20 lipca 2017

Jak kupić maski w płachcie taniej? | Zakupy prosto z Korei

Maski w płachcie uzależniają - mnie z pewnością :) Nazywane są różnie: oprócz masek w płachcie słyszymy maski z taniny, na tkaninie, bawełniane lub zgodnie z oryginalnym i pierwotnym ich nazewnictwem "sheet mask". Przywędrowały do nas z Korei i rozgościły się na dobre - myślę, że czują się u nas świetnie ponieważ robią niemałą furorę. Nie są już tylko stałym asortymentem sklepów internetowych z ofertą koreańskich marek ale można je już spotkać na drogeryjnych półkach. Polscy producenci również stawiają swoje pierwsze kroki w tym zakresie. Totalnie doceniam wygodę stosowania tego typu masek. Nakładasz, odpoczywasz przez 15-20 minut, zdejmujesz z twarzy i... gotowe. Nie musisz nic zmywać, niejednokrotnie brudzić umywalki, wedle uznania nadmiar ściągasz ze skóry albo pozostawiasz do wchłonięcia - prościej chyba już się nie da. Zajmują mało miejsca, wrzucasz do kosmetyczki na wyjazd i z głowy, żadnych ciężkich słoiczków, tubek, nic Ci się nie wyleje a masz dodatkową, jakże ważną pielęgnację.  

Innisfree

Ale nie należą do najtańszych - przynajmniej u nas w Polsce. Zgodzisz się ze mną, że koszt średnio 15zł (choć bywają również w cenie znacznie przewyższającej i tę) jako jednorazowy wydatek nie jest mały? Wiesz, że Koreanki stosują maski w płachcie codziennie? Ja do takiej częstotliwości jeszcze nie dotarłam, ale zdarzają się tygodnie, że zużywam 4-5. Nie trudno policzyć, że to tygodniowy koszt 75zł, a za taką cenę można kupić np. dobrej jakości żel do mycia twarzy, który będzie służył około trzy miesiące a nie jeden tydzień.
Dlaczego w Polsce maski są zdecydowanie droższe? Poza kwestią zysku dla przedsiębiorcy, który jest nieodłącznym elementem prowadzenia każdego biznesu dochodzi kwestia przede wszystkim opłat związanych ze sprowadzeniem towaru, na które składają się m.in. koszty transportu z miejsca nadania do Polski oraz opłaty celno - podatkowe, które nie są małe - znam to z autopsji, choć w znanym mi przypadku towarem nie są kosmetyki. Magazynowa cena towaru to nie tylko cena jego zakupu u źródła ale dodatkowo składowa wszystkich opłat związanych ze sprowadzeniem towaru i jego legalnej sprzedaży. Zrozumiałym dla mnie jest, że jeśli przedsiębiorcy w Polsce mieliby sprzedawać towar po cenach zakupu, to po co prowadzić biznes, na którym się nie zarabia?
Jak zatem kupić maski w płachcie taniej nie ruszając się z domu? W sklepie internetowym prosto z Korei - i to bez kosztów wysyłki niezależnie od kwoty zamówienia. W internecie można znaleźć kilka poleceń konkretnych sklepów internetowych, ja szczególnie polecam blogowy wpis Magdy (Kociamber w podróży) - Zakupy internetowe w sklepach koreańskich - poradnik. To właśnie dzięki jasnym informacjom zawartym w tym wpisie postanowiłam zrobić swoje pierwsze zakupy z Korei. Wybór z mojej strony padł na sklep BB COSMETIC przede wszystkim z tego względu, że w jego asortymencie znalazłam wówczas to czego poszukiwałam, dodatkowo w promocji i bez kosztów wysyłki. Cel był jeden - maski w płachcie Etude Hause a maski Innisfree wpadły do koszyka ponieważ również były dostępne w przystępnej dla mnie cenie.  

maski w płachcie

Niech Cię nie zwiedzie powyższe zdjęcie - nie ma na nim dwóch masek, tylko trzydzieści! Pomyślisz, że oszalałam bo po co mi tyle masek? Spokojnie, podzieliłam się z innymi, ale chciałam przybliżyć Ci w liczbach dlaczego zdecydowałam się na zakup aż tylu i zapewne trafnie domyślasz się, że kupując więcej, płacimy mniej.
W polskich sklepach internetowych znalazłam zarówno maski Etude Hause jak i Innisfree, a ich ceny różnie się kształtują. Jeśli chodzi o Etude Hause w jednym sklepie 8,99zł ale niedostępne, w innym 24,90zł. Podobnie rzecz ma się do masek Innfisfree choć w ich przypadku różnice nie są już tak duże - uśredniając, ich cena to ok. 15zł.
Zestaw 15 różnych masek Innisfree w sklepie BB Cosmetic to koszt 17,50$ w cenie regularnej. Jeśli przeliczmy to na złotówki (codziennie kwota będzie różna, ponieważ kurs jest zmienny) to w dniu dzisiejszym będzie to nieco ponad 64zł. A dzieląc tę kwotę na 15 masek finalnie kupujemy je za 4,27zł za 1 szt. Takoż samo możemy przeliczyć koszt maski Etude Hause. Regularna cena 15 szt. tych masek to 23,61$ (dzisiaj widzę w promocji 18,80$ ), więc jej koszt w sklepie to ok. 5,76zł za 1 szt. Różnice cenowe widać nie tylko nie papierze, ale i w portfelu.

sheet mask

Decydując się na zakup w sklepie BB Cosmetic nie płacimy kosztów wysyłki, a czas realizacji zamówienia to według wytycznych sklepu 10-25 dni. Moja przesyłka dotarła do mnie dokładnie 15-tego dnia od daty jej zamówienia. Oczywiście za zamówienie płacimy z góry poprzez PayPal, więc nie dysponując kartą w USD system automatycznie z naszej karty przeliczy PLN na USD. Proste i wygodne!
Przesyłka dotarła do mnie bardzo dobrze zabezpieczona, a w jej wnętrzu oprócz zamówionych masek znalazłam dodatkowo 3 maski gratis i kilka próbek - gratisy i próbki kosmetyków w koreańskich sklepach (nie tylko internetowych) są normą.

Jeśli zatem złapałaś bakcyla na koreańskie "Sheet Mask" to po co przepłacać?

To nie jest wpis recenzujący kosmetyki ale mimo wszystko czuję się w obowiązku napisać, że maski Innisfree to zdecydowanie lepszy wybór niż Etude Hause - choć te drugie też mają swoich mocnych faworytów... np. Blueberry.

Stosujesz maski w płachcie?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

17 lipca 2017

SUNWARDS Synchroline w trosce o ochronę skóry przed promieniowaniem UV

Nie ma zdrowej opalenizny ale nie ma również kosmetyków, które dają dają 100% ochronę przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. Nie powinno to jednak być przyzwoleniem lub jak kto woli taryfą ulgową zmierzającą do eliminacji stosowania kosmetyków z filtrami, które zmniejszają ryzyko poparzeń słonecznych do minimum. Każde poparzenie słoneczne zwiększa ryzyko zachorowania na raka skóry Mitem jest, że jeśli się nie opalam i unikam słońca to nie potrzebuję specjalnej ochrony, podobnie jak - nie opalę się, ponieważ stosuję kosmetyki z wysokimi filtrami SPF... Stosując filtry też się opalamy, tylko bezpiecznie i bez poparzeń, a dodatkowo jeśli wybieramy fotostabilne filtry SPF, czyli takie, które nie ulegają rozkładowi pod wpływem wysokiej temperatury, chronimy naszą skórę przed fotostarzeniem i działaniem wolnych rodników. Marki kosmetyczne wychodzą nam naprzeciw oferując wiele produktów/kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi, a ja z przyjemnością z nadejściem każdego nowego "słonecznego" sezonu testuję produkty, które dotychczas znałam tylko z opinii innych. Produkty marki Synchroline na moim blogu pojawiały się już dwukrotnie, gdzie w pierwszym wpisie poruszałam kwestię pielęgnacji skóry tłustej i trądzikowej i przedstawiałam dwa skuteczne produkty z linii ACNICARE oraz w drugim, gdzie z kolei zachęcałam do włączenia do pielęgnacji serum z witaminą C SYNCHRVIT C. I po raz kolejny marka mnie pozytywnie zaskakuje, ponieważ produkty z serii przeciwsłonecznej również spełniają moje oczekiwania względem komfortu stosowania.

SUNWARDS

SUNWARDS to linia produktów aptecznych, które nie zawierają składników drażniących i są przebadane dermatologicznie, wśród której znajdują się produkty pielęgnacyjne zarówno do twarzy jak i ciała wykazujące działanie chroniące przed promieniowaniem słonecznym oraz łagodzące produkty po opalaniu. Wszystkie produkty powstały w oparciu o zaawansowaną technologię SYNCHROBLOCK®, która umożliwia powstrzymanie przenikania cząsteczek filtrów chemicznych do głębszych warstw skóry i gwarantuje ich pozostanie na powierzchni naskórka. Dzięki temu filtry działają dłużej i skuteczniej, jednocześnie nie wywierając działania drażniącego na skórę - produkty te zatem mogą być stosowane również przez osoby ze skórą wrażliwą, skłonną do zaczerwienień i alergii. Zastosowana technologia pozwala również na ochronę zawartych w preparatach filtrów przed ich degradacją spowodowaną przez promieniowanie UV przez co produkty te dłużej zachowują swoje właściwości ochronne i co za tym idzie, bezpieczeństwo stosowania.
Oprócz opisanej wyżej technologii skład tych produktów wzbogacony został dodatkowo w substancję czynną MSM (dimetyl sulfonu), która posiada naukowo udowodnione silne właściwości antyoksydacyjne (silniejsze niż witamina C) oraz przeciwzapalne. Technologia SYNCHROBLOCK® umożliwia szybsze przenikanie składnika MSM w głąb skóry, dzięki czemu możliwa jest jej lepsza ochrona przed uszkodzeniem i podrażnieniem spowodowanym przez działanie promieniowania zarówno UVA jak i UVB. 

ochrona przeciwsłoneczna

SUNWARDS fluid emulsion SPF 50+ to emulsja do twarzy skutecznie chroniąca przed promieniowaniem słonecznym (UVA i UVB) przeznaczona szczególnie dla osób ze skórą skłonną do powstawania zaskórników. Z opakowania - klasycznej miękkiej tubki - wydobywa się lekka emulsja wyglądem przypominająca mleczko kosmetyczne. Dzięki lekkiej konsystencji aplikacja produktu na skórę jest bardzo komfortowa, zapewnia równomierne rozprowadzenie produktu, nie roluje się na skórze i nie pozostawia ciężkiego, tłustego filmu. Emulsja, ze względu na łatwe rozprowadzanie, zalecana jest również mężczyznom posiadającym zarost.  
Produkt nie należy do tych, które natychmiast po aplikacji się wchłaniają, ale dzięki swojej lekkiej konsystencji nie obciąża skóry. Nie jest to również produkt matujący i nie daje suchego efektu w dotyku, jednak na mieszanej cerze bardzo komfortowo się nosi a dzięki zawartości kwasu hialuronowego utrzymuje odpowiednie nawilżenie skóry. Nie przesusza zatem skóry, ale dzięki swojej lekkiej formule nie powoduje nadmiernej produkcji sebum. Emulsja bardzo dobrze współpracuje z makijażem, zarówno z podkładem mineralnym jak i płynnymi - aplikacja podkładu gąbeczką gwarantuje świetne połączenie ze skórą a makijaż wygląda wyjątkowo dobrze.
Bardzo lubię po ten produkt sięgać w porannej pielęgnacji, argumenty takie jak: lekkość, łatwość aplikacji i komfort noszenia przemawiają do mnie w całości a świadomość, że aplikuję na skórę produkt posiadający stabilny i najwyższy z możliwych współczynnik SPF 50+ zaspokaja moje potrzeby w tym zakresie.     

SPF50+

Latem chronię przed promieniowaniem skórę nie tylko twarzy ale również i ciała i żałuję, że nie miałam w swojej kosmetyczce takiego produktu do ciała jaki posiada marka Synchroline podczas ostatniego wypadu nad morze. SUNWARDS body spray SPF 50+ to nie tylko łatwość aplikacji za pomocą wygodnego w użyciu atomizera ale również właściwa dla mnie konsystencja samego produktu. Producent określa produkt jako emulsję w sprayu i taki faktycznie jest - to nie jest lekka mgiełka. Uważam, że konsystencja preparatu chroniącego przed słońcem ma znaczenie i w tym zakresie nie do końca ufam mgiełkom i lekkim olejkom, ponieważ tworzą one bardzo cieniutką powłokę na skórze i czasem zastanawiam się, czy nałożyłam wystarczająco dużo w kwestii ochrony przed słońcem.
SUNWARDS body spray uwalnia z atomizera emulsję ale o lekkiej konsystencji i nie pozostawiającej tłustego filmu - mimo wszystko czuję, że jest na skórze i odpowiednio dobrze ją chroni. Emulsja łatwo i równomiernie rozprowadza się, podobnie jak krem nie bieli skóry a wygodne opakowanie w sprayu zdecydowanie ułatwia jej aplikację. Testując produkt moja skóra była już lekko muśnięta słońcem, ale wierzę, że stosowanie emulsji Synchroline SPF 50+ eliminuje zaczerwienienie w pierwszym kontakcie skóry o jasnej karnacji z intensywnym słońcem. Ochrona skóry przed promieniowaniem nie powinna jednak sprowadzać się tylko podczas ekspozycji ciała na plaży, według moich przekonań skórę należy chronić także w mieście. Dobrze jest dobrać taki kosmetyk, który oprócz ochrony przed słońcem będzie działał m.in. nawilżająco - a emulsja Synchroline czyni to niezwykle dobrze.

Synchroline

Obydwa produkty sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, na tyle dobrze, że wystawiam im bardzo wysoką ocenę. Kończąc chcę jednak poruszyć jeszcze jedną kwestię - ważności produktu. Należy pamiętać, że produkty z filtrem po otwarciu szybko tracą właściwości ochronne i jeśli nie zużyjemy ich do końca to nie powinnyśmy liczyć na to, że będą nam skutecznie służyły w następnym sezonie. Warto sugerować się wskazaniami producenta, który umieszcza informację na opakowaniu określając ilość miesięcy po otwarciu. Nie należy używać kremu z filtrem, który był otwarty wiele miesięcy wcześniej (w poprzednim sezonie), ponieważ otwarty produkt nie zachowuje już swoich właściwości. Stosując się do czasu określonego na opakowaniu możemy mieć pewność, że będzie spełniał swoje zadanie. Ta zasada dotyczy nie tylko kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi, ale to właśnie te najczęściej pozostają nam nie zużyte po sezonie wakacyjnym.
W przypadku produktów Synchroline na ich zużycie mamy 6 miesięcy od pierwszego otwarcia - mając również na uwadze datę ważności umieszczoną na opakowaniu.

Produkty Synchroline dostępne są w aptekach internetowych.

Jakie kosmetyki chroniące przed słońcem aktualnie stosujesz? Znasz produkty SUNWARDS?

Pozdrawiam, Aga :)


Czytaj dalej »

3 lipca 2017

TOP 5 | czerwiec 2017

O kosmetykach, które świetnie się u mnie sprawdzają, tzw. "ulubieńcach" ostatni raz na blogu pisałam w styczniu... więc najwyższa pora aby podzielić się Wami informacją na temat kosmetyków, po które sięgam najczęściej. Ja bardzo lubię czytać tego typu wpisy na innych blogach (bo zawsze coś mi wpadnie w oko), więc postanawiam publikować je na moim blogu co miesiąc. Zastanawiałam się czy powinnam wybrać trzy kosmetyki, czy może pięć, i właściwie to nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, bo chciałabym aby pojawiały się tutaj kosmetyki tylko takie, które z czystym sumieniem mogę polecić. Nie zakładam również, że co miesiąc będę pisała o tych samych, więc moje doświadczenia same zweryfikują plany i być może w przyszłym miesiącu pojawi się wpis z trzema. W każdym razie, nie planuję polecać więcej niż pięciu kosmetyków. Co zatem dostarczało mi przyjemności pielęgnacyjnych w czerwcu?

ulubieńcy

Na początek kosmetyk, który znam już od ponad roku i miał tylko krótką wzmiankę na blogu kiedy poruszałam temat naturalnej pielęgnacji "Made in Poland" ---> tutaj [klik]. Kosmetykiem tym jest regenerujące masło do skórek i paznokci Organique. Masło pochodzi z linii Dermo Expert Regeneracja i skomponowane jest z odżywczych naturalnych olei, maseł i ekstraktów roślinnych tj. masło shea, olej awokado, olej makadamia, olejek cytrynowy, wosk candelilla, ekstrakt ze skrzypu i nagietka. Nie zawiera wody, jako bazy użyto oleju słonecznikowego. Początkowo używałam go do nawilżania i pielęgnacji skórek wokół paznokcia, ale kiedy zdjęłam hybrydy (po 2-3 miesiącach moje paznokcie odpoczywają od nich) okazało się, że to niepozorne małe masełko jest zdecydowanie lepszym produktem regeneracyjnym płytkę paznokciową niż niejedna odżywka, którą stosowałam w przerwach od hybryd. Te z Was, które po jakimś czasie zdejmują manicure hybrydowy zapewne w dniu jego usunięcia czują się "dziwnie" - tak, jakby paznokcie były "nagie". Znacie to uczucie? Kilkukrotna aplikacja tego masła w ciągu jednego dnia niweluje to uczucie a już po trzech dniach paznokcie wyglądają  niebo lepiej.
Producent zaleca aplikację dwa razy dziennie wcierając w płytkę paznokcia i otaczające je skórki, w przypadku bardzo zniszczonej płytki można stosować wielokrotnie w ciągu dnia. Systematyczna stosowanie masła zapobiega przesuszeniu paznokci, poprawia ich elastyczność, regeneruje i odżywia a skórki zmiękcza i wygładza - nie odrastają już tak twarde. Masło kosztuje niecałe 20 zł a w porównaniu z kosztem odżywek, które stosowałam wcześniej za kilkadziesiąt złotych sprawuje się zdecydowanie lepiej. I jest bardzo wydajne.   

ORGANIQUE

Tonik do twarzy - nie potrafię już zliczyć ile rodzajów miałam, z różnych półek cenowych. Ale na placach u jednej ręki zliczę te, które wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie - nie tylko pierwsze. Z pewnością do tej piątki mogę zaliczyć wodę odświeżająco-tonizującą AHAVA Mineral Toning Water. Kupiłam ją zupełnie przypadkiem w Super Pharm, bo kosmetyków tej marki zupełnie nie znałam i akurat tego dnia były w promocji - koszt ok. 60zł, regularnych cen nie pamiętam. Bazę produktu stanowi kompozycja minerałów AHAVA pozyskiwanych z wód Morza Martwego, a formuła dodatkowo wzbogacona została w ekstrakty roślinne posiadające właściwości łagodzące, w składzie m.in. ekstrakt z ogórka, wyciąg z klonu srebrzystego, ekstrakt z owoców pomarańczy, cytryny, ekstrakt z trzciny cukrowej czy wyciąg z kwiatów róży stulistnej.
Łatwo się domyślić, że mamy do czynienia z morskim świeżym zapachem - idealnym na upały - który nie jako jedyny przemawia do mnie za tym kosmetykiem. Jego użycie dodaje skórze świeżości, nawilża ją i nadaje jej elastyczność. I o ile w odbiorze to konsystencja zwykłej przeźroczystej wody, to na skórze wyczuwalny jest woal subtelnego nawilżenia. Idealna przed aplikacją serum lub kremu. Testowana alergologicznie, odpowiednia dla skóry wrażliwej, nie zawiera parabenów, SLS/SLES. Chcę więcej kosmetyków AHAVA!

AHAVA

W czerwcu za codzienne nawilżenie mojego ciała odpowiadał nie kto inny jak balsam-nektar do ciała Dr Irena Eris z nowej serii kosmetyków SPA RESORT FIJI. Uwielbiam za lekką nie obciążającą konsystencję, uwielbiam za ujmujący moje zmysły morski egzotyczny zapach, uwielbiam za nawilżenie ciała. I to właściwie wszystko - więcej w tym wpisie ---> [klik]. Łatwy w użyciu, bardzo dobrze stapia się ze skórą i kusi zapachem. Codziennie wieczorem nie mogę się doczekać kiedy go użyję. Gorąco polecam!
 
Dr Irena Eris

Skoro przyszło lato to trzeba nadać skórze trochę słonecznego kolorytu - przynajmniej ja tak mam. Z przyjemnością sięgam po samoopalacze, ale doświadczenie często weryfikuje moje oczekiwania w tym zakresie i kiedy byłam już niemalże przekonana, że jeśli samoopalacz to tylko z wyższej półki cenowej, to pojawił się on, a właściwie ona - bo to dwufazowa mgiełka samoopalająca, tegoroczna nowość marki LIRENE. Dziewczyny, to jest fantastyczny samoopalacz! Producent obiecuje opaleniznę bez smug i tak faktycznie jest! Przed użyciem jak przystało na formułę dwufazową wstrząsamy butelką aby fazy się ze sobą połączyły i aplikujemy na skórę. Mgiełka jest bardzo delikatna i subtelnie osiada na skórze, wystarczy kilka ruchów dłonią aby ją równomiernie rozprowadzić, a w efekcie już po jednaj aplikacji skóra pokryta muśnięciem słońca, efekt delikatny ale zdecydowanie widoczny. Żadnych plam i smug - oczywiście przed aplikacją peeling skóry.
Podoba mi się również to, że ta niepozorna mgiełka świetnie nawilża skórę, podczas aplikacji pięknie i subtelnie pachnie (wg mnie kwiatowo) a zapach ten dość długo się na skórze utrzymuje. Wyczulona już na specyficzny zapach samoopalaczy uwalniający się po kilku godzinach od aplikacji stwierdzam, że w tym wypadku też występuje ale w wersji bardzo, bardzo "soft" - prawie niewyczuwalny. Producent zaleca dwukrotną aplikację w przeciągu tygodnia i dla mnie taka częstotliwość jest idealna do utrzymania pożądanego efektu. To nie jest pomarańczowa opalenizna, tylko w pięknym złocistym kolorze. W składzie m.in. olej z karotki i ekstrakt z bursztynu. Biorąc pod uwagę cenę tego produktu, ok. 20zł, to przewyższa on swoim działaniem i finalnym efektem niejeden samoopalacz z wyższej półki.
  
Lirene

Produktem zamykającym dzisiejszą piątkę będzie zapach - mgiełka BIOTHERM Eau Fraiche. Uwielbiam w ciepłe miesiące! Ten zapach to owocowo-kwiatowy powiew świeżości - mój zmysł powonienia wyczuwa w nim zapach świeżo skoszonej trawy w połączeniu z jaśminem i gruszką. Bardzo świeży, bardzo pozytywny, sięgam po niego od wiosny kiedy wybucha zieleń aż po jesień, kiedy przerzucam się na cieplejsze zapachy. Ilekroć zastanawiam się jakiego zapachu użyć w upalny dzień, to stawiam właśnie na Eau Faiche. Jak przystało na mgiełkę to doceniam trwałość - u mnie ponad cztery godziny, na ubraniach zdecydowanie dłużej. To jeden z "moich zapachów", do których wracam.

BIOTHERM

Tak przedstawia się moja kosmetyczna piątka czerwca 2017. Znacie te kosmetyki? Zdradźcie swoje hity!

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger