępne w różnych rozmiarach, z doświadczenia wiem, że mniejsze są wygodniejsze dla dla małych rączek :)

Kappus
mydło w kostce

Słyszałaś kiedyś o niemieckiej marce Kappus? Powstała i rozpoczęła produkcję mydeł w 1848r. więc zdziwiłam się, kiedy pierwszy raz je ujrzałam ok. 2 lata temu w drogerii Blue.
Marka KAPPUS  jest kojarzona z wysoką jakością, różnorodnością rodzajów, form, kształtów oraz zapachów. Mydła KAPPUS wyprodukowane są na bazie naturalnych, roślinnych składników między innymi oleju palmowego i kokosowego oraz najwyższej jakości komponentów używanych w przemyśle spożywczym. 
Moją szczególną uwagę zwracają mydełka z linii romantycznej, w której znajdziemy kilka wersji. W pierwszej kolejności uwiodła mnie róża, a teraz zdecydowałam się na białą magnolię. I choć jestem zwolenniczką róży w kosmetykach, to jednak tym razem przyznaję, że magnolia przebiła różę! Mydełka te kategoryzowane są jako luksusowe i faktycznie mają w sobie coś, co bardzo przyciąga. Wygląda jakby było wykonane z mieniącej się masy perłowej z pięknym tłoczeniem w kształcie kwiatu. Zachwyca mnie nie tylko eleganckim wyglądem ale również i pięknym, trwałym zapachem. Tworzy fantastyczną pianę, bardzo dobrze oczyszcza nie przesuszając skóry, z przyjemnością sięgam po niego również pod prysznicem.
  
Barwa Cosmetics
Black Orchid

Włochy, Niemcy... czas na Polskę!  Barwa Cosmetics to marka z bogatymi tradycjami, której receptury sięgają 1949r. W swojej ofercie posiada cały wachlarz kosmetyków pielęgnacyjnych, wśród których linia Barwy Harmonii zachwyca dodatkowo relaksującymi zapachami. Domowe SPA na wyciągnięcie ręki - kosmetyki te są łatwo dostępne i w przystępne cenowo. Jakiś czas temu marka zaskoczyła (z pewnością mnie) nowym produktem w swojej ofercie, jakim jest mydło w kostce z przeznaczeniem również i do demakijażu. Ile razy słyszałaś: "Nie myj twarzy mydłem?". Ja niejednokrotnie. A okazuje się, że z powodzeniem można - myję twarz (z pominięciem oczu) mydłem Black Orchid pod prysznicem i nic złego mojej skórze się nie dzieje.
W 100% naturalna roślinna baza mydła Black Orchid została wzbogacona w znane ze swych właściwości pielęgnacyjnych o odżywcze masło shea, które zapewnia niezwykłą delikatność w pielęgnacji skóry ciała i twarzy. Główny składnik mydła to kompleks 5 naturalnych olejów: kokosowego, Buriti, oleju z oliwek, awokado oraz winogron, który nawilża i chroni skórę przed wysuszeniem oraz starzeniem. Wystarczy niewielka ilość spienionego w dłoniach mydła aby dokładnie oczyścić skórę twarzy. Nie podrażnia, nie wysusza, a dzięki niemu mam dodatkowe wolne miejsce pod prysznicem - odrębny produkt do mycia twarzy zbędny. Oczywiście, mydłem możemy myć nie tylko twarz ale również całe ciało, najlepiej sprawdza się przy użyciu gąbki. Dodatkowym atutem produktu jest zmysłowa nuta czarnej orchidei, której zapach relaksuje i odpręża.
Mydło nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego i zostało przebadane dermatologicznie.

mydło w kostce
tołpa

Ostatnim mydłem, do zakupu którego dzisiaj zachęcam jest mydło borowinowe marki tołpa. Pochodzi z linii SPA Bio Harmony, która dzięki zawartości naturalnych olejków eterycznych z drzewa różanego, ylang-ylang, szałwii i bergamotki korzystnie działa na stany napięcia i zmęczenia oraz obniżony nastrój. SPA Bio to: detoksykacja, redukcja dyskomfortu, napięcia i całkowite odprężenie. Wieczorna kąpiel z użyciem produktów tej linii eliminuje stres i przywraca harmonię tak potrzebną do regeneracji podczas snu.
Mydło zawiera również borowinę tołpa - to odmiana torfu uważana za daleką krewną słonego mułu z Morza Martwego, forma naturalnej odnowy biologicznej. Redukuje dyskomfort powstały w wyniku przeciążenia, przemęczenia i stresu, wspomaga proces regeneracji naskórka, zwalcza wolne rodniki i pielęgnuje skórę. Usuwa toksyny oczyszczając skórę i zwiększa wchłanianie pozostałych składników aktywnych. Borowina tołpa to także potwierdzone badaniami działanie antycellulitowe, wyszczuplające, ujędrniające, uelastyczniające, regenerujące, ochronne i nawilżające.
Mydełko tołpa zdecydowanie różni się od poprzedników zapachem, nie jest ani kwiatowy, ani soczyście owocowy, najtrafniej określić mi jego zapach jako ziołowy, bardzo przyjemny ziołowy, który po pewnym czasie stosowania uzależnia!

Każde z czterech powyższych mydeł doceniam i z przyjemnością z nich korzystam. A teraz Twoja kolej, jeśli korzystasz z mydeł w kostce to zdradź swoich faworytów. Na pewno sprawdzę :)

Pozdrawiam,
Nawilżający krem pod oczy? | Belif Moisturizing Eye Bomb

lipca 30, 2018

Nawilżający krem pod oczy? | Belif Moisturizing Eye Bomb

Kosmetyki do pielęgnacji okolic oczu zajmują ważne miejsce na mojej półce i jednoznacznie przyznaję się, że krem pod oczy to kosmetyk, który zmieniam najczęściej. Niejednokrotnie kupuję znane mi i sprawdzone kremy do twarzy ale w przypadku kremów pod oczy nie potrafię sobie odmówić nowości. Jedynym przykładem kosmetyków do pielęgnacji oczu, które bywały u mnie częściej niż raz są krem pod oczy i na powieki na noc Yonelle oraz płatki pielęgnacyjne pod oczy tej samej marki. Żaden inny krem pod oczy nie zagościł u mnie póki co ponownie ale wszystkie znaki na ziemi i niebie póki co wskazują, że Moisturizing Eye Bomb koreańskiej marki Belif pojawi się u mnie ponownie. 

krem pod oczy

Nie odkryję Ameryki jeśli stwierdzę, że krem pod oczy nie powinien podrażniać, nie preferuję również mocno perfumowanych, a najlepiej jeśli w ogóle jest bezzapachowy. To delikatna strefa i związki zapachowe moim zdaniem są tutaj zbędne, ale jeśli zapach jest delikatny a sam krem nie podrażnia, to go akceptuję. Nie jestem zapewne również odosobniona w stwierdzeniu, że kosmetyk do pielęgnacji okolic oczu powinien dobrze nawilżać, przydałoby się aby napinał skórę (nawet lekko) a jeśli niwelowałby cienie pod oczami, to już w ogóle byłoby super! Tak, jeszcze nie tak dawno pisałam, że ja nie mam cieni pod oczami. Otóż już mam! Moje 36 lat chyba w tej kwestii zrobiło już swoje... Nie narzekam jednak, moja skóra to historia mojego życia! Nie wierzę w cuda, krem nie wyprasuje zmarszczek, ale jeśli odpowiednio i długotrwale nawilży, to zmarszczki są wtedy mniej widoczne. I taki właśnie jest krem pod oczy Belif - zapewnia długotrwałe głębokie nawilżenie, poprawia sprężystość skóry konturu oka dla zauważalnie odmienionego spojrzenia.

Belif

Nazwa marki Belif, pochodząca od angielskiego słowa „believe”, symbolizuje cel, którym jest odkrycie najważniejszej prawdy dla pielęgnacji skóry. Wymawiana w ten sam sposób nazwa „belif” oznacza zaufanie i zaangażowanie marki w zastosowaniu na rzecz klientów najwyższej jakości składników, formuł, bezpieczeństwa i korzyści. Formuła Moisturizing Eye Bomb zawierająca kompozycję roślin nawilżających - żywokost i wąkrotkę azjatycką, które poprawiają elastyczność skóry - głęboko nawilża i sprawia, że spojrzenie staje się promienne i zauważalnie odmłodzone. 
Podoba mi się orzeźwiająca formuła kremu, tuż po jego aplikacji odnoszę wrażenie jakbym pokryła okolice oczu wodą. To trochę dziwne spoglądając na formułę kremu w opakowaniu, ponieważ wydaje się być kremowa, z pewnością nie wodna, ukazująca każdorazowo miejsce wydobycia produktu. W kontakcie jednak ze skórą zamienia się w formułę lekko sunącą po skórze, szybko się wchłania nie pozostawiając właściwie śladu. Koreańskie formuły kosmetyków już niejednokrotnie pozytywnie mnie zaskoczyły i tak też jest w tym przypadku.

Moisturizing Eye Bomb

Kosmetyki Belif dostępne są w perfumerii Sephora, zarówno stacjonarnie jak i za pośrednictwem sprzedaży wysyłkowej, więc dostęp do nich nie jest utrudniony. Są jednak trochę droższe od powszechnie znanych koreańskich kosmetyków, argumentem jednak przemawiającym za nimi jest pojemność. W przypadku kremu pod oczy, którego aktualna cena to 165zł (nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że wrosła, bo o ile dobrze pamiętam to ok. 3 m-ce temu kosztował 149zł - a może to cena stacjonarna, bo tam kupowałam) otrzymujemy aż 25ml produktu, co w przypadku kremów pod oczy jest ilością niemal podwójną, ponieważ z reguły kosmetyki do pielęgnacji oczu mają pojemność 15ml.  Jedyną kwestią, która mi nie do końca odpowiada, to właśnie opakowanie. I nawet nie mam tutaj na myśli zmiany opakowania na typu air-less, ale obecne jest tak skonstruowane, że wydobycie kremu palcami jest zwyczajnie utrudnione. Otwór jest dużo mniejszy od całości opakowania i właściwie sensownym jest użycie szpatułki. Z punktu widzenia higieniczności jest to nawet wskazane, zresztą większość koreańskich kosmetyków jest wyposażonych w dedykowaną szpatułkę, tutaj jednak jej nie dołączono. Chyba, że na przestrzeni czasu coś się zmieniło.

Podsumowując jednak z działania kremu jestem bardzo zadowolona, po aplikacji kremu na noc skóra konturu oka jest dogłębnie nawilżona i sprężysta przez cały dzień, niejednokrotnie zauważyłam, że aplikacja kremu pod oczy rano jest zbędna, a to już świadczy nie tylko o jego skuteczności ale i wydajności. Jeśli tak samo dobrze będzie się spisywał w sezonie grzewczym, to z pewnością będzie moim faworytem.

Także, c.d.n. w sezonie zimowym :)

Znasz kosmetyki Belif? Jeśli tak, to koniecznie daj znać jak się u Ciebie sprawdzają :)

Pozdrawiam,


Jeanne | LANVIN

lipca 22, 2018

Jeanne | LANVIN

Odkryłam w sobie nową pasję! Do niedawna perfumy rozpatrywałam w kategoriach ładne, fajne, podobają mi się lub... niekoniecznie dla mnie. Nie zastanawiałam się nad ich pochodzeniem, a przecież każdy flakon ma swojego twórcę, którego historia jest niejednokrotnie imponująca. Poznając historię twórcy nie zawsze jednak wpadamy na trop, który jednoznacznie udziela nam odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego i jak dany zapach powstał?" ale z pewnością wskazuje pewną spójność i przywiązanie do danego logotypu. Jednego jestem pewna, odkąd poznaje zapach od strony historii, zupełnie inaczej go odbieram. Doskonałym dowodem na to jest dzisiejszy bohater, a właściwie bohaterka, Jeanne LANVIN - znam ten zapach od kilku lat, a dopiero teraz go doceniam.
 
Lanvin

Jeanne Lanvin - francuska projektantka mody, która stworzyła prawdziwe imperium, dom mody sygnowany swoim nazwiskiem. Mówi się, że była największą konkurencją dla Gabriel (Coco) Chanel. Pochodząca z biednej rodziny, jako najstarsza z jedenaściorga rodzeństwa chcąc zapomnieć o ubóstwie bardzo wcześnie zaczęła pracę zarobkową. Jako nastolatka wykonywała kapelusze, pracownię modniarską otworzyła mając 22 lata, a 2 lata później dom mody. Paryżanki szalały za jej kreacjami a dla Jeanne szeroko otworzyły się drzwi do zamożnego paryskiego towarzystwa. Tam poznała a potem poślubiła księcia Emilio di Pietro. 2 lata później urodziła swoją jedyną ukochaną córkę Marguerite. Córka była dla matki muzą, od najmłodszych lat szyła dla niej przepiękne kreacje, co z czasem zaowocowało pierwszą na świecie linią mody dla dzieci i dorastających dziewcząt. Małżeństwo Jeanne nie przetrwało, ale dość szybko wyszła ponownie za mąż - tym razem za dziennikarza.  

Jeanne

To z jej rąk wychodziły najpiękniejsze suknie dwudziestolecia międzywojennego, niestety, nie każdego było na nie stać. Lanvin Parfums było swego rodzaju odpowiedzią domu mody dla odbiorców, którzy nie mogli pozwolić sobie na kreację, ale mogli nabyć flakon perfum ulubionej projektantki. Arcydziełem zapachowym Lanvin jest Arpége - zapach, który powstał w 1927r. i jest dostępny również i dzisiaj. Bardzo lubię i często wracam do Éclat d'Arpège, ale w dzisiejszym wpisie spróbuję odgadnąć co twórca zapachu chce nam powiedzieć nazywając go po prostu Jeanne. Zanim jednak przejdę do samego zapachu, zwracam uwagę na logo Lanvin, które przedstawia samą Jeanne z Marguerite, obraz miłości matki i córki. Historia mówi, że zdjęcie, na postawie którego powstało logo, zostało zrobione podczas jednego z balów, przedstawia Jeanne i Marguerite w strojach balowych.   

perfumy

Podoba mi się minimalistyczny i regularny kształt flakonu Jeanne, który doskonale ukazuje różowy płyn. Różowe barwy perfum kojarzą się z zapachem świeżym, kwiatowym i typowo wiosenno-letnim. Jeanne również taka jest, zaliczana jest do zapachów owocowo-kwiatowych. Odniesieniem do projektantki (tak mniemam) jest okalający, trochę figlarnie zawiązany tiul w jasno różowym kolorze, pod przykryciem którego umieszczono na flakonie nazwę zapachu wyszytą na kawałku materiału, który łudząco przypomina tzw. "metkę", którą znajdujemy wszytą do odzieży. Flakon o regularnym kwadratowym kształcie wieńczy ciężki metalowy korek.

Jeanne Lanvin

Jeśli lubisz piwonie, z uwzględnieniem również ich zapachu, z pewnością polubisz również i ten zapach. Zdecydowanie one wychodzą na prowadzenie w towarzystwie dzikich jeżyn i malin. Jest trochę słodko, ale słodycz ta jest świetnie wyważona, nie przytłacza i nie przyprawia o zawrót głowy w towarzystwie. I choć nuty serca: jeżyna, cytryna i gruszka nadal dają przewagę słodyczy ponieważ cytryna nie jest właściwie wyczuwalna w zapachu, to jednak jej obecność w składzie daję pewną dozę świeżości. Dopełnieniem całości są bazowe piżmo i drzewo sandałowe, które tworzą po jakimś czasie całość lekko pudrową.  
To lekki, świeży i stonowany zapach - nie poczujemy go zanim pojawi się na naszym horyzoncie wzroku kobieta ubrana w niego, ani nie pozostawia po sobie charakterystycznego ogona. Wydaje się być stosowny na wiele okazji. Moim zdaniem świetnie sprawdzi się nie tylko wiosną i na letnie spacery, ale również do pracy w biurze czy jako zapach na specjalne okazje typu ślub czy przyjęcie weselne. Myślę, że również niejedna panna młoda z powodzeniem ubierze ten zapach również i na swój ślub. Zdecydowanie widzę w nim młode kobiety, a jeśli dojrzałe, to te, które kochają zapach letnich kwiatów i wiecznie młode. 

Lanvin

Czy taka właśnie była Jeanne Lanvin? Wiecznie młoda? Biorąc pod uwagę, że zapach Jeanne miał swoją premierę w 2008r. (pół wieku po jej śmierci) to możemy uznać, że został stworzony jako hołd dla założycielki. W wizerunku kobiety Lanvin, ten zapach łączy w sobie ultranowoczesne poczucie szyku z delikatną kobiecością. Nuty dzikich jeżyn i malin nadają miksturom całej swobody, podczas gdy piwonia i drzewo sandałowe zapewniają pewną ponadczasową elegancję. Pomimo, że to zapach kwiatowo-owocowy to jednak delikatności i elegancji nie można mu odmówić!

To zapach, po który sięgam aktualnie najczęściej, zamiennie z L'Imperatrice 3 Dolce&Gabbana.

Znasz zapachy Lanvin?

Pozdrawiam, 
Shiseido Sport BB SPF50+

lipca 13, 2018

Shiseido Sport BB SPF50+

Przez ostatnie kilka lat w kwestii ochrony przeciwsłonecznej twarzy byłam wierna dwóm produktom, dobrze wszystkim znanym dermokosmetykom mającym swoje stałe rzesze fanów. Przyznaję się do tego faktu z niewielką dozą nieśmiałości, ponieważ jako blogerka kategorii "beauty" w jakimś sensie powinnam poznawać nowości. Nadal uważam, że kremy: Vichy Capital Soleil SPF50 oraz La Roche Posay Anthelios XL SPF50+ Ultra Legere, to produkty bardzo dobre, jeśli nawet nie kompletne w pielęgnacji twarzy. Tak, uważam, że ochrona przeciwsłoneczna, to jeden z kluczowych elementów pielęgnacji przeciwstarzeniowej.
ZOBACZ: Najlepszy krem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną | VICHY Capital Soleil SPF50 UVB + UVA

krem BB

W tym roku jednak kupiłam kilka nowych (dla mnie) produktów z kategorii "ochrona przeciwsłoneczna" i w większości zostałam miło zaskoczona pozytywnym ich odbiorem. Największą niespodziankę sprawił mi krem BB Shiseido Sport SPF50+. O produktach marki łączących wysoką ochronę przeciwsłoneczną z właściwościami korygującymi i ujednolicającymi kolor skóry niejednokrotnie czytałam pochlebne opinie i przekonałam się, że zaufanie jakim go obdarzyłam nie zostało zachwiane. To produkt dwukrotnie droższy od wspomnianych wyżej dermokosmetyków, uważam jednak, że warto w niego inwestować. Dlaczego?

Shiseido

Producent nazywa krem Sports BB i szczególnie kieruje go do osób fizycznie aktywnych na świeżym powietrzu. Nie jest jednak zarezerwowany tylko dla sportowców, ponieważ zabawa z kilkulatkiem na placu zabaw lub w berka na plaży jest również nie lada wysiłkiem fizycznym - kto ma dzieci, ten o tym doskonale wie 😉. Zgodnie z obietnicami producenta Sports BB długotrwale chroni, nie rozmazuje się i nie spływa z twarzy i jestem przekonana, że niejednokrotnie zastąpi podkład. Z powodzeniem używam go jako podkładu - jest lekki i łatwo się aplikuje (nawet palcami), kryje w stopniu  nawet średnim i bardzo długo się utrzymuje. Na skórze zachowuje się podobnie do Antheliosa XL Ultra-Legere, ma zbliżoną do niego lekką, a właściwie płynną konsystencję, tuż po aplikacji mają nawet zbliżony do siebie zapach. W przypadku Antheliosa zapach jednak się stopniowo ulatnia, przy Spotrs BB pozostaje z nami na dłużej - miej to uwadze jeśli zapachy kosmetyków do pielęgnacji twarzy nie są u Ciebie mile widziane. Nie przeszkadza mi to - nawet bardzo lubię!   

SPF50+

Jest to produkt płynny, więc producent zadbał o sposób jego wydobywania z opakowania wyposażając je w charakterystyczny "dziubek", dzięki któremu możemy kontrolować ilość produktu (Anthelios ma identyczny). Stosuję wiele porównań do Antheliosa, ponieważ z mojego puntu widzenia produkty te mają cechy wspólne, natomiast dwie kluczowe różnice, które w jednym przypadku przemawiają za Antheliosem, w drugim za Sport BB. 
Pierwsza - poza ceną - to pojemność. Sports BB w cenie regularnej kosztuje 135zł i oferuje nam 30ml produktu - Anthelios ma 50ml więc nawet nie porównując ceny wygrywa. Druga - Antheliosem nie uzyskamy walorów upiększających skóry, poza przyjemnym wygładzeniem nie mamy żadnego wyrównania kolorytu, więc tutaj zdecydowanie wygrywa Sports BB.    

ochrona przeciwsłoneczna

Zaobserwowałam również, że na mojej mieszanej skórze Sports BB czasem daje wykończenie bardziej matowe, mniemam zatem, że to zasługa stanu nawilżenia skóry. Daje mi to podstawę twierdzić, że bardziej zaprzyjaźnią się z nim posiadaczki skóry mieszanych i tłustych, w przypadku cer suchych produkt będzie potrzebował pod sobą solidnej dawki dobrego produktu nawilżającego. 

Podsumowując: Shiseido Sports BB SPF50+ wygładza skórę (nawilżenia nie odnotowałam), wyrównuje koloryt, tuszuje niedoskonałości i jest bardzo trwały. Po całym dniu przecierając skórę płatkiem kosmetycznym nasączonym micelem, zachowuje się tak, jakby był długotrwałym podkładem - trwałość to jego niezaprzeczalna zaleta.

Dostępny w trzech odcieniach: light, medium oraz dark i z reguły przy takiej dostępności kolorystyki wybieram dla siebie odcień najjaśniejszy i gdybym to robiła w ciemno przez internet to zapewne padłoby na light, stacjonarnie jednak wybrałam medium i aktualnie, kiedy moja skóra jest muśnięta słońcem - nie jestem mocno opalona - stapia się z nią idealnie.

Shiseido Sports BB SPF50+ dostępny w perfumeriach Douglas oraz Sephora. Polecam!

Jakie produkty przeciwsłoneczne aktualnie stosujesz?

Pozdrawiam,
Peeling i maseczka po koreańsku | Appletox i Tomatox Tonymoly

lipca 06, 2018

Peeling i maseczka po koreańsku | Appletox i Tomatox Tonymoly

Koreańskie kosmetyki Tonymoly były jednymi z pierwszych dostępnych w perfumerii Sephora i po dziś dzień dumnie prezentują się w sekcji pielęgnacyjnej. Tonymoly jest jedną z najmodniejszych koreańskich marek kosmetycznych w stylu kawai. Produkty marki są połączeniem najnowszej technologii, naturalnych składników i oryginalności - szczególnie oryginalności nie można im odmówić. Połączenie w nazwie „Tony”, czyli z angielskiego „stylowy”, i „Moly”, czyli z japońskiego „upiększać”, doskonale ilustruje misję, jaką postawiła przed sobą marka: oferować wysokiej jakości kosmetyki w stylowych i oryginalnych opakowaniach. Opakowania typu słodkie pandy, złote jajka, różnokolorowe duszki czy świetnie odwzorowane owoce przyciągają nie tylko dorosłych. Rzeczywistość jest taka, że każda wizyta w perfumerii Sephora z moją pięciolatką kończy się zakupem kosmetyku Tonymoly :) właściwie to pozostawiam jej wybór jakiego i ostatnio np. wróciłyśmy do domu ze złotym duszkiem, ale w dzisiejszym wpisie opowiem o jabłuszku i pomidorku :)

Tonymoly

Jabłuszko, właściwie Appletox Tonymoly, to jabłkowy peeling z naturalną glinką, ekstraktami z zielonego jabłka, papai i z witaminami A, B i C. Kwasy z jabłka i papai delikatnie złuszczają martwe komórki naskórka w efekcie czego skóra jest gładka i miękka. Dzięki zawartości witamin i składników odżywczych produkt nie tylko oczyszcza ale również przyjemnie nawilża skórę. Podoba mi się kremowa konsystencja peelingu, która na pierwszy widok nie zdradza, że zatopione są w niej delikatne drobinki odpowiadające za usuwanie martwego naskórka, dopiero w chwili masowania skóry ukazują swoją obecność. W moim odczuciu są bardzo delikatne i mało agresywne, stąd przyzwolenie dla mnie na stosowanie częściej niż dwa razy w tygodniu.
Zgodnie z zaleceniami producenta aplikujemy produkt równomierną warstwą na oczyszczoną i osuszoną skórę omijając okolice oczu i ust. Delikatnie wmasowujemy go w skórę przez ok. 1-2 minuty a następie pozostawiamy na pół minuty (nie odmierzam czasu, wyczuwam pod palcami kiedy moja skóra ma dość peelingującego masażu). Po tym czasie wykonuję ponownie kilka okrężnych ruchów i zmywam produkt wodą.
Po wykonaniu peelingu wyraźnie czuć odświeżenie skóry, nie jest ściągnięta ani zaczerwieniona, przyjemnie gładka i miła w dotyku. Produkt posiada zapach zielonego jabłuszka, żałuję, że pozostaje na skórze tak krótko, mimo wszystko lubię po niego sięgać. Jeśli preferujesz i znasz działanie peelingów enzymatycznych, to ten produkt powinien Ci się spodobać. Do mocnych "zdzieraków" jednak nie należy.   
   
Appletox
Tomatox

Jabłuszko nie jest złe, ale to zdecydowanie pomidor - Tomatox Magic Massage Tonymoly - urzekł mnie swoim działaniem. Aplikacja jest taka sama jak w przypadku peelingu z tą różnicą, że maskę pozostawiamy po masażu na skórze dłużej, od 5 do 10 minut. Maseczka została stworzona na bazie ekstraktu z owoców pomidora, który zaliczany do silnych przeciwutleniaczy. Ze względu na swoje właściwości regenerująco-ujędrniające oraz rewitalizujące zaleca się je do pielęgnacji suchej, szarej i zmęczonej jak i do tonizowania skóry tłustej. 
Maseczka Tonymoly nie pachnie pomidorem! Nie wiem czy do dla Ciebie dobrze czy źle - dla mnie dobrze :) Jak pachnie? Ciężko mi dokładnie sprecyzować, ponieważ nie potrafię wyczuć jednoznacznej nuty, ale najbardziej zapach ten kojarzy mi się z luksusowym, delikatnym i kojącym zapachem. Lekko kwiatowy i pudrowy - dla mnie super! Kremowa i aksamitna konsystencja maski również daje odczuć, że to kosmetyk wyjątkowy. 10 minut z tą maseczką na skórze to rarytas!
W moim odczuciu działanie maseczki jest zdecydowanie lepsze od peelingu. Oczywiście zakładałam, że będzie inne ponieważ te dwa kosmetyki mają inne zastosowanie, ale w przypadku peelingu nie mam takiego "wow", natomiast Tomatox zachwyciła mnie już przy pierwszym użyciu. 
Maseczka przede wszystkim ujednolica koloryt i rozświetla skórę, nie obciąża, pozostawia wrażenie aksamitnego matu. Nie wysusza, nie ściąga a jednak daje efekt czystej, zadbanej skóry. Świetna maska!

koreańska pielęgnacja

Z opisu jasno wynika, że zdecydowanie jestem za Tomatox, choć Appletox również krzywdy mojej skórze nie wyrządziła. W opakowaniu obydwu produktów mieści się 80ml produktu a ich cena regularna to 65zł. Jabłuszko aktualnie w promocji więc można nabyć je taniej. Obydwa produkty niemal już zużyłam, ale opakowania po nich pozostają ze mną na dłużej - zabawa w sklep ;) 

Dajcie znać czy korzystacie z koreańskiej pielęgnacji. Znacie kosmetyki TonyMoly?

Pozdrawiam :)
Kosmetyki, do których wracam | vol. 1

lipca 03, 2018

Kosmetyki, do których wracam | vol. 1

Na rynku jest ogromna ilość różnorodnych kosmetyków i nie jesteśmy w stanie (a już z pewnością ja) poznać wszystkich, choćbyśmy nie wiem ile chcieli. Zgodzisz się ze mną? Wraz z nadejściem każdego kolejnego sezonu przybywa nowości kosmetycznych - właściwie to jest to powód do radości, ponieważ z reguły to dążenie marek za trendami i nowoczesnymi technologiami - od których mam wrażenie, że półki się uginają. Pamiętam, kiedy w bloku, w którym mieszkam, otwierał się Rossmann - ale była feta!!! Pomimo, że jego powierzchnia się nie zmieniła, to asortyment zdecydowanie się poszerzył. Nie było tyle szaf kolorówki, nie było tyle marek kosmetyków do pielęgnacji twarzy, nie było segmentu kosmetyków koreańskich, nie było tak szerokiej gamy produktów do pielęgnacji i stylizacji włosów.... ba... teraz już w dwóch miejscach na ścianach wiszą nawet kosmetyki do pielęgnacji ust!!! Ot, taka dygresja blogerki, która pisze o kosmetykach ;) 

ulubieńcy

Zatrzymałam się w tym pędzie kosmetycznym (tak, tak - wtedy, kiedy nie było mnie przez dwa miesiące na blogu), zrobiłam porządki na swoich półkach i obiecałam sobie, że nie dopuszczę do sytuacji, której zwyczajnie nie ogarniam ilościowo. Nie oznacza to, że zwijam żagle :) ale mocniej uświadomiłam sobie, że po drodze spotykałam wiele kosmetyków, na wspomnienie których na twarzy maluje się uśmiech. Masz takie? Ja też :) Wpis ten mogłabym również śmiało zatytułować jako zakupy czy ulubieńcy, ponieważ to kosmetyki, które kupiłam ponownie i myślę, że jeszcze niejednokrotnie kupię a fakt, że je kupiłam oznacza, że są świetne! Zapraszam Cię do dalszej części wpisu, gdzie dowiesz się co takiego kupiłam ponownie i dlaczego.
 
Make Me Bio

To już moja czwarta lub piąta buteleczka wody różanej Make Me Bio. Nie będę Cię zanudzała jakie konkretnie ma właściwości, w skrócie: działa tonizująco i odżywczo. Uwielbiam za różany zapach, za to, że koi skórę, za to, że ma świetny atomizer, który uwalnia mgiełkę a nie strumień wody i za to, że ma wygodne, plastikowe i lekkie opakowanie mieszczące się w torebce. Używam po myciu twarzy zarówno rano jak i wieczór oraz odświeżam z jej pomocą spragnioną skórę w ciągu dnia, a nawet włosy. To produkt bezpieczny, w 100% naturalny, bez parabenów, sztucznych zapachów i konserwantów. No i zaletą jest również jego cena, która w zależności od miejsca oscyluje w granicach 15zł. W Kontigo często dostępna poniżej 10zł - można używać do woli!

Tak - w ostatnich ulubieńcach chwaliłam hydrolat różany Mokosh! Nic się nie zmieniło, nadal sobie chwalę i od czasu do czasu mogę zaszaleć za 45zł ale na bieżąco wybieram tańszą opcję ;) 

Phenome

O marce Phenome na moim blogu jeszcze nie było, a tu proszę - drugie opakowanie cukrowego peelingu i maski w jednym MULTI-ACTIVE. Nie wierzę, że po pierwszym jego użyciu nie polubisz go! Ja też byłam niedowiarkiem ale to była miłość od pierwszego użycia. Co to takiego? To aksamitna cukrowa pasta peelingująca wzbogacona olejkami, pestkami truskawek i oliwek, która pachnie tak słodko, że chciałoby się ją zjeść (producent określa zapach jako grudniowy piernik), złuszcza i odżywia skórę jednocześnie, i mocno uzależnia! Mogłabym używać jej codziennie, co wcale nie jest takim złym pomysłem, ponieważ niezwykle delikatnie obchodzi się ze skórą. Pozostawia skórę gładką, miękką i aksamitną w dotyku. Produkt polecany do wszystkich typów skóry. Naturalny - Phenome-nalny! 

Agata! Jeśli to czytasz, to wielkie dzięki :*

Sephora

Czas na maseczkę, a nawet dwie! Pierwsza to marki własnej SEPHORA - błotna, gwoli ścisłości. Formuła maseczki oparta jest na cynku, miedzi i białej glinki, składnikach, które wykazują działanie oczyszczające i normalizujące pracę gruczołów łojowych, więc z założenia kierowana jest do cer mieszanych oraz tłustych posiadających skłonności do zanieczyszczeń i niedoskonałości w postaci np. zaskórników. Uważam, że raz w tygodniu mogą z jej korzystać również posiadaczki skór normalnych, a nawet suchych skracając czas pozostawania jej na skórze. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie lubię przepłacać, kosztuje ok. 50zł a radzi sobie tak samo z moją skórą dobrze, co droższe maski oczyszczające. Bingo! za opakowanie podróżne, 30ml w gustownym słoiczku łatwiej zabrać w podróż. Szukasz dobrej maski oczyszczającej? Ta powinna Ci się spodobać :) 


NUXE

Ktoś tu lubi maseczki! Ciekawe kto? ;) I to ponownie oczyszczająca. Ale tym razem delikatnie oczyszczająca i z płatkami róży - jakżeby inaczej :) Masque Purifiant Doux NUXE to maseczka-krem o ultra delikatnej niczym jedwab formule, która z mojego punktu widzenia spełnia wszystkie kryteria maseczki luksusowej. To nie jest kolejna "banalna" maseczka, tylko luksus w najlepszym wydaniu. U jej podstawy znajdziemy kaolinę, białą glinkę, zwaną inaczej porcelanową, z właściwości której każdy rodzaj cery może czerpać wymierne korzyści. Kaolina należy do glinek kosmetycznych, które wykazują działanie bakteriobójcze i absorpcyjne, to ogromny sprzymierzeniec w oczyszczaniu porów skóry, wyciąga z nich nadmiar sebum i nagromadzonych zanieczyszczeń.  Po jej użyciu skóra jest pozbawiona zanieczyszczeń bez nadmiernego zmatowienia, odświeżona i ukojona. Uwielbiam od kilku lat!


balsam do ust

Na zakończenie miodek do ust! Bo inaczej tego balsamu nazwać po prostu nie można. Po kilkunastu miesiącach smarowania ust wieloma pielęgnacyjnymi pomadkami, przyszedł czas, kiedy powiedziałam: dość! Chcę ponownie miodek NUXE! Bez dwóch zdań: najlepszy balsam do ust! Żadne przesuszenia nie mają z nim szans, kiedy nakładam go na noc na usta, ON wita mnie rano swoją słodyczą na nich i za to uwielbiam go najbardziej!  Gustowny słoiczek wypełniony jest po brzegi bardzo dobrym kosmetykiem o konsystencji nie płynnego/nie zbitego miodu - i tak samo pachnie! Cudownie, słodko, uwodzicielsko, bez zaburzenia podstawowych kompozycji zapachowych, jakimi są miód i wosk pszczeli z delikatnym, ale wyczuwalnym aromatem owoców cytrusowych.  Miód - jak smakuje i pachnie, każdy wie :) ale nie każdy wie, że balsam do ust Rêve de Miel® NUXE to produkt doskonały pod każdym względem. Po użyciu balsamu usta są nawilżone, miękkie, gładkie, delikatne, nie klei się (!), zrogowacenia i suche skórki znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Plaster na usta! Nie znasz? Żałuj.
 ZOBACZ recenzję na moim blogu: Jego Wysokość NUXE Rêve de Miel® obchodzi 20-ANS ♕

Oto moja pierwsza na blogu piątka kosmetyków, do których wracam. Zainteresowana? A może nuda, wszystkie już znasz ;)

Pozdrawiam :)

Dermokosmetyki z mojej półki | kilka produktów godnych uwagi

czerwca 30, 2018

Dermokosmetyki z mojej półki | kilka produktów godnych uwagi

Kilka lat temu w swojej pielęgnacji stawiałam właściwie tylko na dermokosmetyki. Najczęściej sięgałam po produkty z półek Vichy, La Roche Posay, Avene i Bioderma - na blogu znajduje się wiele recenzji produktów wyszczególnionych marek. W miarę upływu czasu, kiedy już prowadziłam bloga, obok dermokosmetyków zaczęły pojawiać się na mojej półce kosmetyki drogeryjne i te dostępne w perfumeriach, więc siłą rzeczy dermokosmetyków z mojej półki ubywało, ale przez ostatnich kilka miesięcy w mojej pielęgnacji pojawiło się kilka, które nie miały nawet wzmianki na blogu, postanowiłam więc zabrać je i krótko opisać w jednym wpisie. Jeśli sięgasz po dermokosmetyki to w dalszej części znajdziesz kilka ciekawych propozycji różnych marek, na które warto zwrócić uwagę. 

dermokosmetyki

Pierwszym produktem, który ma wiele zastosowań i ułatwia, a czasem nawet ratuje skórę jest woda termalna. Miałam już kilka różnych marek, od kilku miesięcy korzystam z wody Avene - duża 300ml butla wystarcza na bardzo długo. Woda Avene konfekcjonowana jest bezpośrednio u źródła, zachowuje wszystkie swoje właściwości kojące, łagodzące i zmniejszające podrażnienia. Kiedy ją stosuję? Zawsze do i po peelingu kawitacyjnym, kiedy skóra jest lekko zaczerwieniona. Kawitację wykonujemy na mokro i woda termalna sprawdza się u mnie w tym zakresie świetnie. Inne zastosowania wody termalnej w moim przypadku, to głównie aplikacja po goleniu, często również po demakijażu i myciu skóry zamiast toniku i oczywiście do odświeżania skóry w ciągu dnia podczas upałów. Bardzo doceniam również wodę Avene za przyjemną mgiełkę - podczas użycia nie uwalnia się strumieniami na skórę, spokojnie i bez obawy o spływanie wody z twarzy możemy delikatnie odświeżyć skórę - czego niestety nie mogę powiedzieć o innych wodach termalnych. 

Colline Pharma

Płyn micelarny to kosmetyk, który chyba wszyscy znamy i niemal codziennie sięgamy po niego. Przez moje ręce przewinęło się wiele płynów micelarnych i w zdecydowanej większości z segmentu właśnie dermokosmetyków. Od micela oczekuję skuteczności w demakijażu twarzy, a jeśli mogę również z jego pomocą wykonać demakijaż oczu, to wystawiam tego typu produktowi najwyższą ocenę. Niestety, nie każdy dobrze radzi sobie z tą strefą, a jeśli podrażnia oczy, to od razu go skreślam. Do faworytów w tym zakresie dołączyła woda micelarna Ecoskin Colline Pharma. Jej formuła została wzbogacona w składnik Ecoskin, zawierający sok z korzenia Yacon'u o właściwościach wzmacniających, poprawiających komfort i odnowę skóry. Ponadto Ecoskin zawiera naturalne substancje wzmacniające mechanizmy obronne skóry. Woda Colline Pharma przeznaczona jest do codziennego oczyszczania i demakijażu każdego rodzaju cery a zawarte w niej micele skutecznie oczyszczają twarz i oczy z makijażu.

La Roche Posay

Nie używam szczoteczki sonicznej do oczyszczania twarzy codziennie ale jeśli tak, to tylko w połączeniu z pianką do mycia twarzy i tym razem wróciłam po latach do oczyszczającej pianki micelarno-fizjologicznej La Roche Posay. Produkt kierowany jest szczególnie do oczyszczania skóry wrażliwej i zarówno w odbiorze jak i działaniu jest bardzo delikatna. Po uwolnieniu jej z opakowania w dotyku jest niczym mięciutki puch, tak samo wyczuwalna jest na skórze, obchodzi się z nią bardzo delikatnie ale skutecznie usuwa zanieczyszczenia i pozostałości makijażu. Nie zawiera alkoholu, ma bardzo delikatną konsystencję, jest bezwonna, nie wysusza skóry, nie podrażnia i po jej użyciu czuję się świeżo. Bardzo przyjemny produkt i miły powrót po latach.

Dermedic

Pozostając w temacie oczyszczania twarzy chciałabym również zwrócić uwagę na żel-sydnet do mycia twarzy marki Dermedic pochodzący z linii Tolerance Sensitive. To produkt szczególnie kierowany do oczyszczania skóry nadwrażliwej, alergicznej i nadreaktywnej. Jego formuła pozbawiona jest barwników i kompozycji zapachowych a zawarte w nim alantoina, d-pnthenol oraz peptyd - Neutrazen, dają efekt natychmiastowego ukojenia. Produkt oczyszcza skórę nie naruszając równowagi fizjologicznej skóry. Uważam, że to świetny preparat do oczyszczania skóry suchej i atopowej, która łatwo ulega podrażnieniom lub alergiom np. ze względu na użyte w produktach intensywne kompozycje zapachowe. Przyjemna w dotyku kremowa, pozbawiona zapachu formuła nie wysusza skóry i pozostawia ją przyjemnie gładką. Zdecydowanie mój sprzymierzeniec w minusowych temperaturach.


Wspomniana już na początku wpisu marka Colline Pharma posiada w swojej ofercie również ciekawe kremy pielęgnacyjne, po które chętnie sięgam. Regeneracyjny krem do twarzy, szyi i dekoltu skutecznie ratował moją skórę na przełomie zimy/wiosny, kiedy w tym roku szczególnie zima nie odpuszczała :) Kierowany jest szczególnie do skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień ale również do pielęgnacji skóry z bliznami pooperacyjnymi lub po zabiegach chirurgii estetycznej - wpływa wzmacniająco oraz ochronnie na naskórek. Zdecydowanie poprawia stan naskórka, pozostawiając skórę bardziej zregenerowaną i ukojoną.
W odróżnieniu od kremu regeneracyjnego, krem odżywczy posiada lżejszą formułę ale równie aktywną. Formuły obydwu kremów wzbogacone zostały o ekstrakt Lolium perenne, zwany "kapsułą życia", który wspomaga walkę z oznakami starzenia oraz wpływa na odżywienie naskórka. Odżywczy świetnie sprawdzał się zimą na dzień, teraz kończę opakowanie aplikując go na noc. Początkowo nie widziałam szczególnej różnicy w działaniu obydwu kremów, jednak po kilku miesiącach wyraźnie widać, że regenerujący przede wszystkim koi skórę, natomiast odżywczy dodaje skórze wigoru i blasku, każdorazowo po aplikacji pozostawia ją gładką i aksamitną w dotyku. Bardzo fajny pod makijaż.

SPF50

Na zakończenie pozostawiłam produkt, który chyba jest nowością, a przynajmniej ja na początku roku zauważyłam go na półce La Roche Posay pierwszy raz. Bardzo dobrze znam klasyczną wersję Cicaplast Baume B5, kojący balsam przyspieszający regenerację naskórka, który skutecznie łagodzi podrażnienia, suchość i inne oznaki wrażliwej skóry u dzieci, jak i u dorosłych ale marka poszła o krok dalej i wyposażyła preparat w filtr przeciwsłoneczny SPF50. Czy można jeszcze lepiej? Chyba nie! Klasyczna wersja jest istnym plastrem na skórę, bardzo dobrze sprawdza się przy różnego rodzaju uszkodzeniach skóry takich jak: przesuszenia, otarcia, odparzenia czy nawet ukąszenia. Bardzo żałuję, że wersja z filtrem teraz latem jest dla mnie trochę za ciężka na twarz, ale zimą sprawdzał się wyśmienicie. Pomimo, że jego konsystencja wydaje się na dość lekka, to jednak pozostawia na skórze zabezpieczającą otoczkę. Według mnie idealny krem z wysokim filtrem dla skór suchych i atopowych, cały czas używam go jako produktu przeciwsłonecznego u córki. Zerknijcie na niego koniecznie, jeśli nie dla siebie to może dla dziecka, nawet w cenie regularnej jest sporo tańszy od znanych i cenionych Antheliosów. To preparat łączący regenerację z ochroną przeciwsłoneczną, kończymy jedno opakowanie i na pewno kupię go ponownie.

Daj znać czy znasz któryś z wymienionych produktów. A może chcesz mi polecić swojego ulubieńca z segmentu dermokosmetyków?

Pozdrawiam :)

Copyright © 2017 Kosmetyki z Mojej Półki