20 października 2017

Oczyszczające pianki do twarzy Made in Sephora

Lubię kosmetyki marki własnej Sephora. Zdecydowanie częściej sięgam po kosmetyki pielęgnacyjne aniżeli do makijażu, choć w tej drugiej kategorii również mam swoich faworytów. Np. wypalany puder kompaktowy służy mi niezmiennie od kilku miesięcy i uważam, że to jeden z najlepszych pudrów jakie miałam. Chwalę sobie bardzo pomadki w płynie, latem brązery (co sezon mnie zaskakują nowością) i maskarę Outrageous Curl. Z pielęgnacji natomiast nałogowo korzystam z żeli pod prysznic, zimą lubię bogate balsamy do ciała, ale najczęściej jednak sięgam po kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Kremy do demakijażu i peelingu są super - w ubiegłym miesiącu pojawił się na moim blogu dedykowany dla nich wpis [klik] - podobnie jak niesamowicie skuteczny płyn dwufazowy i micelarny, które polecam już od dawna. Niestety wśród poznanych kosmetyków pielęgnacyjnych pojawiły się na mojej półce kosmetyki, po które ponowie już nie sięgnę. I to nawet nie dlatego, że brakuje im skuteczności, ale przede wszystkim dlatego, że nie zaiskrzyło między nami przy pierwszym kontakcie i stan ten niezmiennie się utrzymuje.

SEPHORA

Umknęło mi kiedy dokładnie Sephora wprowadziła je do swojej oferty, trafiły do mnie właściwie przypadkiem (jak zdecydowana większość kosmetyków kiedy wchodzę do Sephory aby popatrzeć, powąchać i zobaczyć z bliska kosmetyki, które mnie interesują ;) a te pianki zwyczajnie rzuciły mi się w oczy. Do wyboru mamy dwa produkty: piankę oczyszczającą z ekstraktem z glinki ghassoul oraz oczyszczający olejek w piance z ekstraktem z miodu akacjowego. Obydwie o pojemności 150ml w metalowych opakowaniach, które wyglądem bardziej przypominają mi dezodoranty niż produkty do oczyszczania twarzy, ale zdecydowanie fajnie się prezentują - podoba mi się ich szata graficzna.

pianka do twarzy
oczyszczanie twarzy

Oczyszczający olejek w piance z ekstraktem z miodu akacjowego to produkt, który według deklaracji powinien skutecznie i delikatnie usuwać makijaż twarzy, zanieczyszczenia i nadmiar sebum a dzięki bogatemu w składniki odżywcze, witaminy i minerały miodowi akacjowemu ma pielęgnować i odżywiać skórę. 
W kwestii oczyszczania skóry pianka ta sprawdza się, ale nie do końca zgodzę się z faktem, że formuła pianki podczas masażu zmienia się w odżywczy olejek, ponieważ z moich doświadczeń wynika, że tak nie jest. Pianka jest bardzo lekka, ledwie wyczulana po uwolnieniu na dłoń a z chwilą kontaktu ze skórą i lekkim masażem znika całkowicie pozostawiając po sobie... no właśnie, olejek to z pewnością nie jest. A jeśli już pokuszę się o nazewnictwo olejek, to w bardzo rozwodnionej wersji - odnoszę wręcz wrażenie, że na skórze nie pozostaje nic co miałoby ją oczyścić. Nawet jeśli zastosuję ponowną aplikację, to sytuacja się powtarza. Ta pianka zwyczajnie znika, a fakt, że mam ochotę ciągle jej dokładać stawia ją na poziomie mało wydajnej. Po kilkunastokrotnej aplikacji nie wiem ile jej zostało, ponieważ opakowanie nie pozwala na kontrolę zużycia, ale biorąc pod uwagę, że jest zdecydowanie lżejsze to obstawiam, że niewiele. Duży plus daję za bardzo przyjemny miodowy zapach! 

Made in Sephora

Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie pianka z ekstraktem z glinki ghassoul i w tym przypadku rzeczywiście mamy do czynienia z pianką, która aż do zmycia pozostaje na skórze. Zawartość glinki wykazującej działanie absorbujące i oczyszczające sprawia, że fajnie i skutecznie oczyszcza skórę pozostawiając ją świeżą i bez efektu ściągnięcia. W odróżnieniu od poprzedniczki tutaj mam pewność, że moja skóra jest czysta, choć trochę niepokoi mnie matowy film, który pozostawia na skórze. Jestem daleka w porównaniu efektu jaki daje ta pianka niemalże do pianki oczyszczającej GlamGlow (na takie porównanie trafiłam w opiniach o produkcie na stronie Sephora), ponieważ efekt moim zdaniem jest nieporównywalny. O piance GlamGlow napiszę niebawem, ale jeśli ją znasz, to zapewne wiesz, że to oczyszczenie skóry w wersji level hard w pozytywnym znaczeniu a w przypadku pianki Sephora jest w porządku ale z naciskiem na soft
   
pielęgnacja twarzy

Obydwie pianki łatwo spłukują się z twarzy, żadna nie spowodowała na mojej skórze niepożądanych efektów, podrażnień czy wysypu niedoskonałości, ale jeśli o mnie chodzi - to zdecydowanie wolę kremy do demakijażu marki własnej Sephora. Po olejek w piance sięgam - chociaż coraz radziej - w porannej pielęgnacji, natomiast pianka z glinką znajduje u mnie zastosowanie wieczorem. Bardzo lubię pianki do mycia twarzy, ale znam zdecydowanie lepsze, więc powrotu do nich nie planuję.

Jestem ciekawa czy znasz te pianki - daj znać co o nich myślisz.

Pozdrawiam ciepło, Agnieszka
Czytaj dalej »

19 października 2017

BIOTANIQE Dermoskin Expert - kosmetyki do oczyszczania i pielęgnacji twarzy

Kosmetyki pielęgnacyjne to ta strefa, w której czuję się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Uwielbiam poznawać nowości kosmetyczne i chętnie wprowadzam je do swojej pielęgnacji, oglądam, czytam deklaracje producenta, testuję i ... wraz z upływem lat staję się coraz mniej krytyczna w stosunku do kosmetyków. A może to producenci wykonali krok naprzód i tworzą dla nas produkty coraz to lepsze. W każdym razie z każdym kolejnym rokiem widzę nowe, łatwo dostępne i skuteczne kosmetyki. Od niedawna w drogeriach Rossmann dostępne są kosmetyki Biotaniqe a ja miałam przyjemność sprawdzić ich działanie na sobie, zatem w dzisiejszym wpisie opowiem o moich doświadczeniach z ich stosowania zaczynając od demakijażu, poprzez właściwe oczyszczanie skóry aż po pielęgnację. Będzie też o moich codziennych rytuałach pielęgnacyjnych, jaką rolę spełnia u mnie płyn micelarny a jaką dwufazowy, kiedy stosuję maseczki, peelingi, będzie również o kosmetyku, który okazał się doskonały w każdym calu, więc zachęcam do zapoznania się z dalszą częścią wpisu.

Biotaniqe

W dzisiejszym wpisie poruszę dzisiaj praktycznie każdy etap mojej pielęgnacji (nie będzie serum i kremu pod oczy) a za przykład posłużą mi kosmetyki jednej wspomnianej wyżej marki. Zgodnie z kolejnością stosowania zacznę oczywiście od demakijażu i oczyszczania skóry, bo to absolutnie podstawa - ufam, że dla wszystkich. Nie ma bowiem właściwiej pielęgnacji skóry bez uprzedniego jej dokładnego oczyszczenia nie tylko z makijażu, ale również i ze wszystkich zanieczyszczeń i sebum. W zależności od własnych preferencji stosować można różne techniki oczyszczania skóry, bez względu jednak na technikę warto przyłożyć się do tego etapu.

demakijaż

Formulacje wszystkich kosmetyków Biotanique oparte zostały na bazie świeżej wody pro.aQua z technologią probiotyczną oraz naturalnych ekstraktów botanicznych. pro.aQua to występująca na pierwszym miejscu w składzie kosmetyków Biotanique Aqua Purificata, czyli woda poddana restrykcyjnemu procesowi oczyszczania przy użyciu najdoskonalszego obecnie sposobu filtracji – odwróconej osmozy, który umożliwia odfiltrowania nawet najmniejszych zanieczyszczeń, dzięki czemu pozbawiona jest niekorzystnych dla skóry minerałów obecnych w twardej wodzie, zanieczyszczeń czy szkodliwych patogenów. 

płyn dwufazowy
płyn micelarny

Codzienną wieczorną pielęgnację rozpoczynam się od demakijażu oczu i rozpuszczenia makijażu do czego niezmiennie używam kolejno płynu dwufazowego i micelarnego. Czasem sięgam po olejek do demakijażu, jednak to płyn micelarny jest dla mnie kosmetykiem, po który sięgam najczęściej, musi stać na mojej półce, podobnie jak płyn dwufazowy. Od płynu dwufazowego zazwyczaj oczekuję więcej niż od płynu micelarnego, ponieważ to produkt, który właściwie jako jedyny musi uporać się z moim makijażem oczu. Jest jeszcze jedna ważna dla mnie kwestia - nie akceptuję pozostawiania na skórze po użyciu tego typu produktu lepiej tłustej warstwy a o zamglonym spojrzeniu w ogóle nie może być mowy. Cieszy mnie zatem niezmiernie, że dwufazowy płyn do demakijażu Biotaniqe nie funduje mi opisanych wyżej niedogodności. Dobrze radzi sobie z demakijażem oczu, usuwa zarówno cienie jak i maskarę w całości, ale mały minusik daje mu za wydajność - tylko mocno nasączony płatek kosmetyczny daje dla mnie efekt zadowalający. Duży za to plus za ultralekką łagodną formułę, w której składzie znajduje się dodatkowo pielęgnujący olej monoi i mój ukochany wyciąg z róży. 
Przechodząc do wody micelarnej w pierwszej kolejności zachwycam się jej zapachem. Świeży, wodny, nasycony nutami białych kwiatów, które również mają odzwierciedlenie w składzie płynu - znajduje się w nim wyciąg z białej lilii, który aktywnie koi i łagodzi skórę. Jak wspomniałam wyżej, dla mnie płyn micelarny to pierwszy krok oczyszczania skóry i nie wymagam ani też nie traktuję tego typu kosmetyku jako właściwego do mycia twarzy. Rozpuszczam z jego pomocą warstwę makijażu a następnie przechodzę do mycia twarzy z użyciem wody. Nie mam nic do zarzucenia wodzie micelarnej Biotaniqe, skutecznie rozpuszcza i usuwa makijaż. 

oczyszczanie twarzy

Jako posiadaczka cery mieszanej z przetłuszczającą się strefą T oraz widocznie rozszerzonymi porami z zainteresowaniem i nieukrywaną ciekawością spoglądam na kosmetyki z aktywnym węglem. Zauważyliście, że jest ich coraz więcej na rynku? Moja skóra lubi się z kosmetykami zawierającymi ten składnik, ponieważ niczym magnes, dogłębnie oczyszcza skórę z nagromadzonych toksyn i zanieczyszczeń, odblokowuje i ściąga zatkane pory oraz działa antybakteryjnie, przez co hamuje powstawanie niedoskonałości. Uważam, że osoby z cerą tłustą powinny się zaprzyjaźnić z kosmetykami z aktywnym węglem na stałe. 

żel do mycia twarzy

Biotaniqe proponuje trzy kosmetyki z aktywnym węglem z bambusa: żel myjący, peeling-żel-maska 3w1 oraz lekki krem matujący. W pierwszym kontakcie z węglowym żelem myjącym może odstraszać kolor produktu, który nie tylko w opakowaniu ale również na twarzy jest czarny - uspokajam, kolor spłukuje się ze skóry wraz z żelem. Bardzo mi się podoba konsystencja tego kosmetyku, ponieważ nie jest typowo żelowa, najtrafniejszym okresleniem jakie przychodzimi na myśl, to lekki, kremowy fliud, który nie pozwala na uczucie ściągnięcia. To istotne w przypadku kosmetyków głęboko oczyszczających - a taki jest ten - ponieważ nie podrażniamy i nie wysuszamy skóry. Kosmetyk w kontakcie ze skórą i wodą tworzy delikatną pianę, gładko sunie po skórze, bardzo dobrze oczyszcza i detoksykuje skórę. Absolutnie nie pozostawia żadnych śladów po makijażu, pozostawia natomiast skórę świeżą i idealnie czystą. Doceniam świeży delikatny zapach, który pozostaje na skórze jeszcze po zmyciu kosmetyku z twarzy i jej osuszeniu oraz bardzo wygodne w użyciu opakowanie wyposażone w pompkę. 

maseczka oczyszczająca

Kosmetykiem jednak, który okazał się dla mnie totalnym strzałem w 10! jest ten oto widoczny na powyższym zdjęciu kosmetyk typu 3w1 posiadający właściwości zarówno peelingu, żelu jak i maski do twarzy. W jego składzie, oprócz aktywnego węgla z bambusa, znajduje się glinka Kaolin oraz papaina. Połączenie tych składników w efekcie dało produkt wielowymiarowy, z których ja szczególnie upodobałam sobie aplikację go jako maskę, która daje fantastyczne efekty. Maseczki stosuję regularnie a na oczyszczające kładę szczególny nacisk - wykonuję je średnio 2-3 razy w tygodniu. Te z węglem szczególnie sobie upodobałam. Węgiel oczyszcza skórę z nagromadzonych toksyn, glinka odblokowuje i ściąga pory a papina delikatnie rozpuszcza martwy naskórek. Kosmetyk w formie maski trzymam na twarzy przez ok. 10-15 minut, zwilżam wodą, chwilę delikatnie masuję kolistymi ruchami i zmywam ciepłą wodą. Działa świetnie! Skóra jest oczyszczona i pozbawiona wszelkich suchych skórek, gładka i nie ściągnięta. Właściwie to pokuszę o stwierdzenie, że niejedna oczyszczająca maska ze zdecydowanie wyższej półki cenowej nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia jak ten kosmetyk. Zdecydowanie będę go polecała. 

krem do twarzy

Ostatnim elementem kończącym pielęgnację jest krem, a ten wchodzący w skład linii z aktywnym węglem posiada moim zdaniem duży potencjał. Trochę żałuję, że nie poznałam go kilka miesięcy temu, kiedy to w wysokich dodatnich temperaturach moja cera z mieszanej przechodzi w tłustą - oceniając go dzisiaj miałabym bardziej miarodajną opinię w kwestii matowienia, ale i tak znamy się ponad półtora miesiąca, więc mogę przyjąć pewne stanowisko. 
Jak przystało na krem dedykowany dla cer mieszanych i tłustych posiada dość lekką konsystencję, dzięki czemu wchłania się zdecydowanie szybciej. Zawiera kompozycję regulujących składników aktywnych wspierających skórę w walce z nadprodukcją sebum oraz rozszerzonymi porami i aktualnie kiedy zaaplikuję go na noc przez kilka dni bez przerwy, to czuję niedosyt nawilżenia skóry. To chyba dobrze, bo oznacza to, że krem spełnia swoje zadanie - matuje skórę. Po przebudzeniu nie występuje efekt przetłuszczonej skóry, na twarzy nie ma żadnego tłustego filmu, więc zakładam, że osoby z cerą tłustą powinny być z jego działania zadowolone. Jednak moja skóra potrzebuje aktualnie zdecydowanie nocnej dawki nawilżenia, jest to jednak krem przystosowany zarówno do nocnej jak i dziennej pielęgnacji więc u mnie lepiej się spisuje pod makijaż. Mogę go pochwalić za trzymanie w ryzach strefy T, makijaż dłużej wygląda świeżo, nie posiada jednak filtru SPF, więc dla tych, którzy zwracają na to uwagę będzie schodził na dalszy plan przy wyborze kremu na dzień. Ja go nie skreślam, ponieważ na rynku jest aktualnie wiele kosmetyków kolorowych (podkładów) z SPF 20 a nawet 30, a taki współczynnik moim zdaniem jest wystarczający w chłodne miesiące. Na chwilę obecną nie potrafię jednak odpowiedzieć na pytanie czy będę go stosowała przy minusowych temperaturach - podejrzewam, że będę potrzebowała kremu bardziej okluzyjnego. Niestety nie znalazłam na opakowaniu tego kremu informacji jak długo mogę go używać po pierwszym otwarciu. Obejrzałam dokładnie słoiczek kremu oraz kartonowe opakowanie wierzchnie i takiej informacji producent nie umieścił. Oczywiście widnieje na nim data ważności kosmetyku, ale nie ma daty ważności otwartego słoiczka.

pielęgnacja twarzy

Podsumowując, wśród przedstawionych wyżej kosmetyków znalazłam świetny węglowy peeling-żel-maska, do poznania którego mocno zachęcam. Właściwie cała seria kosmetyków z węglem zasługuje na miano skutecznych a przy tym łagodnych dla skóry - żaden z kosmetyków nie podrażnił mojej skóry i nie wywołał niepożądanych reakcji. Nie mam żadnych wątpliwości co do faktu, że po ich zastosowaniu skóra jest dokładnie oczyszczona, dzięki czemu lepiej chłonie składniki aktywne zawarte w kolejnych krokach pielęgnacyjnych. 
Uwielbiam zapach wody micelarnej - jeśli lubisz aromaty białych kwiatów, to przepadniesz. 

Kosmetyki dostępne są m.in. w drogeriach Rossmann. Miałaś/eś okazję poznać już je poznać?

Pozdrawiam ciepło, Agnieszka :)
Czytaj dalej »

29 września 2017

GOLDEA The Roman Night | BVLGARI

Kiedy na flakonach perfum moim oczom ukazuje się grawer "night" a sam falkon utrzymany jest w czarnym kolorze moja wyobraźnia sugeruje mi, że to mocny i zdecydowany zapach, który ciągnie za sobą soczystą słodycz i nieodpartą - czasem wręcz wyrafinowaną - pokusę uwodzenia. Takie zapachy nie grają pierwszych skrzypiec na mojej półce. Niejednokrotnie jednak jestem pozytywnie zaskakiwana i to co w sposób wizualny tworzy moją wyobraźnię nie zawsze pokrywa się z zapachem, który znajduje się wewnątrz. I dobrze, bo o ile flakon jest wartością dodaną perfum, o tyle to co jest w jego wnętrzu jest bodźcem, który nas popycha w jego stronę.

Goldea The Roman Night

GOLDEA The Roman Night to najnowsza propozycja perfum dla kobiet stworzona przez Mistrza Perfumeryjnego Alberta Morillas dla Bvlgari, którego inspiracją tworzenia był zachwyt nad ideą tajemniczej bogini nocy w wiecznym mieście Rzym. To szyprowy, kwiatowo-piżmowy zapach ucieleśniający radość w jej najczystszej postaci i uwodzicielską sensualność. Sercem zapachu są tajemnicze nocne białe kwiaty: jaśmin kwitnący nocą i pąki tuberozy, które opowiadają historię nieprzespanej, uroczystej i świetlistej nocy Rzymskiej otwierając swe aromaty pod wpływem wschodzącego księżyca. Kwiaty akcentuje nuta dojrzałych, soczystych morw a w głębi tożsamość zapachu tworzą piżmo i nuty drzewne dodając mu kobiecej siły i charyzmy.
  
perfumy

Historia nocy Rzymskiej ma również odzwierciedlenie w sylwetce flakonu perfum. Symboliczny zwierzęcy motyw towarzyszący kolekcji Goldea, symbolizujący uwodzenie i życie wąż owinięty wokół szyi flakonu a nad nim otoczony czarną linią transparentny korek, igrający ze światłem świetlisty pierścień, które w towarzystwie kulistego flakonu wyrażają nieodłączną dualność kobiety - silna lecz intuicyjna, władna lecz zabawna.
Twarzą zapachu została Bella Hadid, piękna amerykańska modelka, którą możemy podziwiać w spocie reklamowym Goldea The Roman Night. Jednominutowa historia przedstawia młodą kobietę, która z niewiadomego powodu znajduje się w towarzystwie osób od siebie starszych na kameralnym koncercie instrumentalnym i ... wyraźnie się nudzi. Wyjmuje flakon perfum, uwalnia strumień na nadgarstki i pociera miejsca za uszami a po chwili wychodzi. Przemierza korytarz i schody aby wyjść przez okno i rusza na dach budynku gdzie czekają na nią uśmiechnięci i radośni rówieśnicy oddający się przyjemności oglądania filmu wyświetlanego na nocnym niebie.    

Bvlgari

Moja interpretacja Goldea The Roman Night rozpoczyna się w chwili kiedy kobieta wchodzi po drabinie na dach. Sposób z jaką gracją i lekkością to czyni przekłada się na lekkość zapachu i tak jak czarny wąż wije się wokół flakonu, tak zapach wije się wokół mnie. Podoba mi się ta lekkość połączona z sensualnością. Ale najbardziej podoba mi się fakt, że jest bliskoskórny - aby go najgłębiej poczuć i rozpoznać jego sensualność trzeba się w niego wtulić. Jest ciepły, więc z łatwością można się tej przyjemności poddać. To zapach niezwykle zmysłowy, który w bliskim otoczeniu uwodzi ale nie krzyczy. Biorąc pod uwagę deklarację perfum wieczorowo-nocnych zazwyczaj oczekuję zapachu mocnego i zdecydowanie pozostawiającego ciężką słodką woń, tymczasem Goldea The Roman Night pozostawia lekką i zmysłową woń w połączeniu z ciepłym nocnym klimatem - w moim odczuciu to ogromny plus.
Moim zdaniem zapach spodoba się tym, którzy nie do końca akceptują na sobie ciężkie, ciągnące się słodyczą zapachy ale jednak potrzebują oddechu od typowo kwiatowo-owocowych zapachów. Radosne romantyczki powinny być zadowolone.

Powąchaj. A może już znasz?

Nuty głowy: soczysta morwa, czarna peonia
Nuty serca: jaśmin kwitnący nocą, absolut tuberozy
Nuty głębi: czarne piżmo, paczuli, wetyweria

Dostępność: Perfumerie Sephora, Douglas
Ceny detaliczne: 30ml - 279 PLN, 50ml - 409 PLN, 75ml - 499 PLN

Pozdrawiam ciepło, Agnieszka :)
Czytaj dalej »

22 września 2017

Warsztaty fotografii beauty Olympus | Avemi [relacja]

28 sierpnia u schyłku wakacji w kameralnym, klimatycznym lofcie 3one33 położonym w zabytkowej kamienicy na warszawskiej Starówce odbyły się organizowane przez markę Olympus warsztaty fotografii beauty, w których miałam przyjemność uczestniczyć. Partnerem wydarzenia była firma Avemi - oficjalny dystrybutor luksusowych perfum i kosmetyków - dzięki której teoretyczną widzę mogliśmy uzupełnić w praktyce samodzielnie wykonując aparatami Olympus zdjęcia produktów sygnowanych logo Balmain Paris Hair Couture oraz Etat Libre d'Orange.  

warsztaty

Tematem przewodnim warsztatów było zagadnienie: "Jak robić ładne zdjęcia na bloga?". Ci, którzy kiedykolwiek próbowali fotografować produkty kosmetyczne a nie należą do profesjonalistów w dziedzinie fotografii doskonale zdają sobie sobie sprawę z faktu, że fotografia beauty to trudna sztuka. Na zdjęciu widać wszystko albo nic. Liczy się nie tylko technika ale również wyczucie czasu. Odblaski na szkle? Skąd ja to znam? Odpowiednio rozmyte tło - jak to zrobić? Oświetlenie - najlepiej naturalne, ale co jeśli słońce świeci poza godzinami kiedy możemy wykonać zdjęcia w świetle dziennym? Kompozycja zdjęcia, ujęcie, jaki tryb fotografowania wybrać...? I wreszcie sprzęt, który będzie pomocny w wykonaniu dobrego, fajnego zdjęcia. Te i wiele innych zagadnień poruszonych na warsztatach w rezultacie dało jasny wynik - dobre jakościowo zdjęcie można wykonać nawet wtedy kiedy nie mamy do dyspozycji aparatu wysokobudżetowego. W tym miejscu przyznaję, że aparat, którym wykonuję zdjęcia na bloga od ponad dwóch lat jest droższy od tego, który miałam przyjemność poznać, a o którym w dalszej części wpisu opowiem.
  
warsztaty fotograficzne
fotografia

Zanim jednak przeszliśmy podczas warsztatów do praktyki, ambasador marki Olympus Jakub Kaźmierczyk przekazał nam sporą dawkę wiedzy teoretycznej. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że w pierwszej kolejności namawiał nas do przestawienia trybu fotografowania z automatycznego na poziom wyższy, dzięki czemu mamy większy wpływ na jakość zdjęcia. Najpłynniejszym i niezbyt skomplikowanym kierunkiem jest przejście z trybu auto na kreatywny tryb fotografowania oznaczony literą A, nazywany preselekcją przysłony, gdzie priorytetem jest jej wartość. Tryb ten sprawdza się bardzo dobrze w fotografii portretowej czy produktowej ale również wtedy, kiedy występują trudne warunki oświetleniowe, ponieważ manualna regulacja przesłony pozwala na zwiększenie lub zmniejszenie ilości wpadającego światła przez obiektyw. Wartość przysłony ma zasadniczy wpływ na głębie ostrości oraz efekt rozmycia tła. Mała wartość przysłony (np. f/1.4 – f/2) pozwala wykonać zdjęcie z bardzo widocznym efektem rozmycia tła i odwrotnie - duża wartość przysłony (np. f/8 – f/16) to duża głębia ostrości oraz znikomy lub brak efektu rozmycia tła.

fotografia produktowa

Skoro tryb fotografowania "A" jest już znany to warto również wziąć pod uwagę kilka innych czynników, w efekcie czego wykonamy świetne jakościowo zdjęcie. I tutaj na pierwszy plan wysuwa się światło - trudno zrobić odpowiednie zdjęcie w ciemnym pomieszczeniu, do którego jest ograniczony dostęp światła dziennego. Z pomocą przychodzi fachowa porada, że jeśli już decydujemy się na zakup dodatkowego sprzętu oświetleniowego to powinnyśmy zwrócić uwagę na to, aby strumień światła był zabarwienia zimnego. Dysponuję panelem o zimnej barwie, ale przyznaję, że rzadko z niego korzystam, biorąc jednak pod uwagę, że nadchodzi sezon jesienno-zimowy, to z pewnością go odkurzę.
Pozostając przy temacie światła to warto również zwrócić uwagę na modyfikatory oświetlenia, a przede wszystkim na blendę. Blenda fotograficzna to akcesorium pozwalające na odpowiednie modelowanie światłem - odbija i modyfikuje barwę odbijanego światła, dzięki czemu mamy możliwość wykonać zdjęcie wyższej jakości.

Olympus
   
Nowym dla mnie pojęciem poznanym na warsztatach, a właściwie akcesorium, które pomaga przy fotografii jest tzw. "szara karta" oraz "pianka modelarska".
Szara karta służy do zaprogramowania balansu bieli w aparacie. Sztywny kawałek tektury oklejony z jednej strony szarym papierem a jakże przydatny do fotografowania w sytuacji trudnego oświetlenia, gdzie mamy problem z balansem bieli. Po wykonaniu aparatem zdjęcia szarej karty a dzięki temu, że jest ona w neutralnym świetle, aparat automatycznie ustawi odpowiedni balans bieli.
Pianka modelarska z kolei jest bardzo pomocna w sytuacji kiedy na zdjęciach, np. produktów kosmetycznych, odbijają się niechciane źródła światła. Ileż to razy robiąc zdjęcie np. flakonowi perfum po zrzuceniu zdjęć na komputer zobaczyłam w nim swoje odbicie... Jest na to rada. Pianka modelarska to lekka płyta piankowa, w której łatwo możemy wyciąć np. otwór na obiektyw, przez który wykonamy zdjęcie, dzięki czemu unikniemy swojego odbicia na powierzchniach produktów. Wycinając w niej np. geometryczne figury i ustawiając ją przy źródle światła nad przygotowaną przez nas kompozycją do sfotografowania, samoistnie na zdjęciu stworzy nam się efekt cieni. W zależności od tego, jakie figury wytniemy, taki cień uzyskamy na zdjęciu.  To bardzo proste i tanie akcesorium, które pomoże uratować niejedno zdjęcie.
    
Olympus PEN E-PL8

Fakt, że w praktyce mogliśmy poznać bliżej wymienione wyżej akcesoria z wykorzystaniem możliwości aparatów Olympus był jednak dla mnie doświadczeniem najbardziej owocnym. Aparat, który miałam przyjemność poznać to elegancki i stylowy OLYMPUS z kompaktowej linii PEN - widoczny na powyższym zdjęciu. Myślę, że nie jestem odosobniona w stwierdzeniu, że jego wygląd przyciąga spojrzenia. Występuje w trzech kolorach: czarnym, brązowym oraz białym ale to możliwość spersonalizowania jego wyglądu na własny sposób będzie atutem dla tych, którzy przywiązują wagę do własnych wizualnych interpretacji. Olympus oferuje akcesoria fashion, dzięki którym nasz aparat nabiera charakteru jaki chcemy mu nadać. Zamszowe pokrowce, wymienne paski na ramię i rękę zarówno skórzane jak i ozdobne, sakiewki na aparat i obiektyw, torby na aparat, a wszystko to w kolorach jaki tylko można sobie wymarzyć.  Dodatki te są świetne jakościowo, nie wyglądają na takie, które miałyby się za chwilę zdeformować podczas użytkowania.
Nie jestem w stanie przytoczyć wszystkich parametrów aparatu - zainteresowanych odsyłam na stronę producenta - ale jest kilka funkcji, które szczególnie mi się spodobały. Przede wszystkim fakt, że wyposażony został w funkcję wi-fi, dzięki czemu po połączeniu bezpośrednio ze smartphonem zdjęcie już chwilę po jego wykonaniu możemy przesłać na portale społecznościowe. Nie musimy dysponować żadnym innym sprzętem pośredniczącym. Bardzo wygodna i łatwa w obsłudze funkcja. Bardzo mocno przykuł moją uwagę również uchylny ekran LCD z panelem dotykowym, która to funkcja świetnie nadaje się do selfie - tryb selfie uruchamia się automatycznie kiedy tylko uchylimy w dół ekran LCD. I choć zagorzałą fanką selfie nie jestem to jednak funkcja bardzo pomocna.

warsztaty fotograficzne
warsztaty fotograficzne
warsztaty fotograficzne

Aparat posiada mnóstwo kreatywnych trybów, których nie jestem w stanie wymienić, ale z pewnością właściciel tego aparatu ma mnóstwo zabawy z profesjonalnym efektem końcowym. W praktyce aparat jest mały i poręczny, jego wymiary to 117.1 x 68.3 x 38.4 mm (bez elementów wystających) i jest stosunkowo lekki 374g. Z łatwością zmieści się w poręcznej torebce. To przyjazny model aparatu, nie zawiera dużo pokręteł, dlatego nie odstrasza przy pierwszym kontakcie. Z mojego punktu widzenia menu jest proste i intuicyjne, nie powinno sprawiać problemów nawet amatorom fotografowania. 

BalmainEtat Libre d'Orange

Niejednokrotnie zastanawiałam się jak wykonać zdjęcie, na którym widoczny jest strumień perfum lub efekt rozsypanego pudru w powietrzu. Na warsztatach poznałam ten "secret", który okazał się na wyciągnięcie ręki. Praktycznie wszystkie aparaty cyfrowe mają tryb zdjęć seryjnych i to właśnie z jego wykorzystaniem wykonamy tego typu zdjęcia. Aparat wykonuje serię zdjęć z maksymalną szybkością, na jaką pozwala konstrukcja aparatu, jedno po drugim, i zależnie od modelu aparatu wykona ich od kilku do nawet kilkudziesięciu. W kilku klatkach zostaje uchwycony każdy moment, np. naciśnięcia atomizera perfum, a nam pozostaje już tylko wybór tego zdjęcia, na którym efekt jest właściwie odwzorowany.

Remarkable People
You or Someone Like You
Yes I Do

Ogromną przyjemnością dla mnie było poznanie kultowych zapachów Etat Libre d'Orange podczas warsztatów - okazało się, że jeden z nich to w całości mój zapach! Znasz to uczucie kiedy poznajesz nowy zapach i od razu wiesz: tak! to jest ten zapach! You or Someone Like You - świeży, lekki, niezobowiązujący, w którym wyczuwam powietrze a oczami widzę błękitne niebo. Z kolei Remarkable People twórca kieruje i oddaje hołd tym, których cechy charakteru poprzedzone są przedrostkiem "nie": nieprzejednani, nieoczekiwani, niekonwencjonalni, nieprzewidywalni - zapach, który wprost coś zmienia, dodaje mocy, pozwala łamać zasady i umożliwia wyjść ponad przeciętność.  I wreszcie Yes I Do, który zdradza tajemnicę dziewczynki/kobiety... Wszystko wychodzi na jaw, gdy on zapyta ją “Do you..?” a ona, odpowie, “Yes, I do”.

Balmain Paris

Uczestnictwo w warsztatach uważam za owocne a z doświadczenia, które zdobyłam będę korzystała w praktyce. Wierzę, że przełoży się to na wyższą jakość zdjęć na moim blogu. 

Organizatorowi Olympus dziękuję za zaproszenie, firmie Avemi za kosmetyczne upominki a uczestnikom za miło spędzony czas.

Pozdrawiam serdecznie, Agnieszka :)
Czytaj dalej »

3 września 2017

Skincare MIX & PLAY {Made in SEPHORA}

Wchodząc do perfumerii Sephora trudno ich nie zauważyć - soczystymi kolorami przyciągają wzrok już z daleka. Mowa oczywiście o kolorowej kolekcji kosmetyków pielęgnacyjnych Made in Sephora - Skincare MIX&PLAY, w skład której wchodzą kosmetyki do demakijażu, peelingu i oczyszczania twarzy oraz maseczki z tkaniny. O maseczkach pisałam jakiś czas temu - tutaj ---> klik, jeśli nie czytałyście/liście tego wpisu to zachęcam, ponieważ opisuję w nim działanie różnych masek, w dzisiejszym natomiast dzielę się wrażeniami ze stosowania kremów do demakijażu i peelingu oraz chusteczek do demakijażu.
  
Sephora

Sześć linii pielęgnacyjnych oznaczonych sześcioma soczystymi kolorami z przeznaczeniem dla różnych typów skóry - tak, aby zaspokoić wszelkie upodobania i specyficzne potrzeby skóry.  Do wyboru mamy cztery kremy do demakijażu twarzy (kokos, róża, granat, yuzu) oraz dwa do jej peelingu (zielona herbata i węgiel). Niewątpliwą ich zaletą jest fakt, że występują w formacie podróżnym mieszczącym 50 ml produktu. Umieszczone zostały w małych poręcznych elastycznych tubkach, które nie sprawiają żadnych problemów funkcyjnych, z powodzeniem wyciśniemy z nich produkt do końca. I jak nazwa wskazuje, są to kremy - bardzo delikatne, o aksamitnej bardzo przyjemnej w dotyku konsystencji i iście sensorycznych zapachach.

pielęgnacja twarzy

Najczęściej komentowanymi i komplementowanymi są linie kokosowa i z czarnym węglem, jednak moim zdecydowanym faworytem z czterech, które poznałam jest linia żółta - z owocem yuzu. Yuzu pochodzi z Chin i jest bardzo ceniony ze względu na niepowtarzalny aromat, który jest połączeniem zapachu wszystkich cytrusów po trochu. Zawiera trzykrotnie więcej witaminy C niż niż cytryna, a dzięki temu, że to azjatycki cytrus zawierający najwięcej przeciwutleniaczy z powodzeniem wykorzystywany jest w kosmetyce. 
Krem oczyszczający Made in Sephora Yuzu charakteryzuje się bardzo energetycznym ale subtelnym cytrusowym zapachem i najprzyjemniejszą konsystencją z wszystkich czterech, które prezentuję. W kontakcie z wodą przybiera formę lekkiej emulsji, która gładko sunie po skórze, nie obciąża jej, z łatwością się spłukuje pozostawiając skórę wolną od zanieczyszczeń, gładką i odświeżoną bez jej przesuszenia czy ściągnięcia. Z przyjemnością kupiłabym większą pojemność ale póki co nie występuje. A szkoda, myślę, że wielu odbiorców zdecydowałoby się na zakup tych kremów w większej pojemności i byłoby miło gdyby producent pomyślał o wprowadzeniu takiego rozwiązania do swojej oferty. 

krem do oczyszczania twarzy

Z racji uwielbiania kokosowych aromatów w kosmetykach wersja kokos również od samego początku mnie intrygowała. I podobnie jak yuzu mamy tutaj do czynienia z kremem, ale w moim odczuciu nie jest już tak lekki jak poprzednik, nie mniej jednak również świetnie radzi sobie z oczyszczaniem skóry nie obciążając jej i nie pozostawiając tłustego filmu. Zapach kokosa jest równie subtelny, ale zdecydowanie wyczuwalny. W tym miejscu nadmieniam, że nie są to produkty, które samoczynnie usuną makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, ja traktuję je jako drugi stopień oczyszczania i w takiej konfiguracji sprawdzają się u mnie bardzo dobrze.
Bardzo miło zaskoczyły mnie chusteczki do demakijażu. Z takiego rozwiązania nie korzystałam już dawno, ale przyznaję, że te są dobrze nasączone i radzą sobie z demakijażem. Producent zaleca demakijaż nimi twarzy i pod oczami, i choć jestem fanką demakijażu oczu płynami dwufazowymi to nie byłabym jednak sobą gdybym nie spróbowała usunąć z ich pomocą makijażu oczu. I tutaj kłaniam się chusteczkom z kokosem, ponieważ bez podrażnień zmyły dzienny makijaż oczu - choć z wodoodporną maskarą już sobie nie radzą. Nadal nie jest to forma, którą będę stale praktykować ale w sytuacji kiedy nie będę mogła sięgnąć po codzienne kosmetyki bez oporów poradzę sobie z użyciem tych chusteczek. Podoba mi się fakt, że opakowanie wyposażono dodatkowo w zamknięcie z plastikowego tworzywa, dzięki któremu chusteczki nie wysychają tak szybko jak to ma miejsce przy zabezpieczeniu tylko folią.

krem peelingujący
chusteczki do demakijażu

Żeby nie było tak miło, to mam mieszane uczucia względem kremów peelingujących, zarówno wersji z węglem jak i z zieloną herbatą. Mamy tutaj do czynienia z dość zbitym kremem a ja nie bardzo mogę się w ich przypadku doszukać złuszczenia naskórka. I nie, nie jestem fanką mocnych zdzieraków, ale w przypadku kremów peelingujących Sephora efekt peelingu jest tak znikomy i tak delikatny, że mogę używać je nawet codziennie bez uszczerbku na skórze. W formule wyczuwalne są drobiny peelingujące, jednak nie złuszczają tak jak znane mi inne produkty tego typu. Doceniam brak tłustego filmu po użyciu oraz brak efektu ściągnięcia czy przesuszenia, jakie czasem występuje po użyciu zdecydowanych peelingów złuszczających ale efekt jaki zapewniają docenią ci, którzy preferują kosmetyki o delikatnym efekcie złuszczającym, nie mogą, nie chcą lub z innych przyczyn wybierają kosmetyki tego rodzaju o delikatnym efekcie.
Dla równowagi zupełnie inna sprawa ma się względem chusteczek peelingujących z węglem. Te to dopiero potrafią! Kiedy znałam już efekt działania kremu peelingującego ochoczo wyjęłam chusteczkę z opakowania, przyłożyłam do twarzy pocierając jednocześnie i poczułam zdecydowane mocny efekt. Za mocny co do oczekiwań względem nich, w efekcie ta niepozorna chusteczka jest zdecydowanie lepsza pod kątem złuszczenia martwego naskórka aniżeli krem peelinujący. Dla złagodzenia druga strona chusteczki mięciutka i przyjemna. W pierwszym kontakcie wskazana ostrożność. 

oczyszczanie twarzy

Podsumowując moje doświadczenia z kosmetykami pielęgnacyjnymi do oczyszczania skóry Sephora Mix&Play z pewnością nie odmówię sobie w przyszłości ponownego kontaktu z linią yuzu oraz chusteczkami do demakijażu w wersji kokos. Na wyjazdy idealne! Żaden z wymienionych produktów nie podrażnił mnie ani nie uczulił, po ich użyciu na skórze nie pojawiają się u mnie niespodzianki w postaci niedoskonałości, więc z przyjemnością wszystkie zużyję, szczególnie na wyjazdach, tym bardziej, że pojemność 50 ml wystarczy szacuję na maksymalnie 10 użyć.

Znacie te produkty?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)  
Czytaj dalej »

14 sierpnia 2017

Sekrety naturalnej pielęgnacji | Natural Secrets

Polski rynek naturalnych kosmetyków stale się poszerza ale zawsze znajduje się miejsce na kolejne manufaktury, które z wielką dbałością ręcznie wytwarzają naturalne mydła i kosmetyki. Ilekroć wydaje mi się, że poznałam w tym zakresie już wszystko, to w krótkim okresie czasu okazuje się, że daleko mi jeszcze do stwierdzenia, że już nic mnie nie zaskoczy. W rzeczywistości okazuje się, że jestem zaskakiwana przy każdej kolejnej próbie poznania nowej marki i jej kosmetyków.   

Natural Secrets

Natural Secrets - mała ale prężnie rozwijająca się firma, której filozofia opiera się na tradycyjnych recepturach i inspiracjach czerpanych z otaczającej nas natury. Powstała w 2013r. i od tamtej pory z sukcesem ręcznie tworzy kolejne w pełni naturalne kosmetyki, do wytwarzania których wykorzystuje tylko najlepszej jakości surowców pochodzenie roślinnego. Żaden z kosmetyków Natural Secrets nigdy nie był testowany na zwierzętach ani nie zawiera tłuszczów zwierzęcych a oparte są na czystych olejach roślinnych, masłach i wyciągach z kwiatów i roślin. Asortyment marki stale się powiększa, a ja miałam przyjemność poznania 4 świetnych kosmetyków, o których w dzisiejszym wpisie opowiem.

peeling kawowy

Kosmetykiem, który kupił mnie absolutnie w całości jest peeling kawowy z pomarańczą i imbirem zamknięty w hermetycznym szklanym słoiczku z pokrywą typu wek. Pierwsze co imponująco uderza po jego otwarciu to niesamowicie piękny naturalny zapach - połączenie zapachu kawy z pomarańczą i imbirem. Nie potrafię dosłownie opisać tego zapachu ale wyobraź sobie, że czujesz wszystkie te zapachy jednocześnie. Bazą peelingu jest cukier trzcinowy i kawa Arabica, czyli duet idealnie złuszczający martwy naskórek, a dodatkowo kofeina działa stymulująco na skórę, usztywni naczynia krwionośne co jest pomocne przy walce z cellulitem. Mamy również imbir, który działa rozgrzewająco i poprawia ukrwienie skóry oraz oleje: ze słodkich migdałów, z pestek winogron, arganowy i makadamia. 
  • olej ze słodkich migdałów- zawiera kwas oleinowy, linolowy oraz witaminy: A, B1, B2, B6, D i E. Stosowany jest w leczeniu egzemy, łuszczycy oraz do skóry suchej, swędzącej i podrażnionej.
  • olej z pestek winogron – dogłębnie nawilża oraz zmiękcza skórę, nadaje jej jedwabistą gładkość, jest idealnie wchłaniany przez skórę.
  • olej arganowy - wykazuje silne działanie wygładzające i ujędrniające – poprawia elastyczność i jędrność skóry, wspomaga odnowę komórek, przeciwdziała procesom starzenia się skóry i powstawaniu rozstępów, a także regeneruje naskórek.
  • olej makadamia - silnie ujędrnia i uelastycznia zwiotczałą skórę. Stymuluje mikrokrążenie i pracę układu limfatycznego. Skuteczny w walce z cellulitem. Zapobiega powstawaniu rozstępów.
Peeling doskonale złuszcza martwy naskórek. Masując skórę masą peelingową nie tylko poprawiamy jej elastyczność ale dostarczamy jej naturalnych składników nawilżających i elastycznych. Po zabiegu skóra jest niebywale gładka, miękka, elastyczna i pięknie pachnąca - zapach utrzymuje się jeszcze długo. Pomimo zawartości dużej ilości olejów, skóra po użyciu peelingu nie lepi się, pokryta jest delikatnym filmem, który utrzymuje odpowiednie nawilżenie skóry i właściwie można zrezygnować już z aplikacji dodatkowych nawilżających kosmetyków. Z pewnością docenią ten fakt osoby ze skórą suchą, łuszczącą się, taką, która potrzebuje odpowiedniej dawki składników długotrwale nawilżających. Peeling łatwo spłukuje się ze skóry, jednak jak przystało na peeling kawowy wanna wymaga dokładnego mycia. Peeling jest wygodny w użyciu, bardzo skuteczny a przy tym wydajny. Biorąc pod uwagę jego cenę regularną - niespełna 36zł - to jest kosmetykiem dużo tańszym od znanych peelingów kawowych. Serdecznie polecam!

tonik do twarzy

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie również aktywny tonik do codziennej pielęgnacji skóry tłustej i problematycznej. Zdecydowany sprzymierzeniec mojej mocno przetłuszczającej się skóry latem. Tonik oczyszczający - zielona herbata i szałwia oprócz właściwości oczyszczających posiada również mocno odświeżające, przywraca naturalne pH oraz zapewnia optymalny poziom nawilżenia i reguluje poziom serum.
Tonik zawiera ponad 60% składników aktywnych a w jego skład wchodzą:
  • hydrolat z zielonej herbaty - działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie a ponadto tonizuje, łagodzi zaczerwienienia i chroni skórę przed utratą wilgoci.
  • ekstrakt z szałwii - oczyszcza, łagodzi podrażnienia i ściąga pory.
  • olejek rozmarynowy - jest silnym środkiem antyseptycznym oraz bakteriobójczym
  • olejek z drzewa herbacianego - działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację skóry i pomaga w walce z zaskórnikami.
  • d-pantenol - działa łagodząco i przeciwzapalnie
  • woda demineralizowana
 
tonik

Producenci coraz częściej umieszczają toniki w opakowaniach z atomizerem co mnie niesamowicie cieszy ponieważ to bardzo wygodna forma aplikacji z pominięciem płatków kosmetycznych. Tak jest również i w przypadku toniku Natural Secrets a atomizer działa bez zarzutu. Wydobywający się tonik nie jest w tym przypadku delikatną mgiełką ale nie jest też strumieniem wody, spokojnie mogę aplikować go bezpośrednio na twarz.
Biorąc pod uwagę składniki aktywne wymienione wyżej wzbogacone na ostatnim miejscu w składzie o kwas salicylowy to jest to idealny tonik do cery przetłuszczającej się i problematycznej. Świetnie oczyszcza skórę, matuje a przy tym delikatnie się z nią obchodzi. Dzisiaj mija dokładnie miesiąc odkąd go codziennie aplikuję na twarz, nie odnotowałam przesuszenia skóry, tonik nie podrażnia ani nie uczula. W trakcie występowania ostatnich upałów aplikowałam go nawet kilkukrotnie w ciągu dnia, nawet na podkład mineralny, i w każdym przypadku działał matująco. Zużyłam połowę ze 100 dostępnych w opakowaniu mililitrów i z pewnością nasza wspólna przygoda nie zakończy się na tym jednym opakowaniu. Polecam cerom tłustym. Cena toniku 25,99zł. 

kosmetyki naturalne
żel aloesowy

Kto jeszcze nie miał okazji poznać wszechstronnego kosmetyku jakim jest żel aloesowy, to właśnie teraz powinien nadrobić zaległości, ponieważ w ofercie marki znajduje się w pojemności 50ml i cenie 13,99zł. Mała pojemność i niska cena to świetna motywacja do sprawdzenia bezpośrednio na swojej skórze. A dlaczego do tego zachęcam? Dlatego, że to produkt wielofunkcyjny, który może być wykorzystywany na wiele sposobów, zarówno do pielęgnacji twarzy, ciała jak i włosów.
To gęsty, przejrzysty żel, który może zastąpić m.in. balsam do ciała, odżywkę do włosów czy bazę pod makijaż i w każdym z tych przypadków świetnie się sprawdza. Idealny jako środek łagodzący po depilacji, opalaniu czy nawet po ugryzieniu przez owady. Świetnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, łagodzi skutki działania detergentów i nawilża przesuszone włosy. 
Stosowany na twarz i ciało przyjemnie chłodzi, niweluje uczucie pieczenia po opalaniu, koi, regeneruje i nawilża skórę dając uczucie przyjemnej miękkości. Jest całkowicie bezzapachowy, może być również wykorzystywany do przygotowywania innych kosmetyków.

naturalne mydło

Na zakończenie kuszę absolutnie genialnym ręcznie robionym mydłem nagietkowym z masłem shea. Polecane jest szczególnie dla osób o skórze suchej, delikatnej i wrażliwej, również ze skłonnością do łuszczenia się. Kto by pomyślał, że mając do wyboru kilka żeli po prysznic ja będę sięgała po mydło? To mydełko jest doskonałe, bardzo dobrze się pieni, bardzo dobrze myje skórę, nie wysusza jej i obchodzi się z nią bardzo łagodnie. Bazą mydła jest nie woda, a nawilżający i łagodzący olej kokosowy, który w towarzystwie tytułowego masła shea, oliwy z oliwek, oleju palmowego i rycynowego oraz maceratu z nagietka nie tylko nawilża ale również i pielęgnuje skórę. W mydle zanurzone są również płatki nagietka, które delikatnie masują i peelingują skórę. Pozbawione konserwantów, sztucznych barwników, zapachów i bazy glicerynowej. Jestem pewna, że jeśli choć raz użyjesz naturalnego mydełka powiesz "stop" typowo drogeryjnym mydłom. W ofercie marki Natural Secrets znajduje się pełna gama różnych naturalnych mydeł, każdy znajdzie coś dla siebie, a jeśli nie możesz się zdecydować, to za niespełna 30zł możesz nabyć próbki różnych 10 dostępnych w ofercie mydeł.

Takie sekrety to ja rozumiem! I polecam! Te i inne ciekawe kosmetyki oraz wiele naturalnych olei i maseł znajdziesz w oficjalnym sklepie internetowym producenta tutaj ---> [klik].
Kosmetyki posiadają certyfikat bezpieczeństwa kosmetyku, zatwierdzony przez toksykologa, zgodny z dyrektywami UE dotyczącymi bezpieczeństwa kosmetyków. Wyniki badań dermatologicznych potwierdziły, iż są w pełni bezpieczne i hipoalergiczne!

Jesteś fanką/fanem naturalnej pielęgnacji?

Pozdrawiam ciepło, Aga :)


Pełne składy prezentowanych kosmetyków (INCI):

Peeling kawowy z pomarańczą i imbirem: Sucrose, Coffea Arabica, Prunus Sweet Almond Oil, Grape Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Zingiber Officinale (Ginger), Tocopherol , Parfum.

Tonik oczyszczający z zieloną herbatą i szałwią: Camellia Sinesis (Green Tea), Leaf Water, Aqua, Salvia Officinalis Extract, D-pantenol, Rosmarinus, Officinalis Oil, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Salicylic acid.

Żel aloesowy: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Carbomer, Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Mydło nagietkowe: Cocos Nucifera Oil, Aqua, Calendula Officinalis Flower Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Fruit Oil, Elaeis Guineensis Oil, Sodium Hydroxide, Ricinus Communis Seed Oil, Calendula Officinalis Flower.
Czytaj dalej »

6 sierpnia 2017

Top 7 | lipiec 2017

Minął lipiec więc przychodzę z kolejną porcją kosmetycznych ulubieńców, czyli kosmetyków, po które najczęściej sięgałam minionego miesiąca a to co najważniejsze - żaden mnie nigdy nie zawiódł. Tym razem polecam zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jak i do makijażu, ale zacznę od zapachu...

Chloe Love Story

Flakon perfum, po który najczęściej sięgałam w ubiegłym miesiącu to Chloe Love Story - zapach czysty, lekki i w moim odczuciu bardzo przyjemny. To kwiatowe perfumy wydane stosunkowo niedawno, w 2014 roku, których inspiracją tworzenia była romantyczna atmosfera Paryża. Wyczuwam w nim przede wszystkim kwiaty, odrobinę słodkie, białe, dość proste, ale świeże i bezpieczne. Neroli / kwiat pomarańczy i jaśmin. Kwintesencja uwodzenia? Dla mnie niekoniecznie, ale z pewnością jest to lekki kobiecy zapach na letni wieczór.
Prezentowana wersja to EDP woda perfumowana.  

Dr Irena Eris

Nie jest przekonana czy właściwym jest umieszczanie w tym zestawieniu i tym samym polecanie produktu, który nie jest dostępny w Polsce, ale w dobie dostępu do sklepów internetowych właściwie na całym świecie czuję się choć trochę usprawiedliwiona. Maska w płachcie I'm Sorry For My Skin Mud Mask trafiła do mnie z polecenia i przyznaję, że to świetna maska a przede wszystkim zdecydowanie inna od wszystkich tych, które już poznałam. Pierwszy raz spotykam się z glinkową maską w płachcie i bardzo doceniam wygodę jej stosowania. Nie muszę mieszać glinki z innymi surowcami kosmetycznymi, aplikowanie jej jest łatwe, szybkie i przyjemne - podobnie jak usuwanie, ściągam płachtę a pozostałości usuwam tonikiem. Skóra po zabiegu jest oczyszczona z zanieczyszczeń i sebum, odświeżona i rozjaśniona. Świetna maska!
W tym miejscu polecam wpis Jak kupić maski w płachcie taniej - zakupy prosto z Korei.

Benton Cosmetic

Kolejny raz sięgam po tonujący krem antyrodnikowy SPF 50+ Dr Irena Eris z serii Face Zone i kolejny raz mnie nie zawodzi. Polecam go po raz drugi na blogu i z pewnością nie kończę przygodę z nim na drugim opakowaniu. Połączenie pielęgnacji z właściwościami korygującymi koloryt skóry oraz bardzo wysoką ochroną przed promieniowaniem słonecznym (SPF50+) i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Lekka formuła zawiera adoptujące się do skóry delikatne pigmenty wyrównujące koloryt, zapewnia efekt pełnej blasku i naturalnego wyglądu skóry - krem zachowuje się na skórze jak krem BB, ale w żadnym stopniu nie daje efektu pomarańczowej skóry. Świetne rozwiązanie dla kobiet poszukujących szybkiego rozwiązania przy porannym makijażu w upalne dni, jeśli nie macie wiele do ukrycia za skórze, wystarczy go przypudrować i gotowe. Uwielbiam!

Podobnie jak mgiełkę do twarzy Honest TT marki Benton Cosmetic, która jest u mnie w użyciu codziennie - idealna na upały. Wysoka zawartość hydrolatu i ekstraktu z drzewa herbacianego koi i odświeża ale również reguluje pracę gruczołów łojowych. Dla równowagi w składzie również kwas hialuronowy, który przenika wgłąb naskórka i utrzymuje nawilżenie skóry na dłużej. Spryskanie twarzy mgiełką to sama przyjemność, tonizuje skórę po umyciu ale doskonale sprawdza się również do odświeżania skóry w ciągu dnia, po jej użyciu czuję wyraźne ukojenie i nawilżenie - nie wysusza skóry.   

Clarins

Doskonały samoopalacz do twarzy? Dla mnie to koncentrat samoopalający w kropelkach Golden Glow Booster Clarins. Zachęcałam do korzystania z tego produktu latem ubiegłego roku - wpis tutaj ---> [klik] i nadal go polecam. Właściwie to od tamtej pory nie szukałam innego samoopalacza do twarzy bo ten spełnia absolutnie wszystkie moje potrzeby. 1, 2 lub 3 krople mieszam z kremem na noc a rano skóra równomiernie muśnięta słońcem. Już przy pierwszej aplikacji daje niewiarygodny efekt zdrowej, ładnej opalenizny, bez smug i plam a jego aplikacja jest banalnie prosta. W zależności od otrzymanego rezultatu następnego dnia wieczorem kontynuuję stosowanie produktu w tej samej ilości dla jeszcze intensywniejszego pogłębienia opalenizny lub redukuję ilość uwalnianych kropli aby podtrzymać aktualny efekt. Banalnie proste, a jakże skuteczne i piękne w odbiorze.

Usta. Koniec z przesuszeniem w ciągu dnia, usta nawilżone i subtelnie pokryte kolorem - tak jak lubię latem! Błyszczyk do ust Juice Shaker Lancome to według mnie bardziej olejek niż błyszczyk, ale nazwenictwo to zupełnie mi nie przeszkadza, ponieważ sprawdza się rewelacyjnie. Subtelnie pokrywa usta transparentnym kolorem i długotrwale je nawilża. Z szerokiej gamy kolorów wybrałam dla siebie Wonder Melon i jak nazwa wskazuje - pachnie melonem! Mam ochotę na inne smaki ;) Kompozycja składników odżywczych wzbogacona m.in. olejkiem ze słodkich migdałów i ekstraktem z żurawiny i pigmentami, które pokrywają usta soczystym kolorem. Świetne opakowanie, aplikator w kształcie stożkowej gąbeczki umożliwia aplikację nawet bez lusterka - wystarczy przyłożyć do ust. Dla mnie bomba!  
 
Diorskin Forever

Lipiec to czas upałów więc nie codziennie wykonywałam makijaż, ale jeśli sytuacja wymagała ode mnie pełnego makijażu stawiałam na sprawdzony już podkład Diorskin Forever. To aktualnie mój najlepszy i ulubiony podkład. Jest trwały, jego krycie można stopniować od średniego po wysokie, bardzo dobrze ujednolica cerę nie podkreślając mocno rozszerzonych porów, maskuje blizny potrądzikowe i pięknie pachnie. Nie jest to podkład matujący, mimo to uwielbiam go za efekt aksamitnej skóry. Nie waży się, nie roluje i nie wchodzi w zmarszczki. Posiada SPF 35 - PA+++. Mój numer 1! Posiadam odcień 010 Ivory. 

Dajcie znać czy znacie te kosmetyki. A może chcecie mi polecić swoje perełki kosmetyczne?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)     
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger