26 maja 2017

Nowość! Płyny micelarne LIRENE

Baz płynu micelarnego na mojej półce to trochę jak bez ... pasty do mycia zębów. Bywa czasem tak, że zamiast micela używam olejku do demakijażu, jednak to płyn micelarny jest dla mnie najczęściej pierwszym krokiem oczyszczania twarzy. To najczęściej polecany kosmetyk do demakijażu, w którym micele - mikroskopijne cząsteczki przyciągają zanieczyszczenia i pochłaniają nadmiar sebum. Preferuję dwuetapowe oczyszczanie skóry, zatem nie oczekuję od płynu micelarnego, że całkowicie i dogłębnie oczyści skórę, najbardziej zależy mi na tym aby skutecznie rozpuścił i pomógł usunąć makijaż, a kropkę nad "i" w kwestii oczyszczenia skóry stawiam w drugim etapie mycia twarzy produktem do tego celu kierowanym przy użyciu wody. Kiedy nie noszę w ciągu dnia makijażu, to płyn micelarny służy mi również do odświeżania skóry w ciągu dnia, a  racji tego, że posiadam cerę mieszaną częściej można spotkać u mnie produkty tego typu dla skóry mieszanej - latem nawet tłustej - niż suchej, takie, które oprócz oczyszczania, odświeżają skórę i pochłaniają nadmiar sebum.

Lirene

Często sięgam po drogeryjne płyny micelarne, a tym razem mam przyjemność poznać i podzielić się z Wami opinią na temat nowych płynów marki Lirene. W moim posiadaniu są dwa: z minerałami Morza Martwego oraz duo płyn micelarny z olejkiem rycynowym. Obydwa kierowane właściwie dla każdego rodzaju cery, przy czym z minerałami przede wszystkim do mieszanej i tłustej, a duo do suchej. Jako posiadaczka cery mieszanej nie przechodzę obojętnie obok produktów oczyszczających łączących w sobie oczyszczanie z normalizacją wydzielania sebum. Zespół ekspertek Laboratorium Naukowego Lirene stworzy technologię Micel Pure&Mat z minerałami Morza Martwego, która oparta jest na synergii składników oczyszczających z normalizującymi, więc płyn micelarny z minerałami okazuje się być dla mnie świetnym rozwiązaniem. 
  
płyn micelarny
oczyszczanie twarzy

Jestem pozytywnie zaskoczona skutecznością tego płynu - właściwie to przez miesiąc codziennego stosowania nie wyciął mi żadnego numeru. Producent zaleca oczyszczanie nim skóry twarzy i okolic oczu i przyznaję, że bardzo dobrze radzi sobie z makijażem nie tylko twarzy ale również i oczu - nie podrażnia, nie uczula i nie szypie w oczy. Jak to zwykle bywa, nie radzi sobie już tak dobrze z wodoodporną maskarą, w tym celu lepiej zaopatrzyć się w produkt dwufazowy, ale mimo wszystko wystawiam mu wysoką ocenę. Pomimo, że producent określa formułę jako bezzapachową, to jednak wyczuwam w nim bardzo delikatne świeże morskie nuty a ten fakt również przemawia na nim, ponieważ po jego użyciu wyczuwam na skórze lekki powiew świeżości. Nie zauważyłam spektakularnego zmniejszenia widoczności porów, ale biorąc pod uwagę jego skuteczność, dużą pojemność, bo aż 400ml i taką samą wydajność, a przy tym łatwą dostępność i wreszcie cenę regularną na poziomie niespełna 19 zł, to uważam, że to bardzo dobry wybór. U mnie sprawdza się bardzo dobrze i nie wysusza skóry.

płyn dwufazowy
demakijaż

Duo płyn micelarny z olejkiem rycynowym z kolei kierowany do skóry suchej z pomocą technologii Micel Pure&Nutri łączy oczyszczanie z odżywieniem skóry. Co istotne, dzięki właśnie zawartości olejku rycynowego poprawia kondycję rzęs, więc producent daje wyraźnie do zrozumienia, że to produkt idealny do demakijażu oczu. Olejek rycynowy znany jest ze swoich właściwości wzmacniających, odżywiających i przyspieszających wzrost rzęs, dzięki czemu stają się mocne, silniejsze i piękniejsze. Dodatkowo formuła duo wzbogacona została o HydroComplex, który zapewnia efekt nawilżenia i ukojenia skóry, jednocześnie ograniczając utratę wody przez naskórek. 
Z racji dwufazowej formuły przed użyciem płynu należy energicznie wstrząsnąć butelką tak, aby warstwy połączyły się ze sobą tworząc jednolity płyn o wyraźnie żółtym zabarwieniu. Co ciekawe, fazy dość szybko wracają do swojego pierwotnego położenia: warstwa olejowa na górze. Pomimo, że płyn nie pozostawia tłustej powłoki to jednak z racji rodzaju cery korzystam z jego właściwości tylko w demakijażu oczu. Niejednokrotnie podkreślałam na blogu, że do demakijażu oczu najchętniej wybieram "dwufazy", ale tylko te, które nie pozostawiają tłustej otoczki wokół oczu i obchodzą się przy tym z tą wrażliwą okolicą delikatnie i bez zbędnego pocierania. Z produktów tego typu, które poznałam, tylko nieliczne wyróżniają się nie pozostawianiem filmu na skórze, a duo Lirene również tego nie czyni. Owszem, czuję bardzo delikatny film, ale nie to nic tłustego, lepkiego i przeszkadzającego, a z demakijażem oczu radzi sobie dobrze. Z makijażem wodoodpornym również, ale wymaga to dwukrotnego przyłożenia nasączonego płynem płatka kosmetycznego do oka.      

pielęgnacja twarzy

Podobnie jak w przypadku poprzednika do dyspozycji dostajemy 400ml duo płynu (cena regularna poniżej 20zł), więc jego wydajność w przypadku demakijażu oczu jest ogromna. Przez miesiąc wykorzystałam go bardzo mało, szacuję, że ok. 1/8 a to niewiarygodnie dobry wynik!

Obydwa płyny sprawdzają się u mnie i nie wykluczam, że sięgnę po nie ponownie. Skuteczne, wydajne, łatwo dostępne i korzystne cenowo. Polecam!

Znasz? Jaki płyn micelarny aktualnie stosujesz?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

22 maja 2017

Olejek ze złotymi drobinkami | NUXE Prodigieuse

Maj, a nad Bałtykiem upalnie niczym w Hiszpanii. Odpoczywam od kilku dni na nadbałtyckiej plaży i jestem zachwycona pogodą, jaka aktualnie tutaj występuje. A nie zawsze tutaj tak jest - nawet w środku lata. Biorąc pod uwagę, że kilkanaście dni temu na sopockim molo był śnieg a dzisiaj kto żyw opala się na nim, to ogarnia mnie pełen zachwyt, że właśnie teraz tutaj jestem! Pakując się na wyjazd miałam wiele dylematów co ze sobą zabrać do kosmetyczki a mając w pamięci nasz ubiegłoroczny urlop nad morzem w sierpniu, gdzie przez niemalże cały tydzień padał deszcz, zastanawiałam się co może mi się przydać i okazuje się, że meteorolog ze mnie całkiem niezły, ponieważ udało mi się przewidzieć, że kosmetyk upiększający odkryte ciało będzie niezbędny.

lato

NUXE i słynny suchy olejek, pod auspicjami którego powstał to kosmetyk owiany już legendą, który ma swoich wielbicieli na całym świecie. Wyłamuję się, ponieważ do klasycznej wersji nie pałam szczególną sympatią. Nie nadaje się u mnie do pielęgnacji skóry twarzy, włosów a i zapach mnie nie do końca przekonuje - jak na olejek to dla mnie zbyt intensywny. I jakkolwiek wierzę w jego odżywcze właściwości to nie jest to kosmetyk, który muszę mieć. Pisałam o nim dwa lata temu i tam też znajduje się odpowiedź "dlaczego?" tutaj <klik>. Z tego też powodu pojawienie się u mnie wersji ze złotymi drobinkami opóźniałam do maksimum, ale wychodząc z założenia, że przecież w tej wersji chodzi przede wszystkim o glow, więc go nabyłam. I nie żałuję! Bo tak pięknej poświaty, jaki daje ten olejek nie daje właściwie żaden inny! A i zapach - o ile dobrze pamiętam - jest mniej intensywny.
 
suchy olejek
olejek z drobinkami

Suchy olejek NUXE ze złotymi drobinkami, o zawartości 95,2% składników pochodzenia naturalnego, to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E. Jego formuła zawierająca wysokie stężenie 6 olejków roślinnych: z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia. Podobnie jak w przypadku klasycznej wersji producent kieruje jego zastosowanie do całościowej pielęgnacji, zarówno ciała, twarzy jak i włosów i podobnie jak w przypadku klasyka, u mnie olejek znajduje zastosowanie głównie w pielęgnacji ciała, a właściwie w tym przypadku do nadania skórze blasku. Po jego zastosowaniu skóra faktycznie jest gładka, wręcz jedwabista i bardzo przyjemna w dotyku, a efekt rozświetlenia dodaje jej zdrowego połysku. Poświata na skórze nie jest nachalna i przerysowana, w efekcie subtelna ale widoczna nawet przy najmniejszym ruchu.
W przypadku aplikacji na włosy olejek nadaje im subtelne złociste refleksy, nie mniej jednak moje cienkie włosy zdają się być nim obciążone. Biorąc pod uwagę, że wersja olejku którą ja posiadam nie jest wyposażona w atomizer (nie wiem czy wszystkie są takie) to aplikuję na włosy bardzo oszczędnie, pomijając ich nasadę a skupiając się głownie na końcach. Uważam, że posiadaczki włosów z natury grubych i gęstych będą w pełni usatysfakcjonowane.    

NUXE

Olejek pięknie podkreśla opaleniznę - tę z tubki też ;) Zaaplikowany na newralgiczne miejsca daje wspaniały efekt, np. nałożony na przednią część nóg od dołu ku górze wysmukla je i dodaje powabu. Satynowy odblask i perłowe refleksy delikatnie korygują niedoskonałości skóry. Pięknie prezentuje się na ramionach i dekolcie ze szczególnym uwzględnieniem kości obojczykowych. Takie małe triki, a wiele zmieniają! Z pewnością będzie towarzyszył mi przez całe lato- kto wie? może nawet nie jedno! Polecam!

Znasz olejki NUXE?  Podziel się wrażeniami.

Pozdrawiam ciepło, Aga :)
Czytaj dalej »

20 maja 2017

Oczyszczanie twarzy nie musi być nudne | SKIN79

"Sekrety urody Koreanek" to pozycja, której nie wypadało nie przeczytać. Blogosfera sekcji beauty powiedziała już chyba wszystko na jej temat i domyślam się, że zdecydowana większość zna już osławione "10 kroków koreańskiej pielęgnacji". Najważniejszym z nich jest oczywiście oczyszczanie skóry i w tym przypadku żaden czytelnik książki nie odkrył Ameryki, ponieważ zakładam, że o tym każdy już wiedział zanim sięgnął po "sekrety": nie ma prawidłowej pielęgnacji twarzy bez jej dokładnego oczyszczenia, nie tylko z makijażu. Pielęgnacja w tym zakresie jest bezlitosna, na nic innowacyjne i najbardziej skuteczne składniki aktywne zawarte w kremach jeśli uprzednio nie zmyjemy ze skóry zanieczyszczeń - oczyszczając dokładnie skórę pomagamy tym składnikom zadziałać. Na mojej półce stoi już trochę koreańskich kosmetyków i w miarę upływu czasu i ich stosowania coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Koreanki lubią urozmaicenie, a jeśli mają do dyspozycji tak kreatywnych producentów jak m.in. SKIN79 to nudna pielęgnacja im nie grozi.    

SKIN79

No właśnie - oczyszczanie twarzy też nie musi być nudne a w dzisiejszym wpisie o trzech takich produktach, których darmo szukać na półkach naszych rodzimych marek. I to dosłownie! Żel głęboko oczyszczający Pearl Luminate Brilliant Deep Cleanser SKIN79 to produkt jakiego ja jeszcze nie spotkałam. Absolutnie fantastyczny pod każdym względem, począwszy od opakowania, poprzez formułę, zapach, działanie i efekty. 
Zacznę od tego co widzę, a widzę pięknie wyglądający kosmetyk, który wzbudza zainteresowanie. Opakowanie w kształcie tuby z przeźroczystego tworzywa wyposażone w sprawnie dozujący produkt pompkę. Wewnątrz półpłynny żel, w którym zatopione zostały - na pierwszy rzut oka białe drobiny, po analizie deklaracji producenta, wyciąg z pereł Akoya. Trzymając produkt pierwszy raz w dłoni zastanawiałam się czy te perełki będą pozostawały wewnątrz opakowania czy będą dozowane wraz z produktem. Pierwsze użycie dało odpowiedź: bez trudu pompka je dozuje i nie zacina się pod ich wpływem. 

Pearl Luminate
żel do mycia twarzy

Żel posiada bardzo bogatą formułę, w której umieszczono aż 50 naturalnych składników, w tym ekstrakty i oleje z kokosa, kamelii, pomarańczy, ryżu, sezamu, eukaliptusa, migdała i wiele innych. Tytułowe perły, a właściwie wyciąg z nich regeneruje skórę, zapewnia efekt jej rozjaśnienia i przyjemne uczucie gładkości. Ponadto żel zawiera w składzie kwas glikolowy, który łatwo przenika w głębsze warstwy skóry, nawilża i odżywia, zapobiega ucieczce wody co spowalnia proces starzenia się skóry. 
Biorąc pod uwagę mnogość składników, to formuła żelu jest dość lekka, ale z łatwością usuwa pozostałości po makijażu i zabrudzenia - przecierając skórę płatkiem kosmetycznym nasączonym tonikiem pozostaje czysty. Zapach jest również bardzo delikatny, z pewnością przypadnie do gustu nawet wrażliwym na zapachy. I co najważniejsze: koniec ze ściągnięciem skóry przy jednoczesnym dokładnym jej oczyszczeniu. Żel stosuję od dwóch miesięcy codziennie i ani razu nie odnotowałam ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Przeciwnie, to produkt, który już na etapie oczyszczania nawilża skórę. Pomimo, że występuje na skórze krótko - w końcu to żel do mycia twarzy - to za każdym razem kiedy go użyję czuję, że moja skóra jest pozytywnie nawilżona. Ale nie obciążona. To jeden z tych produktów, o których się nie zapomina. Pozytywne uczucie od pierwszego użycia, utrzymujące się w czasie. HIT!!! 

peeling do twarzy

Drugi produkt, który prezentuję, a którego przyznaję, że się trochę obawiałam to SKIN79 Sweet Honey Sugar Peeling, cukrowy peeling do twarzy. Obawiałam się, ponieważ najczęściej sięgam po peelingi enzymatyczne i rzadko można było u mnie spotkać peeling drobno- czy gruboziarnisty, unikałam nadmiernego złuszczania twarzy poprzez jej pocieranie, co wydawało mi się być zbyt inwazyjnym dla mojej cery zabiegiem. A tu pozytywne zaskoczenie - pasta, choć dosyć zbita to przy delikatnym pocieraniu łagodnie obchodzi się ze skórą i wcale jej nie szkodzi.

koreańska pielęgnacja
peeling cukrowy

Peeling umieszczony został w małym gustownym słoiczku z dodatkowym zabezpieczeniem w postaci plastikowej nakładki i ze szpatułką, która ułatwia wydobycie pasty. Przed użyciem peelingu producent zaleca wykonać okład z ciepłego ręcznika w celu otworzenia porów skóry a następnie wykonać 3-5 minutowy masaż twarzy z użyciem masy peelingowej. I przyznaję, że w taki sposób wykonywałam zabieg tylko raz, kolejno bez okładu na wstępie ciepłym ręcznikiem. Efekt jest bardzo zadowalający. Pomimo, że zatopione kryształki brązowego cukru w paście są dość mocno wyczuwalne w dłoniach, to przy niewielkim nacisku masując skórę pozbywam się wszystkich suchych skórek, martwego naskórka i dogłębnie oczyszczam skórę. Po takim zabiegu jest niebywale gładka, świetnie oczyszczona i - podobnie jak w przypadku poprzednika - nawilżona. Zero uczucia ściągnięcia! To z pewnością zasługa tytułowego miodu (mocno wyczuwalny) i masła shea. Cud - miód! Nie spodziewałam się, że produkt, którego unikałam, wywrze na mnie tak pozytywne wrażenie - a wywarł!
  
Yum Yum Cleanser

Ostatni z produktów również zaskakuje wszystkim, ale z góry przyznaję, że pałam do niego najmniejszą sympatią z trzech prezentowanych. Zanim o tym dlaczego, to jednak nie mogę odmówić mu skuteczności. Yum Yum Cleanser SKIN79 jest częścią serii Natural 98, która czerpie swą siłę z bogactw natury. Yum Yum to mus do oczyszczania skóry, który według producenta usuwa makijaż i sebum bez konieczności podwójnego mycia twarzy. W składzie występuje ekstrakt z nasion łzawicy (chiński jęczmień perłowy), który ma silne działanie antyoksydacyjne, zawiera substancję o właściwościach przeciwzapalnych oraz działaniu antyhistaminowym. Z kolei wyciąg z łzawicy pomocny jest w leczeniu cer trądzikowych, a duża zawartość lipidów działa korzystnie na cery dojrzałe i suche.
   
SKIN79
pielęgnacja twarzy

Mus zamknięty jest w opakowaniu wyglądem przypominającym do złudzenia mały wek. Nie ma nudy! Sama konsystencja produktu również budzi zainteresowanie - puszysty mus, nazywany czasem "twarożkiem", choć według mnie z twarożkiem ma tylko tyle wspólnego, co jego biały kolor. Dla mnie to puszysty mus - bardzo wydajny, niewiele potrzeba na umycie twarzy - o przyjemnym i delikatnym naturalnym zapachu.  Przyjemnie masuje się nim skórę, po roztarciu w dłoniach łatwo przylega do skóry, łatwo się spłukuje i w efekcie również nie powoduje ściągnięcia. 
Opakowanie prezentuje się bardzo dobrze, ale niestety nie idzie to w parze z jego funkcjonalnością. O ile inne opakowania z łatwością można użyć pod prysznicem, tak w przypadku tego, trudno mi się z nim obejść. No ale nie wszyscy wykonują demakijaż i mycie twarzy pod prysznicem, więc to co dla mnie jest minusem, u innych może w ogóle nie występować. Nie do końca również się zgodzę z obietnicami, że ten produkt zastępuje demakijaż i mycie twarzy w jednym etapie. Z minimalistycznym makijażem sobie radzi, ale z tuszem do rzęs ma już pewne problemy. Zaznaczam, że to przyjemny produkt i chętnie po niego sięgam, ale ja nie traktuję go jako 2w1, dla mnie to fajny produkt do mycia twarzy w drugim etapie, a z racji tego, że nie zastępuje mi demakijażu, to najczęściej sięgam po niego w porannej pielęgnacji.
  
koreańska pielęgnacja

Z wszystkich trzech wymienionych największe wrażenie wywarł na mnie oczywiście żel Pearl Luminate i to jego gorąco polecam! Ilekroć spotykam się z porównaniami, że koreańskie kosmetyki to zupełnie inny świat, tak w tym przypadku z tym stwierdzeniem się zgadzam. To bardzo dobry produkt! Z kolei cukrowy peeling przekonał mnie, że "nie taki diabeł straszny... jak go malują" - gładkość skóry po jego użyciu przeszła moje oczekiwania i z przyjemnością po niego sięgam. A Yum Yum? To nie jest zły produkt i tak sobie myślę, że trudno byłoby go umieścić w opakowaniu np. z pompką lub innym dozownikiem, aby go wydobyć trzeba jednak użyć dłoni albo załączonej szpatułki, ale z pewnością nie jest to produkt niezastąpiony. I o ile żel i peeling już widzę ponownie na swojej półce, to mus z racji utrudnionej funkcjonalności opakowania jednak nie.

Znacie te produkty? Co sądzicie o koreańskich kosmetykach?  

Pozdrawiam, Aga :)


Czytaj dalej »

9 maja 2017

Maseczki z tkaniny | SEPHORA

Maseczki na tkaninie skutecznie podbijają nasz rynek! Pierwsze próby stosowania tego typu masek nie wspominam dobrze, i nie mam tutaj na myśli ich działania (choć trafiłam również i na takie, które w tym zakresie mnie niczym nie ujmowały) a sposobu aplikacji. Należę do tej grupy odbiorców, którzy dość sceptycznie podchodzą do nowości, potrzebuję czasu aby się przekonać, nie rzucam się na głęboką wodę kiedy zewsząd płyną sugestie - musisz je mieć! Jako zatem absolutna fanka kremowych masek do twarzy decydowałam się na pojedyncze egzemplarze różnych marek i z mojej perspektywy uważam, że w miarę upływu czasu pojawiło się wiele ciekawych propozycji czerpiących u źródła - z Korei. Bo to właśnie koreańskie maseczki "w płachcie" były i nadal są inspiracją marek do wprowadzania tego typu kosmetyku na rynek. I jakkolwiek uważam, że jednorazowe koreańskie maski są świetne, to jednak mają również skuteczną konkurencję, której nie mam nic do zarzucenia. 

SEPHORA

Kremowe maseczki mają swój swoisty urok i z pewnością nie zrezygnuję z nich całkowicie, to jednak totalnie doceniam wygodę stosowania masek na tkaninie. Nakładasz, odpoczywasz przez 15-20 minut, zdejmujesz z twarzy i... gotowe. Nie musisz nic zmywać, niejednokrotnie brudzić umywalki, wedle uznania nadmiar ściągasz ze skóry albo pozostawiasz do wchłonięcia - prościej chyba już się nie da. Zajmują mało miejsca, wrzucasz do kosmetyczki na wyjazd i z głowy, żadnych ciężkich słoiczków, tubek, nic Ci się nie wyleje a masz dodatkową ważną pielęgnację.
Dzisiaj nie mam już jednej, dwie, trzy... dzisiaj mam już odrębną szufladę do ich przechowywania, którą skrupulatnie uzupełniam i na potrzeby tego wpisu nawet je policzyłam - 27!!! Przyznaję, że taką ilość trochę mi pomogła zebrać nasza blogowa koleżanka Magda prowadząca blog Kociamber w podróży, która aktualnie mieszka w Seulu i była tak miła, że podczas niedawnej wizyty w Warszawie przywiozła m.in. i dla mnie trochę koreańskich dobroci - jeszcze raz dziękuję! I oczywiście uwielbiam koreańskie maski Dr Jart+, nie należą najtańszych (nawet w Korei) ale moim zdaniem wyróżniają się działaniem na tle zdecydowanej większości. Ale to temat na odrębny wpis, a dzisiaj skupię się na maseczkach z tkaniny marki własnej Sephora, po które czasem sięgam.

maska z tkaniny

W ramach całej serii znajduje się 8 masek o różnych właściwościach z przeznaczeniem dla konkretnych potrzeb. Nie znam dwóch wersji: perła i orchidea (jeśli tracę na tej niewiedzy to proszę o informację, a z pewnością nadrobię zaległości), a z tych, które znam najlepiej sprawdzają się u mnie avocado i zielona herbata. I to właśnie je chciałbym w głównej mierze przedstawić.
Rodzaje masek z tkaniny Sephora Efekt drugiej skóry:
  1.  avocado - odżywcza regenerująca
  2. zielona herbata - matująca, zapobiegająca niedoskonałościom
  3. owoc granatu - relaksująca energetyzująca
  4. algi - oczyszczjąca
  5. orchidea - przeciwstarzeniowa wygładzająca
  6. lotos - nawilżająca relaksująca
  7. perła - koloryt i blask
  8. róża - ultranawilżenie i blask

maseczka do twarzy
sheet mask

Spotkałam się z różnymi rodzajami tkaniny, która nasączona jest substancjami i już na wstępie przyznaję, że maseczki Sephora wykonane są z bardzo cienkich tkanin zabezpieczonych dodatkową membraną, którą można wykorzystać na dekolcie, co mnie osobiście bardzo odpowiada. Ponadto uważam, że są bardzo mocno nasączone i dobrze wyprofilowane, więc w efekcie połączenia cienkiej tkaniny i odpowiedniego jej "wycięcia" uzyskujemy maskę, która bardzo dobrze przylega do skóry, nie przemieszcza się, (nawet podczas ruchu) i nie wysycha podczas pozostawania na skórze. Producent zaleca 15 minutowy seans, ja natomiast pozwalam sobie ten czas wydłużać. Po zdjęciu maski (nadal jest wilgotna) pozostałości na skórze wklepuję - nie tylko w skórę twarz, ale również szyi i dekoltu. Efekty? Zależne od rodzaju maski.
W przypadku maski avocado przede wszystkim wyraźnie widać odżywienie i bardzo dobre nawilżanie skóry (posiadam skórę mieszaną). Po tę maskę warto sięgać wtedy, kiedy skóra potrzebuje odżywienia ale i regeneracji, ponieważ po jej zastosowaniu znika napięcie i ściągnięcie skóry, suche skórki zostają całkowicie wyeliminowane i znikają drobne miejscowe zaczerwienienia. Bardzo dobrze sprawdza się po peelingu, szczególnie z drobinami ścierającymi czy kawitacyjnym. Ja traktuję ją już jako ostatni etap pielęgnacyjny na noc, pozostawia dużo substancji na skórze, której pozwalam się całkowicie wchłonąć i nie czuję potrzeby aplikowania dodatkowych kosmetyków pielęgnacyjnych. Rano skóra w świetnej kondycji, nawilżona, gładka, miękka i bardzo miła w dotyku.
Z kolei maseczka zielona herbata świetnie sprawdza się u mnie rano lub w ciągu dnia. Głównie dlatego, że substancje tej maski moja skóra zdecydowanie lepiej chłonie. Maska pochłania nadmiar sebum i pozostawia skórę matową. Nie dzieje się to jednak w chwili pozostawania na skórze, ponieważ po jej usunięciu na twarzy pozostaje warstwa preparatu, ale zdecydowanie szybciej się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Jestem oszczędna w stwierdzeniu, że redukuje niedoskonałości, ale z pewnością mogę określić, że po jej zastosowaniu skóra jest fajnie oczyszczona.   
    
maseczka do twarzy
sheet mask

Nieco niżej, ale równie dobrze oceniam maski lotos i owoc granatu. I w tym przypadku widzę niewielkie różnice względem efektów zastosowania. Właściwie to w ogóle nie widzę różnicy oprócz zapachu. Obydwie traktuję jako mały domowy zabieg SPA, skóra po ich zastosowaniu jest wypoczęta, zrelaksowana, promienna i dobrze nawilżona. Podobnie jak w przypadku maski avocado pozostały na skórze preparat wymaga czasu na całkowite wchłonięcie. Nie dysponują w tej chwili, zatem nie jest widoczna na zdjęciach, ale bardzo dobrze wspominam oczyszczającą maskę algi - pamiętam efekt wow i z pewnością trafi ona do mnie ponowie.
  
płatki pod oczy
maseczka pod oczy

Sephora w swojej ofercie oprócz masek z tkaniny na twarz posiada maseczki w formie płatków pod oczy. Korzystam z płatków regularnie, najlepsze według mnie to płatki Yonelle - tutaj odpowiedź dlaczego ---> klik - ale płatki Sephora niewiele pozostają w tyle. Również zabezpieczone dodatkową membraną, bardzo mocno nasączone i świetnie wyprofilowane - rozmiarem obejmują nie tylko dolną powiekę ale również zewnętrzną część oka dochodząc aż do skroni i na wysokość brwi, tam, gdzie powstają "kurze łapki". Każda maska na twarz posiada swój odpowiednik płatków pod oczy, jednak ja szczególne ukłony posyłam róży! Z tych, które poznałam wszystkie chłodzą i koją okolice pod oczami, dobrze nawilżają, avocado i róża wręcz bardzo dobrze, ale róża dodatkowo rozświetla i to daje jej w moim odczuciu prowadzenie. Tkanina również jest bardzo cienka, płatki nie przemieszczają się, spokojnie można w nich spacerować po domu.

maseczka do rąk
maseczka do rąk

Skoro jesteśmy przy tkaninie, to dla mnie świetnym zabiegiem nawilżającym i regenerującym skórę dłoni są jednorazowe maski w postaci nasączonych rękawiczek. Sephora posiada trzy rodzaje: avocado, argan i aloes i wszystkie trzy są rewelacyjne! Na moim blogu przewinęło się już kilka tego typu produktów i jednogłośnie stwierdzam, że te są najlepsze. I najdroższe z wszystkich tych, które poznałam na własnej skórze. Niewielką różnicę widzę w ich działaniu, według producenta aloes jest typowo nawilżającą maską, argan przeciwstarzeniową a avocado odżywczą i naprawczą, i jeśli koniecznie muszę wskazać jedną, po którą zdecydowanie warto sięgnąć, to wskazuję avocado. To ona zbiera najwięcej pozytywnych opinii i ja się z tym zgadzam w 100%. Rewelacyjnie naprawia uszkodzenia w postaci zniszczonych, wysuszonych i spierzchniętych dłoni a efekt utrzymuje się do kilku dni. Kiedy pierwszy raz użyłam tych rękawiczek moje dłonie wyglądały jak po kuracji w salonie manicure, maksymalnie nawilżone, odżywione, gładkie, miłe w dotyku i odbiorze i pięknie pachnące - zapach utrzymywał się do czasu mycia rąk :) 

SEPHORA

Ja jestem bardzo zadowolona z masek z tkaniny Sephora, znajdują u mnie pozytywne zastosowanie i chętnie po nie sięgam. Jeśli chodzi o koszt masek (na twarz i pod oczy 19zł, do rąk 15zł) to plasują się one w średniej półce cenowej, w sklepach internetowych można kupić maski tego typu już za kilka złotych, uważam jednak, że warto je wypróbować np. podczas częstej promocji na produkty marki własnej Sephora 2+1, gdzie trzeci produkt tak naprawdę otrzymujemy gratis. Minus 20% na pielęgnację również bardzo często się zdarza. Polecam!

Znacie maski z tkaniny Sephora? Podzielcie się wrażeniami ze stosowania.

Pozdrawiam serdecznie, Aga :) 
Czytaj dalej »

3 maja 2017

To lubię! Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy VIANEK

Tak! Takie kosmetyki lubię! Wygodne w użyciu, łagodne dla skóry a przy tym skuteczne, o naturalnym i prostym składzie, z naszego rodzimego podwórka i nie rujnujące portfela. Idealny dla zwolenniczek "róży" w kosmetykach - nie tylko ze względu na zapach. Hydrolat różany, woda różna, tonik różany - koniecznie naturalny, to mój niezbędnik, szczególnie w porannej pielęgnacji. Żadne inne kosmetyki tak skutecznie nie koją skóry, nie łagodzą podrażnień i nie niwelują zaczerwienienia, np. po głębokim peelingu czy maseczce dogłębnie oczyszczającej. Na mojej półce gościło już wiele kosmetyków tego typu i różnych marek, oczywiście nie znam jeszcze wszystkich, ale dzisiejszy bohater wpisu - łagodzący tonik-mgiełka do twarzy Vianek na bazie ekstraktu z owoców dzikiej róży to kosmetyk dla mnie kompletny, nie tylko kończący etap oczyszczania skóry, budzący moje zaufanie na każdej z możliwych stron i ... nie boję się użyć tego stwierdzenia: niezastąpiony.

Vianek

Vianek to polska marka kosmetyków naturalnych przeznaczona na rynek masowy, której kosmetyki dedykowane są kobietom w każdym wieku i o zróżnicowanych potrzebach pielęgnacyjnych. Produkty nie są testowane na zwierzętach, a zioła wykorzystane do ich produkcji pochodzą z upraw ekologicznych zlokalizowanych na Podlasiu. Już same opakowania wzbudzają zaufanie, zdobią je polskie kwiaty i zioła co jest niewątpliwie znakiem rozpoznawczym marki. Jak w zdecydowanej większości marek, tak i w tym przypadku Vianek składa się z kilku serii kosmetyków do pielęgnacji zarówno twarzy, ciała jak i włosów a każda seria wyróżnia się innym kolorem. Tonik-mgiełka, który mnie zachwycił pochodzi z serii różowej, której kosmetyki wykazują działanie łagodzące i regenerujące.  

tonik do twarzy

Dlaczego tonik-mgiełka mnie zachwycił? Dlatego, że jest skuteczny w działaniu a przy tym bardzo prosty w użyciu. To niebywale delikatny i nawilżający tonik w formie mgiełki na bazie ekstraktu z owoców dzikiej róży, może być aplikowany na każdy rodzaj skóry, nawet wrażliwej i podrażnionej. Owoce dzikiej róży są bogatym źródłem witaminy C - dla przykładu, jej zawartość jest 30-krotnie wyższa niż w cytrynach uważanych za symbol witaminy C. Jeśli zaglądacie do mnie częściej, to zapewne wiecie, że ja jestem ogromną fanką witaminy C w kosmetykach, nie tylko tych, które deklarują to na opakowaniach - tonik zatem z ekstraktem z owoców dzikiej róży to dla mnie strzał w 10! 

Właściwości kosmetyczne ekstraktu z owoców dzikiej róży:
  • antyoksydacyjne - chroni przed działaniem wolnych rodników,
  • działa wygładzająco i nawilżająco,
  • łagodzi skutki poparzeń posłonecznych,
  • wykazuje działanie przeciwzapalne,
  • rewitalizuje dojrzałą skórę.
Poza ekstraktem z owoców dzikiej róży w składzie toniku znajdują się jeszcze składniki o działaniu łagodzącym (alantoina), ochronnym (alginian sodu) i wspomagającym mechanizmy naprawcze (kwas laktobionowy).  Olejek geraniowy poprawia elastyczność i uspokaja skórę.

pielęgnacja twarzy

Tonik znajduje u mnie zastosowanie praktycznie w każdej sytuacji, począwszy od tej najbardziej oczywistej - ostatni krok demakijażu, spryskanie twarzy dla przywrócenia odpowiedniego pH skóry. To bardzo przyjemne uczucie kiedy mgiełka osiada na skórze, żadnych podrażnień, ściągnięć skóry, zero wysuszenia a twarz gładka i przyjemna w odbiorze. I tutaj pozwalam sobie nawet na kilkukrotne uwolnienie mgiełki, chwilę pozostawiam na skórze, potem wklepuję.
Mgiełka doskonale koi po oczyszczających maseczkach, świetnie sprawdza się również przy tych na bazie glinki oraz pod maski w płachcie. Co więcej, może być stosowana na makijaż, niewielka jej ilość nie uszkadza makijażu, a aplikacja w ciągu dnia nawet go odświeża.

Łagodzący tonik-mgiełka sprawdza się u mnie doskonale i mając w tej chwili do dyspozycji kilka innych toników, najczęściej sięgam po ten i z pewnością nie jest to moje pierwsze i ostatnie opakowanie - wywarł na mnie niebywale pozytywne wrażenie już od pierwszego użycia i trwale pozostawił po sobie ślad. Pokuszę się o stwierdzenie, że: satysfakcja gwarantowana!

Podoba Wam się, a może już go znacie? 
  
Pełny skład (INCI): Aqua, Glycerin, Panthenol, Rosa Canina Fruit Extract, Decyl Glucoside, Coco-glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactobionic Acid, Lactic Acid, Sodium Alginate, Allantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Pelargonium Graveolens Oil, Parfum, Geraniol.

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)


Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger