28 października 2014

7 edycja testów Face & Look przeszła do historii

Po raz drugi już biorę udział w testach portalu FACE & LOOK . W kwietniu pisałam o 6 edycji testów, w której miałam przyjemność uczestniczyć, dzisiaj natomiast chciałabym przybliżyć Wam produkty, które otrzymałam w ramach 7 edycji, a są to odpowiednio: krem do twarzy marki Perfecta Dekoder Genów Młodości 25+, maska do włosów NEW HAIR SYSTEM marki Artego, maska zmiękczająca do stóp, łokci i kolan Borowina + Bursztyn marki Kołobrzeskie SPA oraz perfumy LILI ARDAGIO WOMEN. Wszystkie cztery produkty otrzymałam w pełnowymiarowych pojemnościach, ankietę z testów przekazałam już portalowi więc czas na podzielenie się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat tych kosmetyków.


Zacznijmy od perfum Lili ARDAGIO WOMAN marki JFENZI, które są wzorowane na perfumach Si Giorgio Armani'ego. Nie jestem w posiadaniu pierwowzoru, czyli Si, więc nie jestem w stanie porównać w jakim stopniu nuta zapachowa jest odwzorowana. Z doświadczenia wiem jednak, że tego rodzaju produkty niewiele mają wspólnych cech z oryginałem.
Musze przyznać, że wizualnie sam produkt jest dość gustownie zapakowany w minimalistyczny kartonik, który wyglądem troszkę przypomina zapachy Armani'ego.




Producent określa swój produkt jako:
JEFENZI LILI ARDAGIO WOMAN to damska woda perfumowana. Zapach uosabia kobietę inteligentną, charyzmatyczną i wyrafinowaną. Szyprowy zapach, który otula skórę i obezwładnia zmysły jest elegancki i wyjątkowy.

Piramida zapachu:
  • nuta głowy: liść czarnej porzeczki (black currant leaf)
  • nuta serca: róża, frezja (rose, freesia)
  • nuta podstawowa: paczula, wanilia, ambroksan, nuty drzewne (patchouli, vanilla, ambroksan, wooden notes)
Pojemność: 100ml
Cena: ok. 25zł


Przeźroczysta szklana butelka skrywa w sobie aż 100ml perfum o bursztynowym zabarwieniu. Zapach jest dla mnie zdecydowanie za słodki jak na aktualną porę roku - preferuję świeże zapachy, które nie potęgują dodatkowego uczucia gorąca i duszności. Dla mnie wystarczy, że żar leje z nieba :-)  Zdecydowany prym wiedzie tutaj wanilia, w ogóle nie wyczuwam lubianego przeze mnie zapachu róży, liść czarnej porzeczki być może jest, jeśli tak to według mnie w znikomej ilości.
Z pewnością w sezonie jesiennym zapach będzie lepiej odczuwalny. Wiadomo, jest trochę chłodniej i odrobina słodkości nie zaszkodzi - ale jeśli jej nie będzie to też nic się nie stanie. Trwałość zapachu nie jest jakaś szczególnie powalająca, po dwóch godzinach właściwie już nic nie czuć. Biorąc pod uwagę, że dostajemy 100ml produktu, to możemy sobie pozwolić na częste psikanie, pod warunkiem, że ktoś lubi słodkie zapachy - ja niespecjalnie za nimi przepadam.
Według mnie jest to zapach dla dojrzałej kobiety: słodki, mocny, zdecydowany i może się wydawać interesujący dla kobiet w wieku po 40-stce. Chyba je komuś sprezentuję - choć perfumy za 25zł to chyba słaby prezent :-(  Może Mama się skusi???


Kolejnym produktem, który znalazł się w przesyłce był matujący krem do twarzy marki Perfecta głoszący dumnie na opakowaniu, że jest Dekoderem Genów Młodości (?) .
Perfecta to wiodąca marka polskiej firmy Dax Cosmetics, którą od 30 lat prowadzą doświadczeni farmaceuci. Perfecta to ponad 300 (!) kosmetyków dla osób w każdym wieku i o różnych potrzebach skóry. Każdy produkt poddawany jest ponad 50 testom w 3 laboratoriach, a efekty działania preparatów są potwierdzane przez niezależne pracownie badawcze i lekarzy.
Często słyszy się stwierdzenie: dobre, bo polskie! Kilka moich sugestii i opinii o tym produkcie poniżej.



Ale zanim moje opinie to kilka słów od Producenta dumnie umieszczonych na opakowaniu wierzchnim produktu:
Krem polecany dla osób powyżej 25 lat. Reaktywacja 14 genów młodości w 14 dni !!! 
Dekoder Genów Młodości - opracowany przez naukowców biokoncentrat, który reaktywuje w skórze 14 genów młodości w 14 dni. Geny młodości odbudowują podłoże skóry właściwej - sieć kolagenu, elastyny i proteoglikanów. Zmarszczki są wyraźnie wypełnione, a skóra idealnie gładka i napięta.

Jak stosować? Codziennie rano i wieczorem delikatnie wklepać krem w oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Przedłuża trwałość makijażu.

Skład: Aqua, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylic/Capric Trigliceride, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Undaria Pinnatifida Extract, Sodium Hyaluronate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Polyglycery-3 Diisostearate, Carbomer, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl, Butylcarbamate, Methylisothiazolinone, BHA, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, D-Limonene, Parfum.

Pojemność: 50 ml
Cena: +/- 20zł 



Biorąc sobie na serio to co możemy przeczytać na opakowaniu, to można dojść do wniosku, że kremik ten to nic innego jak "cud, miód, malina i ... orzeszki" ... ale spokojnie, ochłońmy - nie jest źle, ale aż tak rewelacyjnie jak na opakowaniu też nie.
W linii Dekoder Genów Młodości znajduje się 5 kremów do twarzy – każdy do stosowania na dzień i na noc. Aby ułatwić dopasowanie kremu do wieku i stanu cery, zostały one podzielone na grupy wiekowe 25+, 35+, 45+, 55+ oraz 65+. Ponadto zostały one oznaczone gwiazdkami określającymi moc przeciwzmarszczkową kremu, od 2* - delikatne wygładzenie pierwszych zmarszczek do 6* - wyjątkowo intensywne działanie wypełniające nawet głębokie zmarszczki. W testowanym przeze mnie kremie 25+ i z gwiazdką na poziomie 2, ja się pytam - gdzie tu może być mowa o zmarszczkach? Pamiętam jak miałam 25 lat, nie w głowie mi były kremy przeciwzmarszczkowe, nie wspominając już o przytaczanych powyżej Dekoderach Genów Młodości, cokolwiek by to nie znaczyło w mniejszym, czy większym stopniu. Wiek 25 jest sam w sobie Dekoderem Genów Młodości, a skóra w tym wieku potrzebuje przede wszystkim dobrego i lekkiego kremu nawilżającego. Inaczej trochę ta zasada odnosi się do osób posiadających skórę mieszaną, tłustą, a już na pewno trądzikową. Generalnie nawilżanie skóry twarzy to podstawa w każdym wieku.
No ale wracając do samego produktu - być może przydałby mi się 35+  :-)   wtedy byłyby 3 gwiazdki w stopniu intensywności przeciwzmarszczkowej i pewnie skład trochę inny.


Wbrew pozorom, ten gustowny słoiczek w kolorze "navy" skrywa w sobie substancję wypełnioną po trosze godnymi uwagi składnikami, którymi są:
  • undaria pierzastodzielna / Undaria Pinnatifida Extract - częściej przedstawiana jako wodorosty wakame lub wodorosty brązowe, główny składnik kuchni japońskiej i azjatyckiej przyczyniający się do utraty wagi (!!!). Wodorosty wakame są bogate w wapń i żelazo, zawierają także witaminy A i C. Częściej stosowane w kuchni niż laboratoriach kosmetycznych. W niektórych krajach, np. w Nowej Zelandii wodorosty wakame są określane jako plaga i zaliczone w poczet 100 najbardziej inwazyjnych gatunków na świecie.
  • Olej z nasion krokosza barwierskiego / Carthamus Tinctorius Seed Oilnaturalnie pozyskiwany emolient tworzący na powierzchni skóry film, który zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry, przez co posiada głównie właściwości nawilżające i wygładzające skórę. 
  • olej z migdałów /  Prunus Amygdalus Dulcis Oil - aktywna substancja pochodzenia roślinnego, dobrze wchłaniany emolient nadający się do każdego rodzaju skóry i nie pozostawiający na skórze efektu ciężkości w porównaniu z innymi substancjami typu emolient. 
Oprócz wyżej wymienionych roślinnych składników aktywnych w składzie kremu znajdziemy: glicerynę, kwas hialuronowy, witaminę E, antyoksydanty, kwas linolowy, regulator pH, linalol, substancje konserwujące, ale również sporo substancji zapachowych, znajdujących się niestety na liście potencjalnych alergenów. UWAGA - UWAGA - UWAGA !!! NIE ZAWIERA PARAFINY !!! I mimo moich "wywodów" na temat przytaczanych już Dekoderów Genów Młodości, to muszę jednoznacznie stwierdzić, że jest to jeden z niewielu produktów tego rodzaju dostępnych w drogeriach niezawierający parafiny. I za to wielkie dzięki :-)
Ale dla równowagi :-)  znajdziemy tam składnik o nazwie C12-15 Alkyl Benzoate, chemiczny konserwant, który jest mieszaniną składników syntetycznych uzyskiwanych m. in. z ropy naftowej. Więc ... sami rozumiecie :(


Krem przyjemnie pachnie świeżością, w końcu te substancje zapachowe zawarte w nim muszą mieć swój skutek. Konsystencja natomiast jak na produkt drogeryjny przystało jest dość lekka, bardzo łatwo stapia się ze skórą i szybko wchłania do prawie całkowitego matu. Prawie, ponieważ na skórze twarzy po jego aplikacji pozostaje delikatny w dotyku, aksamitny film, który nie sprawia, że nasza skóra twarzy jest jakby oblepiona "smarem".
Naprawdę nie spodziewałam się, że produkt, który jest typowo produktem drogeryjnym może naprawdę nieźle radzić sobie ze zmatowieniem skóry mieszanej. Nakładałam krem codziennie na "prawie" całą twarz, z pominięciem brody (dlaczego z pominięciem dowiecie się wkrótce w kolejnych wpisach) i muszę szczerze przyznać, że krem zrobił na mnie pozytywne wrażenie.
Buzia po aplikacji kremu jest gładka, promienna, w moim przypadku matowa i miła w dotyku.
Trudno mi oszacować trwałość makijażu po zastosowaniu tego kremu, ponieważ w sezonie letnim ja właściwie nie używam wielu kosmetyków kolorowych. Mój makijaż najczęściej sprowadza się do kremu BB lub CC i maskary do rzęs.
Reasumując, produkt wydaje się być całkiem niezły: zawiera ciekawe roślinne składniki aktywne oraz równie pożądane pozostałe, ze stosunkowo niewielką ilością środków konserwujących, NIE zawiera parafiny, ale niestety dla mnie też nie zawiera absolutnie żadnego SPF. Jego aplikacja w moim przypadku musi być połączona z produktem zawierającym ochronę przeciwsłoneczną na poziomie minimum SPF30 (mówiąc oczywiście o dziennej pielęgnacji). No i ta deklaracja marketingowa, która nie daje mi spokoju: jak można było nazwać fajny krem Dekoderem Genów Młodości, czy ktoś w to w ogóle wierzy? W przypadku tego kremu jestem na tak w 75%, pozostałe 25% to brak SPF, do którego ja osobiście przywiązuję dość dużą wagę.


OK, no to jedziemy dalej - na tym etapie przyjrzymy się bliżej masce do włosów marki Artego. Nie znałam wcześniej ten marki, gdzieś tam kiedyś obiło mi się o uszy i znalazłam miniaturę jakiegoś ich produktu w pudełku ShinyBox lub beGlossy, ale chyba nieszczególnie zapadły mi w pamięć, skoro niewiele o nich pamiętam. Szczegółowo z marką można zapoznać się na stronie internetowej www.artego.pl , z której dowiadujemy się, że są to profesjonalne kosmetyki do pielęgnacji i stylizacji włosów pochodzące z Włoch.


Maska New Hair System w intensywny sposób odżywia, nawilża, uelastycznia i ułatwia rozczesywanie włosów. Jej formuła jest bogata w keratynę hydrolizowaną, pantenol oraz mieszankę substancji nawilżających i ochronnych, które wnikają do wnętrza włosa. 
Sposób użycia: Zaaplikuj maskę na umyte i mokre włosy, a następnie wmasuj ją delikatnie na długości i końce. Pozostaw na10 minut, a następnie spłucz wodą.
Produkt profesjonalny.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Cetrimonium Chloride, Parfum, Behentrimonium Chloride, Polyquaternium-7, Beheneth-25, Beheneth-10, Panthenol, Keratin, Lauryl Alcohol, Hydrolized Keratin, Dicaprylyl Ether, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sorbitol, Amodimethicone, Tocopheryl Acetate, Tetrasodium Edta, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, C11-15 Pareth-7, Lecithin, Xanthan Gum, Laureth-9, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Diatomaceous Earth, Citric Acid, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Triethanolamine, Trideceth-12, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Pojemność: 250ml
Cena: +/- 80zł


Przedmiotowa maska to produkt profesjonalny do kupienia w salonach fryzjerskich i sklepach internetowych, którego cena wydaje się być bardzo wysoka jak na maskę do włosów. Sprawdźmy zatem jakie składniki aktywne zawiera: 
  • Hydrolizowana keratyna i keratyna - odżywiają i odbudowują strukturę włosów
  • Witaminy E, P oraz F - posiadają działanie przeciwutleniające i chronią przed promieniowaniem UV 
  • Pantenol - posiadający właściwości nawilżające i wzmacniające włosy 
  • Sorbitol - nawilża 
  • Gliceryna - nawilża
Rzadko miewam maski do włosów z tej półki cenowej - właściwie to jeszcze nie miałam :-) - więc nie bardzo mam do czego ją porównywać. Nie wiem czy właściwym jest porównywanie jej do maski drogeryjnej za 25zł, ale w tej chwili tylko ona przychodzi mi na myśl, głównie dlatego, że używam jej aktualnie, a mowa oczywiście o recenzowanej ostatnio przeze mnie maski EVELINE ARGAN + KERATIN . Pierwszym spostrzeżeniem jakie nasuwa się po zerknięciu na obydwie to pojemność: EVELINE daje nam 500ml, podczas kiedy Artego tylko 250ml.
Maska Artego jest zapakowana w plastikowy matowy pojemnik, na którym widać wszystkie paluszki odbijające się tam gdzie dotkniemy. Według mojego gustu matowe czarne pudełko w połączeniu ze złotymi napisami daje bardzo luksusowe wrażenie - ale nie o wrażenie wizualne przecież chodzi...  Nic po pudełku jeśli w środku znajdzie się bubel.


A bubel to z całą pewnością nie jest :-)  W środku znajduje się ciężka, o bardzo zbitej konsystencji substancja, która wręcz oblepia włosy, ale bardzo łatwo i szybko się spłukuje. Zapach maski jest mocno naperfumowany, na początku trochę mnie drażnił, ale okazało się, że nuty zapachowe utrzymują się na włosach bardzo długo - jednoznacznie można określić, że to zapach luksusowych perfum.
O ile w składzie maski EVELINE było wiele składników aktywnych pochodzenia roślinnego, o tyle tutaj znajdziemy tylko ekstrakt z oczaru wirginijskiego, ale w zamian oprócz hydrolizowanej kreatyny znajdziemy również samą kreatynę. Moim zdaniem ten właśnie składnik sprawia, że moje włosy po zastosowaniu maski nie puszą się jak po użyciu innych, w moim przypadku zawarta w masce keratyna działa bardzo wygładzająco.
Ale właściwie co to takiego ta keratyna? Keratyna to białko, z którego zbudowane są włosy, skóra i paznokcie. Jej niedobór powoduje łamanie się włosów, pękanie płytki paznokcia i uszkodzenia naskórka, ale skupmy się na włosach. Keratyna jest głównym budulcem łodygi włosa, jej włókna połączone są ze sobą poprzecznymi wiązaniami dzięki czemu włosy są bardziej sprężyste i elastyczne, odpowiedzialna jest również za połysk i blask włosów a jej brak doprowadza między innymi do otwierania się łusek włosa, łamania się włosa i rozdwajania końcówek.
Do utraty keratyny przyczynia się wiele czynników, do których między innymi zaliczamy: warunki atmosferyczne, promieniowanie UV, ale również farbowanie czy rozjaśnianie włosów, a nawet codzienna stylizacja. Od pewnego czasu fryzjerzy dość często namawiają swoje klientki na zabieg keratynowy, szczególnie polecają go tym, którzy chcą zregenerować zniszczone włosy i poprawić ich kondycję. Ja osobiście nie zdecydowałam się jeszcze na taki zabieg, ale wszystko wskazuje na to, iż w końcu się wybiorę. Cena zabiegu keratynowego waha się pomiędzy 250 a 500zł, więc nie jest to tania "impreza", ale z całą pewnością warta uwagi. Dodam jeszcze tylko, że po takim zabiegu warto podtrzymywać efekt i stosować produkty do pielęgnacji włosów właśnie z keratyną w składzie.
Nasza dzisiejsza bohaterka, maska Artego z całą pewnością podtrzyma efekt takiego zabiegu.
A wracając do samej maski, to według mnie posiada tylko plusy:
  • bardzo ładnie "luksusowo" pachnie,
  • jest bardzo wydajna, niewielka ilość wystarczy do "oblepienia" jak już wsześniej wspomniałam włosów,
  • posiada poręczne opakowanie,
  • nawilża włosy,
  • zdecydowanie skutecznie wygładza włosy - najlepszy produkt w tej dziedzinie, jaki kiedykolwiek stosowałam,
  • nie obciąża włosów,
  • pomaga w stylizacji i sprawia, że efekt utrzymuje się długo,
  • włosy wyglądają na zdrowe, są miękkie i delikatne w dotyku.

Jako minusa nie mogę użyć nawet ceny, ponieważ jest to produkt profesjonalny - a takowe, jak wiadomo, kosztują dużo drożej niż drogeryjne. Maska Artego jest maską lepszą od maski EVELINE, co nie zmienia faktu, że jeśli się mi skończy to pewnie sięgnę po tańszą wersję, która również jest bardzo dobra.

Ostatnim produktem jaki otrzymałam w ramach 7 edycji testów Face & Look jest zmiękczająca maska do stóp, łokci i kolan Borowina + Bursztyn marki Kołobrzeskie SPA.


Producent zapewnia, że: "zmiękczająca maska zawiera między innymi ekstrakt z borowiny, który mocno nawilża i regeneruje skórę, a także ekstrakt z bursztynu, który poprawia natłuszczenie.

Starannie dobrana formuła 5 składników aktywnych dobroczynnie wpływa na codzienną pielęgnację skóry stóp, łokci i kolan (szczególnie mocno przesuszonej ze zrogowaciałym naskórkiem).

Krem-maska sprawia, że suchy i szorstki naskórek staje się delikatnie nawilżony i miękki w dotyku."

Skład: Aqua, Urea, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Butyrospermum Parkii, Glcerin, Petrolatum, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Amber (Succinum) Extract, Peat Extract, Argania Spinosa (Argan) Nut Oil, Lanolin, Isopropyl Palmitate, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Allantoin, Palysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Canola Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Extract, Cyclomethicone, Carbomer, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sorbitan Caprylate, Xanthan Gum, Parfum, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Lonalool, Butylphenyl Methylproponal.

Pojemność: 200ml
Cena: +/- 17zł 



Na opakowaniu widzimy, że maska zdobyła nagrodę LAUR KONSUMENTA ODKRYCIE 2013.
Formuła zawiera składniki aktywne:
  • Ekstrakt z borowiny – borowina nawilża, wygładza i regeneruje skórę
  • Ekstrakt z bursztynu - bursztyn poprawia nawilżenie i natłuszczenie skóry
  • Mocznik - reguluje rogowacenie naskórka i zmiękcza go
  • Masło shea – natłuszcza i nawilża skórę
  • Witamina A, E, F - wspomagają przyspieszyć odnowę naskórka
  • Ekstrakt z rozmarynu - rozmaryn ujędrnia i łagodzi skórę
  • Alantoina - nawilża, łagodzi podrażnienia, regeneruje.

Poza wyżej wymienionymi w składzie maski znajdziemy jeszcze kilka fajnych pozycji, m.in.:
  • Olej arganowy - nawilża, wygładza i regeneruje skórę
  • Olej canola - wykazuje działanie nawilżajace, przeciwzapalne i łagodzące
  • Olej z nasion słonecznika - wzmacnia bariery naskórkowe, nawilża i wygładza skórę
  • Kwas linolowy - nawilża i przyspiesza odowę komórkową skóry, reguluje łojotok i sebum,
  • Kwas askorbinowy - czynna postać witaminy C, wpływa na jędrność i elastyczność skóry,
  • Kwas cytrynowy - dzięki swym właściwościom złuszczającym poprawia stan skóry podatnej na zrogowacenia.
Na uwagę zasluguje fakt, że maska posiada zawartość mocznika na poziomie 20%, który jest odpowiedzialny za zmiękczenie zogowaceń - jest to bardzo dużo jak przystało na kosmetyk, który jest w wolnej sprzedaży. OK, nie kupimy go w Rossamanie, Super Pharm czy innej drogerii, ale możemy nabyć go drogą kupna przez Internet, np. TUTAJ . Za niecałe 20zł otrzymujemy 200ml maski, która co tu dużo mówić - jest po prostu bardzo dobra. Już po jednym użyciu stopy są wyraźnie wygładzone i milsze w dotyku.
Maska jest bardzo zbita i o bardzo treściwej konsystencji. Baaarrrdzooo wydajna - chyba będę ją zużywała przez rok. Konsystencja jest trochę jakby gumowo - żelowa, po aplikacji najlepiej unikajmy chodzenia przez ok. pół godziny, ponieważ stopy są bardzo śliskie i możemy zwyczajnie "wywinąć orła". Dlatego ja stosuję maską tylko na noc i ośmieję się stwierdzić, że nie znajdzie się śmiałek, któryby zaryzykował nałożenie maski, a potem np. szpilek :-)
Zapach maski nie jest pewnie wymarzonym aromatem, ale nie "śmierdzi" jakoś mocno - w końcu to nie do końca o zapach chodzi, tylko o efekt. A efekt w przypadku tej maski jest bardzo dobry. Nie mam jakiś szczególnie mocno zaniedbanych stóp, ale zdarzaja mi się niewielkie zrogowacenia, szczególnie na piętach, a ta maska ładnie radzi sobie z ich zmiękczeniem i ogólnie poprawą kondycji skóry stóp. Z czystym sumieniem polecam ten produkt. Tani, o dużej pojemności i skuteczny.
 

I to już wszystkie kosmetyki testowane przez Ambasadorki portalu Face & Look w ramach 7 edycji. Ciekawa jestem, czy stosowałyście je u siebie i czy macie podobne opinie na ich temat.
Ja najbardziej jestem zadowolona z maski do włosów - prawdziwa bomba regenerująca moje zniszczone ciągłym rozjaśnianiem włosy. Na drugiej pozycji plasuje się u mnie maska do stóp - jeden z niewielu stosunkowo tanich produktów na rynku, który zmiękcza zrogowacenia na stopach już po pierwszym użyciu a przy regularnym stosowaniu zdecydowanie poprawia ich kondycję. Krem do twarzy nie jest również najgorszy, ale ja jestem zwolenniczką stosowania na twarz dermokosmetyków - jakoś bardziej im ufam. Najgorzej w tym zestawieniu - według mojego mniemania oczywiście - wypadają perfumy. Jakieś takie ... nijakie ...

Co o tych kosmetykach sądzicie?

Pozdrawiam ciepło, Aga.


Czytaj dalej »

Na ratunek zniszczonym włosom - L'Oreal Professionnel Absolut Repair Cellular

Witajcie ponownie :) Dzisiaj będzie dla odmiany o włosach :)

Jeśli mnie czytacie to wiecie doskonale, że historia kondycji moich włosów jest długa i z wieloma zakrętami. No nic nie poradzę na to, że lubię siebie w rozjaśnionym kolorze blond, a co za tym idzie daję w kość moim włosom regularnie średnio co trzy miesiące. Kilka miesięcy temu w salonie fryzjerskim pewna Pani X bardzo niefortunnie mnie ufarbowała - zamiast jasnego blondu wyszedł jasny rudy !!! Pani się dwoiła i troiła aby poprawić efekt koloryzacji, ale niestety wyszłam z salonu z niezbyt urodziwą kitką. Byłam tak wtedy wściekła, że mało brakowało a odgryzłabym Pani X krtań. Po kilku dniach przeglądania się w lustrze powiedziałam: dość! Lecę do Rossmanna po farbę, a że dzieli nas tylko (albo aż) 7 pięter to kilka minut później weszłam do domu z farbą L'oreal Prodigy - nie pamiętam odcienia, ale wybrałam chłodny jasny blond, dodatkowo jeszcze rozjaśniający o 4 tony. Godzinę później byłam bardzo zadowolona z koloru moich włosów, ale z każdym kolejnym dniem mniej z ich kondycji. Były tak mega zniszczone, że aż przykro było patrzeć. Nigdy wcześniej nie miałam takiego siana na głowie. Rada, nie rada, w obawie, żeby ich nie stracić musiałam trochę pogłówkować i poszukać dla nich rozwiązania pielęgnacyjnego, które maksymalnie zregeneruje i przywróci choć znikomy blask moim włosom. Żaden drogeryjny kosmetyk do pielęgnacji włosów mnie nie zadowalał i miałam wrażenie, że wręcz jeszcze potęguje efekt zniszczenia i puszenia. Potrzebowałam silnej dawki nawilżenia, wygładzenia a przede wszystkim regeneracji włosów. Spędziłam kilka godzin na blogach włosowych i znalazłam dla siebie rozwiązanie, jak się później okazało idealne. Profesjonalną linię do pielęgnacji włosów uwrażliwionych L'Oreal Professionnel Absolut Repair Cellular.


Seria L'Oreal Professionnel Absolut Repair Cellular przeznaczona jest do włosów, które są podawane licznym zabiegom chemicznym, a także są narażane na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Dodatkowo linia kosmetyków odbudowuje i chroni włókno włosa. Technologia tych produktów została wzbogacona o kwas mlekowy (Lactic Acid), który został zawarty w formule produktu aby pomóc tworzyć połączenia jonowe pomiędzy łańcuchami keratynowymi we wnętrzu uwrażliwionego włosa i odbudowywać włókno włosa na poziomie komórkowym. Pomyślałam, że to będzie idealne rozwiązanie dla moich zniszczonych i wołających o pomoc włosów i w ślad za tym na mojej półce znalazł się szampon i maska do włosów oraz ampułki regeneracyjne z tej serii. Na bogato :) 


Zgodnie z kolejnością pielęgnacyjną, zaczynamy od szamponu. Z opakowania dowiemy się, że:

Szampon L´Oréal Professionnel Série Expert Absolut Repair Cellular do włosów suchych i zniszczonych odnawia i chroni włókna włosów. Wygładza łuski włosów, przez co przywraca im połysk, a zarazem ułatwia rozczesywanie. Włosy są odnowione, a z dnia na dzień stają się zdrowsze. Używanie kosmetyków do włosów z serii Absolut Repair Cellular jest dodatkowo uprzyjemnione owocowym zapachem melonów i cytrusów. Działanie: regeneruje zniszczone włosy, przywraca włosom blask i witalność, ułatwia rozczesywanie.

Skład (INCI)Aqua/Water, Sodium Laureth Sulfate, Coco-Betaine, Glycol Distearate, Sodium Chloride, Amodimethicone, Disodium Cocoamphodiacetate, Polyquaternium-6, PPG-5-Ceteth-20, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Carbomer, Sodium Glycolate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Trideceth-6, Lactic Acid, Linalool, Hexyl Cinnamal, Cetrimonium Chloride, Limonene, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, CI 19140/Yellow 5, CI 15985/Yellow 6, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum/Fragrance.

Pojemność: 500ml
Cena: +/- 40zł


Wróćmy na chwilę do składnika, który łączy całą serię - jest nim kwas mlekowy / Lactic Acid. Pomimo, że w nazwie mamy określenie kwas, to należy nadmienić, że jest nietoksyczny i całkowicie bezpieczny, a to dlatego, że naturalnie występuje w organizmie ludzkim. Kwas mlekowy jest jednym ze składników NMF, czyli naturalnego czynnika nawilżającego. W przemyśle kosmetycznym, oprócz w kosmetykach do pielęgnacji włosów, znajdziemy go jeszcze w peelingach kosmetycznych i szeroko rozumianych kosmetykach do nawilżania skóry.

Właściwości kwasu mlekowego:
  • w stężeniach min. 10% - silne nawilżające
  • stymuluje produkcję ceramidów, a co za tym idzie chroni barierę lipidową
  • bardzo dobrze radzi sobie z elastycznością skóry i drobnymi zmarszczkami
  • jest skutecznym antidotum na trądzik
  • pomaga pozbyć się przebarwień i plam, częstych pamiątek po lecie
  • i wreszcie, oprócz tego, że doskonale nawilża i regeneruje włosy, to zawartość jego w szamponach i odżywkach powoduje szybszy porost włosów. Kwas mlekowy pobudza cebulki włosów dzięki temu włosy szybciej rosną i są mocniejsze.

Kupując ten szampon zauważyłam, że występuje w kilku wariantach pojemnościowych: 250ml, 500ml, 1000ml, a nawet 1500ml - im większa pojemność, tym cena wypada korzystniej. Ja jednak, z racji tego, że nabywałam te produkty po raz pierwszy to zdecydowałam się na wersję 500ml z pompką, która ułatwia wydobycie szamponu z butelki. Sam szampon jest koloru żółtego i pachnie trochę mlekiem, trochę cytrusem, trochę wanilią - bardzo przyjemnie. Co więcej, zapach ten utrzymuje się na włosach bardzo długo - myjąc włosy wieczorem, spokojnie poczujemy ich zapach następnego dnia, również wieczorem. Najważniejszy jednak jest efekt jego działania: nie plącze włosów, nie obciąża ich i właściwie przy regularnym stosowaniu całej gamy sam szampon wystarcza do umycia i całej pielęgnacji. Nie należę do osób, które przywiązywały szczególną uwagę do szamponu, ponieważ kosmetyk ten z reguły jest tak krótko na naszych włosach, że nie powinniśmy spodziewać się spektakularnych efektów - ten szampon jest wyjątkiem od tej reguły, uważam, że solo doskonale daje sobie radę.


A jeśli pielęgnację szamponem połączymy z maską tej samej serii to właściwie mamy już kompletny zestaw do zregenerowania osłabionych, suchych, puszących się i wyraźnie wymagających regeneracji włosów. Maska podobnie jak szampon występuje w kilku wariantach pojemnościowych, moja wersja zawiera 200ml produktu. I tak jak w przypadku szamponu, deklaracja marketingowa Producenta na opakowaniu jest identyczna, różni się tylko składem.



Skład (INCI): Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Candelilla Cera / Candelilla Wax, Amodimethicone, Cetyl Esters, Isopropyl Alcohol, Glycerin, Methylparaben, Trideceth-6, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Lactic Acid, Linalool, Sodium Hydroxide, Chlorhexidine Dihydrochloride, Cetrimonium Chloride, Limonene, Hexyl Cinnamal, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, CI 19140/Yellow 5, CI 15985/Yellow 6, Parfum/Fragrance.

Pojemność: 200ml
Cena: +/- 35zł


Zapach maski jest taki sam jak w przypadku szamponu, ale zdecydowanie intensywniejszy. Konsystencja zbita, w dotyku przypominająca mus, bardzo wydajna i działająca praktycznie natychmiast po nałożeniu na włosy. Producent zaleca pozostawienie maski na włosach przez 2 minuty, i rzeczywiście po tak krótkim okresie uzyskujemy już zadowalający efekt, nie mniej jednak ja pozostawiam ją na włosach dłużej, ale maksymalnie do 30 minut. Po dokładnym spłukaniu maski praktycznie rozczesujemy włosy palcami: są gładkie i wyraźnie nawilżone. Po wysuszeniu nie puszą się, nie są zbytnio obciążone, nie przetłuszczają się już następnego dnia po aplikacji, nie sprawiają żadnych problemów stylizacyjnych - a w zamian są miękkie, delikatne, błyszczące, przelatują przez palce niczym jedwab, wyglądają na mocne, zdrowe i zregenerowane. To najlepsza maska do włosów rozjaśnianych, jaką kiedykolwiek miałam. Najlepsza pod każdym kątem, dla mnie nie ma żadnych wad.


Dopełnieniem całości kuracji jest rewelacyjna ampułka do włosów działająca na moich włosach prawdziwe cuda. Zabieg taką ampułką bardzo często jest proponowany w salonach fryzjerskich i jego koszt sięga ok. 30zł, a prawda jest taka, że możecie go wykonać sami w domu, ponieważ ampułki można kupić przez Internet za cenę +/- 10zł. Dodatkowym kosztem w granicach 12zł może okazać się spryskiwacz do ampułek, który zdecydowanie ułatwia ich aplikację, ale nie jest konieczny, ponieważ zawartość ampułki możemy wylać na dłoń i rozprowadzić na włosach - ale jak wiadomo, ze spryskiwaczem jest łatwiej. Po zużyciu dwóch ampułek sprezentowałam sobie taki - opłacało się :)


Skład ampułki zawierającej 10ml dość rzadkiego płynu nie jest mi znany - na opakowaniu ich nie ma, a w Internecie też nie wszędzie dostępny, więc daruję sobie, ale wierzcie mi, cokolwiek by tam nie było, działa tak, że chce się żyć :) Zawartość ampułki aplikuję na włosy średnio co tydzień, efekt jaki pozostawia na włosach spokojnie na taki czas wystarcza. Po spryskaniu włosów utrzymuję ją na nich średnio 15-20 minut - czasem zakładam też czepek - po tym czasie dokładnie zmywam, a efekt najbardziej widoczny jest podczas stylizacji. Po aplikacji ampułki rozczesanie włosów nie sprawia nawet najmniejszych problemów, bez żadnego targania nimi, kołtunienia i bez zbędnych nerwów. Szczotka do stylizacji włosów po prostu sunie po nich, a po wysuszeniu włosy są idealnie wygładzone i niesamowicie błyszczące. Korzystając z dobrodziejstw tych produktów po prostu zapomniałam, że istnieją oleje, olejki i balsamy wygładzające i prostujące włosy. Dodatkowo włosy są sypkie, miękkie, zregenerowane i zdecydowanie mocniejsze. Po prostu cud, miód, malina i orzeszki :)



Całą serię ABSOLUT REPAIR Cellular uważam za rewelacyjną i godną polecenia każdemu kto boryka się ze zniszczeniami włosów: ich matowością, puszeniem się, łamaniem, wypadaniem i ogólnie złym stanem włosów poddawanych częstym zabiegom chemicznym: farbowaniem, rozjaśnianiem, a nawet codzienną stylizacją na ciepło.
Moje włosy po dwóch miesiącach są zregenerowane, wyraźnie poprawiła się ich struktura, nie rozdwajają się, nie puszą, są delikatne, miękkie i sypkie w dotyku i niestety kosmetyki te kończą mi się, ale z całą pewnością kupię je ponownie !

Pozdrawiam, Aga.
Czytaj dalej »

27 października 2014

Nowy wygląd bloga = Konkurs dla moich Obserwatorów

Witajcie Moi Drodzy :)

TADAAAM - przedstawiam Wam nowy wygląd bloga Kosmetyki z Mojej Półki - mam wielką nadzieję, że Wam się podoba i nie sprawi Wam żadnych problemów komunikacyjnych.
Pomyślałam, że to doskonały moment, aby zorganizować na blogu pierwsze rozdanie :) Blog istnieje już od kilku miesięcy, więc postanowiłam Was wynagrodzić za to, że tutaj jesteście - to dla mnie szalenie ważne i cenne. Doceniam każdy pozostawiony komentarz i zdaję sobie sprawę, że nie każda wizyta zostaje odnotowana w postaci komentarza pod postem, ponieważ nie wszyscy macie taką możliwość - nie mogę odmówić uczestnictwa w konkursie Czytelnikom, którzy tworzą mój Fun Page na Facebook'u. W związku z powyższym konkurs skierowany jest tak naprawdę dla WSZYSTKICH.

Jeżeli jest konkurs to muszą być i nagrody :) Długo zastanawiałam się jaki asortyment nagród dla Was przygotować i jak to z reguły bywa na blogach kosmetycznych, gdzie nagrodami są po prostu kosmetyki - tak jest i u mnie. Dodatkowo, podczas trwania tego konkursu chciałbym Was bliżej poznać, a z racji tego, że mamy jesień to postanowiłam zwrócić Waszą uwagę na pielęgnację dłoni i stóp w tym okresie. Jest to okres dla tych części ciała szczególny ponieważ "muszą przestawić się" na chłodniejsze temperatury sięgające nawet poniżej zera. Moje dłonie i stopy zdecydowanie źle reagują na niskie temperatury, więc darzę je szczególnym zainteresowaniem w okresie jesienno-zimowym. I dlatego przygotowałam również i dla Was zestawy kosmetyków do pielęgnacji właśnie dłoni i stóp, w którym znajdziecie kilka ciekawych moich zdaniem pozycji.

Do wygrania są DWA ZESTAWY, a w każdym z nich znajdują się:
  1. Soothing & Nourishing Hand Mask - Odżywczo-Kojąca Maska na Dłonie (rękawiczki)-  BEAUTY FORMULAS
  2. Relaxing & Healing Foot Mask - Relaksująco-Odżywcza Maska na Stopy (skarpetki) -  BEAUTY FORMULAS
  3. Zabieg regenerujący do dłoni (szafirowy peeling i maska - serum do rąk) - PERFECTA SPA
  4. Zabieg zmiękczający do stóp (wulkaniczny peeling i maska - serum do stóp) - PERFECTA SPA
  5. Wieloskładnikowy krem do rąk Grant BIO i Masło Shea BIO - ALTERRA Naturokosmetik
  6. Masło do stóp - FUSSWOHL
  7. Mydełko peelingujące Soft Peeling Gentle Exfoliating - DOVE
  8. Wygładzający peeling do stóp SmoothScrub - evree
Wszystkie produkty są pełnowymiarowe, a każdy z dwóch zestawów zawiera osiem powyższych pozycji. 


Kosmetyki do pielęgnacji dłoni:


Kosmetyki do pielęgnacji stóp:


Regulamin konkursu:
  1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagród jest administrator bloga Kosmetyki z Mojej Półki. Konkurs realizowany jest na podstawie niniejszego regulaminu i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.
  2. W konkursie mogą wziąć udział Czytelnicy bloga Kosmetyki z Mojej Półki.
  3. Uczestnicy decydując się na udział w konkursie zobowiązani są do wypełnienia formularza konkursowego zamieszczonego bezpośrednio pod niniejszym regulaminem oraz pozostawienia w przypadku Obserwujących bloga komentarza pod postem potwierdzającego uczestnictwo, a w przypadku Obserwujących na Fun Page'u Facebook komentarza pod opublikowanym konkursem.
  4. Zamieszczając komentarz, Uczestnik zgadza się z warunkami Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. Nr 133 poz. 883).
  5.  Ostateczny termin zgłaszania się w konkursie mija 10 listopada 2014 roku, o godzinie 24.00.
  6. Spośród wszystkich zgłoszeń zostanie wybranych dwóch Zwycięzców. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu. Nagroda zostanie wysłana pocztą. Na dane adresowe do wysyłki, czekam do 7 dni od ogłoszenia wyników, w przypadku ich niedostarczenia w wyznaczonym powyżej terminie wybrany zostanie inny Zwycięzca. 
  7. Uczestnicy konkursu zobowiązują się do Obserwowania bloga Kosmetyki z Mojej Półki, polubienia Fan Page'a na Facebook'u oraz poinformowania o konkursie inne osoby, poprzez udostępnienie banera w wybranym miejscu na swoim blogu lub publiczne udostępnienie informacji o konkursie zamieszczonej na Facebook'u. Po ogłoszeniu wyników konkursu Uczestnicy zobowiązują się  do wskazania drogą elektroniczną adresu do wysyłki nagrody. 
  8. Konkurs obejmuje Unię Europejską.
  9. Zastrzegam sobie prawo do nie przyjęcia zgłoszenia bez podawania przyczyny, zwłaszcza, jeśli zgłoszenie nie będzie kompletne.
  10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 19.11.2009 roku o grach hazardowych (Dz. U. 2009 nr 201 poz. 1540 z późn. zm.).
  11. Regulamin obowiązuje od momentu rozpoczęcia konkursu do jego zakończenia.
Formularz Konkursowy


Pozostawiam Wam jeszcze baner do umieszczenia na blogu i życzę wygranej w Konkursie, na który serdecznie zapraszam :)
Pozdrawiam, Aga.


Czytaj dalej »

24 października 2014

THINK PINK, czyli ShinyBox w ramach październikowych kampanii Kobieta kontra Rak Piersi

Witajcie serdecznie :)

Jak zapewne wiecie, miesiąc październik jest miesiącem walki z rakiem piersi. To miesiąc szczególny, kiedy wiele marek istniejących na rynku - nie tylko kosmetycznych - angażuje się w kampanie, mające na celu przybliżyć i szerzyć wiedzę związaną z czynnikami ryzyka i profilaktyką raka piersi. Kiedy dowiedziałam się, że ShinyBox stworzy swoje październikowe pudełko w myśl tej fantastycznej idei to od razu wiedziałam, że to pudełko musi być w moim posiadaniu - i jest :) Bardzo doceniam, że ShinyBox postawił w tym miesiącu na tak ważny element, bo im więcej nabywców pudełka, tym więcej odbiorców informacji o tym, że należy się badać i dbać o własne zdrowie, a co za tym idzie - szczęście. Tylko zdrowie jest gwarantem naszego szczęścia, bo co komu po głównej wygranej w totolotka, jeżeli następnego dnia okaże się, że jest chory, być może śmiertelnie :( Zrobiło się trochę smutno i mroczno, więc czym prędzej przechodzę do prezentacji zawartości pudełka, które zostało nazwane: THINK PINK.
Pudełko wypełnione jest po brzegi fantastycznymi kosmetykami, ale w pierwszej kolejności na uwagę zasługuje fakt, że wewnątrz znajdziemy instrukcję w jaki sposób dokonać samobadania piersi. To bardzo ważny element profilaktyki walki z tą okropną chorobą, która każdego roku zabiera z tego świata, otoczenia wiele mądrych, utalentowanych, pięknych i coraz częściej młodych kobiet.




 Zawartość pudełka THINK PINK: 
1. Biały Jeleń, Hipoalergiczny płyn micelarny - delikatnie oczyszcza skórę twarzy, wokół oczu i ust z makijażu i wszelkich zanieczyszczeń. Nie powoduje szczypania ani łzawienia oczu. Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Nie zawiera: alergenów, parabenów, silikonów, barwników i alkoholu. 
W pudełku dostajemy pełnowymiarowy produkt płynu micelarnego 200ml, który wg Producenta kosztuje 11,90zł. Tak się składa, że kilka dni wcześniej dotrzymałam właśnie inny produkt pielęgnacyjny do przetestowania, a dodatkowo miniaturę 50ml tego właśnie płynu, więc jakież było moje zadowolenie, kiedy otwierając pudełko ShinyBox znalazłam właśnie ten płyn w pełnej butli.
Płyn jest naprawdę dobry, więc na pewno się przyda i na pewno pojawi się pełna jego recenzja.


2. YASUMI CLEAN & FRESH SILKY POWDER - puder do codziennego oczyszczania skóry, idealny do każdego rodzaju cery. Usuwa zanieczyszczenia oraz delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka. Nie wysusza i nie podrażnia skóry.
Ten produkt również otrzymujemy w wersji pełnowymiarowej, jego cena to 49zł. Nie wiedziałam, że taki produkt w ogóle występuje na naszym rynku, a tu proszę, taka niespodzianka, puder do oczyszczania twarzy. Mam wielkie nadzieje związane z tym produktem, oczyszcza, złuszcza naskórek, nie wysusza, nie podrażnia - same zalety według Producenta, zobaczymy w praktyce ... i dam Wam oczywiście znać.


3. PAESE, Odżywka do paznokci - zróżnicowana i szeroka gama odżywek marki Paese została przygotowana z myślą o paznokciach wymagających szczególnej pielęgnacji i odżywienia.
To trzeci i ostatni produkt pełnowymiarowy w pudełku. Odzywek do paznokci było kilka rodzajów, mnie trafiła się wersja: terapia witaminowa - brzmi ciekawie, jak skończę aktualną, sprawdzę jak się spisuje na pazurkach. Jej cena to 18zł


4. NOREL, Żel ujędrniający biust - preparat o konsystencji krem-żelu, zalecany do codziennej pielęgnacji skóry biustu, szyi i dekoltu. Produkt działa jak naturalny lifting, sprzyja utrzymaniu jędrnej i napiętej skóry.
Jak to ładnie ze strony ShinyBox - skoro kampania przeciwko rakowi piersi to mamy i żel ujędrniający tęże część ciała w wersji demonstracyjnej 100ml. Produkt pełnowymiarowy 250ml to koszt rzędu 50zł.


5. ISADORA, Pomadka Perfect Moisture Lipstick - kremowa pomadka dzięki zawartości olejków roślinnych intensywnie nawilża i pielęgnuje delikatną skórę ust, a zawarty w niej pantenol chroni usta przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych.
Przepiękna pomadka w odcieniu Satin Pink w wersji miniaturowej, pełnowymiarowa wersja kosztuje 55zł. Jest taka malutka i słodka, że aż szkoda jej używać :) To już moja druga taka malutka ;)


Dodatkowo w pudełku znalazłam również dwie chusteczki zmywające lakier z paznokci marki JELID - nie zawierają acetonu, oraz dwie saszetki olejku Barwy Harmonii marki BARWA.


To wszystkie już produkty jakie znalazłam w pudełku THINK PINK - jestem szczerze zadowolona z zawartości październikowego ShinyBox'a. Widzę, że jest jeszcze dostępne w sprzedaży TUTAJ KLIK .

Zabieram się do sprawdzenia tych kosmetyków.
Pozdrawiam, Aga.
Czytaj dalej »

22 października 2014

Jesienna pielęgnacja z HERBAL COSMETICS GREEN PHARMACY Peeling Solny Rumianek i Imbir & Masło do Ciała Miód i Rooibos

Witajcie,

dzisiaj przychodzę do Was z kolejnymi produktami, które znalazły się na mojej półce stosunkowo niedawno i po raz pierwszy. Przyszła jesień i nie wiem jak Wy, ale ja o tej porze roku sięgam już po bardziej treściwe kosmetyki, ponieważ moja skóra sama się o nie domaga. I o ile skóra mojej twarzy jest tłusta i łojotokowa, to pozostałe partie ciała mają tendencję do przesuszania. Rada, nie rada - trzeba nawilżać :) Do tego celu aktualnie służy mi baaaaaarrdzo treściwe masło do ciała Miód i Rooibos Green Pharmacy, którego aplikację poprzedzam peelingiem solnym Rumianek i Imbir tej samej marki. Pod logo Green Pharmacy kryją się kosmetyki pielęgnacyjne z zawartością ziół, których Producentem jest Elfa Pharm. Nie miałam wcześniej z nimi do czynienia, ale po wypróbowaniu masła i peelingu na pewno jeszcze na coś się skuszę.


Peeling ciała to podstawowy zabieg w mojej pielęgnacji, więc zaczniemy od niego.
Peeling jest najlepszym przygotowaniem ciała do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych, ponieważ pozbawia skórę jej zrogowaciałego naskórka, a tym samym toruje drogę substancjom odżywczym zawartym w balsamach, olejach, olejkach czy masłach. Peeling przyspiesza również procesy przemiany materii, a to dlatego, że w połączeniu z masażem ciała pobudza mikrokrążenie w skórze.
Peeling solny - jak nazwa wskazuje, jego składnikiem bazowym jest sól - w porównaniu z peelingami cukrowymi czy kremowymi ma właściwości oczyszczające dla naszego ciała. W tym przypadku sól działa przeciwzapalnie i odkażająco, dogłębnie usuwa martwy naskórek jednocześnie poprawia krążenie i dotlenia skórę. Przyjrzyjmy się zatem bliżej naszemu peelingowi, czy warto go kupić i co ważniejsze używać?



Deklaracja marketingowa producenta brzmi tak: Peeling solny - Rumianek i Imbir
Naturalne kryształki soli. Oczyszczanie, pielęgnacja, orzeźwienie, aromat, relaks dla ciała i zmysłów. Delikatne złuszczanie naskórka, poprawa mikrokrążenia. Gładka i miękka skóra. Ekstrakt z rumianku łagodzi, pobudza regeneracje. Ekstrakt z imbiru poprawia ukrwienie, chroni młodość skóry.

0% parabenów, silikonów, SLES, SLS.

Składniki (INCI): Sodium Chloride (chlorek sodu - sól), Paraffinum Liquidum (parafina), Petrolatum (wazelina), Ceteareth-20 (emulgator), Silica (krzemionka), Parfum (substancje zapachowe), Tocopheryl Acetate (syntetyczna wit. E), Chamomilla Recutita (Camomile) Extract (ekstrakt z rumianku), Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract (ekstrakt z imbiru), Coumarin (kumaryna, składnik kompozycji zapachowych), CI 19140, CI 15985 (barwniki).

Pojemność: 300ml
Cena: +/- 16zł


Peeling zamknięty jest w płaskim, okrągłym, plastikowym pojemniku - bardzo łatwo z niego wydobyć kosmetyk, który nie rozlewa się i nie przelatuje między palcami. Konsystencja peelingu jest zbita, gęsta, wyraźnie w dotyku czuć drobinki soli. Na szczęście w kontakcie ze skórą nie są ostre, tylko bardzo delikatne - mimo wszystko bardzo dobrze i skutecznie usuwają zbędny naskórek, pozostawiając skórę czystą, świeżą, gładką i o przyjemnym delikatnym zapachu.
Zapach peelingu jest obłędny, podczas kąpieli odpręża całe ciało, daje ukojenie dla zmysłów i błogi relaks. Dzięki zawartości ekstraktu z rumianku rzeczywiście uzyskujemy efekt łagodnego oczyszczania. Moim zdaniem peeling bardziej pachnie miodem i lipą niż imbirem, ale być może to moje subiektywne zdanie.


Mam tylko małą uwagę co do jego wydajności - choć przyznając szczerze, że podobnie do innych peelingów do ciała tego typu, bez względu na to czy jest cukrowy, czy solny, jest mało wydajny. Aby dokonać peelingu całego ciała musimy nabierać kilka razy kosmetyk na palce. Nie mniej jednak efekt jest wart użycia go nawet w większej ilości.

Przechodząc do masła to muszę bez kozery stwierdzić, że jest to  NAJBARDZIEJ zbite i gęste masło, jakie kiedykolwiek dane mi było na sobie użyć.



Producent przedstawia swój produkt jako: Masło do ciała Miód i Rooibos
Aromatyczne, lekkie masło do ciała wspaniale pielęgnuje skórę, przywraca jej naturalną miękkość i elastyczność. Skóra staje się gładka, jędrna i przyjemna w dotyku. Ekstrakt miodu, obfite źródło składników, wspiera nawilżanie i odżywia. Ekstrakt z liści czerwonokrzewu rooibos działa przeciwrodnikowo, co spowalnia starzenie się skóry. Masło nadaje skórze przyjemny, delikatny zapach.

Skład (INCI): Aqua (woda), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea, karite), Cyclopentasiloxane (emolient), Ceteryl Alkohol (emolient tłusty, komedogenny), Ceteareth-20 (emulgator), Ethylhexyl Stereate (emolint tłusty, komedogenny), C-12-15 Alkyl Benzoate (emolient), Glyceryl Monostearate (emolient tłusty, komedogenny), Honey Extract (ekstrakt z miodu), Glycerin (gliceryna), Aspalathus Linears (Rooibos) Leaf Extract (ekstrakt z drzewa herbaty Rooibos), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (konserwant, stabilizator emulsji), Tocopheryl Acetate (syntetycznawit. E), Tea (herbata), Parfum (substancje zapachowe), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben (parabeny), CI 15985, CI 19140, CI 14720, CI 42090 (barwniki).

Pojemność: 200ml
Cena: +/- 12zł



Po przeanalizowaniu  składu masła otrzymujemy odpowiedź na pytanie dlaczego jest tak gęste, treściwe i tak dobrze nawilża. Otóż dlatego, że ma w swoim składzie dużą ilość emolientów, a i masło shea na drugim miejscu robi swoje. Na początek muszę stwierdzić, że dla mnie to masło nie jest lekkie! To masło jest mega ciężkie, zbite, a użycie go pierwszy raz sprawiało mi problem - nie mogłam wbić w nie swoich palców. Na dodatek rozsmarowanie go na skórze to nie lada wyczyn. Przyzwyczajona do lekkich i miękkich balsamów na lato, trochę się w pierwszej kolejności przeraziłam tego masła, ale z każdym kolejnym jego użyciem zatracałam się w nim coraz bardziej.
To bardzo dobre masło pod każdym względem - szczerze je bardzo polubiłam. Według mnie ma bardzo wysokie wartości odżywcze i nawilżające. Aplikuję masło na noc, najczęściej tuż po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna, ponieważ wtedy chłonie je jak gąbka. Po jakimś czasie masło całkowicie się wchłania. Skóra natychmiast odzyskuje miękkość i gładkość i mam wrażenie, że codziennie podczas snu moja skóra regeneruje się po sezonie letnim coraz bardziej.


A zapach? zapach jest równie zachwycający do zapach peelingu - nie potrafię wybrać, który produkt lepiej pachnie, obydwa ze sobą świetnie współpracują. Masło skrywa w sobie bardzo miły i otulający zapach miodu - miód wyczuwalny jest najbardziej. I co najważniejsze, kiedy posmaruję ciało tym masłem wieczorem przed snem, to czuję ten zapach następnego ranka, kiedy się budzę. Takiego efektu nie robiło u mnie dotąd żadne masło czy balsam. Ta cecha sprawia, że stawiam ten produkt naprawdę wysoko i od dzisiaj będę baczniej przyglądała się innym produktom tego typu w nadziei, że będą tak dobre jak to masło.


Zgadzam się z deklaracją marketingową Producenta zarówno peelingu jak i masła (w przypadku masła nie zgadzam się tylko z określeniem lekkie). Zakupy te uważam za udane, czy kupię je ponownie? Jeśli natrafi się ku temu okazja to pewnie tak - jestem z nich zadowolona, zgodnie z przeznaczeniem dają sobie świetnie radę :) Zazwyczaj stosowałam peelingi cukrowe, ten omawiany dzisiaj, to pierwszy peeling solny na mojej półce, a jak ogólnie wiadomo, do tego co określone jest mianem "pierwszy raz" zawsze miło się wraca :)

Produkty można kupić w osiedlowych drogeriach lub sklepie Internetowym Producenta TUTAJ KLIK

Miałyście/liście te produkty? dajcie znać ja Wy je odbieracie i czy polubiliście tak ja ja :)

Pozdrawiam, Aga
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger