31 października 2016

Sezon na śliwki | Ministerstwo Dobrego Mydła

Przyznaję, że dotychczas śliwki kojarzyły mi się tylko z konsumpcją. Lubię śliwki, właściwie pod każdą postacią (nawet te w occie), ale nie przypuszczałam, że pokocham w kosmetykach. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miała kosmetyki ze śliwką na etykiecie, a tu taka przemiła niespodzianka. No ale czego można się spodziewać po wyrobach Ministerstwa Dobrego Mydła? Oczywiście, że wszystkiego najlepszego!

Ministerstwo Dobego Mydła

Ministerstwo Dobrego Mydła to mała rodzinna manufaktura oferująca ręcznie wyrabiane mydła i kosmetyki oraz surowce: naturalne masła, oleje i hydrolaty. Założycielki marki, siostry, Ania i Ula Bieluń, zostały tegorocznymi laureatkami nagrody Kobieta Roku Glamur 2016 w kategorii Kreatywna w biznesie. Nie mnie jedynej oceniać, ale patrząc i "kosztując" produktów z pieczątką Ministerstwo Dobrego Mydła, mam podstawy twierdzić, że to w pełni zasłużona nagroda. Śliwkowe specjały - o których dzisiaj Ci opowiem - to produkty, które idealnie wpisują się w aktualne deszczowe dni, zimne wieczory i chłodne poranki.
Jakiś czas temu w moje ręce wpadły olej ze pestek śliwek oraz odżywczy peeling cukrowy, których wspólnym mianownikiem jest obłędny, słodki zapach. Naturalne kosmetyki, a szczególnie te o ujmujących zapachach przemawiają do mnie jak żadne inne i ilekroć trzymam w ręce kosmetyk, którego nie znam, to najpierw przyglądam się opakowaniu z nadzieją, że wewnątrz znajdę kosmetyk o równie imponującym zapachu, co wyglądzie. W kwestii naturalnych produktów - a już na pewno kosmetyków - bardzo cenię sobie fakt, że producenci zamykają je w szklane solidne opakowania, które można po zużyciu kosmetyku użyć ponownie, z pewnością przemawiają do mnie bardziej niż plastikowe.

peeling do ciała

I tak też mamy w przypadku wyrobów Ministerstwa Dobrego Mydła. Odżywczy peeling cukrowy zamknięty jest w szklanym słoju, który mieści 250g produktu. Minimalistyczna szata graficzna, prosta, czytelna i bez zbędnych zdobień sugeruje, że mamy do czynienia z produktem w 100% naturalnym, bez kombinowania i przyciągania chwytliwymi grafikami. Wewnątrz znajduje się peeling, którego bazą jest nierafinowany cukier trzcinowy - podczas masowania skóry pobudza krążenie i złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę gładką i odświeżoną. Cukier zatopiony jest w olejach, co gwarantuje nawilżenie skóry już na etapie użycia peelingu: z pestek śliwek, ze słodkich migdałów, z pestek winogron i z awokado. Za doskonałe natłuszczenie naskórka odpowiadają masło shea, masło kakaowe i wosk pszczeli, a za olfaktoryczne doznania w dużej mierze jadalny, atestowany aromat śliwkowy, który sprawia, że chciałoby się tę masę zjeść.
W praktyce, pomimo że to połączenie cukru, odżywczych olei i natłuszczających maseł, peeling nie spływa ze skóry zaaplikowany na mokro, łatwo można nad nim zapanować, równie łatwo rozprowadzić na skórze, masować, spłukać wodą i cieszyć się nawilżoną skórą bez tłustej olejowej powłoki - aplikacja dodatkowego kosmetyku nawilżającego zbędna.
Dziewczyny, twórczynie produktów ostrzegają:
UWAGA: Należy zwrócić uwagę iż po zastosowaniu scrubu możemy wzbudzać w towarzyszących nam osobach chęć polizania nas lub nawet ugryzienia. Zazwyczaj wystarcza łagodne aczkolwiek stanowcze poinformowanie bliskich, że takie zachowania nie są akceptowalne. Chyba, że są. Wtedy pozostaje po prostu korzystać;) Have fun!  
  
olej z pestek śliwki

Olej z pestek śliwki również bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przede wszystkim charakteryzuje się wyjątkowo mocnym marcepanowo - migdałowym zapachem. Bogaty jest w kwas oleinowy, linolowy, witaminę E i antyoksydanty. Fantastycznie nawilża, koi, odbudowuje uszkodzony naskórek i chroni przed utratą wody. Jest bardzo dobrym rozwiązaniem kosmetycznym nie tylko dla skóry suchej, ale i tłustej, ponieważ reguluje procesy zachodzące w gruczołach łojowych. W przypadku skóry suchej zaleca się jego aplikację bezpośrednio na skórę, w przypadku cer tłustych można wzbogacać nim swój ulubiony codzienny krem. 
Olej z pestek śliwek bardzo dobrze łączy się z innymi olejami a dzięki dużej zawartości witaminy E stabilizuje i utrwala mieszanki tworząc produkty do masażu, emulsje, kremy i odżywki do włosów. Doskonale sprawdza się w przypadku suchych i popękanych ust, możemy wcierać w nie olejek lub z jego pomocą wykonać domowy peeling łącząc olej z cukrem. Idealny do łączenia z balsamem/masłem do ciała, wzbogacam taki produkt nie tylko pod kątem pielęgnacyjnym ale również zapachowym. 
Świetny olej, pięknie pachnie, doskonale nawilża, chroni skórę i włosy przed przesuszeniem. 
  
pielęgnacja ciała

Oprócz wyżej wymienionych produktów poznałam również inne z pieczątką Ministerstwo Dobrego Mydła. Znakiem rozpoznawczym marki są mydła - moimi faworytami są Czeko-Mięta i Rozmaryn. Polecam również kule do kąpieli :)

Znacie produkty z Ministerstwa Dobrego Mydła? 

Pozdrawiam, serdecznie, Aga :)  
Czytaj dalej »

28 października 2016

Oczyszczająca maska dodająca blasku | HIMALAYAN CHARCOAL The Body Shop

Minęło kilka tygodni zanim dałam się namówić na nowe maski do twarzy Superfood The Body Shop. Idea przemawiała do mnie od samego początku: w 100% wegańskie, z formułą bez parabenów, silikonu, parafiny i olejów mineralnych, w zamian 100% czystych ekstraktów i składników odżywczych dla skóry. Inspiracją ich stworzenia był tradycyjny, naturalny sposób dbania o skórę, a każdy z pięciu dostępnych słoiczków wypełniony został w zależności od rodzaju maski składnikami nawilżającymi, oczyszczającymi, detoksykującymi, złuszczającymi i rozświetlającymi. W ofercie znajdziesz pięć masek: odświeżająca i kojąca z brytyjską różą, rozświetlająca i energetyzująca z jagodami acai, dodająca blasku oczyszczająca, głęboko odżywcza z miodem oraz oczyszczająca i złuszczająca z żeń-szeniem i ryżem. Przy pierwszym zetknięciu się z nimi salonie The Body Shop wcale nie było mi łatwo, z którą rozpocząć przygodę, ponieważ są tak przyciągające, że chciałoby się je mieć wszystkie. Wróciłam jednak z dwiema, a w dzisiejszej publikacji spróbuję przekonać Cię, że zdecydowanie warto skusić się na oczyszczającą.        

maseczka do twarzy

HIMALAYAN CHARCOAL Purifying Glow Mask została stworzona aby oczyszczać i detoksykować skórę z zanieczyszczeń i dodawać jej młodzieńczego blasku. To maseczka z dużą zawartością glinki, więc idealna propozycja dla tych, którzy cenią sobie jej doskonałe właściwości oczyszczające. Składniki aktywne zawarte w masce doskonale radzą sobie z dogłębnym oczyszczeniem skóry:
  • węgiel bambusowy z Himalajów - usuwa zanieczyszczenia ale również reguluje wydzielanie sebum,
  • zielona herbata z Japonii - znana jako silny antyoksydant, wykazująca również działanie złuszczające
  • olejek z drzewa herbacianego z Kenii - naturalny środek antyseptyczny i przeciwbakteryjny, doskonały w pielęgnacji skóry tłustej i trądzikowej.
W składzie maski znajdziemy jeszcze wiele innych pożądanych w oczyszczaniu skóry składników, m.in. marokańska glinka, widoczne w formule maski liście zielonej herbaty, puder z orzechów drzewa arganowego, puder z liści aloesu, olej arganowy, olej z liści eukaliptusa czy masło shea.      

maseczka oczyszczająca

W ciężkim słoiczku z ciemnego szkła zamknięto 75 ml maski, która jest dobrze zabezpieczona przed zanieczyszczeniami z zewnątrz, pod nakrętką znajdziesz dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowego wieczka. Cieszy mnie fakt, że producenci coraz częściej stosują tego rodzaju rozwiązanie, ponieważ jest również bardzo pomocne w transporcie kosmetyku. Z drugiej jednak strony finalnie kosmetyk jest dość ciężki i nie jestem pewna czy zabiorę go ze sobą na dłuższy czy nawet krótszy wyjazd. Mimo wszystko prezentuje się bardzo dobrze, a trzymając maskę w ręce mam podstawy twierdzić, że wewnątrz znajduje się wyjątkowy kosmetyk. I faktycznie tak jest.

Himalayan Charcoal

W wizualnym odbiorze formuła maski przypomina błotną z zatopionymi dość dziwnie wyglądającymi w pierwszym kontakcie drobinami. Ze składu wynika, że prawdopodobnie są to liście zielonej herbaty. Maska aplikuje się łatwo, gładko sunie po skórze i w początkowym procesie aplikacji niewiele wskazuje na to, że jest to maska glinkowa - a glinka/kaolin występuje już na drugim miejscu w składzie. W miarę upływu czasu oczywiście daje ona o sobie znać i maska zasycha na twarzy dając nawet uczucie ściągnięcia. Producent zaleca aplikację maski na 5-10 minut, w momencie kiedy ja odczuwam mocne ściągnięcie zmywam ją z twarzy letnią wodą - ściągnięcie wówczas całkowicie ustępuje. W zamian skóra jest dokładnie oczyszczona, odświeżona, wygładzona i nabiera zdrowego kolorytu - może to tylko wrażenie wynikające z bardzo dobrego oczyszczenia skóry, ale wygląda również na rozjaśnioną. Nie jest to kosmetyk, który zapewnia nawilżenie skórze, więc należy o tym pamiętać, ale w kwestii oczyszczania skóry bez jej wysuszenia spisuje się rewelacyjnie.

The Body Shop
pielęgnacja twarzy

Nie mogę pominąć zapachu maski, ponieważ pachnie cudownie. Trochę jak wiosna, trochę jak ścięta trawa, mięta i zielona herbata. Nie wyczuwam w ogóle charakterystycznego zapachu glinki a jeśli miałabym sprecyzować jej oddziaływanie zapachem na moje zmysły, to zdecydowanie jest to silne odświeżenie i pobudzenie. Bajka w słoiczku!!!

Maskę znajdziesz oczywiście w salonie The Body Shop w cenie regularnej 99 zł. Na ekspozycji występują testery i spokojnie możesz powąchać i dotknąć każdej z pięciu dostępnych. Ale wierz mi, trudno jest się zdecydować. Ja jestem w posiadaniu jeszcze wersji British Rose, którą zaprezentuję w odrębnym wpisie. Oczyszczającą Himalayan Charcoal gorąco polecam!

Znasz maski Superfood The Body Shop?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)
Czytaj dalej »

23 października 2016

L'Biotica - Sekret pięknych włosów

L'Biotica to jedna z moich ulubionych marek w dziedzinie pielęgnacji włosów. Nie zdarzyła mi się sytuacja abym trafiła na kosmetyk, który nie spełniłby moich oczekiwań. Nie znam całego asortymentu marki kierowanej do pielęgnacji włosów, ale te, które poznałam bardzo lubię i często do nich wracam. Regenerująca linia Naturalne Oleje Argan Makadamia i Kokos to produkty, po które sięgam najczęściej, ma oczywiście stałe miejsce na blogu i od momentu publikacji tej recenzji nic się nie zmieniło - nadal cenię te produkty, a moje włosy bardzo je lubią.
Jakiś czas temu marka wprowadziła do swojej oferty profesjonalną linię do pielęgnacji włosów Professional Therapy, a najmłodsze jej dzieci to coraz częściej i szerzej pozytywnie komentowane OleoKremy. W dalszej części wpisu dowiesz się, czy produkty te zyskały i moją sympatię.

pielęgnacja włosów

Linia Professional Therapy powstała dzięki wieloletniemu doświadczeniu marki L'Biotica oraz owocnej współpracy z Mistrzem Świata fryzjerstwa Pawłem Matrackim w celu zapewnienia codziennej, ale profesjonalnej i jednocześnie skutecznej pielęgnacji włosów. Paweł Matracki jest ambasadorem marki L'Biotica Professional Therapy, a jego rekomendacja jest nie tylko wyróżnieniem, ale również znakiem i gwarancją jakości. W ramach linii znajdują się kosmetyki kierowane m.in. do włosów farbowanych, ale również takich, które potrzebują regeneracji, wzmocnienia i odżywienia. Poznałam produkty z serii Repair i to na nich w dzisiejszym wpisie skupię uwagę.

L'Biotica

Linia Repair kierowana jest do włosów zniszczonych ze skłonnością do wypadania. Dbam o włosy najlepiej jak potrafię, regularnie odwiedzam fryzjera, podcinam je i ... farbuję. I choć nie mogę ich stanu jednoznacznie pokreślić jako "zniszczone", to jednak stała ingerencja podczas farbowania daje o sobie znać, i jeśli sięgam po produkty do domowej pielęgnacji, to czynię to z rozwagą i naciskiem na intensywną regenerację bez obciążenia. Linia Repair jest zatem bardzo pożądaną w mojej pielęgnacji. Dlaczego?
Odżywczo - witalizujący szampon charakteryzuje się formułą idealnie dopasowaną do potrzeb włosów zniszczonych i suchych. Kompleks składników aktywnych, gdzie prym wiodą olej jojoba, prowitamina B5, owoc guawy i ekstrakt z zielonej herbaty, nadaje włosom wyraźnego nawilżenia i wzmocnienia. Konsystencja szamponu jest na tyle skoncentrowana, że już niewielka ilość wystarcza na umycie półdługich (moja długość) włosów. Szampon pod wpływem masowania nie spływa z włosów, idealnie do nich przylega, dobrze się pieni, łatwo spłukuje i świetnie oczyszcza nie podrażniając przy tym skóry głowy. Praktykuję pielęgnację seryjną, więc zachęcam do stosowania jednocześnie zarówno szamponu, jak i odżywki/maski tej samej marki i z tej samej linii. W tym konkretnym przypadku warto zastosować odżywkę z tej samej serii, która jest na tyle świetnym produktem, że po jej dokładnym poznaniu z pewnością plasuję ją bardzo wysoko.
  
szampon do włosów
odżywka do włosów

Jeśli zdecydujesz się na odżywkę z tej samej serii, bardzo szybko się przekonasz, że deklaracja producenta umieszczona na opakowaniu jako "intensywnie regenerująca odżywka" nie jest tylko marketingowym sloganem, a faktem. Repair Express Mask - bo tak producent nazywa produkt - to nawilżająca ekspresowa maska-odżywka do codziennej pielęgnacji, gwarantująca gładkość, miękkość i blask włosom bez ich obciążenia. Według zaleceń aplikujemy ją na 2-3 minuty i dokładnie spłukujemy letnią wodą. Dokładnie, ponieważ podobnie jak w przypadku szamponu jej konsystencja nie jest lekka, więc należy ją starannie zmyć - nie ma z tym żadnego problemu, łatwo się spłukuje. Tak krótki okres pozostawania na włosach sugeruje, że to odżywka, w efekcie jednak śmiało mogę określić, że to działanie takie samo, jak w przypadku aplikacji maski na 15-20 minut. Co sprawia, że jest tak skuteczna? Oczywiście formuła, w której znajdziemy m.in. ceramidy, witaminę E, olej z kiełków kukurydzy, olejek różany, rozmaryn i keratyna. A keratyna potrafi przenikać przez powierzchnię włosów, wypełniać mikrouszkodzenia zniszczonych i przesuszonych włosów, zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu. 
Repair Express Mask to szybki i skuteczny produkt pozostawiający włosy miękkie, gładkie i bez efektu puszenia, o zdrowym połysku, przyjemne zarówno w dotyku jak i odbiorze.
    
OleoKrem

OleoKrem - no to krem, czy olejek? Jeśli jeszcze nie wiesz, to moim zdaniem jest to lekki krem o sile oleju. Zgadzam się całkowicie z producentem, jest to swego rodzaju innowacja w dziedzinie pielęgnacji włosów. Ja bynajmniej podobnych produktów jeszcze nie miałam. OleoKrem to połączenie delikatnego kremu z luksusowymi olejami, który zależnie od rodzaju włosów, ich potrzeb i wymagań możesz stosować na dwa sposoby. Pierwszy, klasyczny sposób to aplikacja na umyte wilgotne włosy w pasma i końcówki, pomijając nasadę, drugi, na włosy suche aby ujarzmić puszenie, zabezpieczyć końcówki przed rozdwajaniem, wygładzić i nabłyszczyć włosy. Ja szczególnie upodobałam sobie aplikację na suche włosy, ponieważ doskonale je wygładzają i nabłyszczają bez efektu obciążenia.  
W ofercie marki znajdziesz 4 rodzaje OleKremów, ja posiadam dwa: Oleje Afrykańskie z olejem Arganowym i z Baobabu oraz Oleje Amazońskie z olejem Babassu i Pequi. Działanie obydwu określam na podobnym poziomie przy czym wersja z olejami afrykańskimi będzie moim zdaniem bardziej odpowiednia dla zniszczonych, kruchych i łamliwych włosów, natomiast wersja z olejami amazońskimi wygładza i doskonale nabłyszcza włosy i to zdecydowanie ta wersja jest moim faworytem. W formule produktu zatopiony jest diamentowy pył, który pozostawia włosy niezwykle lśniące i pełne blasku. To, co dla mnie jest istotne, to produkty te zaaplikowane na suche włosy przybierają postać lekkiego, nieobciążającego olejku, wnikają we włosy nadając im nie tylko zdrowego wyglądu, ale zapewniają piękny zapach - to kolejna pozytywna cecha tych produktów, ujmujące, długo utrzymujące się na włosach zapachy. Nie mogę również nie wspomnieć o ich niezwykłej wydajności, biorąc pod uwagę, że to formuły lekkiego kremu, to wystarczy naprawdę odrobina aby pokryć włosy - w moim przypadku - od połowy ich długości. 

Professional Therapy

Po raz kolejny L'Biotica bardzo pozytywnie mnie zaskakuje. Bardzo podoba mi się pastelowa szata graficzna, prosty, acz wpadający w oko design opakowań. Podoba mi się coś jeszcze... coś, co jest bardzo praktyczne i świetnie przemyślane przez twórców. Kiedy decyduję się na szampon i odżywkę tej samej marki, to z reguły szampon kończy mi się szybciej, czasem dwukrotnie pienię włosy, więc siłą rzeczy odżywka pozostaje. Opakowanie szamponu L'Biotica występuje w pojemności 250ml, a odżywka 200ml - jest szansa, że produkty te zużyją się w tym samym czasie. I to lubię, podejrzewam, że sięgnę po tej duet jeszcze nie raz. A OleoKremy? Również świetne produkty, a z racji ich wydajności z pewnością będą mi służyły bardzo długo. Polecam!

Znasz produkty do pielęgnacji włosów L'Biotica? Masz swoich faworytów?

Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »

17 października 2016

Kosmetyki do makijażu ProVoke Dr Irena Eris | Czy warto kupić?

Rok 2016 miał być dla mnie czasem, w którym poznam więcej kolorówki, bo jak sami widzicie na moim blogu zdecydowanie przeważa pielęgnacja. Nigdy nie byłam i nadal nie jestem kolekcjonerem kosmetyków do makijażu, a muszę się przyznać, że aktualnie mam dużo (za dużo) jak na moje własne potrzeby, choć oczywiście mieszczą się w miejscu przeznaczonym do ich przechowywania. Nie zajmuję się zawodowo makijażem, więc nie czuję potrzeby posiadania takich ilości, jakie czasem widuję u innych, no bo po co? chyba tyko po to aby się ostatecznie przeterminowały... Mam tutaj na myśli oczywiście kosmetyki kupione z własnego wyboru.
Przez ostatnie kilka miesięcy (a może i rok - nie pamiętam dokładnie) kupiłam kilka kosmetyków do makijażu Provoke sygnowanych logo Dr Irena Eris. Żaden z tych produktów nie miał osobnej recenzji na moim blogu dlatego postanowiłam zebrać je wszystkie w dzisiejszym wpisie i trochę o nich opowiedzieć - może kogoś zainspiruję albo pomogę w kwestii: warto czy nie?  

Dr Irena Eris

Podejrzewam, że wszyscy znają, a przynajmniej kojarzą kosmetyki ProVoke, jeśli nie to musisz wiedzieć, że stworzone zostały w Laboratoriach kosmetycznych Dr Irena Eris, ich mottem przewodnim jest Luksus Odkrywania Piękna i co ważne dla konsumentów - plasują się cenowo pomiędzy drogeryjnymi kosmetykami do makijażu a selektywnymi. ProVoke często gości na backstae'u pokazów mody i patronuje Mistrzostwom Polski w makijażu. Kosmetyki te mają zarówno swoich zwolenników, jak i sceptyków - ja po sprawdzeniu kilku jestem w tej pierwszej grupie. Może za mało jeszcze umiem i wiem o makijażu? Może traktuję je z sentymentem, ponieważ są polskie? a może jeszcze z innych powodów? Suma sumarum, podoba mi efekt jaki pozwalają wypracować. Ale po kolei :)

Provoke
podkłąd do twarzy

Swoją przygodę z kosmetykami ProVoke rozpoczęłam od słynnego podkładu Matt Fluid - tak wiele dobrego o nim czytałam, że wybór właściwie jego na początek drogi był jednoznaczny. I oczywiście podzielam wszystkie pochlebne opinie o nim, ponieważ jest to jeden z najlepszych podkładów jakie znam. Matt Fluid, jak nazwa wskazuje jest to podkład matujący o beztłuszczowej formule, dedykowany skórze mieszanej i tłustej bez ograniczenia wiekowego. To co mi się w nim najbardziej podoba, to to, że nie zastyga na skórze tworząc maski, tylko gładko po niej sunie dając matowe wykończenie i do tego świetne krycie. Efekt zarówno matowienia, jak i krycia jest bardzo naturalny, podkład idealnie stapia się z cerą dając satynowy mat. Nie doświadczyłam ani ściągnięcia, ani wysuszenia cery, nosi się go bardzo komfortowo i nie wymaga poprawek przez dobrych kilka godzin.
Innowacyjna technologia MATT˙PRECIO™, odpowiedzialna za niwelowanie nadmiaru sebum i redukcję jego wytwarzania, została wzbogacona o MattPowder Complex, aby jeszcze skuteczniej i dłużej zapewnić podwójny efekt matujący.
Wyciąg z algi atlantyckiej o właściwościach ochronnych i kojących, wspomaga proces nawilżenia i naprawy skóry.
Smukła szklana butelka z matowego szkła wyposażona w sprawnie działającą pompkę ułatwia higieniczne dozowanie produktu - zużywamy tyle ile potrzebujemy. Obecność SPF15 również bardzo na plus. Moja wersja kolorystyczna to IVORY nr 210 - idealny odcień przez prawie cały rok, nawet latem - unikam opalania twarzy, pozawalam sobie na samoopalacz, więc czasem wydaje mi się, że jest za jasny, ale poza gorącym sezonem kolor jest wręcz dla mnie stworzony. Wychodząc naprzeciw bardzo jasnych karnacji marka niedawno wypuściła na rynek nowe odcienie, z których najjaśniejszy to 205 Light Beige - przy najbliższej okazji sprawdzę, ale u mnie 210 jest super.

Pojemność 30 ml / cena regularna 79 zł

Dr Irena Eris
Provoke
puder do twarzy

Puder sypki Loose Powder to drugi kosmetyk, który szczerze polecam. Zgrabne opakowanie (niestety w całości plastikowe, więc trzeba uważać - z drugiej strony finalnie produkt jest bardzo lekki) wewnątrz wyposażone w lusterko i puszek, którym możemy poprawić makijaż w ciągu dnia. Jeśli zachodziłaby taka potrzeba, ponieważ u mnie makijaż wykończony tym pudrem utrzymuje się przez cały dzień. Zaletą tego produktu jest fakt, że jest on bardzo mocno zmielony, jest zatem lekki niczym puch, idealnie łączy się z podkładem i na długo go utrwala. Występuje tylko w jednym odcieniu Translucent, pozostawia matowe wykończenie i nie zmienia koloru podkładu - świetnie łączy się z każdym podkłądem, który obecnie posiadam. W jego składzie znajdziemy m.in. wyciąg z aloesu o działaniu pielęgnacyjnym, nawilżającym i chroniącym skórę z zewnątrz.

Pojemność 18 g / cena regularna 85 zł  

makijaż

Podkład i puder tworzą świetny, zgrany i trwały duet. Obydwa te produkty moim zdaniem są warte swojej ceny, nawet regularnej. Biorąc jednak pod uwagę, że dostępne są m.in. w drogeriach Rossmann (choć nie we wszystkich) to można nabyć je o połowę taniej - aktualnie trwa właśnie promocja na kolorówkę i jeśli zastanawiałaś się kiedykolwiek czy warto je sprawdzić, to myślę, że bez wahania możesz się na nie skusić. Podkład Matt Fluid jest bestsellerem kolorówki Provoke, więc ryzyko błędu jest zminimalizowane.
W kwestii pudru, to kupując go w cenie regularnej chyba oczekiwałabym bardziej stabilnego opakowania. Wizualnie w takiej formie nic mu nie brakuje, jest gustowne, ale przy dłuższym stosowaniu zamykające wieczko rysuje się i dość mocno widać na nim ślady użytkowania. Ale to tylko opakowanie, jego zawartość dla mnie jest bardzo dobra.

rozświetlacz

Podobne odczucia mam względem opakowań pudrów w kompakcie i cieni. Wizualnie wyglądają bardzo elegancko, białe kasetki ze srebrnym logo, ale również są plastikowe i bardzo lekkie. I choć nie przytrafił mi się jeszcze ich upadek, to podejrzewam, że mogłyby go nie przetrwać. Mimo wszystko wykonane są z należytą starannością i wizualnie prezentują się bardzo dobrze.

Provoke
puder do twarzy

"Gwiezdny" rozświetlacz - ach, jak ja chciałam go mieć! I wcale nie było mi łatwo go dorwać stacjonarnie, ale w końcu się udało. Kiedy zobaczyłam go na żywo, moje pragnienie zostało spotęgowane dodatkowo zapachem - kompakty Provoke pachną niesamowicie. To, co innym czasem przeszkadza - zapach jest intensywny - mnie ujmuje i zachwyca, dla mnie to luksusowy zapach.
Gwiazda, to połączenie trzech korygujących i podkreślających blask kolorów nadający cerze subtelną świeżość i blask. Producent zaleca go do wykończenia makijażu i faktycznie jest kropką nad "i", ale w chłodnym odcieniu. Latem niekoniecznie dobrze się z nim czuję, ale w każdej z innych pór roku spokojnie aplikuję go nawet na całą twarz, oczywiście z odpowiednim umiarem, ponieważ to rozświetlacz - wystarczy delikatnie omieść dużym pędzlem twarz. Świetnie podkreśla szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna i kącik oka, do ich podkreślenia z reguły decyduję się na większą jego ilość. 

Pojemność 9 g / cena regularna 65 zł 

cienie do powiek
Provoke
makijaż

4 Eyeshadows Palette to paleta czterech cieni do powiek, po którą przyznaję, że bardzo rzadko sięgam. Dla mnie te kolory są tylko na jesień, więc aktualnie chętnie wykonam nimi kilka makijaży ale nie przepadam za nią bardzo mocno. I właściwie to nie bardzo też mogę odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Bo przecież i pigmentacja jest w porządku, aplikują się bez zarzutu (oczywiście za pomocą pędzli, nie korzystam z tych dołączonych do kasetki) dobrze łączą się ze sobą i nie osypują w ciągu dnia.
Cienie są na dobrym poziomie, ten pierwszy fajnie się prezentuje też jako rozświetlacz. Widzę w sklepie internetowym, że te paletki są aktualnie przecenione, niestety nie ma wariantu kolorystycznego, który ja posiadam. Dodatkowo pojawiły się inne paletki, więc może marka z nich rezygnuje? W każdym razie, nie pałam do niej szczególną sympatią.

Pojemność 4 x 1,4 g / cena regularna 79 zł

błyszczyk do ust
Provoke
Dr Irena Eris

Posiadam dwa błyszczyki Provoke, N°1 Glass Gloss i N°5 Rose Eliksir. I o ile bezbarwny niczym szczególnym się nie wyróżnia, daje efekt mokrych ust, nawilżonych, gładkich i miękkich, to po różowy sięgam bardzo często. Dla mnie to taki produkt na szybko, nie wymaga szczególnej precyzji aplikacji, nie wychodzi poza kontur, więc bardzo chętnie noszę go w torebce i równie chętnie poprawiam nim makijaż ust w ciągu dnia. Bardzo podoba mi się niezobowiązujący kolor, lekko transparentny, podkreślający usta delikatnie na zasadzie, że "coś się tam na nich dzieje, ale nie krzyczy". Bezbarwny bardziej się klei, ale obydwa fajnie nawilżają usta. Pomimo mojego uwielbienia Rose Gold, to uważam, że warto go kupić ale na promocji, znam błyszczyki tańsze, które zachowują się podobnie.

Pojemność, obejrzałam dokładnie opakowania obydwu, ale nie widzę, na kartoniku wierzchnim również jej nie ma podanej / cena regularna 55 zł.

pomadka do ust
makijaż

Bright Lipstic, pomadka nabłyszczająca jest w porządku, ale podobnie jak w przypadku błyszczyków do ust warto kupić ją w promocji. Dostępna w kilku odcieniach, ja wybrałam N°508 Darling Pink - stonowany, neutralny, herbaciany róż, fajnie podkreśla naturalny kolor ust.
Pomadka Provoke ma super opakowanie na magnes. To nabłyszczająca pomadka o lekkiej kremowej konsystencji z zawartością bardzo subtelnych drobinek rozświetlających i lekkim kryciu. W efekcie daje krystaliczny kolor i efekt błyszczących, mokrych ust. Bardzo często po nią sięgam - nie wysusza ust, świetnie wygląda przez ok. 3 godziny, potem wymaga poprawek, ale dzięki temu, że ma kremową i lekką formułę w miarę upływu czasu schodzi z ust równomiernie.
Pojemność, również nie widzę na opakowaniu / cena regularna 59 zł

Provoke

Na powyższym zdjęciu od góry:
  • Podkład Provoke Matt Fluid N°210 Ivory
  • Nabłyszczająca pomadka Bright Lipstic N°508 Darling Pink
  • Błyszczyk N°5 Eliksir Rose
Dr Irena Eris

Czy warto zainwestować w kosmetyki do makijażu Provoke Dr Irena Eris? Uważam, że warto - a już z pewnością wtedy, kiedy mamy możliwość skorzystania z ofert promocyjnych. W moim rankingu podkład i puder sypki plasują się bardzo wysoko i moim zdaniem warte są zakupu nawet w cenach regularnych. Uwielbiam! Jeśli chodzi o resztę, to polecam również błyszczyk i pomadkę - choć to oczywiście zależy od własnych preferencji, dla mnie efekt jaki otrzymuję w pełni mnie zadowala. Gwiezdny rozświetlacz będzie odpowiednim kosmetykiem dla tych, którzy preferują chłodne odcienie - u mnie latem się nie sprawdza. Marka wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, latem tego roku wprowadziła świetne kosmetyki rozświetlające SUN SHIMMER, z których mam sypki puder i rozświetlacz w kompakcie. I mimo, że nie prezentuję ich na zdjęciach, to gorąco polecam rozświetlacz, który jest doskonałym zamiennikiem dla "gwiazdy".

Kosmetyki do makijażu Provoke znajdziesz w wybranych drogeriach Rossmann, Hebe, Natura oraz w bezpośrednio w sklepie internetowym producenta tutaj [klik].  

Znasz kolorówkę Provoke? W mojej kolekcji Provoke brakuje różu i maskary, jeśli znasz, to daj znać, które polecasz.

Pozdrawiam, Aga :) 



Czytaj dalej »

13 października 2016

Nowości na mojej półce | październik 2016

Ostatnie nowości na blogu ukazały się w czerwcu, więc najwyższa pora pokazać Wam co nowego u mnie się pojawiło. Jest to również podpowiedź co się będzie działo na blogu i jakie kosmetyki stawiam aktualnie na swojej pielęgnacyjnej półce. Chętnie czytam tego rodzaje wpisy na innych blogach, bo zawsze "coś" wpadnie mi w oko ;) więc sama też chętnie podzielę się moimi "nowościami". No i mam oczywiście nadzieję, że mnie nie zawiodą...

Yonelle

Robię sobie "wolne" od masek na tkaninie. Nie ujmuję im oczywiście skuteczności, ale zwyczajnie tęskno mi za kremowymi maseczkami. Maseczka Yonelle Progressiv Nanomask już od kilku miesięcy była na mojej zakupowej liście, więc jeśli pojawiła się w promocji w Douglas z rabatem -50% to oczywiście skorzystałam. Regularna jej cena to 199zł, promocyjna 99zł. W oficjalnym sklepie internetowym Yonelle cała seria jest aktualnie również w promocji, więc można udać się na zakupy. Maseczkę użyłam co prawda dopiero cztery razy, ale już jej wróżę stałe miejsce na mojej półce.

The Body Shop

Jeśli jesteśmy już przy maseczkach, to ciekawość zwyciężyła, pozytywne opinie całkowicie mnie przekonały i oto mam i ja :) Dwie z pięciu dostępnych nowych masek The Body Shop, obydwie super! Oczyszczająca i nawilżająco - kojąca. Oczyszczająca to prawdziwa bomba!
A skoro byłam w salonie The Body Shop to wróciłam dodatkowo z żelem pod prysznic z serii British Rose i kultowym już ich kremem do rąk. Zapach kremu do rąk nie przypadł mi do gustu, ale jego działanie - ohoho, fajne :) Lubię takie masełkowe formuły na chłodniejsze miesiące.

Douglas

Wrócić z Douglas'a tylko z maseczką do twarzy to byłaby nie lada sztuka, ale nie ze mną takie numery! Skończył mi się dwufazowy płyn do demakijażu oczu właśnie marki własnej Douglas i na tyle był fajny, że postanowiłam nabyć kolejny taki sam. A z racji tego, że potrzebowałam jeszcze toniku, to przygarnęłam całą linię ;) Poświęcę jej odrębny wpis na blogu. Zauważyłam też, że pojawiła się nowa linia oczyszczająca Aqua Focus Douglas i pewnie też będę chciała ją sprawdzić - ale to plany na przyszłość. Te 400 ml butle z pewnością na długo mi posłużą.

Clinique

O kosmetykach pielęgnacyjnych Clinique właściwie to mogłabym już się wypowiedzieć, ponieważ wszystkie trzy są już w użyciu od prawie dwóch miesięcy, ale są na tyle fajne, że każdemu poświęcę odrębny wpis. Take the Day Off - legenda, chyba nie ma nikogo, komu by nie służył dobrze. Delikatna pianka jest naprawdę delikatna, a nowość Pep Start jest wręcz stworzony dla skóry z niedoskonałościami. Zastępuje mi ostatnio bazę pod makijaż.

Bling

Nowe kolorowe zabawki do manicure hybrydowego!!! Nie wierzę, że to zrobiłam, ale kupiłam je na AliExpress! O hybrydach Bling wiele dobrego czytałam, a zakupy na Ali, pomimo że wielu uważa, że to "chińszczyna" to ja wierzę, że Chińczyk też człowiek i też potrafi. Więc wydałam nieco ponad 40 zł i mam 7 kolorów lakierów o pojemności 6 ml każdy (więc malutkie) wespół z bazą i topem. Deal? Zobaczymy. Póki co przesyłka dotarła bez szwanku, lakiery świetnie zabezpieczone, i oczywiście nie wiem czy jestem pierwszą je otwierającą, ale buteleczki są pełne a na ściankach wlotowych nie widzę śladów użycia - więc, jest OK! A jak się sprawdzą? Z pewnością napiszę :)

Yves Rocher

Nowe perfumy Rose Oud, pierwszy na mojej półce zapach z asortymentu Yves Rocher. Nie jestem w tej kwestii na bieżąco, ale z tego co zdążyłam się zorientować, to jest to najnowsza propozycja Yves Rocher w kategorii zapachy. Zapach powstał w tym roku, ale widzę, że zbiera pozytywne opinie. To kwiatowo - orientalna propozycja, moim zdaniem bardzo ciekawa - róża damasceńska, agar (oud), kmin i labdanum. Na pierwszym planie piękna róża, ale pod orientalną, moim zdaniem trochę też kadzidłową otoczką. Póki co poznajemy się, ale to nie będzie zapach, z którym planuję wspólną przyszłość.
 
Sesderma

Na zakończenie serum i krem do twarzy Sesderma linia C-VIT. Jedyne w całym zestawieniu, które otrzymałam w ramach przesyłki marketingowej. Marka odświeżyła i udoskonaliła formuły, lekko zmieniła opakowania. Znałam już krem do twarzy, świetnie się u mnie spisał, nowy ma trochę inną formułę, ale działanie również oceniam na bardzo dobre. Liposomowe serum też jest świetne, niebawem zaprezentuję je w całości.

To wszystko, umiarkowanie, prawda? Znacie coś z moich "nowości"? Jak się spisują?

Pozdrawiam, Aga :)    
Czytaj dalej »

12 października 2016

Zastrzyk energii dla skóry | VITA C INFUSION Mincer Pharma

Witamina C - niekwestionowana królowa pielęgnacji o bardzo szerokim spektrum działania. Kosmetyki z jej zawartością zalecane są w pielęgnacji każdego typu cery, jest zatem składnikiem niezwykle pożądanym dla skóry, również dlatego, że skóra nie jest w stanie jej magazynować. Powinnyśmy zatem regularnie jej dostarczać, w zamian oczekiwać zdrowej, gładkiej, jędrnej i pełnej energii skóry. I w tym wypadku nie są to tylko czcze obietnice, ponieważ efekty stosowania pielęgnacji, gdzie składnikiem aktywnym jest witamina C widoczne są bardzo szybko, warto wprowadzić więc ją w stałą pielęgnację, a z pewnością jesienną porą, kiedy skóra po lecie potrzebuje nawilżenia, pobudzenia, rozświetlenia i przygotowania do funkcjonowania w warunkach temperatur minusowych.
Mincer Pharma - producent kosmetyków dla kobiet w każdym wielu i o każdym typie cery, posiadający wieloletnie doświadczenie sięgające 1989 r. rozszerzył swoje portfolio o gamę produktów w witaminą C VITA C INFUSION, w której umieścił najbogatsze źródło witaminy C w postaci ekstraktu z owoców jagodowych camu-camu oraz oleju z rokitnika. Jagody camu-camu zawierają ponad 30 razy więcej witaminy C niż cytryny, co stawia je w czołówce składników o działaniu antyoksydacyjnym, olej z rokitnika z kolei oprócz witaminy C cechuje wysoka zawartość beta-karotenu, który poprawia wyrównuje koloryt skóry oraz pomaga chronić ją przed promieniowanie słonecznym UVA/UVB.  

Mincer Pharma

Przełomem kosmetycznym i zarazem wyróżniającym te produkty na tle innych jest wysokie, dotychczas nie spotykane wysokie stężenie witaminy C kryjącej się pod nazwą C Tetra. Stężenie to wynosi ok. 7%, czyli aż 70mg/ml. Zazwyczaj w kosmetykach, gdzie kluczowym składnikiem aktywnym jest witamina C, występuje ona w formie kwasu L-askorbinowego, który wykazuje wysoką skuteczność, ale niską stabilność, utrudnioną przenikalność przez skórę, czasem wykazuje działanie drażniące. Spotykam się czasem z opiniami, że dany kosmetyk, najczęściej skoncentrowane serum objawia się częściowym lub mocnym zaczerwienieniem skóry, niejednokrotnie podrażnieniem. Mincer Pharma w swojej linii produktowej VITA C wprowadził witaminę C w postaci bezbarwnego, bezzapachowego olejku w bardziej stabilnej postaci, odporną na oksydację, działanie słońca i temperatury pod nazwą C Tetra (tetraizopalmitynian askorbylu), która nie złuszcza, ani nie podrażnia skóry - kosmetyki zatem z jej zawartością mogą być stosowane nawet przez osoby o wrażliwych typach cery, ze skłonnością do alergii, podrażnień i cerą naczyniową. Dla cer naczyniowych są wręcz wskazane, ponieważ Tatra pomaga w uszczelnianiu naczyń krwionośnych. Ponadto witamina C Tetra zapewnia skuteczną ochronę przed działaniem promieni UVA/UVB, przed przedwczesnym starzeniem się skóry, niedoskonałościami, przebarwieniami, rozszerzaniem naczyń krwionośnych i „zmęczeniem” skóry.
    
VITA C

Przeciwstarzeniowe serum olejkowe VITA C INFUSION to zastrzyk energii dla skóry. W małej 15ml buteleczce wyposażonej w zakraplacz / pipetę zamknięto produkt o olejowej, ale bardzo lekkiej formule, żółtym zabarwieniu  i przyjemnym cytrusowo - ziołowym zapachu. Serum jest lekkie i świetnie się wchłania pozostawiając skórę gładką, miękką i niebywale promienną. Energetyczny efekt widoczny jest już po pierwszej aplikacji i jest to niebywała zaleta tego serum - skóra jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ze zmęczonej staje się wypoczęta, promienna i pełna energii.
Producent zaleca aplikację serum rano i/lub wieczorem, można go stosować jako samodzielny produkt przed aplikacją właściwego kremu lub wzbogacić ulubiony krem kilkoma kroplami serum. W obydwu przypadkach sprawdza się rewelacyjnie, w porannej pielęgnacji dodaję go do kremu, a wieczornej aplikuję samodzielnie pod krem. Tuż po aplikacji serum wyczuwalne jest również napięcie skóry przy jednoczesnym nawilżeniu. W zależności od stanu skóry bywają sytuacje, że serum wchłania się niemalże natychmiast, innym razem potrzebuje kilku minut. Bez względu jednak na to przy regularnym (u mnie codziennym) stosowaniu wygląd skóry ulega wyraźnej poprawie, oprócz bardzo pozytywnych efektów wizualnych wyraźnie skóra jest zregenerowana i wzmocniona.
Na duży plus oceniam również wydajność serum, z racji jego olejkowej formuły niewiele potrzeba w porównaniu z innymi kosmetykami typu serum na pokrycie całej twarzy, szyi i dekoltu.

serum z witaminą C
krem pod oczy

Rozświetlający krem pod oczy VITA C INFUSION to niepozorna mała tubeczka o pojemności 15ml, której zawartość również mnie w pełni zadowala. Nie oczekuję od kremu do pielęgnacji okolic oczu, że usunie zmarszczki, bo to trochę tak, jakbym chciała zatrzymać czas - a to przecież niemożliwe. I dobrze, bo w miarę jego upływania zmiany, które występują na mojej skórze wskazują na jakim etapie życia jestem. Krem pod oczy VITA C kosmetyk w porannej pielęgnacji, który rozświetla i nawilża skórę wokół oczu. Podoba mi się jego formuła, nie jest ani lekka, ani bogata - plasuje się pośrodku, dzięki czemu bardzo łatwo się wklepuje opuszkami palców, świetnie wchłania, nie obciąża delikatnej skóry pod oczami. Utrzymuje nawilżenie skóry przez cały dzień, nie roluje się i nie nie deformuje działania wizualnego korektora.
Nie mam stałych problemów z cieniami pod oczami, więc tym samym nie wypowiem się jednoznacznie, czy je likwiduje. Po nieprzespanej nocy radzi sobie świetnie, dodaje energii i wygładza skórę. Właściwie to nie mam mu nic do zarzucenia, ale jeśli oczekujesz bezzapachowej formuły, to niestety nie jest to propozycja dla Ciebie. Krem pod oczy posiada zapach bardzo zbliżony do zapachu olejowego serum ale zdecydowanie mniej intensywny. Mnie nie uczula i nie podrażnia - z przyjemnością zużyję do końca.
    
witamina C

Nawilżająca mikrodermabrazja VITA C INFUSION to oczyszczający produkt, który ja klasyfikuję jako peeling do twarzy i będzie on zdecydowanym faworytem dla tych, którzy preferują peelingi ziarniste. Ja do nich niestety nie należę, lubuję się w peelingach enzymatycznych, ale przyznaję, że po użyciu VITA C skóra jest wygładzona jak po żadnym innym peelingu. Mikrodermabrazję gabinetową wykonywałam póki co tylko raz, więc nie mam zbytnio porównania - najczęściej wybieram peeling kawitacyjny. Producent zaleca stosowanie produktu 2-3razy w tygodniu poprzez aplikację na skórę szczególnie dotkniętą przebarwieniami i masowanie jej kolistymi ruchami przez około 1-2 minuty. Wizualnie tuż po wyciśnięciu produktu z opakowania w jego formule w ogóle nie widać żadnych ziarenek, ale w kontakcie ze skórą okazuje się, że są, jest ich bardzo dużo i są dość ostre. Krzywdy nie można sobie tym produktem zrobić, ale podejrzewam, że skóry wrażliwe i alergiczne mogą (choć nie muszą) zareagować zaczerwienieniem. Ja wykonuję zabieg raz w tygodniu, zaczerwienienie czasem występuje, ale dość szybko znika. 
Na opakowaniu produktu producent umieścił zastrzeżenia, z których wynika, że nie jest to produkt dla tych, których skóra wykazuje nadwrażliwość na którykolwiek ze składników mikrodermabrazji, więc jest to swego rodzaju odpowiedź czy produkt jest dla wszystkich typów skóry. Moim zdaniem nie jest, choć przyznaję, że skóra po jego użyciu wygląda super. Jest świetnie oczyszczona, doskonale wygładzona i przy tym nie wykazuje tendencji do przesuszeń. Na pewno warto spróbować.

pielęgnacja twarzy

Kosmetyki te z pewnością bardzo dobrze sprawdzą się w przypadku skóry dotkniętej przebarwieniami i faktycznie dodają energii skórze, jeśli zatem szukasz kosmetyków, które rozświetlą skórę, to linia VITA C Mincer Pharma jest tą, której szukasz. Bardzo dobre serum, fajny krem pod oczy oraz świetnie wygładzająca mikrodermabrazja.

Lubisz kosmetyki z witaminą C? Znasz VITA C INFUSION Mincer Pharma?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger