29 marca 2015

Serum wzmacniające do włosów z witaminami A + E / BIOVAX L'Biotica

Kosmetyk, o którym dzisiaj Wam opowiem, znalazł się w moim posiadaniu zupełnie przypadkiem, i choć widywałam go na drogeryjnych półkach, to nie miałam ochoty na jego zakup. Chyba nie jestem w tej teorii odosobniona, ponieważ Producent dodaje wersję demonstracyjną tego kosmetyku do opakowania innych, aby tym samym zachęcić konsumentów do jego zakupu w pełnowymiarowej wersji. I tak oto, kiedy użyłam serum wzmacniające do włosów BIOVAX z witaminami A + E w ilości odpowiadającej "tyle co kot napłakał" postanowiłam kupić pełnowymiarową wersję i dać jej szansę. Do zakupu przekonał mnie bardzo przyjemny zapach, który długo utrzymuje się na moich włosach, a przede wszystkim fakt, że nie przetłuszcza włosów pomimo, że oparty jest na silikonie. Silikony potrafią obciążać i przyczyniać się do nieświeżości włosów, ale kompozycja zawarta w tym serum zupełnie tego nie robi, a w pozytywny sposób dyscyplinuje i wygładza włosy. No to kupiłam :)



Kosmetyki do pielęgnacji włosów BIOVAX naszej rodzimej marki L'Biotica są bardzo dobrze znane i w większości przypadków zbierają pozytywne opinie. Ja dość długo zwlekałam z ich użyciem w swojej pielęgnacji, o moich wrażeniach możecie przeczytać w jednym z poprzednich postów, gdzie opisywałam moją przygodę z linią przeznaczoną dla włosów zniszczonych TUTAJ KLIK. Właśnie tam, przy masce do włosów dołączona była saszetka z serum wzmacniającym.
Producent zapewnia, że Serum wzmacniające A + E to prawdziwy zastrzyk witaminowy dla włosów, ponieważ jego receptura została stworzona na bazie witamin A + E, które są źródłem młodości i witalności i na niedobór których włosy są bardzo często narażone. Brak tych witamin może powodować osłabienie, jak i przesuszenie włosów, ich kruchość, łamliwość, rozdwajanie końcówek, pojawienie się łupieżu, a nawet w częstych przypadkach nadmierne wypadanie włosów.
Witamina A - odpowiedzialna jest za poziom nawilżenia włosów oraz ich odporność na łamanie. Dostarczana w odpowiedniej ilości wzmacnia włosy oraz zabezpiecza je przed nadmierną utratą wilgoci.
Witamina E - sprawia, że włosy stają się bardziej elastyczne, sprężyste i miękkie. Zapobiega szkodliwemu działaniu wolnych rodników. Zwiększa odporność włosów na działanie promieniowania UV, dzięki czemu chroni je przed płowieniem.



Skład (INCI): Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Amodimethicone, Phenyl Trimethicone, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Linoleic Acid, Isopropyl Myristate, Isohexadecane, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Cotronellol, Coumarin, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool.

Tak jak na wstępie napisałam widać, że serum oparte jest na silikonach, ale tytułowe witaminy A i E występują również bardzo wysoko w składzie, a tuż za nimi pozytywnie wpływający na włosy olej sojowy oraz z nasion krokosza barwierskiego, więc nie jest tak źle. I choć rzeczywiście formuła kosmetyku jest wyczuwalnie silikonowa, to bardzo dobrze rozprowadza się po włosach zarówno na mokrych, jak i suchych.



Finalny produkt otrzymujemy w małej, wyposażonej w pompkę plastikowej buteleczce - i chwała mu za to, niby delat, a jak ułatwia wydobycie kosmetyku. Nie przepadam za tymi malutkimi buteleczkami, z których trzeba wylewać kosmetyk, zdają egzamin przede wszystkim na wyjeździe, choć prezentowane dzisiaj serum również nie zajmie dużo miejsca w kosmetyczce. Jest niewielkich rozmiarów, ponieważ kryje w sobie tylko 15ml kosmetyku :) Biorąc pod uwagę cenę, która plasuje się na poziomie ok. 12-15zł, w zależności od miejsca, to nie jest tani - na pewno wypada drożej niż znany wszystkim np. jedwab, ale od jedwabiu jest dla moich włosów skuteczniejsze.


Stosując serum na mokro potrzebuję trzech naciśnięć pompki aby pokryć włosy na całej rozjaśnionej długości. Na sucho z kolei, na same końcówki wystarczy jedna pompka, ale ja zazwyczaj wygładzam tym serum włosy w ciągu dnia i bardzo często stosuję je na całe włosy. Taki manewr nie przeszedłby z użyciem wspomnianego wcześniej jedwabiu, ponieważ już po pierwszym użyciu na sucho w identycznej ilości, moje włosy były oklapnięte i tłuste. Serum BIOVAX ma tę przewagę, że całkowicie wysycha na włosach, nie czuć go po przejechaniu placami po włosach, a wyraźnie je nawilża, wygładza, dyscyplinuje, sprawia, że nie puszą się nawet w warunkach wilgotności, i bardzo przyjemnie przy tym pachnie otulając swoją nienachalną wonią włosy.
To bardzo dobry kosmetyk do pielęgnacji włosów rozjaśnianych i suchych, takich jak moje, poddawanych regularnie zabiegom inwazyjnym, ale również podstawowym, takim jak suszarka, prostownica czy lokówka. Nie wiem jak spisze się na włosach normalnych, ale nie sądzę, aby nie sprostał zadaniu, ponieważ nie pozostawia wyczuwalnej warstwy.


L'Biotica jako marka od wielu lat otrzymuje nagrody i wyróżnienia za produkcję kosmetyków na wysokim poziomie, przoduje w wielu rankingach i niewielu firmom ustępuje miejsca na podium. Jej produkty są przyjazne alergikom, pozbawione parabenów, SLS i SLES-ów czy glikolu propylenowego, substancji, które przez wielu konsumentów omijane są bardzo szerokim łukiem :)
Produkty BIOVAX są skuteczne i to jest niewątpliwie ich najważniejszą zaletą, co potwierdza prezentowane dzisiaj przeze mnie serum, które polecam :)
Dajcie znać czy je znacie? a jeśli tak, to czy spisuje się u Was równie dobrze jak i na moich włosach.

Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »

27 marca 2015

Musujące Kule do Kąpieli / Stara Mydlarnia

Gdyby nie "czas" prysznic mógłby dla mnie nie istnieć - w moim przypadku zdaje egzamin tylko wtedy, kiedy się spiszę lub latem do odświeżenia ciała w czterdziestostopniowym upale - choć wyznaję zasadę, że to akurat można zrobić nawet w wannie wyposażonej w słuchawkę prysznicową ... Ale nie o metodzie utrzymywania higieny dzisiaj będzie, a raczej o jej uprzyjemnianiu :) Kule do kąpieli. Dla jednych zbędny wydatek, bo i po co, dla innych "mus" :) Ja chyba należę do tych innych :) Nic na to nie poradzę, że lubię pachnące i najlepiej długie kąpiele w wannie, choć z tymi długimi to u mnie różnie bywa od ponad roku. Jak maluch dobrze i mocno zaśnie, to mogę sobie poleżeć, a jak nie, to klapa ...
Wracając do kuli kąpielowych, to zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie jest to wydatek pierwszej potrzeby, można sobie ten zakup odpuścić, a i higiena osobista nie zostanie tutaj mocno zachwiana, ale ... No właśnie, to takie przyjemne uczucie, kiedy trzymamy kulę w dłoni, wrzucamy do wanny i obserwujemy ją aż do czasu całkowitego rozpuszczenia - nie wiem czemu, ale ja bardzo lubię ten widok :)


Kiedy trafiłam na ręcznie robione kule kąpielowe ze Starej Mydlarni, przepadłam :) Jakiś czas temu w moje łapki wpadły dwie cudownie pachnące kule, więc mimochodem sprawdziłam w sklepie internetowym Producenta asortyment "kulowy" i zdecydowałam się na zakup dwunastu kul umiejscowionych w bardzo gustownym standzie. Co prawda, nie sądziłam, że będzie wykonany z tektury, ale mimo wszystko jest bardzo stabilny, kule są bardzo dobrze umiejscowione i nie przemieszczają się po nim. Właśnie takiego domku dla kul potrzebowałam :)



Zamawiając zestaw nie wiedziałam które konkretne wersje kul otrzymam w przesyłce. Nie wiem czy Producent do każdego poszczególnego zamówienia załącza te same wersje kul, ale ja dostałam każdą w innej wersji zapachowej: magnolia, mango&marakuja, czarna porzeczka, lawenda, trawa cytrynowa, pitaja&opuncja, witamina C, figa&śliwka, pomarańcza, truskawka, zielona herbata i ... erotic!
Kiedy przesyłka do mnie dotarła to woń zapachu, która wydostała się z opakowania była naprawdę imponująca. 12 cudownie pachnących kul, których mi aż żal wrzucać do wanny ;) Najbardziej intryguje mnie ta ostatnia, erotic, czeka na szczególną okazję ... ;)  





Kule ze Starej Mydlarni są ręcznie robione na bazie naturalnych składników z dodatkiem olejków eterycznych. Każda zawiera w składzie olej avocado, jedwab, kolagen i witaminę E - składniki, które pielęgnują nasze ciało podczas kąpieli i ja wyznaję zasadę, że im dłuższa kąpiel z kulą, tym więcej dobroci dla naszej skóry :) Ale bez przesady, we wszystkim trzeba zachować umiar :)

Skład INCI: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Caprylic?Capric Triglicerides, DL-Alpha Tocopherol, Avocado Oil, Collagen, Hydrolyzed Silk, Parfum, CI +/- 16035, 47005, 42051, 45190.


Gramatura każdej  kuli to 140-150g, różnica wynika z faktu, że są ręcznie robione. Zestaw kul wraz ze stendem kosztuje 143zł, a zamówić go można na stronie Producenta.
Oprócz tego, że pięknie kule pachną, to doskonale oczyszczają i odżywiają suchą i zmęczoną skórę, dodane do wanny wypełnionej wodą zmiękczają ją zamieniając naszą kąpiel w prawdziwe SPA.
Te musujące kule do kąpieli uzależniają ... i taka jest wstrząsająca prawda.
Lubicie takie "przyjemności" czy wręcz przeciwnie? Znacie te kule? a może inne równie "apetyczne"? Pochwalcie się swoimi ulubieńcami :)

Pozdrawiam, Aga :)

Ps. kulami dzielę się z Wami, patrz poprzedni post :)

Czytaj dalej »

23 marca 2015

Minął Rok, czyli Urodziny Mojego Bloga i ... Prezenty dla Was :)

A więc to już dzisiaj ... dzisiaj mija dokładnie rok, odkąd dołączyłam do świata blogerskiego, świata, który z każdym dniem fascynował mnie coraz bardziej i mocniej, świata, który wciąga jak odkurzacz, a tą tylko różnicą, że nie zasysa, nie tłamsi od wewnątrz, a wręcz przeciwnie, na każdym kroku pozwala się rozwijać i tworzyć z pasją, dbać o swoje "podwórko" i tym bardziej Czytelników :)
Tak sobie myślę, że czas na podsumowania i analizę tego okresu z własnego punktu widzenia poświęcę w kolejnych postach, a dzisiaj chciałabym się skupić na Czytelnikach mojego bloga, czyli na Was. Bo prawda jest taka - o tym wie każdy bloger - że gdyby nie Czytelnicy, to pisanie byłoby pozbawione sensu i racji bytu, gdyby nie Czytelnicy, to łatwiej byłoby pisać np. do prywatnego pamiętnika, który być może przeczytaliby potomni, jeśli w ogóle przetrwałby takowy... :)
Więc to Wam dzisiaj dziękuję :) za każdy komentarz, za każdy uśmiech, wirtualną buźkę, pozdrowienie, życzenie miłego dnia, wieczoru, wyjazdu, szybkiego powrotu do zdrowia, za dodawanie otuchy, wiary i całkiem przyjemnego kopniaka do działania :)
Nie potrafię wymienić Was wszystkich z imienia, z nicka, z pseudonimu, ale wierzcie mi, że potrafię ogarnąć Was całym swoim serduchem i przekazać Wam każdemu z osobna olbrzymią dawkę pozytywnych podziękowań i niesamowity ogrom wdzięczności za cały rok.
Aby choć w minimalnym nakładzie odwdzięczyć się Wam za ten wspólny czas, przygotowałam dla Was upominki. Z racji tego, że mój blog jest o tematyce kosmetycznej, to upominki są kosmetyczne, takie, które ja stawiam na wysokim poziomie w swojej pielęgnacji, i którymi kilka/u z Was chciałabym zarazić :) Przygotowałam dla Was pięć zestawów, więc nagrodzę niestety tylko pięć osób. Nie chcę używać tutaj sformułowania konkurs, ponieważ nikt tu z nikim nie będzie walczył o podium, chciałabym abyście potraktowali to jako zabawę i jeśli macie ochotę być przeze mnie choć w tak niewielkim stopniu obdarowane, to serdecznie zapraszam do wypełnienia formularza znajdującego na końcu tego posta. Zanim jednak wypełnicie, sprawdźcie proszę, czy odpowiadają Wam upominki, które dla was przygotowałam.


1. Beauty Blender - ciężko nazwać go zestawem, ale pomyślałam, że wiele/u z Was chciałoby go mieć, a przynajmniej tak wynika z komentarzy nie tylko u mnie, ale i na wielu innych blogach. Jakiś czas temu zakupiłam w dwupaku i pomyślałam, że jednym się z kimś podzielę.


2. Zestaw PAT&RUB, na który składają się balsam do dłoni z linii relaksującej, świeżej, z nutami trawy cytrynowej i kokosa oraz z wersji demonstracyjnej olejku rozświetlającego do ciała - w sam raz na wiosnę :)


3. Zestaw NUXE, tj. kultowy balsam do ust, który w mojej pielęgnacji skutecznie wyparł wiele kosmetyków pielęgnacyjnych do ust wraz z wersją demonstracyjną kultowego olejku NUXE :)


4. Bath & Body Works - nie znam osoby, która by nie pokochała cudownie pachnących kosmetyków tej marki. Linia Paris Amour to piękny, subtelny i bardzo romantyczny zapach, dla mnie jeden z najpiękniejszych z całego asortymentu B&BW. Zestaw składa się z pięknie pachnącego balsamu do ciała, który jest niezwykle lekki i żelu antybakteryjnego do rąk o tym samym zapachu.


5. Stara Mydlarnia - zestaw trzech pięknie pachnących i umilających kąpiel kul musujących o zapachach: zielonej herbaty, pomarańczy i truskawki - klasyczne zapachy, ponieważ nie każdy lubi wyszukane.


Zasady są proste, a właściwie ... brak zasad :) Tylko jeden warunek, trzeba być publicznym obserwatorem mojego bloga Kosmetyki z Mojej Półki.
Zwycięzców wylosuję, nie potrafiłabym wybrać :) W poniższym formularzu macie możliwość wielokrotnego wyboru upominku, co znaczy, że możecie zgłosić chęć otrzymania jednej lub innej z pięciu dostępnych upominków - szanse więc wzrastają wielokrotnie, ale jeśli okażecie się zwycięzcą np. pierwszej nagrody, to w kolejnych losowaniach Was pominę. Każdy z Was może wziąć udział w pięciu losowaniach, ale upominek może otrzymać tylko jeden.
Zabawa urodzinowa trwa 2 tygodnie od dnia dzisiejszego, tj. 23/03/2015 do 06/04/2015. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni od zakończenia przyjmowania zgłoszeń. Na adres do wysyłki czekam również 7 dni :)
Fundatorem wszystkich upominków jestem ja, również ja odpowiadam za ich wysyłkę :) Aha, wysyłam upominki w Polsce :)
Będzie mi bardzo miło jeśli zostaniecie obserwatorami na moich Fan Page'ach (na stronie głównej znajdziecie odnośniki) lub udostępnicie informację o rozdaniu na swoim blogu i/lub np. Facebooku - ale nie jest to warunek konieczny :)

Dajcie znać jak Wam się podobają moje urodziny! ;)

Formularz do wypełnienia:





 Pozdrawiam Was ciepło, Aga :)
Czytaj dalej »

22 marca 2015

Globalna Akcja Społeczna #DzieliszSieDzielimySię / La Roche Posay

La Roche Posay to marka o ugruntowanej pozycji kosmetycznej na rynku, która moim zdaniem nie potrzebuje reklamy, ponieważ dermokosmetyki, które posiada w swojej ofercie bronią się same - konsumenci wiedzą co dobre, często sięgają po produkty marki i wracają do nich niejednokrotnie.
Kiedy na początku tego roku otrzymałam propozycję udziału w sesji zdjęciowej jako konsument dermokosmetyków marki, aby tym samym udzielić swojego wizerunku jako Ambasadorka La Roche Posay 2015,  zgodziłam się bez wahania. Sesja miała miejsce dokładnie w dniu moich urodzin, było bardzo miło, sympatycznie i z uśmiechem - tak jak lubię :) Nikt niczego mi nie narzucał, nie wymuszał, opowiedziałam pokrótce o moich doświadczeniach związanych z dermokosmetykami La Roche Posay i wskazałam moich ulubieńców - to nie był jednokrotny wybór, ponieważ marka ma bardzo wiele kosmetyków, z którymi z powodzeniem mogę utożsamiać moją codzienną pielęgnację :) W odniesieniu nie tylko do mojej pielęgnacji, ale również członków mojej rodziny nie mogło w moim zestawieniu ulubionych produktów zabraknąć balsamu do ciała LIPIKAR BAUME AP+ skierowanego do skóry suchej i atopowej.
Doświadczenie związane z profesjonalnym aparatem utwierdziło mnie w przekonaniu, że modelki to raczej ze mnie nie będzie ;) ale efektem sesji było zdjęcie z produktem LIPIKAR BAUME AP+, które możecie znaleźć na moich portalach społecznościowych oraz na stronie internetowej La Roche Posay w zakładce, gdzie występuje zbiór seflie w ramach prowadzonej globalnej akcji społecznej Dzielisz Się, Dzielimy Się.


Czytaj dalej »

18 marca 2015

Czy maseczki to twarzy Bania Agafii spełniają swoje zadanie?

Boom na "rosyjskie" kosmetyki trwa w najlepsze :) Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie, że ja też uległam, ponieważ pokazywałam tam jakiś czas temu całą pakę "zagranicznych" kosmetyków. Niektóre z tych produktów wprost mnie zachwycają, inne troszkę mniej, ale ogólne wrażenie pozostawiają raczej pozytywne.
Idąc za ciosem dzisiaj chciałabym Wam przestawić maseczki do twarzy Bania i Łaźnia Agafii, które przewijają się w blogosferze na wielu blogach - ja mam aż, lub tylko cztery i postanowiłam opowiedzieć Wam o nich w jednym zbiorczym zestawieniu.


Czytaj dalej »

15 marca 2015

O tym jak olej migdałowy okazał się być doskonałym i niezastąpionym wszechstronnym kosmetykiem :)

Jeszcze nie tak dawno, ponieważ kilka miesięcy temu o olejach wiedziałam tylko tyle, że można na nich smażyć i dodawać do sałatek. Oleje to nie mój świat, ale ... blogowanie to taka fajna przygoda, podczas której dowiadujemy się tylu ciekawych rzeczy i poznajemy tylu ciekawych ludzi, że siłą rzeczy w "modne" olejowanie wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot. Jedną z takich ciekawych osobistości jest Patrycja - autorka i założycielka bloga Kosmetyczna Wyspa, która postanowiła obdarować mnie olejem migdałowym. Olejem nie lada nadzwyczajnym, a i podarunek, który nie jest ot tak zwyczajny, ponieważ przywiozła go aż z Majorki :) jeśli pomyliłam kierunek Twoich ostatnich wakacji, to przepraszam, popraw mnie :)


Czy tylko ja mam wrażenie, że ze wszystkich zakamarków kosmetycznych wylewa się olej arganowy? Nie istnieje chyba już marka kosmetyczna, która by nie dodawała tego oleju do produkowanych kosmetyków. Mam wrażenie, że jest wszędzie! A olej ze słodkich migdałów? coraz częściej spotykam go w składach kosmetyków, szczególnie propozycji pielęgnacyjnych dla maluszków, ale przecież nie każdy po takowe sięga. Dopóki nie zostałam mamą nawet nie patrzyłam w ich kierunku. W moim odczuciu oleju migdałowego powinno być zdecydowanie więcej i nie jest to tylko moje widzimisię, a czego dowodzi pielęgnacja przy użyciu właśnie tego oleju.
Czy olej musi być tłusty? NIE! I ten właśnie nie jest - to pierwsza jego właściwość, za którą go pokochałam. Jest bardzo lekki i praktycznie suchy w stosowaniu, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie tłustej powłoki, która niejednokrotnie jest uciążliwa i potrafi mnie doprowadzić nawet do szału!
Czy olej musi nieprzyjemnie pachnieć? a ja mam to akceptować, no bo przecież nie zapach a efekty są najważniejsze? NIE! Olej migdałowy jest praktycznie bezzapachowy, wyczuwam w nim nutkę czegoś, czego nie potrafię skategoryzować, ale zupełnie mi to nie przeszkadza a nawet bardzo się podoba.
Czy olej w czystej postaci może być aplikowany na twarz? TAK - podobno każdy, ale nie każdy wchłania się tak jak migdałowy i nie każdy jest źródłem witamin A, B1, B2, B6, D i E, nie każdy jest cennym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych NNKT oleinowego, linolowego i palmitynowego.


A jak to się wszystko ma do praktyki? Uwielbiam olej migdałowy! Za co:
  • za to, że mogę zastosować go na ciało nawet rano i nie ubrudzę sobie ubrań. Jeśli brakuje mi zapachu to sprawę załatwia kropelka naturalnego olejku eterycznego, np. z mandarynki - ostatnio mój ulubiony, taka mieszanka daje rano takiego kopa, że hej ;)
  • za to, że kiedy zimą w wyniku kuracji dermatologicznej moja wysuszona na wiór cera wołała o pomoc, to właśnie on niejednokrotnie ją ratował :)
  • za to, że moje wiecznie suche nogi poniżej kolan, szczególnie zimą zapomniały o tym przykrym uczuciu :)
  • za to, że moje ukochane maseczki algowe na twarz wymieszane z nim są "puszyste", aksamitne i aż miło nakładać i uprzyjemniać sobie czas w nich na twarzy :)
  • za to, że glinki na twarzy nie zasychają tak szybko, jak wymieszane z wodą czy hydrolatem - podobno nie powinny, ponieważ właściwości glinek działają odpowiednio tylko na mokro :)
  • za to, że dodany w kilku kroplach do wanny zamienia kąpiel w nawilżający rytuał, nie pociągający za sobą dodatkowej dawki nawilżania w postaci kremu, balsamu, masła ect.
  • za to, że dyscyplinuje moje suche na końcach włosy jak żadne serum, sprawdza się zarówno na mokre, jak i na suche włosy :)
  • za to, że jest bardzo delikatny i może być stosowany nawet na skórze maluszków, doskonały zamiennik oliwek dla dzieci - świetnie radzi sobie z przesuszeniami atopowymi :) 
Wymieniać można w nieskończoność ... olej migdałowy jest olejem tak wszechstronnym, że grzechem jest go nie mieć ;) kosztuje, w zależności od sklepu i pojemności, od kilku do kilkunastu złotych. Jest baaaardzo wydajny, moja 250ml wersja po trzech miesiącach stosowania ubyła tylko w ok. 1/3 pojemności :)


Patrycja, bardzo się cieszę, że mnie obdarowałaś tym produktem. Jestem Ci wdzięczna i czuję się zobowiązana. Olej migdałowy jest genialny i sprawiłaś mi ogromną radość, a przede wszystkim możność poznania jego doskonałych właściwości pielęgnacyjnych.
I jeśli ktokolwiek kiedyś zapyta mnie o mój ulubiony olej w czystej postaci to już nie będzie to ani arganowy, ani kokosowy - a migdałowy!

Serdecznie polecam, Aga :)
Czytaj dalej »

13 marca 2015

Relaksujące masło do ciała PAT&RUB

PAT&RUB miało już swoją premierę na moim blogu przy okazji recenzji balsamu do dłoni z cudownej linii otulającej, która wprost czaruje zapachem. Moje wyobrażenie o kosmetykach naturalnych zawsze było zwierciadłem pięknych zapachów, które są dopełnieniem oddziaływania naturalnych składników aktywnych na naszą skórę. Jeśli trafiam na kosmetyk, którego skład oparty jest o naturę, ale dla mojego wybrednego nosa niezbyt przyjemnie pachnie, to mylę sobie: wiesz co? PAT&RUB potrafi to połączyć, więc w czym jest problem?
No właśnie, kosmetyki PAT&RUB to odzwierciedlenie mojej wyobraźni, a kiedy już emocje, ochy i achy związane z zapachem linii otulającej opadły, pora na kolejny doskonały przykład upojenia zapachowego, jakim niewątpliwie jest linia relaksująca, której bohaterem od dwóch miesięcy mojej pielęgnacji jest masło do ciała. 


Zapachem relaksującym rządzi naturalny aromat trawy cytrynowej i kokosa. Nawet bym nie przypuszczała, że aromat taki pozytywnie może wpłynąć na nasze samopoczucie i gdyby ktoś zapytał mnie: z jakim zapachem kojarzy mi się relaks, odprężenie i odpoczynek? to bez wahania odpowiedziałabym, że z zapachem lawendy... do czasu, kiedy nie poznałam zapachu PAT&RUB relaksującego. W czym tkwi jego fenomen, nie wiem, ale wiem, że działa i uzależnia :)


Masło o konsystencji tortowego kremu z łatwością wchłania się w skórę. Bogactwo i wysokie stężenie maseł i olei roślinnych sprawiają, że nawet bardzo sucha skóra jest znakomicie nawilżona i uelastyczniona. Efekt zauważalny już po pierwszym użyciu. Masło tworzy na powierzchni skóry nietłustą warstwę ochronną zapobiegającą wysuszaniu. Olejek z trawy cytrynowej poprawia wygląd skóry: wygładza i oczyszcza. Masło może być stosowane zaraz po kąpieli nawet na lekko wilgotną skórę. Odżywia całe ciało - od szyi po stopy. Świetne do dekoltu. 



Co wpływa na wyjątkowość masła?

  • masło shea – nawilża i zmiękcza
  • masło kakaowe – natłuszcza i uelastycznia skórę, łagodzi podrażnienia
  • olej z nasion palm Orbignya Oleifera/olej babassu  - nawilża, odżywia i natłuszcza skórę
  • olejek z trawy cytrynowej – poprawia wygląd skóry: wygładza i oczyszcza
  • squalane (z oleju oliwkowego) – nawilża
  • ekstrakt z cytryny – działa ujędrniająco i przeciwzapalnie
Wszystkie powyższe naturalne składniki to surowce naturalne i posiadające certyfikat ekologiczny. Oprócz nich za doskonałe działanie nawilżające masła odpowiadają naturalna witamina E, roślinna gliceryna oraz roślinne substancje nawilżające i natłuszczające.


Pojęcie masło do ciała dotychczas kojarzyło mi się z bardzo bogatą, wręcz natłuszczającą, rzadko nawilżającą konsystencją do stosowania głównie zimą, kiedy skóra ciała szczególnie jest podatna na przesuszenia - ja bynajmniej tylko w sezonie jesienno-zimowym sięgałam po tego rodzaju kosmetyk.
Masło PAT&RUB, z uwagi na lekką i przede wszystkim nawilżającą konsystencję, z powodzeniem może być stosowane nawet latem. W moim odczuciu konsystencja jest lżejsza niż tortowy krem, masło nie wymaga mocnego i dokładnego wcierania w skórę, wystarczy niewielką ilość kosmetyku nabrać na dłoń i posmarować nim poszczególne części ciała. Masło świetnie i bez żadnego problemu rozprowadza się na lekko wilgotnej skórze, tuż po kąpieli, bardzo szybko się wchłania i pozostawia na skórze cudowny aromat przywracający stan umysłu do równowagi i błogiego nastroju. Nie przypuszczałabym, że zapach trawy cytrynowej zawładnie moimi zmysłami, a jednak... :) Po zastosowaniu masła cieszę się miękką i gładką skórą, doskonale nawilżoną, przyjemną i aksamitną w dotyku.


Masło, jako finalny produkt konsumencki otrzymujemy w plastikowym pojemniku o pojemności 250ml z dużym otworem, nadającym się oczywiście, podobnie jak wszystkie opakowania PAT&RUB, do recyklingu. Szata graficzna bardzo przyjemna dla oka i typowa dla marki.
Każdy kosmetyk z logo PAT&RUB posiada gwarancję, że wyprodukowany jest w 100% z surowców naturalnych i ekologicznych, bez składników pochodzących z ropy naftowej, silikonów, PEG-ów, bez sztucznych konserwantów, zapachów czy barwników, a to jest wyznacznikiem ich ceny. Masło do ciała kosztuje 69zł w cenie regularnej, ale należy podkreślić, że w sklepie internetowym bardzo często, przynajmniej raz w miesiącu, organizowane są promocje, dzięki którym masło takie można nabyć w dużo niższej cenie, czasem obniżonej nawet do 40zł - a to już jest nie lada gratka dla takich kosmetycznych maniaków, jakim jestem JA ;)

Jeśli jeszcze nie znacie kosmetyków marki PAT&RUB to gorąco Was zachęcam do ich sprawdzenia, nie czekajcie z tym tak długo jak ja, bo wiele dobrego Was omija. Dla mnie stosowanie kosmetyków tej marki to czysta przyjemność.

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)

Skład masła: Aqua,  Caprylic/Capric Triglyderide, Butyrospermum Parkii, Theobroma Caco (Cocoa) Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Glycerin, Citrus Limon (Lemon) Friut Estract, Cetearyl Alcohol, Olea Europaea (Olive) Friut Oil, Hydrogenatyd Olive Oil, Myristyl Myristate, Squalane, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalane, Cymbopogon Citratus Herb Oil, Citral, Geraniol, Limonene, Linamool, Isoeugenol, Citronellol

 

Czytaj dalej »

11 marca 2015

Ochronne serum do twarzy ANTIOX z witaminą C / Biochemia Urody

Przepadłam. Biochemia Urody to miejsce, gdzie spędzam mnóstwo czasu - nie tylko po to, aby przyjrzeć się kosmetykom tam oferowanym, ale przede wszystkim, że to skarbnica wiedzy, a nie tylko sklep, dla tych, którzy interesują się kosmetologią, którzy chcą pogłębiać swoją wiedzę o poszczególnych składnikach kosmetycznych, ich przeznaczeniu, działaniu czy odpowiednim stężeniu - dla mnie rewelacja, wszystko co powinnam wiedzieć w jednym miejscu :)
Poznałam już kilka kosmetyków pozostających w ofercie Biochemii Urody i śmiało mogę stwierdzić, że kosmetyki te to doskonała alternatywa dla kosmetyków, pod ciężarem których uginają się drogeryjne i sklepowe półki. Decydując się na zakup kosmetyku w sklepie internetowym Biochemia Urody, mamy pewność, że składniki w nim zawarte występują w takim stężeniu, w jakim Producent obiecuje. Dlaczego? z prostej przyczyny - nie otrzymujemy gotowego kosmetyku, tylko surowce z których dany kosmetyk możemy sobie sami zrobić. Przy okazji możemy się pobawić w małego chemika :)  




Asortyment sklepu Biochemia Urody jest bardzo szeroki, zawiera nie tylko gotowe zestawy, ale również pojedyncze składniki, które możemy w dowolny dla siebie sposób łączyć i tworzyć własne kompozycje kosmetyczne. Z racji tego, że ja nie jestem kosmetologiem ani chemikiem z wykształcenia, to korzystam z gotowych zestawów dostępnych w sprzedaży. Podczas jednej z wizyt w sklepie moją szczególną uwagę przykuło serum ochronne ANTIOX z witaminą C i właśnie o nim chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć.


Spośród wielu dostępnych w sklepie kosmetyków typu serum wybrałam właśnie ochronne z wit. C, ponieważ działanie jego oparte jest na składnikach pełniących funkcje filtrów przeciwsłonecznych, a oprócz tego dzięki zawartości wit. C otrzymujemy kosmetyk o działaniu antyoksydacyjnym.

Serum oparte jest na mleczku oliwkowym, które jest naturalnym emolientem o właściwościach antybakteryjnych, a ponadto doskonałym antyoksydantem. Do mleczka oliwkowego, które otrzymujemy w plastikowej buteleczce dodajemy pozostałe składniki odmierzone w odpowiedniej ilości, które otrzymujemy w małych fiolkach, a są to:

Ekstrakt z czerwonych alg - Nori, składnik, który mnie bardzo zainteresował w tym kosmetyku, ponieważ ochrona przeciwsłoneczna to w mojej codziennej pielęgnacji konieczność wynikająca nie tylko z przekonań, ale również coraz szczerzej komentowanym zjawiskiem ochrony skóry przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. W serum ochronnym występuje w stężeniu 6%.
Ekstrakt z czerwonych alg, to innowacyjny składnik kosmetyczny produkowany wyłącznie przez jedyną na świecie, szwajcarską firmę, który pełni funkcję naturalnego filtra anty-UVA. Jest to składnik fotostabilny, odporny zarówno na światło słoneczne, jak i na wysoką temperaturę, porównywalny do syntetycznych filtrów anty-UVA z rodzaju Parsol 1789 oraz Mexoryl SX.
Ekstrakt z czerwonych alg działa w dwojaki sposób:
- Bezpośredni - absorbuje, czyli pochłania promieniowanie UVA,
- Pośredni - zawiera substancje o właściwościach antyoksydacyjnych, zwalczające wolne rodniki generowane przez promieniowanie UVA.     




W serum, jak nazwa wskazuje, znajdziemy także witaminę C w postaci bezbarwnego i bezzapachowego olejku, który w wykonanym kosmetyku osiąga stężenie 4,5%, które występuje w formie (Tetraizopalmitynian askorbylu) o najwyższej stabilności wynoszącej nawet kilkanaście miesięcy. Ta pochodna witaminy C nie powoduje podrażnień, łuszczenia się skóry, więc jest odpowiednia dla osób nawet o wrażliwej cerze i już przy niskim stężeniu wykazuje bardzo dużą skuteczność w działaniu antyoksydacyjnym, walczy z wolnymi rodnikami, wspomaga ochronę przeciw promieniowaniu, poprawia elastyczność skóry i działa rozjaśniająco, dzięki czemu jest bardzo pomocna w walce z przebarwieniami.    
Serum wzbogacone jest o doskonale nawilżający potrójny żel hialuronowy 1,5%, kompleks peptydowy korzystnie wpływający na naczynia krwionośne oraz kwas felurowy w płynie naturalnego pochodzenia, który również wspomaga aktywność przeciwrodnikową i przeciwsłoneczną.


Po samodzielnym wymieszaniu ze sobą wszystkich składników otrzymujemy gotowy kosmetyk o lekkiej konsystencji, bardzo przyjemnym oliwkowym zapachu i takim samym zabarwieniu. W zamówionym komplecie otrzymujemy dodatkowo małą buteleczkę z ciemnego szkła wyposażoną w zakraplacz, w której możemy przetrzymywać gotowy kosmetyk w podręcznej porcji do użytku codziennego. Ja niestety w tej małej buteleczce chyba ukręciłam gwint ;) ponieważ korek z zakraplaczem sam mi się odkręcał, więc musiałam z powrotem przelać kosmetyk do plastikowej większej butelki i to z niej korzystam, wylewając na zgłębienie dłoni niewielką ilość kosmetyku - tak też można, choć przyznaję, że zakraplacz jest wygodniejszy w użyciu :)
Aplikacja kosmetyku na twarz to sama przyjemność, ponieważ jest bardzo lekki i niewyczuwalny na skórze już w chwilę po jego nałożeniu. Oliwkowy zapach bardzo szybko się ulatnia, właściwie tak szybko, jak samo wchłanianie serum w skórę twarzy - błyskawicznie i nie pozostawia żadnej warstwy, co czyni go doskonałym kosmetykiem stosowanym na dzień pod krem lub pod makijaż. Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych stosowania serum, a przeciwnie, mam gwarancję, że kosmetyk w takiej konfiguracji bardzo dobrze chroni moją skórę przed promieniowaniem słonecznym i nie muszę już stosować dodatkowego preparatu z filtrem w okresie małego nasłonecznienia. Podejrzewam, że latem również bardzo dobrze się sprawdzi nawet pod krem z wysokim filtrem, które występują w mojej pielęgnacji na porządku dziennym i nie trzeba mnie do nich przekonywać.


Serum stosuję codziennie rano na oczyszczoną skórę twarzy i bardzo dobrze mi służy, na tyle dobrze, że z przyjemnością kupię ponownie. Polecam ten kosmetyk, jako uzupełnienie codziennej pielęgnacji skóry twarzy, a szczególnie ochrony przeciwsłonecznej wzbogaconej o działanie antyoksydacyjne i przeciwstarzeniowe.
Pojemność serum po jego wykonaniu to ok. 40ml, kosztuje 35,50zł a do kupienia jest dostępny tutaj klik. Znacie Biochemię Urody? Zaopatrujecie się tam w kosmetyki? Znacie to serum?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

8 marca 2015

Przygotowania do wiosny czas zacząć ...

Nie wiem jak Wy, ale ja przygotowania do wiosny rozpoczynam od stóp ;) Co tu dużo mówić, zima nie sprzyja w moim wydaniu stopom, ciągle schowane, dopięte na ostatni guzik, często bez dopływu powietrza - ma to swoje odzwierciedlenie w kondycji naszych stóp. Zanim poznałam skarpety złuszczające, chodziłam regularnie do kosmetyczki na peeling stóp - teraz też chodzę, ale sporadycznie i raczej dla relaksu ;)
O słynnych skarpetach Spa Foot Peel marki Cosmabell pisałam bardzo dawno, tuż na początku mojego blogowania TUTAJ KLIK - dostałam je w ramach testów, które organizował portal Face & Look. Skarpetki Cosmabell do tanich nie należą, trzeba za nie zapłacić ok. 80zł, więc tym bardziej cieszę się, że miałam wówczas przyjemność poznania ich fantastycznego działania, nie mniej jednak ja nie lubię przepłacać, bo jak się okazuje znalazłam ich duuużo tańszy zamiennik :)



Exfoliating Foot Mask SKINLITE to koreańska złuszczająca maska do stóp, która w przeciągu dwóch tygodni usuwa wszelkie zrogowacenia z naszych stóp.

Jak stosować takie skarpety? W skrócie:

Krok 1: Dokładnie myjemy i osuszamy stopy.
Krok 2: Wyjmij skarpetki z opakowania i przecinamy je wzdłuż perforacji.
Krok 3: Nałóż foliowe skarpetki na stopy - dodatkowo możemy na nie nałożyć bawełniane, co umożliwi swobodne przemieszczanie się z miejsca na miejsce.
Krok 4: Foliowe skarpetki pozostawiamy na stopach od 60 do 90 minut.
Krok 5: Po zdjęciu skarpetek dokładnie myjemy stopy wodą bez użycia środków myjących.
 
Taka kombinacja poszczególnych kroków skutkuje tym, że martwy naskórek, odciski i zrogowacenia stopniowo oddzielają się od powierzchni skóry właściwej od 4 do 7 dni po użyciu. Większość z nich zostanie usunięta w kolejnych 3 do 5 dni w zależności od ich grubości. Po dwóch tygodniach cieszymy się gładkimi, miękkimi i wypielęgnowanymi stopami, które bez żenady można pokazać np. na sopockim molo ;)


Brzmi bardzo ciekawie i interesująco, ale dlaczego kosztują ok. 15zł, a nie 80?
Mnogość naturalnych składników aktywnych zawartych w substancji wypełniającej koreańskie skarpety złuszczające SKINLITE oparta jest o alkohol. W składzie występuje również glikol propylenowy, więc jeśli ktoś jest na niego uczulony, to musi uważać, albo nie powinien ich stosować (w Cosmabell też jest). I właśnie przez ten alkohol wahałam się co do ich zakupu i siłą rzeczy potem użycia. Kupiłam jedną parę, dostępne były w Carrefour, i po sprawdzeniu ich działania, pobiegłam dokupić kilka kolejnych - pozostała mi już tylko jedna sztuka, więc najwyższy czas, aby Wam o nich opowiedzieć :)


 Składniki wspomagające efekt złuszczenia i regeneracji:
  • Kwas mlekowy / Lactic Acid - ma za zadanie głęboko nawilżyć i zregenerować skórę, chroni przed utratą wody, reguluje odnowę skóry poprzez usunięcie zbędnych warstw zrogowaciałego naskórka.
  • Mocznik / Urea - bardzo popularny nawilżający składnik w kosmetyce. Zatrzymuje w skórze wodę i nie pozwala jej wyparować. Posiada również działanie złuszczające, reguluje rogowacenie naskórka i zmiękcza skórę.
  • Kwas glikolowy / Glycolic Acid - w naturalnym procesie uzyskuje się go z trzciny cukrowej, buraka cukrowego, ananasa czy winorośli. Działa silnie drażniąco, w kosmetologii musi być stosowany z umiarem, po zastosowaniu na skórę warstwa zrogowaciała złuszcza się, ukazując żywą skórę.
  • Betaina / Betaine - substancja nawilżająca i kondycjonująca, roślinny aminokwas pozyskiwany z buraków cukrowych lub pszenicy.
  • Ekstrakt z kwiatów rumianku rzymskiego / Anthemis Nobilis Flower Extract - działa przeciwzapalnie i łagodząco, ma silne właściwości regenerujące i nawilżające.
  • Ekstrakt z cytryny / Citrus Medica Limonum Fruit Extract - złuszcza zrogowaciały naskórek, rozjaśnia i zmniejsza przebarwienia.
  • Ekstrakt z papai / Carica Papaya Fruit Extract - usprawnia wnikanie substancji aktywnych przez naskórek, powoduje, że skóra staje się gładsza, wykazuje również działanie ujędrniające, rozjaśniające, oczyszczające i antybakteryjne.
  • Kwas jabłkowy / Pyrus Malus (Apple) Friut Extract - naturalnie występuje w jabłkach i rabarbarze. Często występuje w peelingach, zmiękcza zrogowaciały naskórek, działa również nawilżająco i rozjaśniająco.
  • Ekstrakt ze skórek pomarańczy / Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract - wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.
  • Kwas salicylowy / Salicylic Acid - silnie oczyszcza skórę, działa złuszczająco na zgrubiałą warstwę rogową naskórka poprzez usunięcie zbędnych i martwych komórek, w wyniku czego skóra nabiera blasku, delikatności, miękkości i jędrności.

Skarpety są bardzo przyjemne w użyciu, ich wnętrze wysłane jest flizeliną nasączoną płynem, po ich założeniu czujemy przyjemne chłodzenie, które jest zasługą mentolu. Nic nie piecze, nie szczypie, tylko z chodzeniem trochę jest problem, więc trzeba wygodnie usiąść na ponad godzinę przed telewizorem lub z książką. Nie posiadam żadnych zdjęć obrazujących efekt złuszczenia, pozostaje Wam jedynie wierzyć mi na słowo, że efekt jest identyczny - ekstraktów złuszczających i pielęgnujących nasze stopy jest jeszcze więcej niż w skarpetach Cosmabell.
Stopień złuszczenia zależy od stanu wyjściowego stóp, w moim przypadku skóra dosłownie spada płatami, ukazując przy tym bardzo przyjemny dla oka i dotyku efekt - stopy są gładkie, miłe, aksamitne w dotyku, efekt utrzymuje się w zależności od pielęgnacji stóp, u mnie dobre dwa miesiące, wystarczy tylko je nawilżać.
A właśnie - nawilżane to podstawa :) Producent nie informuje o tym na opakowaniu, ale po użyciu skarpet bardzo ważne jest codzienne nawilżanie ich, gwarantuje to równomierne złuszczanie się naskórka stóp.
Nie wiem czy skarpety te są dostępne jeszcze w Carrefour, ponieważ nie mam go pod ręką, ale jeśli je tam znajdziecie będąc aktualnie w poszukiwaniu złuszczających skarpet do stóp, to te są naprawdę skuteczne. A swoją drogą to skąd w Carrefour koreańskie produkty? świat mnie co dzień zaskakuje :)

Używacie takich produktów? znacie inne równie skuteczne?
Pozdrawiam, Aga :) 

Składniki (INCI): Alcohol, Water, Propylene Glycol, Lactic Acid, Isopropyl Alcohol, Urea, Glycolic Acid, Betaine, Anthemis Nobilis Flower Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Triclosan, Salicylic Acid, Menthol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Fragrance (Parfum).
Czytaj dalej »

7 marca 2015

PROJEKT DENKO ... #2

Od mojego ostatniego projektu denko minęły prawie trzy miesiące, więc pomyślałam, że powinnam się pokusić o napisanie, a przede wszystkim pozbycie się pustych opakowań - i choć jeszcze dwa dni temu prószył śnieg na moim balkonie, to ja czuję w nozdrzach już wiosnę, więc robię porządki ...
Zbierając puste opakowania po zużytych kosmetykach, za każdym razem, gdy do koszyka wrzucam koleje (Tak, zorganizowałam sobie w tym celu koszyk), to zastanawiam się po co to robię, przecież to tylko śmieć ... a śmiecie, to śmiecie ... wiadomo :)
Dzisiaj już wiem, że gdyby nie to zbieranie śmieci, to pewnie miałabym otwartych na mojej półce kilkanaście słoiczków i buteleczek za dużo :) A tak? nie otworzę nowego kremu, serum, olejku, żelu itp. jeśli nie zużyję tego, który jest otwarty - sprytnie to ktoś wymyślił, brawo! I dlatego zbieram te śmiecie, a dzisiaj zabieram Was w krótką podróż  po mojej ostatniej pielęgnacji. Zaznaczam jednak, że to nie są kosmetyki, które otworzyłam i zużyłam wciągu ostatnich trzech miesięcy - to są kosmetyki, które mi się skończyły w tym okresie, a mogły zostać otwarte nawet pół roku temu. Zaczynamy !


1. Krem do twarzy BIODERMA Hydrabio Riche bardzo dobrze mi służył w okresie jesienno-zimowym. Z reguły wybieram do pielęgnacji mojej twarzy nawilżające kremy o lekkiej konsystencji legere, ale ten muszę przyznać, że w porównaniu z innymi tego typu jest dość lekki, bardzo dobrze się wchłania, współgra z każdym podkładem i co najważniejsze doskonale nawilża. Po więcej informacji zapraszam do recenzji porównawczej wersji riche i legere, którą pisałam TUTAJ KLIK.

2. Serum ochronne ANTIOX z witaminą C z Biochemii Urody właściwie to jeszcze mi się nie skończyło, tylko nakrętka z tej buteleczce popsuła mi się, więc muszę wyrzucić. Jeśli kupujecie serum z BU to wiecie, że otrzymujemy również taką małą pękatą buteleczkę, więc tam jeszcze się znajduje. Wkrótce pojawi się o nim recenzja, tutaj natomiast mogę wspomnieć, że oczekiwałam innej formuły kosmetyku, ale w takiej również go akceptuję. Serum jest na bazie mleczka oliwkowego, zawartość wit. C to 4,5%, ja kupiłam go z uwagi na to, że zawiera ekstrakt z czerwonych alg Nori 6%, będący naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Serum ładnie pachnie i ja stosuję go na dzień pod krem.

3. Liftactiv serum 10 Oczy & Rzęsy to kosmetyk, na który troszkę narzekałam, ale tak naprawdę to doceniłam go dopiero jak się skończył. Kupiłam ten kosmetyk z myślą o poprawie stanu skóry okolic oczu, a okazał się bardzo dobrą odżywką do rzęs. Po ponad trzymiesięcznej kuracji rzęsy były bardzo gęste i mocne, bez zalotki się nie obyło ponieważ były twarde jak druty :) Pojawiła się moja recenzja kosmetyku TUTAJ KLIK.    

4. VITAMIN E Moisture Serum The Body Shop to kosmetyk, którego nie powinnam Wam tutaj pokazywać, ponieważ nie ja go zużyłam. Robię to na wyraźne polecenie mojej mamy, która twierdzi, że jest ge-nia-lny! Mnie on totalnie nie służył, głównie jeśli chodzi w moim mniemaniu o silikonową konsystencję. Być może pomyliłam się w odbiorze tego kosmetyku ... w każdym razie dla 50+ okazał się być bardzo dobry. Recenzja TUTAJ KLIK.

5. Krem półtłusty tradycyjny FITOMED to bardzo dobry krem nawilżający na zimę i ratujący suchą skórę wołającą o pomoc. Stosowałam go na noc, pięknie pachniał lawendą, która dodatkowo uspakajała i wprowadzała w pozytywny błogi stan do snu. Recenzja TUTAJ KLIK.

6. BIODERMA Photoderm MAX Compact SPF 50+ / UVA 24 to kompakt mineralny bardzo dobrze radzący sobie z kryciem niedoskonałości i jednocześnie stanowiący wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Jasny kolor bardzo dobrze stapiał się ze skórą i świetnie wyglądał na twarzy. Recenzja TUTAJ KLIK.


7. Maska głęboko oczyszczająca Flavo-C AURIGA typu peel-off to produkt, który u mnie totalnie się nie sprawdził, dla mojej wrażliwej cery efekt jest za mocny, śmiało może konkurować z depilacją twarzy, zapachem również nie powala, cytrynowo-alkoholowy z naciskiem na to drugie. Recenzja TUTAJ KLIK.

8. Peeling enzymatyczny ORGANIQUE to kosmetyk, z którym też się nie polubiłam. Ulubieniec zdecydowanej większości konsumentów, moją twarz zwyczajnie podrażniał. Próbowałam używać go na wiele sposobów, ale ciągle było to samo ... po każdym peelingu musiałam zastosować łagodzącą maseczkę z białej glinki.

9. Biała glinka ORGANIQUE to bardzo delikatna i przyjemna w użyciu glinka, która ratowała mnie po peelingu. Recenzja obydwu produktów ORGANIQUE TUTAJ KLIK.


10. Kremowy żel do mycia skóry suchej i odwodnionej DERMEDIC HYDRAIN3 niejednokrotnie uratował moją wysuszoną kuracją dermatologiczną skórę. Bardzo przyjemny w stosowaniu, miły zapach i niezły skład. Recenzja TUTAJ KLIK.

11. Woda termalna VICHY - swego czasu moja ulubiona woda, której zużyłam kilkanaście butelek. Pisałam o niej m.in. TUTAJ KLIK.

12. Płyn micelarny BIODERMA Sesibio H2O - NAJLEPSZY !!! Recenzja TUTAJ KLIK.

13. Hipoalergiczny płyn micelarny BIAŁY JELEŃ to skuteczny micel, który bardzo dobrze wypada w tym przedziale cenowym. Nie mam mu nic do zarzucenia w kwestii demakijażu. Recenzja TUTAJ KLIK.


14. Żel pod prysznic The Body Shop wersja kokosowa, t bardzo przyjemny i pięknie pachnący żel, idealny dla mnie na zimę, gdzie zapachy kokosowe wiodą prym. Bardzo gęsty i przy tym bardzo wydajny. Minusem może być fakt, że pod koniec trudno go wydobyć z butelki, przydałaby się pompka.

15. Oliwka myjąca LIPIKAR La Roche Posay - bez niej nie ma denka. Uwielbiam tą oliwkę, moja córeczka z AZS także. Cudowny świeży zapach, łagodna i bardzo przyjemna w użyciu. Recenzja TUTAJ KLIK.

To z pewnością nie są wszystkie kosmetyki do mycia, które w danym okresie zużyłam, ale gdzie jest reszta opakowań ? ... hmm ... nie wiem ;)


16. Masełka do ciała The Body Shop - moje pierwsze spotkanie z nimi i nie do końca zachwyt. Znam lepsze masełka w tej cenie, więcej o nich w recenzji TUTAJ KLIK.

17. Balsam do skóry suchej i atopowej AVENE XeraCalm A.D. to bardzo dobry balsam kojący i nawilżający dla przesuszonej skóry, zwłaszcza zimą. Bogata konsystencja dobrze się wchłaniająca. Z przyjemnością stosowałam do ciała.


18. Krem do rąk Organic z nagietkiem - bardzo przyjemny w stosowaniu tani krem rosyjskiej marki o bardzo lekkiej i szybko wchłaniającej się formule. Pozytywne nawilżenie za 4,99zł.

19. Peelingujący olejek do dłoni Yves Rocher - tym produktem jestem poniekąd rozczarowana, ponieważ kupując go byłam przekonana, że będzie doskonale nawilżał, a tymczasem okazało się, że jedynie peelinguje i efekt nie jest długotrwały. Pisałam o nim przy okazji recenzji zbiorczej olejków Yves Rocher TUTAJ KLIK.

20. Balsam do rąk PAT&RUB z linii otulającej - kosmetyk, który jest moim wielkim ulubieńcem i właściwie odkryciem ubiegłego roku. Do-sko-na-ły krem do rąk, recenzja TUTAJ KLIK.

21. Zmiękczająca maska-krem do stóp, łokci i kolan Borowina Kołobrzeskie SPA - kosmetyk stosowałam tylko do stóp jako krem na noc. Wystarczył mi prawie na rok, imponująca wydajność. Nie zauważyłam stacjonarnie tych kosmetyków, ja go otrzymałam w ramach testów portalu Face&Look. Bardzo dobry produkt, który radził sobie z suchą skórą stóp już po jednokrotnej aplikacji. Więcej o nim TUTAJ KLIK.
      

22. Szampon intensywnie regenerujący do włosów suchych i zniszczonych BIOVAX L'biotica - broniłam się przed tymi kosmetykami, jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, ponieważ to świetne produkty. O tym szamponie pisałam dość niedawno, przy okazji recenzji zbiorczej całej linii TUTAJ KLIK.

23. Delikatny szampon łagodzący NIVEA Baby podkradałam mojej córeczce do mycia pędzli - pięknie pachniały rumiankiem.

24. Regenerujący olejek do włosów Yves Rocher - ciekawa kombinacja olejów, którą nakładałam na włosy przed myciem na przynajmniej pół godziny. Poprawia nawilżenie włosów, przyjemnie pachnie, moje włosy bardzo lubiły ten olejek, więcej było o nim TUTAJ KLIK.

25. Szampon i odżywka Schwarzkopf linii Essence ULTÎME to dowód na to, że jeśli na każdym opakowaniu z tej linii widnieje zdjęcie topowej modelki, która zdecydowała się zostać twarzą kosmetyków, to musimy za takowe słono zapłacić. Każdy z produktów tej linii kosztuje ok. 30zł w cenie regularnej, a moim zdaniem warte są kilka złotych. Nie polecam tych produktów, ponownie nigdy nie kupię, więcej o nich TUTAJ KLIK.
 

26. Mydło w płynie do rąk ISANA w limitowanej świątecznej odsłonie Zima'2014 cieszyło moje i mojej córeczki oko w łazience, ale wyróżniających się właściwości pielęgnacyjnych przy jego użyciu nie zauważyłam. Nawet zapach, który miał być waniliowy niespecjalnie mi odpowiadał.

27.  Mydło w płynie Rumianek Lekarski Green Pharmacy z kolei bardzo lubię, to moje kolejne opakowanie. Nie wysusza jak inne mydła, pięknie pachnie rumiankiem, bardzo dobrze sprawdza się również do mycia pędzli i gąbek. Z przyjemnością kupię ponownie.


28. Puder mineralny La Roche Posay w kompakcie wędrował ze mną w torebce przez dobre 1,5 roku. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy ... Bardzo dobry puder do utrwalania makijażu, ale też do jego poprawek, mocno trzyma w ryzach moją strefę T.

29. Krem BB Bourjois w kompakcie również służył mi bardzo dobrze. Nakładałam go gąbeczką, odcień Vanilla bardzo dobrze stapiał się z moim kolorytem skóry. Przyjemnie wyglądał na twarzy, chętnie kupię ponownie.


Zużyłam też kilka wersji demonstracyjnych produktów, z których na szczególną uwagę zasługują:
  • Krem pod oczy It's Potent Benefit - bardzo dobry krem o imponującej wydajności i idealnej dla mnie masłowej konsystencji, która nie obciąża skóry pod oczami, a wyraźnie pielęgnuje. Doczekał się swojej recenzji TUTAJ KLIK.
  • Krem BB It's Skin - pierwszy koreański krem BB, jaki miałam przyjemność stosować. Lekka formuła połączona z fajnym kryciem - jeśli trafi mi się wersja pełnowymiarowa to nie wzgardzę a grzecznie jeszcze podziękuję.
  • Mydło roślinne Róża i Masło Karite to ekologiczne, naturalne mydło w kostce włoskiej marki La Saponaria. Bardzo przyjemne w stosowaniu, zalecane do skóry wrażliwej i delikatnej, nawilżające i bardzo łagodne. Polecam :)
WOW!!! Dotrwaliście? Jeśli tak to bardzo Wam dziękuję i ... do następnego dna ;)

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger