30 czerwca 2017

Nocna pielęgnacja skóry | NUXE Nuxellence Detox

Zgodzicie się ze mną, że najpopularniejszym kosmetykiem do pielęgnacji twarzy jest krem? Demakijaż, mycie, tonizowanie skóry i krem. Ten prosty schemat pielęgnacyjny to minimum, które czasem mi wystarcza. Tak - zdarza mi się nie zastosować esencji, serum... ale krem musi być! Niedawno przeczytałam w jednej z publikacji książkowych dotyczących pielęgnacji, że można - a nawet powinno się - zrezygnować z kremu na noc, bo skóra tak naprawdę go nie potrzebuje, sama potrafi zregenerować się podczas snu. Nie studiowałam kosmetologii, może ma to jakiś niewiadomy dla mnie sens, ale ja nie potrafiłabym zakończyć pielęgnacji na toniku. Ja czuję, że moja skóra potrzebuje kremu i nie mam tutaj na myśli sytuacji, w której użyję mocnego żelu do mycia twarzy, skóra aż piszczy z czystości i jak nie dostanie za chwilę dawki nawilżenia, to zafunduje mi mocne przesuszenie. Może jest w tym jakiś głębszy sens (?) bo to właśnie noc odgrywa kluczową rolę w regeneracji skóry, ale dlaczego nie mielibyśmy jej nie pomóc? Poznałam i poznaję nadal tyle fajnych kosmetyków, które w widoczny sposób poprawiają kondycję skóry, że rezygnacja z kremu na noc w moim przypadku nie ma racji bytu. Dla mnie kosmetyki są przyjemnością, a jak spotkam fajny krem na noc, to nie omieszkam o nim nie opowiedzieć - po to m.in. prowadzę bloga o kosmetykach. A krem, o którym dzisiaj opowiem - NUXE Nuxellence Detox na noc - to krem, który warto zafundować skórze. 


DNA marki NUXE to połączenie cudownej mocy natury z delikatną nutką poezji, a jej filozofia to ultra-kobieca pielęgnacja skóry inspirowana naturą, oparta na fundamentach zaczerpniętych z podejścia farmaceutycznego. Nie znam wielu produktów marki, ale któż nie zna słynnego balsamu do ust na bazie miodu? recenzja tutaj ---> [klik] Albo jednej z najbardziej delikatnych, a przy tym skutecznej maseczki oczyszczającej? recenzja tutaj ---> [klik] A olejek ze złotymi drobinkami? To mój zdecydowany faworyt na opaloną skórę! recenzja tutaj ---> [klik] Do grona kosmetyków NUXE, które szczerzę będę polecała, dołącza krem na noc Nuxellence Detox. 
To pielęgnacyjny preparat przeciwstarzeniowy na bazie 10 opatentowanych substancji czynnych oraz wyciągów z passiflory i drzewa jedwabnego na noc, który wnika do wnętrza komórek skóry, gdzie przyspiesza procesy usuwania toksyn i naturalnej odnowy, pomagając im zachować optymalny poziom energii. Sprawia, że rano cera jest ożywiona, emanuje świeżością i blaskiem, niczym po 2 dodatkowych godzinach snu. Z nocy na noc skóra regeneruje się, oczyszcza z toksyn i odzyskuje młody wygląd.  
   

Produkt posiada bardzo przyjemną konsystencję dość lekkiego kremu, który bardzo łatwo się aplikuje ale z chwilą kontaktu ze skórą zmienia się delikatny olejek. Jego wchłanialność zależna jest od ilości aplikowanego kosmetyku. Producent zaleca stosować produkt solo lub pod krem pielęgnacyjny na noc - można zatem traktować go jako serum. Ja posiadam skórę mieszaną, więc nie aplikuję już na niego żadnego kremu, myślę że posiadaczki skóry suchej mogą sobie na to pozwolić. Formuła o lekko żółtym zabarwieniu stapia się ze skórą całkowicie i nie pozostawia śladów na poduszce. Aplikuje się bardzo przyjemnie, niczym lekko kremowy olejek, otula skórę lekkim roślinnym zapachem, idealnie wyważonym do kojącego snu.

Podoba mi się luksusowe opakowanie kremu, wyposażone oczywiście w pompkę, ale precyzyjnie schowaną, która wysuwa się poprzez przekręcenie górnej części opakowania - swego rodzaju nakrętki. Sprytne i bardzo higieniczne. Nie można również przejść obojętnie wobec szaty graficznej, utrzymanej w minimalistycznym tonie i głębokim fioletowym kolorze. Dla mnie super!
Krem dość dobrze, ale nie natychmiast się wchłania. Na skórze wyczuwalna jest jedwabista otoczka, lekki, aksamitny i delikatny film, który sprawia, że już chwilę po aplikacji kremu skóra jest wygładzona, przyjemnie miękka w dotyku, lekko napięta i ukojona. O poranku nie budzę się z przetłuszczoną skórą, a twarz wygląda wyjątkowo dobrze - skóra jest zregenerowana, odżywiona, odświeżona i wypoczęta. Jako produkt przeciwzmarszczkowy świetnie również nawilża, i choć to odkryciem wielkim nie jest, to jednak nie nie mamy tutaj do czynienia z nawilżeniem na zasadzie natłuszczenia, mam wrażenie, że skóra jest nawilżona od wewnątrz. 


Krem zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie i utrzymuje je do dzisiaj. NUXE skupia się na tworzeniu przyjemnych konsystencji oraz zmysłowych nut zapachowych - i ten krem taki jest. Skład kremu pozbawiony jest parabenów, oleów mineralnych i składników pochodzenia zwierzęcego. Przebadany został pod kontrolą dermatologiczną, nie zatyka porów. Z przyjemnością nie niego sięgam! Polecam i krem pielęgnacyjny na noc i ten, który prezentuję.

W opakowaniu znajduje się 50ml produktu, na zużycie którego mamy 12 m-cy. Jego cena regularna to ok. 180zł, w aptekach internetowych można kupić go taniej.

Jaki krem na noc aktualnie stosujesz? A może nie stosujesz kremu na noc? Znasz Nuxellence Detox?

Pozdrawiam, Aga :)



Czytaj dalej »

26 czerwca 2017

By All Greens™ | ORIGINS

Lubicie maseczki do twarzy? U mnie jest ich cała moc!!! Różne, przeróżne... na tym polu mam w czym wybierać, a nawet przebierać - chyba najwięcej inwestuję w maseczki do twarzy. Z racji tego, że moja cera jest mieszana i podatna na zanieczyszczenia to najwybredniejsza jestem w odniesieniu do maseczek oczyszczających. Jeśli na opakowaniu produktu widnieje informacja "głęboko oczyszcza" to ciągnie mnie w jego kierunku niczym magnes! Tak też było i w przypadku maski Origins By All Greens™ Foaming Deep Cleansing Mask. Kupiłam, ciekawość zaspokoiłam i mam pewne przemyślenia czy aby na pewno jest to maska do twarzy... Ale skuteczności nie można jej odmówić!

maseczka oczyszczająca

W tym pięknym nawiązującym do natury opakowaniu mieści się dużo zielonych bogatych w antyoksydanty składników, gdzie prym wiodą zielona herbata, spirulina i szpinak. Składniki te znane są również ze swoich właściwości detoksykujących a w połączeniu z glinką finalnie produkt ma za zadanie oczyścić skórę głęboko ale delikatnie i bez przesuszeń z wszelkich zanieczyszczeń i przyczyniać się do zwężenia porów.
Oprócz trzech tytułowych składników skład maski przedstawia się naprawdę imponująco, znajdują się w nim m.in. naturalne ekstrakty z kwiatów magnolii, z brokuła, z owoców borówki amerykańskiej, z białej herbaty, z korzenia marchwi, oleje z kosiaćca bladego i z owoców drzewa bergamotowego oraz eteryczne olejki: cytrynowy, pomarańczowy, z cynamonowca, miętowy. I choć skład maski do całkowicie naturalnego nie należy, to jednak zgodnie z założeniem marki Origins mamy tutaj składniki pozyskiwane z różnych stron świata, co jest motywem przewodnim marki - inspiruje się naturą, a w połączeniu z nauką wykorzystuje skuteczność wybranych składników w kosmetykach pielęgnacyjnych.

ORIGINS

Czy można zamknąć maseczkę w opakowaniu z pompką? Okazuje się, że tak! Ilekroć widzę, czytam lub słyszę maseczka do twarzy z glinką to w myślach przywołuję obraz masy glinkowej, która po pewnym czasie zastyga na skórze. Niestety, albo stety, jak kto woli - nie ma to pokrycia z konsystencją maski By All Greens Origins (glinka na trzecim miejscu w składzie). Z opakowania wydobywa się płynny produkt, który w kontakcie ze skórą samoistnie wytwarza delikatną piankę a wraz z mijającymi minutami maska nie zastyga na skórze. Biorąc pod uwagę, że glinki z natury zasychają tworząc swego rodzaju "skorupkę" a zmyć można je tylko po zwilżeniu wodą, to maska Origins wychodzi na prowadzenie a usunięcie jej z twarzy jest bajecznie proste. 
Wyciskam maskę na dłoń i bez mieszania w dłoniach nanoszę natychmiast na skórę. W przypadku skóry wrażliwej, producent zaleca aplikację maski na wilgotną skórę. Po kilku minutach kiedy z masy rozwinie się piana zwilżonymi dłońmi wykonuję masaż kolistymi ruchami i dokładnie spłukuję maskę z twarzy. Efekty rewelacyjne! Skóra jest dokładnie oczyszczona i jak deklaruje producent bez żadnego ściągnięcia, przesuszenia czy podrażnienia. Nie odnotowałam żadnych zaczerwienień, skóra nie domaga się natychmiast po zmyciu maski dawki nawilżenia, jest przyjemnie gładka i miękka a pory dobrze oczyszczone. Producent zaleca aplikację maski trzy razy w tygodniu, ale nawet stosowana codziennie nie czyni żadnych szkód. Poza tym, maska sprawdza się bardzo dobrze również jako produkt myjący. Polegam na niej kiedy pielęgnacja musi przebiec właściwie w tempie ekspresowym. Bardzo dobrze oczyszcza z resztek makijażu i pozostających na skórze zanieczyszczeń.
  
pielęgnacja twarzy

Podsumowując, w moim przypadku efekty stosowania tego produktu są świetne, podoba mi się skóra po zastosowaniu maski, ale... no właśnie, zastanawiam się czy to jak określa producent jest maska? czy może produkt myjący? Do dnia dzisiejszego nie wiem jak go sklasyfikować, ale skoro świetnie sprawdza się i jako maska i jako produkt myjący, to niech tak zostanie. Opakowanie mieści 70ml produktu, jego cena regularna to 135zł, dostępny stacjonarnie w salonie Origins w Galerii Mokotów oraz stacjonarnie i internetowo w perfumeriach Sephora.

Moje doświadczenia z maską By All Greens są bardzo pozytywne - warto spróbować. Jestem ogromnie ciekawa czy miałyście ten produkt i jak się u Was spisał? Spotkałyście się z glinkowymi maskami, które nie zastygają na skórze?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)

*wpis nie jest sponsorowany - produkt kupiłam sama
Czytaj dalej »

22 czerwca 2017

Pielęgnacyjne kosmetyki z witaminą C | VITAMIN ENERGY C+D Pro | LIRENE

Kiedy otrzymałam paczkę z wiosennymi nowościami Lirene, największą moją uwagę i zainteresowanie wzbudziły kosmetyki pielęgnacyjne z witaminą C. Bo ja uwielbiam witaminę C w pielęgnacji! To właśnie kosmetyki z jej zawartością najczęściej goszczą na mojej półce, a serum z witaminą C to kosmetyk, który posiadam niezmiennie. Stosuję nawet latem, choć w tym okresie tylko na noc. Rzadko sięgam po kosmetyki z wit. C z drogerii, częściej stawiam na te z wyższej półki, tym bardziej z nieukrywaną ciekawością sprawdziłam ich działanie na własnej skórze. Dla przypomnienia - posiadam cerę mieszaną z umiarkowanie przetłuszczającą się strefą T oraz podatną w tej okolicy na powstawanie zaskórników (35+). 

Lirene

Bohaterami zatem dzisiejszego wpisu są trzy kosmetyki do pielęgnacji twarzy: żel do mycia, serum oraz krem do skóry normalnej LIRENE - seria C + D VITAMIN ENERGY dedykowanej do pielęgnacji skóry w przedziale wiekowym 30+. W kwestii przedziału wiekowego wychodzę z założenia, że "kosmetyk nie wie ile mamy lat", a w przypadku tych konkretnie kosmetyków z powodzeniem mogą korzystać z nich kobiety 20+. 
Lirene stworzyło produkty pielęgnacyjne, w których kluczową rolę odgrywają trzy składniki aktywne:
  • witamina DUO C - hybrydowe połączeniu dwóch form witaminy C w aktywnej formie lipofilowej, która rozświetla, odmładza i niweluje negatywne skutki promieniowania UV oraz stabilnej zamkniętej w liposomach docierającej do głębszych warstw skóry,
  • witamina D Pro - stymuluje syntezę i likwiduje skutki niedoboru witaminy D w skórze, wzmacia barierę naskórkową i utrzymuje właściwy stopień nawilżenia,  
  • witamina E - nazywana witaminą młodości, skutecznie walczy z oznakami starzenia oraz działa stabilizująco na witaminę C. 
  
żel do mycia twarzy

Oprócz kluczowych składników cechą wspólną wszystkich trzech produktów jest piękny energetyczny zapach owoców cytrusowych - z naciskiem na pomarańczę i grejpfrut - obok którego ciężko przejść obojętnie. Pobudza, odświeża i orzeźwia - fantastyczny!  Zacznę według chronologii etapów pielęgnacyjnych, czyli oczyszczania twarzy. Żel do mycia twarzy Lirene Vitamin Energy według mnie to niestety najsłabsze ogniwo tej serii i nie do końca zgadzam się z jego przeznaczeniem dla każdego rodzaju skóry. To jeden z tych produktów, które bardzo mocno oczyszczają skórę, i o ile każda skóra potrzebuje dokładnego i dogłębnego oczyszczenia, o tyle żel ten z pewnością zaakceptują posiadaczki skóry tłustej - jeśli stawiają na tak silne produkty. Po jego zastosowaniu skóra jest bardzo dobrze oczyszczona, ale ilekroć go użyłam wyczuwałam ściągnięcie i wręcz natychmiast musiałam sięgać po produkt nawilżający. Plusem jest, że przy tak intensywnym zapachu nie podrażnia i nie uczula, ale jednak dla mojej skóry jest zbyt agresywny. Oczyszczam skórę dwuetapowo, ale staram się dobierać do mycia twarzy łagodniejsze w działaniu produkty. Moim zdaniem sprawdzi się u osób, którzy preferują lub potrzebują silnie oczyszczającego produktu, po użyciu którego skóra aż "piszczy" od czystości.  
 
witamina C

Kolejne dwa produkty sprawdziły się u mnie zdecydowanie lepiej. Skoncentrowane StimuSerum C+D Vitamin Energy w pierwszym kontakcie zaskoczyło mnie żelowo-wodną konsystencją. Przez moje ręce przewinęło się wiele kosmetyków typu serum z wit. C ale z tego typu konsystencją spotkałam się pierwszy raz. Skóra po użyciu serum dość mocno się lepi a sam produkt potrzebuje 10-15 minut na wchłonięcie. Przyznaję, że początkowo trochę mnie to zniechęciło. Przyzwyczajona do produktów tego typu właściwie wodnych i wchłaniających się niemalże natychmiast miałam mieszane uczucia. Pod kątem pielęgnacyjnym niepotrzebnie, ponieważ serum wchłania się i nie pozostawia lepiej warstwy. Producent zaleca aplikację serum na noc więc czas wchłaniania się produktu nie jest dla mnie dużym problemem, natomiast nie widzę możliwości aplikowania serum z wit. C o takiej formule na dzień, kiedy poranna pielęgnacja twarzy - a przynajmniej moja - sprowadza się właściwie do maksymalnie 5 minut.       

serum z witaminą C

Pozostawiając sposób aplikacji bardzo podoba mi się opakowanie serum. Szklana buteleczka ze sprawnie działającą i wydobywającą produkt pompką utrzymana w pomarańczowej tonacji odzwierciedlającej energetyczny cytrusowy zapach. Opakowanie jest przeźroczyste i mieści w sobie 30 ml serum o pomarańczowym zabarwieniu. W formule zatopione są wyraźnie widoczne mikrokapsułki, w których została umieszczona witamina E - taka forma podania zwiększa stabilność a mikrokapsułki pękają dopiero podczas aplikacji. 
Od kosmetyków z witaminą C ja oczekuję nawilżenia i rozświetlenia. W kwestii nawilżenia serum Vitamin Energy daje sobie świetnie radę - to z pewnością zasługa stabilnej witaminy E oraz wielocząsteczkowego kwasu hialuronowego w składzie, który wiążę wodę w skórze, silnie ją nawilżając i wygładzając. A co z rozświetleniem? Stosując kosmetyki z witaminą C praktycznie przez cały rok, moja skóra jest rozświetlona, a włączając serum Lirene do pielęgnacji nie zauważyłam aby efekt ten uległ zmianie, więc zdecydowanie w efekcie można spodziewać się i rozświetlenia skóry. Istostnym pozostaje również fakt, że po zastosowaniu serum nie występuje efekt nawet częściowego zaczerwienienia skóry, co w przypadku niektórych produktów typu serum z wit. C występuje - przynajmniej w początkowym okresie stosowania. W tym przypadku nie odnotowałam żadnych zaczerwienień, uczuleń czy podrażnień ani razu. Duży plus również za wydajność, dzięki żelowo-wodnej konsystencji niewielka ilość jest potrzebna do pokrycia twarzy, szyi i dekoltu.    

pielęgnacja twarzy
krem do twarzy

Po aplikacji i wchłonięciu (co podkreśla producent na opakowaniu) zalecane jest użycie odpowiednio dobranego do rodzaju skóry kremu. Krem, który ja poznałam kierowany jest do cery normalnej, czyli nie do końca mojej, ale to właśnie krem wywarł na mnie najlepsze wrażenie już od pierwszego użycia i zostało ono utrzymane podczas dalszych aplikacji. To naprawdę jest fajny krem! Właściwie to szkoda mi tylko tego, że nie został umieszczony podobnie jak serum w szklanym opakowaniu. Wizualnie świetnie się prezentuje, ale to plastikowy słoiczek. Najmocniej ujmuje mnie konsystencja - to krem-żel. Jest lekki i w odróżnieniu od serum zdecydowanie szybciej się wchłania. Podobnie jak w przypadku serum w formule kremu znajduje się kompleks nowoczesnej formy witaminy Duo C w połączeniu z witaminą D oraz zatopione zostały mikrokapsułki wypełnione witaminą E. Krem pozostawia skórę gładką, przyjemną w dotyku, elastyczną, nie obciąża i pięknie pachnie pomarańczami! Jestem przekonana, że niejeden krem ze zdecydowanie wyższej półki cenowej może pozazdrościć efektów jakie daje krem Lirene Vitamin Energy C+D Pro.
   
Vitamin Energy C+D

Podsumowując... Pozwolę sobie na zwrot personalny - jeśli chcesz włączyć do pielęgnacji kosmetyki z witaminą C i nie wiesz od czego zacząć, to myślę, że warto rozważyć zakup któregoś z tych produktów. Ja ze swojej strony najbardziej polecam krem do twarzy. Serum również nie jest złym kosmetykiem, efekty stosowania widoczne, ale przygotuj się na to, że nie wchłania się od razu po aplikacji. Żel niestety u mnie się nie sprawdził, nie oznacza to jednak, że nie znajdzie zadowolonych odbiorców. Na ogromny plus energetyczny zapach, gustowna szata graficzna, przystępna cena i łatwa dostępność.

Korzystacie z drogeryjnych kosmetyków pielęgnacyjnych? Znacie kosmetyki Lirene?

Pozdrawiam ciepło, Aga :)
Czytaj dalej »

16 czerwca 2017

Profesjonalna pielęgnacja włosów blond | JOICO

Blondynką jestem odkąd pamiętam, choć od kilkunastu lat farbowaną. Naturalny odcień moich włosów to ciemny blond a odcieniem, w którym najlepiej się czuję i według mnie również najkorzystniej wyglądam to jasny blond w chłodnym odcieniu z domieszką perły. I w taki też sposób koloryzuję włosy u sprawdzonego i zaufanego fryzjera. W tym zakresie stawiam na profesjonalistów, z własnego doświadczenia wiem, że przypadkowy wybór lub zmiana fryzjera nie zawsze skutkuje efektem jaki oczekujemy. Niestety bywało i tak, że wychodziłam od fryzjera z wyraźnie żółtymi tonami włosów, których osobiście na moich włosach nie toleruję i nie chcę! Ku mojej wielkiej uciesze ja już znalazłam fryzjera, który co prawda metodą prób i błędów, ale opracował dla moich włosów odpowiednią mieszankę farb, dzięki koloryzacji której kiedy patrzę w lustro czuję się dobrze. Dzisiejszy wpis nie będzie jednak dotyczył moich doświadczeń z salonami fryzjerskimi i koloryzacją włosów a ich domową pielęgnacją, która jeśli dobrana w sposób odpowiedni nie tylko pielęgnuje ale i dba o pożądany odcień włosów.

JOICO

Odkąd pielęgnuję włosy produktami profesjonalnymi zdecydowanie zyskały one nie tylko na kondycji ale również i w odbiorze. Jestem przykładem, choć poprawniej byłoby stwierdzić - moje włosy są przykładem, że profesjonalne produkty dbają o nie na najwyższym z możliwych poziomie i warto w nie inwestować. Markę JOICO znałam do niedawna tylko z mediów, głównie blogów o tematyce kosmetycznej, gdzie jej produkty przedstawiane są w bardzo pozytywnym brzmieniu. Kiedy zatem pojawiła się okazja abym mogła sama sprawdzić ich działanie a przy tym to produkty kierowane do włosów blond, z przyjemnością przystałam na propozycję. Seria Blond Life to produkty dedykowane zwłaszcza do włosów rozjaśnianych i po zabiegach chemicznych, które oprócz dedykowanej pielęgnacji neutralizują niepożądane żółte odcienie.
Zanim jednak o działaniu poszczególnych produktów, to kilka ważnych z mojego punktu widzenia informacji o marce. Historia JOICO sięga 1975r., marka powstała w Kalifornii, a do Europy zawitała kilkanaście lat później. Produkty marki nie są testowane na zwierzętach, od lat marka stawia na ochronę środowiska, dlatego wprowadziła na rynek opakowania, które nie zanieczyszczają środowiska, ponieważ wykonane są z termoplastycznego tworzywa pochodzącego z recyklingu roślin. Co więcej, opakowania te w 100% ulegają biodegradacji, zawierają do 70% surowców z odzysku, a druki marka realizuje w 100% na papierze ekologicznym. JOICO stawia na ochronę środowiska! Brawo JOICO!    

pielęgnacja włosów

Blond Life to seria czterech produktów: szampon, odżywka, maska i puder rozjaśniający, z których posiadam pierwsze trzy. JOICO bierze odpowiedzialność za to, aby zarówno styliści w salonach, jak i kobiety i mężczyźni (ci również w asortymencie marki znajdą linię dedykowaną dla siebie) korzystali z produktów do pielęgnacji, stylizacji i koloryzacji włosów najwyższej jakości, dlatego każda linia zawiera starannie dobrane innowacyjne składniki. W produktach serii Blond Life znajdują się:
  • Arginina - naturalny, wzmacniający elastyczność włosów aminokwas, który błyskawicznie odżywia i wzmacnia włosy oraz redukuje uszkodzenia.
  • Olejek Monoi - bogata w niezbędne kwasy tłuszczowe mieszanka egzotycznego olejku kokosowego i kwiatu gardenii, która chroni włosy od wewnątrz zapewniając dogłębne nawilżenie, nadaje miękkość i elastyczność a dodatkowo działa od zewnątrz, wygładzając powierzchnię włosów, zapobiega ich elektryzowaniu i stanowi skuteczną ochronę przed przesuszeniem.
  • Olejek Tamanu - pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych oraz omega-6 i omega-9 olejek, który nabłyszcza i chroni kolor oraz pomaga wygładzać włosy podczas każdej aplikacji.
  • Bio-Advanced Peptide Complex® - mieszanka cząsteczek keratyny, która zapewnia odbudowę i ochronę włosów na całej ich długości.
  • Naturalny detoksykator - neutralizuje chlor i żółte odcienie, aby utrzymać piękny, czysty kolor pomiędzy zabiegami.
 
szampon do włosów

Patrząc na opakowania tych produktów nie mam żadnych wątpliwości do jakiego rodzaju włosów została stworzona ta seria. Metaliczne opakowania mieniące się w zależności od położenia we wszystkie odcienie blondu - świetny zamysł i profesjonalne wykonanie. Wspólnym mianownikiem całej serii jest również "profesjonalny" zapach. Nie do końca wiem jak go jednoznacznie określić, wyczuwam cytrusy, wyczuwam kwiaty, ale nie są to zapachy typowo jednoznaczne. Celowo określam go jako profesjonalny, ponieważ najbliżej mu według mojego zmysłu powonienia do zapachu salonu fryzjerskiego. Nie jest za mocny, nie przytłacza, zdecydowanie przyjazny.
Podoba mi się również funkcjonalność opakowań. Szampon umieszczony w tubie o regularnym kształcie, płaska nakrętka pozwala na postawienie go "do góry dnem" dzięki czemu bardzo łatwo produkt wydobyć właściwie do samego końca. Nie bez kozery o tym wspominam, dlatego że szampon posiada bardzo bogatą formułę i dość mocno się pieni, w efekcie już niewielka ilość pozwala na umycie włosów na całej długości. To zdecydowanie stawia go na podium pod względem wydajności - zużywam go o średnio połowę mniej niż innych szamponów. Po użyciu szamponu włosy są dobrze oczyszczone, nie obciążone i co mnie pozytywnie zaskoczyło, to w pośpiechu kiedy nie mamy czasu na aplikację odżywki spokojnie można je rozczesać bez zbędnego pociągania. Ale skoro mam do dyspozycji odżywkę, która działa błyskawicznie to warto te 2-3 minuty poświęcić. Dosłownie! Ponieważ już w zasadzie chwilę po jej aplikacji, a nawet podczas aplikacji wyraźnie wyczuwam w dłoniach jak włosy zyskują na gładkości. Odżywka posiada lekką konsystencję, ale nie spływa z włosów podczas aplikacji i bardzo łatwo się spłukuje. Kilka minut wystarczy aby ciszyć się gładkimi i w pełni zdyscyplinowanymi włosami. Włosy są podatne na stylizację, mocno wygładzone, nie puszą się i nie plączą, a co najważniejsze - produkty te zdecydowanie neutralizują żółte tony. Szampon + odżywka = doskonały zestaw do codziennej pielęgnacji włosów blond.    

maska do włosów

Jednak to maska do włosów stawia kropkę na "i" w tej serii. To produkt, po użyciu którego włosy wyglądają tak jak tuż po wyjściu z salonu fryzjerskiego. Maska tworzy kompletny zestaw wraz z szamponem i odżywką z linii Blond Life który już po pierwszym użyciu zmienia rozjaśniane, przesuszone włosy w delikatne, błyszczące a przy tym elastyczne, nawilżone, odpowiednio dociążone, ale nie obciążone. To właśnie maska posiada najbardziej skoncentrowaną formułę i pod względem konsystencji jest najbogatsza z wszystkich trzech produktów. Podobnie jak w przypadku odżywki to produkt działający szybko stworzony do dogłębnego nawilżenia i maksymalnego zmiękczenia włosów, neutralizacji chloru i usuwania mikroelementów odpowiadających za żółknięcie blondu. Super produkt, nie wyobrażam sobie aby mogło go u mnie zabraknąć.

odżwyka do włosów

Podsumowując...
Misją firmy JOICO jest dzielenie się radością zdrowych i pięknych włosów oraz zyskiwanie kolejnych zadowolonych fanów. Ja do nich dołączam! JOICO dba o to, aby kosmetyk odpowiadał na określone potrzeby włosów i gwarantował im konkretne rezultaty. I tak jest! JOICO dba o moje włosy, a rezultaty widzę w lustrze i czuję gdy dotykam swoich włosów!

Wszystkim blondynkom serdecznie polecam! Do kupienia w wybranych salonach fryzjerskich w całej Polsce oraz w oficjalnym sklepie internetowym tutaj [klik].

Szampon 300ml/75zł, odżywka 250ml/80zł. maska 150ml/109zł - w zestawie taniej.

Pozdrawiam, Aga :) 





Czytaj dalej »

2 czerwca 2017

Podróż na egzotyczne Fiji | SPA RESORT Dr Irena Eris

Kosmetyki linii RESORT SPA podbiły niejednokrotnie serca i zmysły niejednej z nas. Ta luksusowa linia dostępna jest już w kilku odsłonach: JAPAN, HAWAII, TAHITI, MAURITIUS, ORIENT i od niedawna NOWOŚĆ - tym razem marka przenosi nas w odległe zakamarki Oceanu Spokojnego wprost na egzotyczne FIJI. To jedno z najbardziej oryginalnych państw na Ziemi położone na ponad 330 wyspach i 500 wysepkach pochodzenia wulkanicznego. Mieszkańcy Fiji cieszą się tropikalnym klimatem niemalże przez cały rok - średnia temperatura w chłodniejszych miesiącach wynosi ok. 22 stopni Celsjusza. Rajskie klimaty, niekończący się lazur, bezkres oceanu - chciałoby się tam być... Czy kosmetyki Dr Irena Eris przenoszą choć przez chwilę oczami wyobraźni na egzotyczne wakacje?

FIJI

Już same opakowania zachęcają do użycia. Klasyczna tuba peelingu do ciała i wygodny plastikowy słój balsamu ubrane w lazurowy design przykuwają wzrok i cieszą. Obydwa produkty dodatkowo zapakowane w kartony szyte na miarę z dodatkową folią zabezpieczającą - mamy 100% pewność, że nikt przed nami się do nich nie dobierał. M.in. i za ten fakt bardzo cenię produkty Dr Irena Eris, ponieważ wszystkie te, które można zapakować w karton są ofoliowane, a nie każda marka korzysta z takiego rozwiązania. To również ochrona przed wykorzystywaniem przez osoby trzecie kuponów, które znajdują się w każdym opakowaniu do programu Holistic Club. Warto je rejestrować, uczestnictwo w programie jest bezpłatne, dzięki kuponom zbieramy punkty, które możemy wymienić na nagrody. Więcej informacji znajdziesz w tym wpisie.

Dr Irena Eris

W przypadku każdej linii SPA RESORT marka stawia na unikalne i nieznane dotąd ekstrakty, a seria Fiji może pochwalić się obecnością ekstraktu z urzekającego kwiatu "Królowa Raju" posiadającego unikalne właściwości wspomagające detoksykację skóry, zapobiegając w ten sam sposób przedwczesnemu jej starzeniu. Ponadto sprawia, że skóra odzyskuje zmysłową gładkość, miękkość i sprężystość. 
Tajemniczy składnik Strelitzia Reginae, strelicja królewska nazywana rajskim ptakiem, nazwę swoją zawdzięcza wyjątkowemu rodzajowi kwiatu, który wygląda jak głowa jaskrawo kolorowych tropikalnych ptaków. Roślina jest również znana m.in. jako królowa raju, królowa kwiatów, a jej ekstrakt jest otrzymywany z łodyg i kwiatów. Znany jest głównie z właściwości nawilżających oraz antyoksydacyjnych, wyłapuje i neutralizuje wolne rodniki, które są generowane przez czynniki zewnętrzne takie jak zanieczyszczenie środowiska, promieniowanie UV, smog, dym papierosowy. Ponadto przyczynia się do utrzymania właściwego poziomu nawilżenia, a to przekłada się na proces kojenia i łagodzenia skóry.

balsam do ciała

Cechą wspólną tych produktów jest świeży, morski zapach, który zachwyca od pierwszego użycia - dość długo utrzymuje się na skórze. Totalnie w moim guście, nie przeszkadza i nie przytłacza, idealny na pielęgnacyjne wieczory po upalnym dniu. Jestem nim w całości oczarowana!
Podobnie jak odżywczym balsamem-nektarem, który skutecznie wysunął się na pierwszy plan pozostawiając w tyle kilka dostępnych kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała, które aktualnie posiadam. Po pierwsze: konsystencja! Balsam-nektar to produkt o lekkiej, jedwabistej formule, aplikuje się go bardzo łatwo, sprawnie bez nadmiernego rozcierania i szybko się wchłania. Nie obciąża skóry! Po drugie: działanie! Już chwilę po aplikacji skóra staje się gładka, miękka i delikatna. Pomimo swojej lekkości świetnie nawilża i odżywia, niweluje uczucie ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Uczta dla skóry, a dzięki zapachowi, również i dla zmysłów.  

peeling do ciała

Peeling do ciała Fiji SPA RESORT to również bardzo przyjemny kosmetyk nadający gładkości skórze. To, na co zwróciłam uwagę w pierwszym kontakcie - oprócz zapachu oczywiście - to jego wyjątkowa kremowa formuła. Po wyciśnięciu z tuby masa peelingowa nie spływa z dłoni, podczas masażu ciała również świetnie przylega do skóry. Drobiny peelingujące zawarte w nim nie są ostre, peeling nie jest zatem mocnym "zdzierakiem" ale w efekcie skóra po jego użyciu jest dobrze oczyszczona i odświeżona. Dzięki kremowej formule w ogóle nie wysusza skóry, nadaje gładkości i delikatności. Bardzo przyjemny kosmetyk!

pielęgnacja ciała

Korzystanie z tych produktów to czysta przyjemność, wierzę, że przypadną do gustu wielu odbiorcom. Wystarczy poczuć ten zapach aby przenieść się na egzotyczne wakacje.

Produkty FIJI SPA RESORT Dr Irena Eris dostępne są tylko w perfumeriach Douglas. Polecam!

Znacie kosmetyki pielęgnacyjne Dr Irena Eris?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger