31 stycznia 2015

Oliwka pielęgnacyjna dla niemowląt vs Oliwka do masażu dla mam HIPP

Witajcie,
kiedy pisałam podsumowanie ubiegłego roku, to wspomniałam, że lubię "podkradać" kosmetyki mojej córeczce ;) Jak podrośnie i się dowie, to dopiero mi da ... :)
Kiedyś nawet nie przyszłoby mi do głowy aby kupić np. oliwkę do pielęgnacji niemowląt z przeznaczeniem do własnego użytku :) A dzisiaj? robię to nagminnie i co najważniejsze, widzę pozytywne rezultaty takiego działania.
Marka HIPP to już tradycja sama w sobie - pierwszy produkt powstał w 1901r. Nie był kosmetyczny, tylko spożywczy, ale sama idea firmy przetrwała ponad wiek, a to robi wrażenie. Zapach kosmetyków dla maluszków sygnowanych logo HIPP zapamiętam do końca swojego życia. Dlaczego? Kiedy urodziła się moja córeczka 1,5 roku temu już ... jak ten czas szybko leci ... to w szpitalu, w którym przyszła na świat miała miejsce pielęgnacja noworodków właśnie kosmetykami pielęgnacyjnymi HIPP. Zapach zniewalający i przywołujący na mojej twarzy cudowne wspomnienia :) Kultową już oliwkę dla dzieci zna chyba cała blogosfera, swego czasu było o niej bardzo głośno - głównie na YouTube, ostatnio jednak spotkałam w Rossmannie nowe produkty do pielęgnacji ciała kobiet w ciąży i postanowiłam sprawdzić, co nowego przygotowała marka i czym postanowiła nas zaskoczyć - jeśli w ogóle :) W ten oto sposób w  mojej główce powstał post porównawczy oliwki pielęgnacyjnej dla niemowląt i nowej oliwki do masażu przeciw rozstępom dla przyszłych lub po prostu mam.


Podejrzewam, że oliwki pielęgnacyjnej nie trzeba przedstawiać - a jeśli ktoś jej jeszcze nie zna, to powinien odżałować kilka złotych i ją sobie sprezentować :) A już na pewno w sytuacji, kiedy ma się w domu maluszka :) Jest to chyba jedyna oliwka do pielęgnacji noworodków z ogólnie dostępnych na drogeryjnych półkach, której receptura oparta jest tylko o cztery składniki. Zawiera tylko naturalne olejki, dzięki czemu można ją stosować już od pierwszego dnia życia. W przypadku maluszków pełni nie tylko funkcje pielęgnacyjne, ale również może służyć do oczyszczania okolic pieluszkowych czy też delikatnego masażu maluszka.


Oliwka została stworzona aby zminimalizować ryzyko alergii, jest bardzo dobrze tolerowana na wrażliwej skórze, skłonnej nawet do atopii. Nie zawiera oleju mineralnego, substancji zapachowych uznawanych za alergizujące, olejków eterycznych, surowców pochodzenia zwierzęcego oraz parabenów, barwników, emulgatorów PEG i substancji konserwujących.

Składniki:

  1. Helianthus Annuus Seed Oil / Olej z nasion słonecznika - naturalny tłusty emolient tworzący na powierzchni naskórka warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry - jest to pośrednie działanie nawilżające. Ponadto tworzy wyczuwalny film, który wygładza powierzchnię naskórka. Wykazuje działanie regenerujące naskórek. Doskonałe źródło NNKT nienasyconych kwasów tłuszczowych
  2. Prunus Amygdalus Dulcis Oil / Olej ze słodkich migdałów - kolejny naturalny tłusty emolient, o właściwościach podobnych do poprzednika. Mój ulubiony póki co olej zawierający kwas oleinowy, linolowy oraz witaminy A, B1, B2, B6, D i E
  3. Tocopherol / Witamina E - wzmacnia barierę naskórkową i w znacznym stopniu wpływa na poprawę nawilżenia skóry. Zapobiega powstawaniu stanów zapalnych, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych i poprawia ukrwienie skóry.
  4. Parfum / związki zapachowe - oliwka wg zapewnień Producenta jest delikatnie perfumowana, bez użycia substancji zapachowych uważanych zgodnie z przepisami o kosmetykach za alergizujące.

Oliwka bardzo dobrze spisywała się w pielęgnacji mojej córeczki począwszy od pierwszych dni życia i właściwie to do dnia dzisiejszego również - choć, na przełomie 2/3-go miesiąca życia nasiliło się AZS i musieliśmy przejść na dermatologiczne preparaty, to z dużym sentymentem sięgamy i dzisiaj po nią. Dla mnie natomiast oliwka jest bardzo dobrym kosmetykiem jesienno-zimowym,ponieważ jak żadna inna nie dość, że cudownie pachnie, to jeszcze doskonale nawilża całe ciało, sprawia, że skóra jest miękka i miła w dotyku, niweluje w całości efekt suchości skóry i nawet nieprzyjemnego ściągnięcia. Stosuję oliwkę po wieczornej kąpieli na jeszcze wilgotne ciało - jest to dość płynny rodzaj oliwki, więc taki sposób aplikacji gwarantuje szybkie jej wniknięcie w skórę, pozostaje tylko bardzo delikatny aczkolwiek wyczuwalny film, który nie klei się ani nie lepi. Oliwka naniesiona na suchą skórę nie wnika już tak szybko i przez dłuższy okres czasu lepi się, więc nie bardzo możemy się ubrać. No i zapach otulający całe ciało, z którym bardzo przyjemnie się zasypia :)
Oliwka kosztuje dosłownie kilka złotych, w zależności od miejsca (jakiś czas temu widziałam ją nawet w Biedronce) a jej pojemność to 200ml - sprawdźmy zatem co otrzymujemy za ponad 20 złotych inwestując w oliwkę do masażu dla mamy o pojemności 100ml.


Oliwkę do masażu kupujemy ubraną dodatkowo w kartonik szyty na miarę, na którym widnieją zapewnienia, że:
Skutecznie zapobiega rozstępom. Z naturalnym olejkiem migdałowym BIO, olejkiem jojoba i wartościowym rokitnikiem.
Dopasowana do specjalnych wymagań skóry kobiety w ciąży. Kombinacja wartościowego olejku jojoba, uspokajającego olejku migdałowego oraz olejku z rokitnika odpręża i intensywnie pielęgnuje skórę oraz umożliwia jej rozciąganie bez powstawania rozstępów. 
Oliwka łatwo się wchłania i chroni skórę przed wysuszeniem. Regularne masaże stymulują procesy odnowy komórkowej skóry i pomaga zachować jej elastyczność. Skóra pozostaje gładka, miękka i sprężysta. Aby uzyskać optymalny efekt, wmasowywać dwa - trzy razy dziennie w narażone lub objęte rozstępami partie ciała, takie jak brzuch, biust, biodra i uda.
 

Składniki:

  1. Helianthus Annuus Hybrid Oil / Olej z nasion słonecznika - jw.
  2. Simmondsia Chinensis Seed Oil / Olej jojoba - naturalny tłusty emolient, w odróżnieniu od pozostałych nie jest komedogenny, nakładany solo na twarz nie powoduje powstawania zaskórników, odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę.
  3. Prunus Amygdalus Dulcis  Oil / Olej ze słodkich migdałów - jw.
  4. Hippophae Rhamnoides Fruit Extract / Ekstrakt z owoców rokitnika - duża dawka witaminy A i E, jeden z nielicznych olejów zawierający wysokie stężenie kwasów Omega-7. Badania potwierdzają, że olej z owoców rokitnika zastosowany odpowiednio wcześnie, wyraźnie przyśpiesza gojenie ran, formowanie się nowego, zdrowego naskórka oraz zmniejsza blizny.
  5. Diethylhexyl Syringylidene Malonate - stabilizator
  6. Caprylic/Capric Triglyceride - emolient
  7. Rosmarinus Officinalis Leaf Extract / Ekstrakt z liści rozmarynu - posiada właściwości ujędrniające, przeciwzmarszczkowe, antyoksydacyjne, stosowany również w produktach na cellulit.
  8. Parfum - związki zapachowe

Kiedy byłam w ciąży stosowałam podobne preparaty, a mimo wszystko rozstępy się u mnie pojawiły :) I właściwie na tym stwierdzeniu recenzja ta mogłaby się zakończyć :) Ale napiszę coś jeszcze ....
100ml to naprawdę mało :( Wyobraźcie więc sobie, że masujecie nią trzy razy dziennie, jak sugeruje Producent, newralgiczne partie ciała narażone na wystąpienie rozstępów, tj. piersi, brzuch, który z każdym miesiącem staje się coraz większy, biodra, pośladki i uda - jak myślicie, na jak długo Wam taka ilość wystarczy? Moim zdaniem góra dwa tygodnie ....
Na pewno ogromną zaletą tej oliwki jest to, że posiada lżejszą formułę od oliwki dla niemowląt, wchłania się bardzo dobrze nawet na suchej skórze i nie pozostawia po sobie tłustego filmu. Jest również oparta o naturalne składniki i na uznanie zasługuje fakt, że posiada ekstrakt z owoców rokitnika, który odpowiednio stosowany i w odpowiednim stężeniu przyczynia się do gojenia ran i zmniejszania blizn - nie wiemy w jakim stężeniu występuje w naszej oliwce, w jej składzie występuje w drugiej połowie. Dużym plusem jest również zapach, i pomimo większej ilości składników, pozostaje identyczny co tańszy odpowiednik.
Przechodząc do meritum, czy to w ogóle działa? W jakimś stopniu na pewno tak, ale ...
Z doświadczenia wiem, że wystarczy odpowiednio cyklicznie nawilżać miejsca podatne na powstawanie takich zmian, a co za tym idzie masaż ciała, na które nakładamy kosmetyk pielęgnacyjny w moim odczuciu wystarczą, aby skóra była elastyczna i nie ulegała destrukcji podczas rozciągania. Oczywiście, będąc w ciąży musimy liczyć się z tym, że nasze ciało może różnie zareagować, ale choćbyśmy nie wiem jakich kosmetyków przeciw rozstępom - to samo tyczy się odnośnie antycellulitowych - to jeśli rozstępy mają się pojawić, to się pojawią! I tyle :)
Oliwka doskonale nawilża, a jeśli ciało jest odpowiednio nawilżone, to i rozstępy są mniej widoczne, ale one nadal są i nie wydaje mi się, że kosmetyk tego rodzaju coś w tym pomoże.
Muszę przyznać, że oliwka ta również bardzo mi się podoba, ale nie sądzę by zlikwidowała moje rozstępy.   


Reasumując, po co przepłacać? No chyba, że zależy Wam na tym aby aplikować ją w ciągu dnia - szybciej się wchłania, ale też nie z szybkością pstryknięcia palcem. Ja kupiłam, sprawdziłam i jeśli będę miała ochotę w przyszłości na oliwkę z HIPP - a bardzo prawdopodobne jest, że jeszcze nie jeden raz - to kupię wersję dla niemowląt. Dla mnie jest najlepszą tego rodzaju oliwką :) Przyznaję, że czasem zdarza mi się ją zdradzić z inną oliwką dla mam ... ale o tym innym razem, bo i tak wracam jak bumerang do HIPP :)
Oprócz oliwki do masażu dla mam pojawił się jeszcze balsam i masło do ciała w tej samej serii - może kiedyś się skuszę, choć ich ceny oscylują około 40zł. :)

Pozdrawiam Was ciepło, Aga :)

Czytaj dalej »

30 stycznia 2015

Wyniki Rozdania Noworocznego

Witajcie Moi Drodzy,
dzisiaj spieszę się z wynikami Rozdania Noworocznego - kto wziął udział na pewno czeka z niecierpliwością :)


Jest mi ogromnie miło, że moja zabawa została tak mile odebrana i miała aż tak duży zasięg - zgłosiło się 113 osób !!! Bardzo, bardzo serdecznie Wam dziękuję :)
Gdybym to ja musiała wybierać komu przypadnie nagroda miałabym duży kłopot ...
Prawie wszyscy spełnili dodatkowe kryteria nieobowiązkowe i losów zrobiło się aż 316 - numerki przyznawałam zgodnie z terminem zgłoszenia się do zabawy. a wybrana liczba to liczba numer 4, a pod nią znajduje się:
Kate's Beautyland

Kate's Beautyland - You're Lucky !!! Czekam 7 dni na Twój adres do wysyłki nagrody, wyślij go proszę na mój adres mailowy: kosmetykizmojejpolki@gmail.com.

Gratuluję Zwycięzcy, Dziękuję wszystkim za tak liczny udział i bądźcie czujni - wkrótce nowe niespodzianki dla Was.

Pozdrawiam, Aga :)


Czytaj dalej »

28 stycznia 2015

Najlepszy??? Płyn Micelarny Sensibio H2O BIODERMA

Hej!
dzisiaj poruszę temat z cyklu Klasyka Gatunku i wyrażę swoją opinię na temat osławionego płynu micelarnego Sensibio H2O z Laboratorium Bioderma. Podobno dziś na całym świecie co pięć sekund sprzedaje się butelkę tego właśnie płynu ...  :)
Płyn micelarny - niby tylko woda, a jak wiele potrafi. Czy jest tutaj ktoś, kto nie ma w swojej toaletce właśnie płynu micelarnego? Nie sądzę ... Różnorodność tego rodzaju produktu jest tak duża, jak duży jest cały rynek kosmetyczny - aktualnie nie ma chyba na rynku szanującej się marki kosmetycznej w dziedzinie pielęgnacji, która nie miałaby go w swojej ofercie, a czasem zdarza się, że mamy do wyboru nawet kilka z jednym logo.
O dzisiejszym moim bohaterze słyszałam i czytałam tyle pozytywnych opinii, jak chyba o żadnym innym kosmetyku. 100% opinii wydaje się być bardzo pozytywnych, z czego myślę, że min. 95% twierdzi, że jest Najlepszy. Niewielki tylko odsetek uważa, że jest dobry, ale nie na tyle aby wychwalać go pod niebiosa, ponieważ ma swoich odpowiedników na tańszej półce cenowej.
A co ja o nim sądzę? 

Czytaj dalej »

25 stycznia 2015

Oczyszczający peeling do twarzy z korundem / Sylveco

Cześć,
dzisiaj Wam opowiem o moim kolejnym podejściu do Sylveco - to kosmetyki oparte na naturalnym składzie i będące ulubieńcami przeważającej części blogosfery. Moje pierwsze spotkanie z marką, przy okazji lekkiego kremu brzozowego było dość udane - trochę nie odpowiadał i nadal nie odpowiada mi jego zapach, ale poza tym nie mogę mu niczego zarzucić :)
Coraz głośniej jest w blogosferze o peelingach do twarzy z korundem właśnie Sylveco - to stosunkowa nowość, wprowadzona do asortymentu i sprzedaży w drugiej połowie ubiegłego roku. Ja zauważyłam te produkty w pobliskim sklepie zielarskim, piszę w liczbie mnogiej: te, ponieważ oprócz oczyszczającego peelingu, który za chwilę Wam przedstawie w odniesieniu do mojej opinii, marka wypuściła (jakie to dziwne słowo) jeszcze na rynek wygładzający peeling z przeznaczeniem dla cer suchych - ja oczywiście wybrałam ten dla skóry tłustej i mieszanej. 



Hypoalergiczny, kremowy peeling z kordunem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. 

Skład (INCI): Aqua / Woda, Alumina / Korund, Glycine Soya Oil / Olej Sojowy, Butyrospermum Parkii Butter / Masło Karite, Shea, Glycerin / Gliceryna, Caprylic/Capric Trigliceryde / Triglyceridy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Glyceryl Stearate / emulgator pochodzenia roślinnego, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate / naturalne emulgatory z oleju kokosowego, Vitis Vinifera Seed Oil / Olej z pestek winogron, Equisetum Arvense Extract / Ekstrakt ze skrzypu polnego, Cera Alba / Wosk pszczeli, Cetyl Alcohol / emulgator, alkohol tłuszczowy pochodzący z olejów roślinnych, Benzyl Alcohol / konserwant występujący naturalnie w olejkach eterycznych, Xanthan Gum / guma ksantanowa, Dehydroacetic Acid / kwas dehydrooctowy, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil / Olejek z drzewa herbacianego.

Pojemność: 75ml
Cena: 18-20zł


Po dość mieszanych doświadczeniach z peelingiem enzymatycznym Organique dość długo zastanawiałam się, czy w ogóle pokusić się kolejny raz o peeling z naturalnymi ziołami i ekstraktami. W peelingu z Organique jest ich cała dość długa lista i któryś zwyczajnie mnie podrażniał - nie odbywało się to za każdym razem, ale jednak .... Skusiłam się na peeling Sylveco przede wszystkim z powodu, że ziół i ekstraktów jest zdecydowanie mniejsza ilość. A kolejno są to:

  • Olej sojowy - bogaty we flawonidy, fitosterole i wit. E,  odpowiada za nawilżenie i uelastycznienie skóry
  • Masło Karite, Shea - bogactwo wit. A, D, E i F, naturalny filtr chroniący przed niekorzystnym działaniem promieni UVA i UVB, poprawia elastyczność skóry i zapobiega jej wysuszeniu
  • Olej z pestek winogron - bogate źródło wit. E (antyutleniacz), dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych zapobiega nadmiernej utracie wody
  • Ekstrakt ze skrzypu polnego - bogate źródłem krzemu i potasu oraz innych minerałów, saponin i flawonoidów, wykazuje przede wszystkim działanie remineralizujące, dostarcza skórze wielu cennych składników odżywczych, uelastycznia ją i normalizuje
  • Wosk pszczeli - uelastycznia, wygładza, zmiękcza skórę, doskonale natłuszcza  i zapobiega wysuszaniu skóry
  • Olej z liści drzewa herbacianego - najbardziej znany olejek o właściwościach bakteriobójczych, grzybobójczych i wirusobójczych, bardzo skuteczny w leczeniu trądziku.

Pominięcie przeze mnie w powyższej wyliczance korundu (Alumina) było celowe, a przecież peeling jest przede wszystkim właśnie z korundem. Zrobiłam to dlatego, że może odkryjecie dzięki temu coś, co powinniście wiedzieć jeszcze przed zakupem tego peelingu. Ja tego nie wiedziałam, a dowiedziałam się dopiero po pierwszym jego użyciu. Mój Boże, ile to się człowiek nauczy podczas tego blogowania ... ;) Bladego pojęcia nie miałam, że korund to kryształ, a dokładnie tlenek glinu, jeden z najmocniejszych materiałów ściernych. Używany w kosmetologii podczas zabiegu mikrodermabrazji, czyli mechanicznego peelingu z użyciem głowicy pokrytej tym kryształem, który pozwala na precyzyjne ścieranie wierzchnich warstw naskórka. W kosmetykach przeznaczonych do pielęgnacji domowej przynosi zadowalające efekty złuszczania naskórka. EUREKA !!!
Kiedy otworzyłam plastikowy słoiczek z elegancką metalową nakrętką, skądś już podobne znam ;) , to oczom moim ukazała się gładka, a nawet lekko puszysta maź i nic nie wskazywało na to, że to będzie taki zdzierak. Ochoczo nabrałam na palce (szpatułki brak) i już kiedy pocierałam w dłoniach mikroskopijne drobinki dawały o sobie znać, a kiedy nałożyłam na twarz, to ... przyznaję, że w pierwszej chwili po prostu się przeraziłam - te drobinki były tak ostre, że wrażenie z tego peelingu do dziś jest bardzo piorunujące. Dla kogoś, kto stosował wcześniej tylko peelingi enzymatyczne, to może być nawet swego rodzaju szok! Obyło się oczywiście bez żadnych podrażnień, uczuleń i efektu pieczenia już po wykonaniu peelingu i ku mojemu zdziwieniu jego efekt na twarzy był równie piorunujący co same drobinki, ale już w bardzo pozytywnym znaczeniu. I trzeba to przyznać wprost, peeling doskonale oczyszcza skórę twarzy! I chociaż nie stosuję go według zaleceń Producenta 1-2 razy w tygodniu, tylko raz na ok. 2 tygodnie, to bardzo go sobie cenię w mojej pielęgnacji twarzy. Zapach? Ziołowy z mocno wyczuwalną nutą olejku z liści drzewa herbacianego - nie jest jakoś szczególnie przyciągający, ale nie przeszkadza mi :)


Peeling jest super, nawet taki wrażliwiec jak ja, docenia jego dogłębne, a jednocześnie delikatne złuszczanie, choć pocierając nim twarz można mieć zupełnie odmienne zdanie. Od momentu otwarcia mamy na jego zużycie 6 m-cy, moim zdaniem nie należy do bardzo wydajnych kosmetyków, więc na pewno go zużyję.
A tymczasem, poszukiwania idealnego peelingu enzymatycznego nadal uważam za otwarte. Jeśli znacie fajne, skuteczne, a przy tym delikatne peelingi enzymatyczne, to chętnie je wypróbuję :)

Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »

24 stycznia 2015

PAT&RUB Balsam do dłoni z serii otulającej | Moje Odkrycie Roku 2014 - dlaczego tak późno?

Witajcie bardzo serdecznie,
dzisiaj jest wielki dla mnie dzień - premiera PAT&RUB na moim blogu - aż mnie ciarki przechodzą!
Jak na kosmetoholika przystało to przyznaję, że dość późno poznałam uroki i walory kosmetyków PAT&RUB - wszyscy pisali, zachwalali, zachęcali, że warto, że super .... a ja nie ... No ale w końcu musiał przyjść ten moment, kiedy zajrzałam do sklepu internetowego, poczytałam, poszukałam tego, co mogłoby mi się akurat w tym momencie przydać - właściwie to nie powinnam niczego wrzucać wówczas do koszyka, bo zapasów Ci u mnie na najbliższe chyba dwa lata :) -  no ale jak to, być i nic nie kupić? Hmm, to nie w moim stylu ;) Tak oto w pierwszej kolejności trafił do mnie balsam do rąk z linii otulającej.
Zanim przejdę do samego kosmetyku, to kilka słów o marce - no bo to w końcu premiera :)
PAT&RUB to marka, która tworzy kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy i ciała oparte na naturalnym składzie, jej motto brzmi: 100% natury, 100% nowoczesności, 100% przyjemności .
Kosmetyki PAT&RUB pozbawione parabenów, pegów, konserwantów, sztucznych zapachów i pochodnych ropy naftowej zostały docenione w różnych konkursach. Zdobyły m.in. tytuł „Najlepsze dla Urody" w latach 2012, 2011 i 2008 – miesięcznika Uroda, oraz nagrody „Best Beauty Buys" w latach 2012, 2011, 2010, 2009 - miesięcznika InStyle. Nie znam polskiej marki, która tak często byłaby wyróżniana i nagradzana w konkursach, gdzie prym wiodą kosmetyki.


Komponując swój pierwszy koszyk zakupowy postawiłam na pielęgnację ciała. Cały asortyment kosmetyczny marki podzielony został w sposób bardzo przemyślany na poszczególne linie zapachowe. I tak obok linii relaksującej, rewitalizującej, orzeźwiającej, rozgrzewającej jest linia najbliższa mojemu sercu otulająca oparta o ciepły naturalny aromat wanilii, karmelu i cytryny, który otula zapachem na długie godziny.
Balsam do rąk z tej linii to kosmetyk, który - nie tylko według Producenta, ja również się pod tym podpisuję - jest doskonały na każdą porę roku i dla każdej, nawet najbardziej wymagającej skóry dłoni. Rytuał pielęgnacyjny z wykorzystaniem tego kremu wprowadza w cudowny nastrój już od pierwszej chwili jego aplikacji. Zamknięty został w plastikowej, ale bardzo przyjaznej dla dłoni i oka ekologicznej tubie, która - podobnie jak wszystkie opakowania wyprodukowane dla PAT&RUB - nadaje się do recyklingu, co oznacza, że może być ponownie wykorzystana w produkcji. Tuba posiada pompkę typu air less, która zdecydowanie ułatwia dozowanie produktu, choć przyznaję, że w moim przypadku całość kosmetyku z jednego naciśnięcia pompki to za dużo, do pielęgnacji moich dłoni wystarczy połowa wyciśniętego balsamu, więc nie naciskam jej do samego końca.     


Na opakowaniu bardzo estetyczne zostały nadrukowane niezbędne informacje odnośnie balsamu, gdzie prym wiedzie naturalny skład, prezentujący się następująco:

INCI: Aqua, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Glycerin, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Ceteatyl Glucoside, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, D-Limonene, Linalool.

Balsam posiada w swoim składzie surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym:
  • Olej słonecznikowy - nawilża, wygładza, łagodzi,
  • Ekstrakt z cytryny – rozjaśnia i odkaża skórę,
  • Oliwa z oliwek - wygładza i koi,
  • Masło awokado – natłuszcza i regeneruje i chroni,
  • Kwas hialuronowy – nawilża i chroni,
  • Naturalna witamina E – antyoksydant. 

Konsystencja balsamu jest puszysta i bardzo miła w dotyku, nazewnictwo otulająca jest bardzo trafne i w pełni odzwierciedlające stan faktyczny. Doskonale się rozprowadza i bardzo szybko wchłania pozostawiając na skórze delikatny i bardzo przyjemny w dotyku film, który sprawia, że dłonie są nawilżone i odżywione, są miękkie, delikatne i elastyczne.
Zapach? nazwa mówi sama za siebie :) Połączenie karmelu, cytryny i wanilii daje cudowny zapach, który roznosi się po całym salonie jeszcze długo po aplikacji balsamu. Zadziwiające jest jednak to, że w całej kompozycji łatwo można wyczuć poszczególne nuty zarówno karmelu, cytryny, jak i wanilii - jak oni to zrobili? pojęcia nie mam, ale wyszło bardzo sprytnie, ciekawie, inaczej, i ... otulająco :)
Z każdym kolejnym użyciem balsamu widzę jak moje dłonie stają się coraz gładsze, miękkie, wypielęgnowane i dogłębnie odżywione.
Na zakończenie dodam, że kosmetyk w swojej krasie zawiera 100ml, od czasu otwarcia mamy 6 miesięcy na jego zużycie i kosztuje 45 PLN w cenie regularnej - nie zapominajmy o częstych promocjach organizowanych w sklepie internetowym, do którego warto zaglądać TUTAJ KLIK .


W ramach całej linii otulającej znajdziemy inne pozycje takie jak: balsam czy masło do ciała, peeling cukrowy, żel do mycia ciała, olejek do ciała czy krem do stóp - wszystkie będą moje! 
Balsam do rąk to zdecydowanie aktualnie mój faworyt wśród kosmetyków pielęgnacyjnych do dłoni, MÓJ CI ON - do końca życia !  :)  A PAT&RUB? Dość szybko okazało się, że to nie będzie przelotny romans, to będzie długa, może nawet dozgonna miłość :)

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)

Czytaj dalej »

23 stycznia 2015

Shea Butter Salt Peeling ORGANIQUE linen & grapefruit

Witajcie,
dawno nie było u mnie Organique - tzn. nie było na blogu, ponieważ w codziennej pielęgnacji kosmetyki Organique występują u mnie na porządku dziennym. Gwiazdą dzisiejszego numeru będzie zatem peeling do ciała sygnowany logo marki z masłem shea len & grejpfruit :)
Organique - producent kosmetyków pożądanych chyba przez wszystkich :) Odkąd się poznaliśmy z nieukrywaną ciekawością odkrywam coraz to nowe pozycje, i to co mi najbardziej imponuje, to różnorodność. Mam aktualnie dwa peelingi do ciała, a obydwa są skrajnie odmienne. Czuję, że jeszcze bardzo długo będę odrywała poszczególne kosmetyki marki i mam nadzieję, graniczącą nawet z pewnością, że z takim samym zachwytem będę otwierała kolejne charakterystyczne dla marki Organique metalowe wieczka.



Peeling, o którym dzisiaj Wam opowiem to peeling solny. Produkt zaskoczył mnie ... praktycznie wszystkim :) Producent wypowiada się o nim tak: Peeling solny (...) oczyszcza, odświeża skórę i przygotowuje do dalszej pielęgnacji. Kryształki soli delikatnie ją masują, złuszczają zrogowaciały naskórek, stymulują i przyspieszają spalanie tkanki tłuszczowej. (!?)  Masło Shea, oleje: kokosowy i sojowy zapewniają komfort użycia, natłuszczają, zmiękczają i wygładzają skórę z trakcie zabiegu.

Skład (INCI): Sodium Chloride, Glicyne Soya (Soybean) Oil, Ethylhexyl Cocoate, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera Oil, Beeswax, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Parfum, Tocopherol, Benzyl Salicylate, Limonene, Lilial.

Pojemność: 200g
Cena: ok. 35zł


To moje pierwsze spotkanie z peelingiem solnym w takiej formie. Z doświadczenia wolę te cukrowe - jakoś tak, nie wiem dlaczego ... zapewne dlatego, że mają słodsze zapachy :) W reguły peelingi solne to prawdziwe zdzieraki, przy użyciu których drobinki soli potrafią mocno dać o sobie znać. Peeling solny Organique, w moim odczuciu, to masło shea z zatopionymi bardzo drobnymi kryształkami soli. Konsystencja peelingu jest dość zbita, nie spływa z dłoni, tłusta, nawet pokuszę się o stwierdzenie, że jest lekko puszysta, w każdym bądź razie nawet w najmniejszym stopniu nie utrudnia aplikacji. Po zetknięciu ze skórą masa peelingowa zmienia swoją konsystencję w olejową, a to za sprawą połączenia oleju kokosowego, sojowego i masła shea, wosk pszczeli również robi swoje :) Kryształki soli rzeczywiście delikatnie oczyszczają, a cały rytuał peelingowania jest bardzo przyjemny.
Zapach? Hmm, może i len jest tutaj odczuwalny, ale grejpfruta to w ogóle nie czuję :) A tak właściwie to gdzie są tytułowe len i grejpfrut? Nie widzę ... aaaaa.... substancje zapachowe, które są na końcu składu :) W moim odczuciu, peeling ten pachnie wazeliną, być może jest to zapach masła shea? nie wiem, nie miałam w czystej postaci :)


Pomimo wad, które niewątpliwie posiada, bardzo go lubię. Zapach w wannie szybko się ulatnia i nie wyczuwam go mocno na skórze po kąpieli czy prysznicu. Peeling zdecydowanie oczyszcza i wygładza skórę i gdyby jeszcze miał dodany jakiś ekstrakt - naturalny! oczywiście - np. chociażby z grejpfruta, to byłby ideałem i najjaśniejszą Gwiazdą przez duże G, a tak jest tylko gwiazdą :)
Oprócz tego, że peeling oczyszcza i wygładza, to jeszcze doskonale nawilża całe ciało - kompozycja doskonałych naturalnych maseł i olejów spisuję się tutaj na medal! Właściwie to po użyciu tego peelingu skóra ciała nie wymaga dodatkowego "nawilżacza" - no chyba tylko po to, aby dodać sobie choć odrobinę relaksującego zapachu do snu, w przeciwnym razie nie widzę potrzeby, a nawet sensu, ponieważ użycie tego kosmetyku gwarantuje nam i oczyszczenie, i pozytywne nawilżenie.


Na zakończenie powtórzę się: bardzo lubię ten produkt, z przyjemnością go zużyję do dna i serdecznie polecam, bo to naprawdę super peeling! I wybaczam mu nawet, że podczas jego stosowania nie spalam szybciej tkanki tłuszczowej - tak, jak to określa Producent w deklaracji marketingowej na opakowaniu peelingu ;) Jeśli zauważę, że robi coś w tym zakresie, wykupię wszystkie ... ;)

Pozdrawiam, Aga :)


Czytaj dalej »

21 stycznia 2015

Co to są właściwie te liście Manuka?

Ziaja Liście Manuka !  Czy uchował się jeszcze Ktoś w blogosferze, kto nie naskrobałby kilku zdań na temat tej serii ??? Odnoszę wrażenie, że tylko ja :) więc czym prędzej nadrabiam te zaległości i zapraszam na słów kilka ode mnie w tym temacie :)

Ziaja. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. A jeśli ktoś czuje niedosyt wiedzy, to wspomnę tylko, że to polska firma kosmetyczna działająca nieprzerwanie od 1989r. - Ziaja to również nazwisko założycieli firmy :) Znam zarówno wielu zwolenników, jak i sceptycznie nastawionych konsumentów do asortymentu marki. Ale któż z nas nie zna kremu do twarzy z masłem kakaowym czy typowego oliwkowego? Kto z nas nie zna niezastąpionego w swojej cenie dwufazowego płynu do demakijażu oczu? Trafnym tutaj okazuje się być stare przysłowie, że: "cudze chwalicie, swego nie znacie ... ". Przeglądając zagraniczne blogi lub po prostu blogerek/vlogerek mieszkających poza granicami kraju, można zauważyć, że kosmetyki Ziaja często są elementami tzw. boxów, prawda?
Jakiś czas temu latem używałam kremu do twarzy i pod oczy z algami morskimi 30+  taki w niebieskim opakowaniu ;) byłam z nich naprawdę zadowolona, choć nie było o nich aż tak głośno, jak o serii Liście Manuka. I właśnie o tej serii chciałabym Wam opowiedzieć w kontekście trzech produktów, z którymi mam styczność, a będą to żel do mycia twarzy, tonik oraz pasta oczyszczająca.


Czytaj dalej »

18 stycznia 2015

FITOMED / Kolekcja Kosmetyki Naturalnej / Krem półtłusty tradycyjny

Witajcie,
wczoraj opowiedziałam Wam o serum z retinolem, a dzisiaj uzupełniam informację o kremie na noc, który ostatnio często stosuję, właściwie to każdego dnia, kiedy czuję, że skóra mojej twarzy jest zmęczona, przesuszona, wymaga regeneracji, nawilżenia i odżywienia.
Jeszcze do niedawna sięgałam tylko po produkty z segmentu dermokosmetyków, aktualnie natomiast coraz częściej i chętniej sięgam po kosmetyki do pielęgnacji twarzy oparte na naturalnych składnikach, gdzie prym wiodą oleje, olejki i naturalne roślinne ekstrakty. Okazuje się bowiem, że takie produkty nie dość, że doskonale nawilżają cerę, to dodatkowo odświeżają ją i dają duży komfort.
Fitomed to marka, która miała już u mnie swój debiut przy okazji letniego opisu wody różanej, innym razem pisałam o moich doświadczeniach z tonikiem do skóry tłustej i mieszanej, a tym razem postanowiłam sięgnąć po krem do twarzy. Jeszcze 2-3 miesiące temu wybrałabym zapewne krem o właściwościach regulujących do skóry tłustej i mieszanej, ale: 1) wysuszenie mojej buźki po kuracji przeciwtrądzikowej, 2) aktualny wiatr, chłód i mróz wymaga dużej dawki nawilżenia, to skusiłam na tradycyjny krem półtłusty.


Krem półtłusty tradycyjny Fitomed z kolekcji kosmetyki naturalnej wg Producenta
W kremie zastosowano naturalne składniki o działaniu stymulującym i "odżywiającym" naskórek oraz koenzym Q10. Woda lawendowa, olejek lawendowy, wyciąg z lawendy pobudzają miejscowe ukrwienie. Wyciąg z żeń-szenia oraz koenzym Q10 :odmładzają" komórki, zwiększając ich zapotrzebowanie w tlen. Mieszanina oleju winogronowego, z kiełków pszenicy, migdałowego oraz masło shea stanowią bogate źródło NNKT (nienasyconych kwasów tłuszczowych), fosfolipidów, lecytyn, witamin A, E i D.
Przeznaczenie: Polecany do cery zmęczonej, mieszanej, wymagającej dotlenienia i "odżywienia". Do cery mieszanej i tłustej na noc. W chłodne i wietrzne dni  na dzień.

Skład (INCI): Aqua, Lavandula angustifolia flower water, Eleutherococcus senticosus root extract, Lavandula angustifolia flower extract, Vitis vinifera seed oil, Prunus amygdalus dulcis oil, Ethylhexyl stearate, Caprylic/capric triglyceride, Butyrospermum parkii, Triticum vulgare germ oil, Glycerin, Cetearyl alcohol, Cetearyl glucoside, Propylene glycol, Tocopheryl acetate, Trilaureth-4 phosphate, Hydroxyethyl acrylate, Sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, Lavandula angustifolia oil, Phenethyl alcohol, Caprylyl glycol, Ubiquinone. 

Pojemność: 50ml
Cena: 12,50zł


Jak widać, kremik jest tani jak barszcz, koszt na jaki chyba każdy może sobie pozwolić. Czy skład jest naturalny i odpowiadający recepturom kosmetyków naturalnych należałoby zapytać zwolenników i konsumentów tego rodzaju kosmetyków. Wydaje mi się, że tak, ale chętnie poznam Wasze opinie na ten temat.
Z moich informacji wynika, że zarówno woda lawendowa jak i ekstrakt z kwiatów lawendy pozostający w składzie na początku działają na skórę łagodząco, tonizująco, odświeżająco i oczyszczająco. Na trzeciej pozycji w składzie występuje Eleuterokok Kolczasty (??? - nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje), poszperałam i okazuje się, że ekstrakt z korzenia tej rośliny wykazuje działanie stymulujące i anty-stresowe - podobnie jak żeń-szeń - jest składnikiem wykorzystywanym w kremach przeciwstarzeniowych i nawilżających.
Olej z pestek winogron, olej ze słodkich migdałów, masło shea oraz olej z kiełków pszenicy dbają o odpowiednie, i jak się okazało w praktyce, skuteczne nawilżenie skóry twarzy. 30% zawartość olejów rzeczywiście daje o sobie znać i po użyciu kremu na twarzy mamy tłuściutki filmik, powłokę która mi nie przeszkadza na noc - na dzień tego kremu nie stosuję i jeśli mam się wypowiedzieć, to ja osobiście sprzeciwiam się stosowaniu tego kremu na dzień, nie zniosę tej powłoki a i makijaż chyba nie będzie zbyt dobrze współgrał. 


Nie mniej jednak bardzo polubiłam ten krem w wieczornej pielęgnacji. Krem otrzymujemy w zwykłym plastikowym pojemniku ze skromną szatą graficzną - i właściwie opakowanie jest jedynym mankamentem, do jakiego mogę się tutaj przyczepić. Z drugiej jednak strony, nie oczekujmy, żeby krem za 12zł wyróżniał się luksusowym szklanym słoiczkiem ze szpatułką ... :) Wydobywanie kremu palcami może i nie należy do najbardziej higienicznych, ale z uwagi na bardzo lekką konsystencję kremu nie jest to jakoś szczególnie uciążliwe.
Te małe mankamenty rekompensuje zapach, który jest bardzo świeży, ale i delikatny przy tym. Lekko ziołowy z nutą relaksującej lawendy bardzo przyjemnie koi nie tylko skórę ale i zmysły po całym dniu, z przyjemnością zasypiam z tym zapachem :)
Konsystencja kremu jest stosunkowo lekka, właściwie przy nieumiejętnym wydobyciu z opakowania nawet spływająca po palcach, a za sprawą w/w olejów po jego aplikacji na twarzy występuje tłusta powłoka. Nie każdy ją zaakceptuje, ale w przypadku ekstremalnego przesuszenia czy choćby dyskomfortu związanego z suchością czy ściągnięciem skóry krem okazuje się być remedium na całe zło.
Krem w połączeniu z serum, o którym pisałam w poprzednim poście daje bardzo dobre rezultaty pielęgnacyjne. Rano po przebudzeniu twarz jest wyjątkowo miękka i gładka, wyraźnie nawilżona i odżywiona, co czuć we własnej skórze i widać w lustrze, twarz po przebudzeniu wygląda świeżo i jest wypoczęta, koloryt skóry jest wyrównany, bez zaczerwienień i rumieńców.
  

Tradycyjny krem półtłusty okazał się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie sądzę, że sięgnęłabym po ten krem w sezonie letnim, bo jednak nie jest to wykończenie jakiego oczekuję, nie sięgam również po niego w porannej pielęgnacji, ale bardzo chętnie i często sięgam po niego wieczorem jako zwieńczenie pielęgnacji. Bardzo dobra i w przystępnej cenie pozycja nawilżająca :)

Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »

17 stycznia 2015

Eliksir do twarzy Retinol / Stara Mydlarnia

Witajcie ponownie,
jest mi niezmiernie miło, że najbliższe posty na moim blogu będą obrazowały moją aktualną pielęgnację twarzy, z której jestem bardzo zadowolona. W Odkryciach Ubiegłego Roku pisałam, że polubiłam się z olejami, olejkami do pielęgnacji twarzy i z retinolem. Tak się składa, że dzisiejszy mój tytułowy bohater łączy w sobie te dwie sztuki, ponieważ Eliksir do twarzy Retinol, to nic innego jak serum, którego bazą jest olej ze słodkich migdałów, a brnąc w to dalej ten kosmetyk jest dla mnie olejkiem, ale po kolei ... :)
Stara Mydlarnia - na pewno niejedna z Was zna nie tylko markę, ale i poszczególne jej kosmetyki, dla mnie jednak jest to debiut i mój pierwszy kosmetyk, na który się skusiłam.
Stara Mydlarnia powstała w 1999r. i zajmuje się produkcją i sprzedażą kosmetyków naturalnych ręcznie wyrabianych, takich ja mydła glicerynowe w blokach, kule, żele i sole do kąpieli, peelingi, masła do ciała, śmietanki do kąpieli, olejki do masażu, aromatyczne świece czy olejki eteryczne.
Moją uwagę natomiast w pierwszej kolejności przykuły kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Odkąd wprowadziłam do swojej pielęgnacji retinol, głównie przeciwtrądzikowo, okazało się, że jest doskonałym składnikiem przeciwstarzeniowym. Zrobiłam mały rekonesans po rynku w tym temacie i tak znalazłam i stałam się posiadaczką Eliksiru do twarzy RETINOL. Przyznaję, że spodziewałam się innej formuły kosmetyku, ale taką, jaka jest bardzo szybko zaakceptowałam.



Aby tradycji stała się zadość, to w pierwszej kolejności przytoczę deklarację Producenta umieszczoną na opakowaniu produktu.

RETINOL - serum do twarzy
Cenny preparat wspomagający walkę ze starzeniem się skóry przez stymulację procesu odnawiania się komórek. Kiedy zewnętrzna warstwa skóry staje się cieńsza, łuszczy się, powstają zmarszczki - retinol pogrubia naskórek, działa głęboko i skutecznie, pobudzając komórki do produkcji kolagenu i elastyny.

Składniki aktywne: olejek ze słodkich migdałów, olejek z jojoby, retinol (wit. A), wit. E
Stosowanie: niewielką ilość wmasować w skórę twarzy i szyi
Uwaga: wytrącanie się osadu jest procesem naturalnym i nie wpływa na jakość produktu. Stosować tylko zgodnie z przeznaczeniem.

Składniki (INCI): Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Jojoba esters, Retinyl Palmitate, DL-alpha Tocopherol, Parfum, Linalool, Butylphenhyl Methylpropional, D-Limonene.

Pojemność: 30ml
Cena: 29zł (w sklepie internetowym Producenta)


Retinol - dlaczego w ogóle po niego sięgnęłam? Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to wiecie, że leczę trądzik przy pomocy żelu Acnatac, a w jego składzie jest m.in. tretynoina, czyli najsilniejsza forma wit. A, tj. retinolu. Dermatolodzy często sięgają po preparaty/leki z zawartością retinolu w celu leczenia trądziku - ja również przekonałam się o jego skuteczności w tym zakresie (w połączeniu z antybiotykiem klindamycyną tworzą świetny moim zdaniem duet) - ale o tym w jednym z kolejnych postów :)
Coraz rzadziej sięgam już po Acnatac, bo - co mnie bardzo cieszy - coraz mniej mam powodów, ale aby podtrzymać efekt działania sięgam po kosmetyki z zawartością m.in. retinolu. Retinol, oprócz tego, że działa przeciwstarzeniowo, to również przeciwtrądzikowo.
W przypadku serum ze Starej Mydlarni tytułowy retinol znajdziemy w składzie pod nazwą Retinyl Palmitate, czyli Palmitynian Retinylu, który jest estrem wit. A - jest to najsłabiej działająca forma wit. A na skórę. Podpytałam Dermatologa i okazuje się, że w praktyce substancja ta w porównaniu z czystym retinolem nie wykazuje większego działania przeciwzmarszczkowego. Głównie nawilża, zapobiega łuszczeniu i rogowaceniu skóry, natłuszcza oraz pełni funkcję antyoksydantów. Nie ma się więc czego obawiać i nie ma wg mnie powodów, dla których należy oddać to serum mamie :)
Bazą kosmetyku jest olej ze słodkich migdałów, którego wiodącą cechą jest zdecydowana łagodność, przez to, że jest doskonale tolerowany jest bardzo częstym składnikiem kosmetyków pielęgnacyjnych nawet dla niemowląt. Oprócz łagodności cechuje go dobra wchłanialność, bardzo dobrze zmiękcza i wygładza skórę.
Kolejno w składzie znajdziemy olej jojoba, który odznacza się wysoką zawartością wit. E / witaminy młodości. Jest to również jeden z lżejszych olejów, dość szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia nadmiernej lepkości i tłustości. To co dla mnie jest istotne olej działa regulująco na tłustą skórę i może zmniejszać jej przetłuszczanie się.
Kolejno znajdziemy wit. E, związki zapachowe i trzy składniki kompozycji zapachowych.


Nie taki diabeł straszny, jak go malują ...  :) Okazuje się, że jest to serum na bazie oleju migdałowego i oleju jojoby z retinolem i wit. E, nazewnictwo Retinol w moim mniemaniu jest troszkę w tym wypadku mylące, nie mniej jednak ja jestem z tego produktu niesamowicie zadowolona.
Serum o formule olejku otrzymujemy w szklanej o ciemno brązowym zabarwieniu buteleczce wyposażonej w zakraplacz / szklaną pipetkę, dzięki czemu dozowanie produktu nie stanowi żadnego problemu. Konsystencja wg mnie to olejek, który dość szybko się wchłania pozostawiając na skórze delikatny film o aksamitnym wykończeniu.
Jestem ogromnie zadowolona z efektów, jakie uzyskuję przy stosowaniu serum. Ukoił on moją biedną buźkę po dość silnych efektach kuracji przeciwtrądzikowej, która wysuszyła moją twarz dosłownie na "wiór". Kiedy przestały sobie radzić kremy nawilżające, nawet z segmentu dermokosmetyków, sięgnęłam po kosmetyki na bazie olejów i to był strzał w 10! Moja cera aktualnie po kuracji jest bardzo cienka i uwrażliwiona i dobieram kosmetyki, które ją ukoją i uspokoją - udało mu się to :) I choć wiem, że to nie tylko jego zasługa, ale całej pielęgnacji, którą aktualnie stosuję, to i tak daję mu bardzo wysokie noty.
Jakiś czas temu byłam w gabinecie kosmetycznym na peelingu kawitacyjnym - to jeden z delikatniejszych, wskazanych w tym momencie dla mnie sposobów na oczyszczenie skóry twarzy - i zawsze po takich zabiegach zastanawiam się, co nałożyć na twarz, aby efekt peelingu utrzymał się jak najdłużej, i co najważniejsze, jakich składników odżywczych dostarczyć mojej oczyszczonej skórze? Postawiłam na ten produkt, głównie ze względu na łagodzące właściwości oleju migdałowego, olej jojoba regulujący łojotok, wit. A i E. Nie zawiódł mnie :) Z kremem, który mu dobrałam (jego premierę planuję w następnym poście) tworzą idealny duet pielęgnacyjny na noc.  Moja buźka jest ukojona, miękka, elastyczna, aksamitna w dotyku i bardzo przyjemna w odbiorze.
  

Na zakończenie zostawiłam zapach. A zapach ... ? mój ukochany od kilku lat :) Jako posiadaczka i znawczyni zapachu CHANEL CHANCE muszę Was poinformować, że to serum pachnie bardzo podobnie, jeśli nie identycznie - mam na myśli tutaj klasyczną wodę toaletową :) Kiedy pierwszy raz nałożyłam na twarz to serum, to oniemiałam i sama siebie pytałam w myślach: czy to możliwe ??? TAK, to możliwe, zapachy baaaaaaaardzo do siebie zbliżone. Kompozycja zapachowa sprytnie skomponowana i jak ktoś raz powącha, to się uzależni - a wierzcie mi, jest od czego :)

Podsumowując :) bardzo udana premiera Starej Mydlarni na moim blogu, a przede wszystkim w mojej pielęgnacji. Znalazłam swój kolejny HIT kosmetyczny :) Wam też gorąco polecam ;)

Pozdrawiam, Aga

Ps. napisałam do Producenta maila z prośbą o wskazanie stężenia retinolu w kosmetyku, jak się dowiem, to oczywiście uzupełnię :)

 
Czytaj dalej »

15 stycznia 2015

Noworoczne Rozdanie

Cześć,
jeśli się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B...  :) Obiecałam, więc jest - Noworoczne Rozdanie dla moich Obserwujących. I zgodnie z zapowiedzią przy ostatnim rozdaniu, tym razem nie wymagam, jak to określiło kilka osób, pisania wierszy i elaboratów, niczego nie musicie udowadniać, a jednym warunkiem koniecznym do otrzymania niżej ukazanej nagrody jest bycie publicznym Obserwatorem mojego bloga, czyli Kosmetyki z Mojej Półki. Zwycięzcę wybierze tym razem maszyna losująca, więc każdy może wygrać i każdy ma równe szanse.


Wylosowana zostanie jedna osoba, która otrzyma ode mnie powyżej pokazany zestaw, na który składa się:

  1. LA ROCHE POSAY - Płyn micelarny do każdego typu skóry wrażliwej, wersja pełnowymiarowa 200ml
  2. ORGANIC SHOP - Peeling enzymatyczny do twarzy: brzoskwinia i mango, wersja pełnowymiarowa
  3. FLOSLEK Pharma - Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i herbatą, wersja pełnowymiarowa
  4. REGENERUM - Regeneracyjne serum do paznokci, wersja pełnowymiarowa
  5. WELLNES & BEAUTY - Olejek do ciała, wersja: kwiat wiśni i ekstrakt z róży, wersja pełnowymiarowa
  6. DALAWELL - Zmysłowy Scrub Solny do dłoni, stóp i ciała, wersja podróżna 100ml
  7. BATH & BODY WORKS - Balsam do ciała: Sweet Pea, wersja podróżna 88ml
  8. BATH & BODY WORKS - Kieszonkowy żel do rąk Sweet Pea, wersja pełnowymiarowa
Aby wziąć udział w rozdaniu warunkiem koniecznym jest Obserwacja bloga i dodanie komentarza pod tym postem potwierdzającego udział w zabawie. Obserwacja = 1 los.
Istnieje możliwość otrzymania dodatkowych losów poprzez polubienie mojego Fan Page'a na Facebook'u i Instagramie oraz publicznego udostępnienia informacji o rozdaniu na swoim profilu Facebook lub blog, jeśli prowadzisz.

Przykładowy komentarz:
Obserwuję jako: imię i nazwisko, nick, nazwa itp. (1 los) - obowiązkowy
Lubię FB jako: TUTAJ KLIK imię i nazwisko / strona (1 los) - dodatkowo jeśli chcesz
Udostępniam FB i/lub blog: link i/lub baner (1 los) - dodatkowo jeśli chcesz
Lubię Instagram jako: TUTAJ KLIK (1 los) - dodatkowo jeśli chcesz


Na zgłoszenie się czekam dwa tygodnie - od dzisiaj 15 stycznia 2015 do 29 stycznia 2015r. Wyniki podam w przeciągu 3 dni od zakończenia zabawy, następnie czekam 7 dni na wiadomość e-mail zawierającą adres do wysyłki. Jeśli wytypowana osoba się do mnie nie zgłosi, losuję kolejną.
Fundatorem nagród jestem ja. Wysyłką również ja się zajmuję - wysyłam w Europie :)

Zapraszam do zabawy :) Życzę powodzenia :)

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

13 stycznia 2015

Pielęgnacja włosów z Schwarzkopf Essence ULTÎME

Witajcie,
dzisiaj zabieram Was na recenzję zbiorczą kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów Schwarzkopf linii Essence ULTÎME, sygnowanych i z wizerunkiem modelki Claudii Schiffer. Mój zestaw to szampon, odżywka i balsam upiększający do włosów - całość zakupiona jakiś już czas temu za pośrednictwem beGlossy jako edycja specjalna pudełka. Skusiłam się na to pudełko, ponieważ słyszałam i czytałam wiele pozytywnych opinii na temat jego zawartości, czyli kosmetyków do pielęgnacji włosów Schwarzkopf Essence ULTÎME. Czy się u mnie sprawdziły? Zapraszam do dalszej części postu :)  



Zarówno szampon, jak i odżywka opisane są na opakowaniu w identyczny sposób, mianowicie:
Essence ULTÎME zawiera cenny kompleks ULTÎME-4-Complex: wyjątkowe połączenie esencji perły, pantenolu, wzbogaconej proteiny i keratyny. Szampon OMEGA REPAIR do włosów zniszczonych, osłabionych - wyjątkowa bogata formuła regeneruje komórki zniszczonych włosów i przeciwdziała rozdwajaniu się końcówek do 90% (w połączeniu z odżywką). Nadaje włosom żywy, naturalny, piękny i zdrowy wygląd. 
W przypadku odżywki opis jest identyczny, oprócz stwierdzenia: w połączeniu z szamponem :)

Składy kosmetyków przedstawiają poniższe zdjęcia - nie przepisuję ich, nie warto :(
 



Początkowo po użyciu tych kosmetyków byłam efektem ich pielęgnacji zachwycona, bardzo szybko jednak okazało się, że efekt ten był jeszcze wynikiem działania poprzednich kosmetyków pielęgnacyjnych, jakie zafundowałam włosom - pisałam o nich TUTAJ KLIK .  W przypadku Schwarzkopf Essence ULTÎME z każdym użyciem było coraz gorzej - pamiętam, że nawet na kilku blogach, gdzie ukazała się recenzja tych kosmetyków, napisałam pochlebny komentarz - odwołuję to wszystko. Jedyny plus, jaki zauważyłam podczas tej pielęgnacji jest taki, że rzeczywiście włosy lepiej się rozczesywały po umyciu. Cała reszta dobrodziejstw płynących niby z systematycznego stosowania szamponu wraz z odżywką, moim zdaniem minęła się gdzieś z rzeczywistością. A szkoda, bo pokładałam w tych kosmetykach pewne nadzieje. Nawet zapach nie jest jakoś szczególnie wyróżniający się: mocny, ciężki i do tego bardzo sztuczny - gdzieś nawet przeczytałam, że trochę trąci męskim aromatem, coś w tym jest ...
Moje włosy są regularnie rozjaśniane, więc spodziewałam się, że seria skierowana jest właśnie dla mnie, pomyliłam się ... i chociaż zużyłam szampon i odżywkę do końca, to nie zauważyłam odżywienia, a już na pewno odbudowania struktury włosa, szczególnego blasku też nie było. Na szczęście miałam jeszcze maskę artego i ampułki L'Oreal i jakoś to poszło, ale na pewno nie kupię ponownie tych produktów. Myślałam, że chociaż balsam uratuje sprawę ... :(


Pierwszy raz spotkałam się z tego rodzaju kosmetykiem do włosów BB Beauty Balm / Balsam Upiększający do włosów zniszczonych i osłabionych do stosowania na wilgotne lub suche włosy, przede wszystkim na zniszczone ich partie. Właściwie to w głównej mierze dla tego właśnie kosmetyku kupiłam cały box - pomyślałam, że skoro to jest BB, a sugerując się odpowiednikiem BB do twarzy stwierdziłam, że zadziała niczym cud na moje włosy. Jakież było moje rozczarowanie, gdy cud nie nastąpił. Poniżej widzicie skład - nie lubuję się w składach kosmetyków do pielęgnacji włosów, ale cudów to ja tam nie widzę.



Przyznaję, że dość wygodna plastikowa buteleczka ze sprawnie działającą pompką wydobywa z siebie nawet przyjemny w dotyku balsam, którego zapach jest identyczny jak osobników powyżej, to jednak robi dziwne rzeczy z moimi włosami. Upiększone one nie są, a oblepione :(  Balsam ten strasznie obciąża moje włosy, a do tego po jego zastosowaniu robią się twarde jak druty :( Trochę lepiej się sprawuje na suchych włosach, ponieważ wtedy nawet je dyscyplinuje, co nie zmienia faktu, że nadal obciąża i już tego samego dnia wczesnym wieczorem moje włosy są oklapnięte i wyglądają jakby były tłuste !!!
Niestety pomyliłam się w odbiorze tych kosmetyków i tylko utwierdziłam w przekonaniu, że nie dla moich włosów drogeryjne kosmetyki pielęgnacyjne. Zresztą, jeśli cyklicznie poddaję je dość inwazyjnym zabiegom fryzjerskim: farbowanie, rozjaśnianie, do tego modelowanie, suszenie, a czasem nawet prostowanie, to muszę im zapewnić profesjonalną pielęgnację, a tych produktów do profesjonalnych nie mogę zaliczyć.


Mimo szczerych chęci, nie jestem w stanie wydać pozytywnej opinii żadnemu z kosmetyków Schwarzkopf Essence ULTÎME, choć zapewne to nie wszystkie dostępne w ramach całej linii. Nawet cena ich nie broni, za szampon i odżywkę trzeba zapłacić ponad 20zł - za każdą! Podejrzewam, że za balsam trzeba zapłacić podobnie ... więc jeśli ja mam wydać średnio 60zł na tego typu kosmetyki to wolę poszukać w tej cenie profesjonalnych linii do pielęgnacji włosów, a w tej cenie są już takowe dostępne :)

Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »

12 stycznia 2015

Nowości na mojej półce / Styczeń 2015

Witajcie serdecznie,
przełom roku to dla mnie zawsze okres bardzo intensywny. Wiadomo, Boże Narodzenie, potem Sylwester, mnóstwo przygotowań, dużo jedzenia, dużo prezentów, mnóstwo rodzinnego ciepła, uśmiechów i dobrej zabawy. Kilka dni po Nowym Roku ja mam jeszcze urodziny, więc dodatkowo kolejne przygotowania i oczywiście kolejne prezenty. Za kilka dni jest Dzień Babci i imieniny Agnieszki, więc też moje :) Sami widzicie, że to okres dla mnie szczególny - w tym momencie przepraszam za moją skromną obecność tutaj, a przede wszystkim na Waszych blogach, obiecuję poprawę :) i powoli nadrabiam już zaległości :)
A dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje prezenty, jakie otrzymałam na przełomie ubiegłego i tego roku: Mikołajki, Gwiazdka, Nowy Rok (tak, też dostawałam prezenty w Nowy Rok), no i wreszcie urodziny. Miałam czekać jeszcze do imienin, ale jest tego tyle, że nie ma sensu czekać.
W tym roku nie było u mnie prezentów typu: patelnia, garnki, sztućce, ekspresy do kawy, tudzież ubrania czy dodatki, a wszyscy jednogłośnie bardzo mocno wzięli sobie do serca, że piszę bloga o profilu kosmetycznym i każde opakowanie jakie otworzyłam ukazywało moim oczom co? ... kosmetyki oczywiście :) Nie będę wyszczególniała po kolei kosmetyków, tylko przedstawiam je Wam na zdjęciach - starałam się je tematycznie pogrupować.
Na poniższych zdjęciach nie ma żadnych kosmetyków pochodzących ze współpracy, ale muszę się Wam koniecznie pochwalić, że w dniu moich urodzin, tj. 9 stycznia zostałam ogromnie wyróżniona i wzięłam udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej dla La Roche Posay. TAK, sama w to jeszcze nie wierzę ... !!! Udział w tej sesji był najlepszym prezentem, jaki otrzymałam - nie licząc oczywiście buziaków mojej córeczki :) Nie mogę zdradzić szczegółów, ale mam nadzieję, że to co miało miejsce tego dnia, będzie miało swoje odzwierciedlenie w najbliższych miesiącach. Trzymajcie kciuki !!!  :)
I właśnie na pierwszym zdjęciu widzicie prezent od La Roche Posay - nagroda za udział w sesji. Było super!!! Kolejne zdjęcia to już prezenty i podarunki :)














Tyle tego jest, że nie wiem czy zdołam sama to wszystko zużyć - myślę, że się podzielę, z Wami też :) pomylę o jakimś szybkim rozdaniu :)
Tyle fajnych rzeczy będzie się działo u mnie na blogu, tyle doskonałych produktów mam do przetestowania - niektóre już znam - i przekazania Wam obiektywnej recenzji. Najbliższe miesiące będą należały do wyżej ukazanych kosmetyków. Ale to nie wszystko - aktualnie "w obiegu" mam tyle super kosmetyków, których tutaj nie widać, że aż sama palę się do ich recenzji. Szkoda tylko, że dni są jeszcze takie krótkie i nie można wykonać zdjęć w naturalnym świetle :(  Coś się wykombinuje...

Wpadło Wam coś w oko? Pozdrawiam, Aga :)

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger