31 sierpnia 2014

Moja Wakacyjna Nadmorska Kosmetyczka Sierpień 2014

Usłyszałam dzisiaj rano w telewizji, że to ostatni tak słoneczny dzień lata w rym roku. Niejednokrotnie doświadczyliśmy na własnej skórze, że meteorolodzy czasem mijają się z prawdą, no ale gdyby okazało się, że jednak lato już minęło w sensie dosłownym, to ja przecież mam zaległy post o mojej wakacyjnej nadmorskiej kosmetyczce, czyli nic innego jak przegląd kosmetyków, które zabrałam ze sobą na urlop. Spieszę więc z opisem, ponieważ temat ten już niedługo może okazać się mało aktualny :-) chociaż kosmetyki, które za chwilę zobaczycie można z powodzeniem stosować bez względu na porę roku.
Urlop w tym roku był dla mnie szczególny, ponieważ pierwszy od dwóch lat i przede wszystkim pierwszy we trójkę. Moja córeczka skończyła roczek i postanowiliśmy w pierwsze urodziny zabrać ją na wakacje - wybraliśmy sentymentalnie nasz polski Bałtyk, a konkretnie Mielno. Podróżowaliśmy własnym samochodem, więc mogliśmy się zatrzymać wszędzie tam, gdzie było nam wygodnie i co najważniejsze - moja córeczka zniosła kilkugodzinną podróż bardzo dobrze :-)
Ale do rzeczy: co ze sobą zabrałam?
Kiedy przyszło mi spakować kosmetyczkę, weszłam do łazienki i zbaraniałam :-) po prostu nie wiedziałam jak to wszystko co chciałabym zabrać pomieścić w bagażu. Z pomocą przyszły bardzo przeze mnie lubiane wersje demonstracyjne produktów, których ostatnimi czasy się sporo nazbierało, m.in. dzięki beGlossy czy ShinyBox.


Do pielęgnacji twarzy zabrałam:
  • w ramach kuracji dermatologicznej, o której pisałam TUTAJ KLIK pojechały ze mną Acnatac i Klindacin T. Nie będę się w tym momencie nad nimi rozwodzić, ponieważ o ich działaniu pisałam już, a aktualizację będę na bieżąco zamieszczać.
  • trio z Dermedic, krem pod oczy, serum nawadniające i płyn micelarny - wszystkie z gamy Hydrain 3 to doskonałe dermokosmetyki, o których pisałam TUTAJ KLIK. Są to produkty bardzo dobrze nawilżające, więc po ekspozycji na słońce jak znalazł :-) Szczególnie polecam serum, które uwielbiam przede wszystkim za bardzo lekką formułę i natychmiastowe niemalże nawilżenie bez tłustego filmu.
  • woda termalna La Roche Posay - mała wersja znaleziona w którymś z pudełek beGlossy. Od zawsze używałam wody termalnej z VICHY, więc do zmiany podeszłam dość sceptycznie, ale uznałam, że to dobry moment aby ją zużyć - na plaży zawsze się przyda. Woda z LRP nie jest zła, ale mnie bardziej nadal zachwyca VICHY, które moim zdaniem ma delikatniejszy zapach i być może to wina spryskiwacza, ale mgiełka jest lżejsza.
  • krem do twarzy IDEALIA VICHY do cery normalnej i mieszanej - mała wersja, która trafiła do mnie jako gratis podczas zakupów VICHY, pisałam o nich TUTAJ KLIK. Krem IDEALIA to jeden z moich wielkich ulubieńców, wracam do niego bardzo często i staram się zawsze go mieć. Uwielbiam za formułę, zapach i efekt pięknej, gładkiej i promiennej buzi.
  • krem do twarzy na noc z ekologicznym mleczkiem pszczelim Love Me Green ORGANIC - mała wersja również znaleziona w pudełku. Pierwszy mój kosmetyk tej marki i od razu zachwyt, bardzo się polubiliśmy. Jest to jeden z tych kremów na noc o treściwym i mocnym nawilżeniu, fajny ekologiczny skład - buzia rano jest gładka i miła w dotyku.



Nie spodziewałam się podczas urlopu wielkiego słońca, ale mimo wszystko zabrałam ze sobą kosmetyki z wysokim filtrem przeciwsłonecznym. I tak rodzinkę Dermedic uzupełniłam o mleczko ochronne dla skóry wrażliwej każdego typu, które chroni przed promieniowaniem zarówno UVA jak i UVB. Mleczko ma wysoki faktor SPF 50, oparzenia słoneczne szczególnie w przypadku tak jasnej karnacji jak moja dzięki niemu są wyeliminowane. Mleczko łatwo się rozprowadza, pozostawia lekki film na skórze, ale jednocześnie sprawia, że czujemy się komfortowo i bezpiecznie. W moim przypadku takim najbardziej narażonym obszarem na oparzenia słoneczne są ramiona i tam właśnie w głównej mierze lądował kosmetyk.
Bardzo lubię kosmetyki marki Dermedic i polecam wszystkim, którzy poszukują dobrych, a przede wszystkim tanich dermokosmetyków. Więcej na temat samej marki i poszczególnych jej produktów można dowiedzieć się ze strony internetowej Producenta www.dermedic.pl. Szczególnie polecam do zajrzenia na stronę www.najlepszyplynmicelarny.pl, gdzie na przykładzie płynu micelarnego właśnie Dermedic możemy dużo się dowiedzieć na temat samego produktu jakim jest płyn micelarny: co to jest? jak go dobrać do skóry? dlaczego tak ważne jest delikatne oczyszczanie twarzy i jej nawilżanie? i wiele, wiele innych ...
Produkty do nabycia w dobrych aptekach lub połączonych z drogerią, np. Super Pharm.


No dobrze, ale to nie wszystkie kosmetyki, które były ze mną na urlopie. Ochrona przeciwsłoneczna jest dla mnie osobiście bardzo ważna, dlatego były ze mną jeszcze:
  • kompakt mineralny Photoderm MAX SPF 50+ marki BIODERMA - jego dokładną i szczegółową recenzję znajdziecie TUTAJ KLIK. Właściwie od tamtego momentu nic się nie zmieniło - dla mnie kosmetyk ten klasyfikuję jako odkrycie sezonu - doskonały!!! Idealny na plażę, opakowanie wyposażone w lusterko i gąbkę pomaga w aplikacji co jakiś czas, a fakt, że dodatkowo wyrównuje koloryt skóry podobnie jak krem BB to stawia go na piedestale.
  • na popołudnia po powrocie z plaży i zmyciu z siebie plażowego filmu zabrałam końcówkę już kremu Cleanance do skóry tłustej lub trądzikowej marki AVENE SPF 30, o którym również pisałam recenzję, do poczytania TUTAJ KLIK . Jedyne co mogę zarzucić temu kremikowi to to, że jest jeszcze z generacji "zabielaczy", czyli po nałożeniu na twarz bieli, ale po 2-3 minutach tego filmu już nie ma. A poza tym matuje i daje takie miłe i przyjemne w dotyku wykończenie.
  • ostatni z serii przeciwsłonecznych, którego używałam to olejek do opalania w spray'u SPF 20 marki KOLASTYNA. O nim nie było recenzji na blogu, a jest to produkt o średniej ochronie, wodoodporny i z uwagi na zawartość oleju ze złocistej palmy przyspieszający pojawienie się opalenizny. Używałam tego produktu już po pierwszej ekspozycji na słońce, wtedy, kiedy miałam pewność, że moja skóra nie "złapie" już różowych tonów. Fajny produkt, aha, super pachnie!


Do przemywania twarzy w ciągu dnia - nie tylko na plaży - używałam chusteczek do demakijażu bebeauty z Biedronki. Chusteczki klasyfikowane są dla każdego rodzaju skóry, zawierają płyn micelarny, alantoinę i panthenol. Szczególnie te dwa ostatnie są rekomendowane do ukojenia skóry będącej w dłuższej ekspozycji na słońce. Jedne z najlepszych chusteczek do demakijażu na rynku, a do tego jedne z najtańszych ;-) czego chcieć więcej.
Do mycia twarzy zarówno rano, jaki wieczorem z uwagi na dość małą pojemność, bo 150ml, zabrałam hipoalergiczny żel myjący do twarzy PHYSIOGEL, o którym ostatnio była notka TUTAJ KLIK. Bardzo delikatny i przede wszystkim skuteczny żel do oczyszczania twarzy właściwie ze wszystkiego. Nie wysusza. Można stosować go do mycia twarzy bez użycia wody - ta metoda jest bardzo dobra dla potrzebujących nawilżenia twarzy.


W kwestii pielęgnacji ciała po kąpielach słonecznych postawiłam na świetne produkty Le Petit Marseilais, o których pisałam podczas kampanii ambasadorskiej TUTAJ KLIK. W tym miejscu muszę przyznać, że przydały się bardzo jednorazowe saszetki z produktami. Żel pod prysznic bardzo polubiłam za formułę, niby kremowa - a lekka, trochę spływająca, delikatnie się pieni i bardzo delikatnie pachnie - nie jest to jeden z tych słodkich, duszących zapachów, które w nadmiarze mogą powodować efekt sztuczności i przesytu. Z kolei mleczko nawilżające z masłem shea, słodkim migdałem i olejkiem agranowym ma doskonałe właściwości nawilżające. Odkąd zaczęłam go używać nie rozstaję się z nim, i chociaż rzeczywiście pachnie bardzo słodko i ciasteczkowo, to mimo wszystko sprawia, że skóra jest aksamitna, nawilżona i miła w dotyku. Co najważniejsze mleczko to nie zrujnuje nas finansowo :-)
Dodatkowo, w obawie, że te kilka saszetek mleczka szybko się skończy - i tak też się stało - to włożyłam do kosmetyczki wersję demonstracyjną 50 ml balsamu do skóry z rozstępami z Plamers'a, przede wszystkim dlatego, że w składzie posiada masło kakaowe i witaminę E, które świetnie regenerują skórę po opalaniu. Kilka rozstępów po ciąży pewnie u mnie by się znalazło, ale czy ten produkt jest lekiem na rozstępy? Zużyłam cały, ale tylko było 50ml, więc trochę za krótko trwała kuracja aby racjonalnie ją ocenić. Na pewno mleczko fajnie pachnie i ma całkiem niezły skład - podejrzewam, że w dłuższym okresie czasu przynosi pewne efekty. Swoją drogą to myślałam już o tym, aby przyjrzeć się produktom marki Palmer's i na pewno to nastąpi.


AVON również mnie nie zawiódł tym razem. Na temat mineralnego olejku w spray'u z połyskującymi drobinkami szykuję osobną recenzję - dzisiaj mogę stwierdzić, że posiada zarówno zalety, jak i wady. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że daje na skórze efekt pięknego rozświetlenia bez sztucznego brokatu - niezapomniany efekt "glow" w zachodzącym nadmorskim słońcu.
Perfumy z kolei zabrałam w ciemno, jeszcze w oryginalnym kartonowym opakowaniu. Wyglądem przypominały mi lazurowe wybrzeże, więc pomyślałam, że nad naszym Bałtykiem też się sprawdzą. I nie pomyliłam się. Outspoken FRESH by Fergie to pozycja dla mnie idealna na lato - bardzo świeże, orzeźwiające i energetyczne. Klasyfikowane są w kategorii kwiatowo - owocowej z nutami zapachowymi:
  • nuta głowy: nektar z białej brzoskwini, kwiat pomarańczy, różane liczi, 
  • nuta serca: jaśmin, magnolia, kwiat guawy, 
  • nuta bazy: skórzane nuty, irys, drzewo sandałowe.
Bardzo udana kompozycja zapachowa, która wprawia od razu w dobry nastój, rewelacyjnie pachnie na rozgrzanej od słońca skórze. Lekki, świeży i orzeźwiający - jestem przekonana, że spodoba się niejednemu, nawet najbardziej wybrednemu gustowi. Trwałość perfum nie jest jakoś powalająca, szczególnie na ciele, ale na ubraniach utrzymuje się nawet następnego dnia.


Włosy - tutaj miałam największy problem, jak zabrać te butle? Wtedy przypomniałam sobie, że mam kilka saszetek szamponu VICHY DERCOS NEOGENIC, które otrzymałam gratis podczas zakupów dermokosmetyków VICHY. Szampon, jak szampon, nie zauważyłam jakichś szczególnych właściwości pielęgnacyjnych, ot, produkt do umycia włosów z zanieczyszczeń i kosmetyków stylizacyjnych.
Moje włosy po umyciu wymagają ZAWSZE odżywki lub maski, w przeciwnym razie mam problemy już z och rozczesaniem, nie wspominając już o efekcie końcowym po ich wyschnięciu. Szczęśliwym trafem spotkałam w "Biedronce" jakiś czas temu jednorazowe saszetki maski do włosów BIOVAX L'biotica - pięć sztuk dwóch rodzai, jedna regenerująca do włosów blond, druga naturalne oleje: argan, makadamia i kokos. REWELACYJNE MASKI!!! Obydwie, bardziej dla siebie oscylowałabym wokół tej do włosów blond, aczkolwiek ta z olejami również jest niczego sobie. Obydwie świetnie wpływają na kondycję moich włosów, bardzo dobrze je ujarzmiają, wygładzają i sprawiają że są miękkie, miłe w dotyku i delikatne jak puch. Z całą pewnością nabędę pełnowymiarowe opakowania - jak zużyję zapas produktów pielęgnacyjnych do włosów, które obecnie mam w obrocie :-)
Będąc nad morzem nie mogło zabraknąć w mojej kosmetyczce soli morskiej do włosów w spray'u TONI & GUY. Kultowy już produkt, który zna chyba każda włosomaniaczka, wyróżniony w 2012r. przez magazyn Twój Styl jako Doskonałość Roku. Produkt, który ma za zadanie kreować "rozczochraną" fryzurę, nie sklejając przy tym włosów i sprawiając, że wyglądają na naturalne. Rzeczywiście po jego zastosowaniu mamy na głowie efekt artystycznego nieładu, nie obciąża przy tym włosów - jest bardzo lekki i ślicznie pachnie. Jego największą zaletą jest fakt, że po jego zastosowaniu włosy układają się w piękne fale, a nie klasyczne siano. Polecam!
I ostatni produkt do włosów, malutka buteleczka oleju arganowego do włosów. Produkt, który musi być w mojej łazience stale i niezmiennie. Uwielbiam jego zapach na włosach, stosuję na mokro i na sucho, wcieram namiętnie w końcówki i ... moje włosy bez niego nie żyją. Na pewno pojawi się za jakiś czas obszerna opinia tego produktu.

To by było na tyle, jeżeli chodzi o produkty pielęgnacyjne - ale jak każda kobieta, nawet jeśli nie będę się malowała to kosmetyki kolorowe muszę mieć! A nuż trafi się kolacja z mężem, albo po prostu nabiorę ochotę na makijażowy "look". Jeśli jesteście ciekawe co ze sobą zabrałam, to zostańcie ;-)


W kwestii wyrównania kolorytu twarzy i zakrycia tego co potrzeba, przynajmniej w stopniu zadowalającym postawiłam na CC creme z gamy ROSALIAC od LA ROCHE POSAY. Wiedziałam, że mnie nie zawiedzie - doskonały pod każdym względem, o czym pisałam już TUTAJ KLIK. Od tamtego momentu nic się nie zmieniło, używam go stale i jestem chyba jeszcze większą jego fanką niż na początku jego jestestwa w mojej kosmetyczce. Pięknie wyrównuje koloryt skóry twarzy, stapia się z nią, daje satynowe wykończenie i maskuje zaczerwienienia w stopniu mnie zadowalającym. Ponadto ładnie pachnie, dobrze się rozprowadza, ma świetne właściwości pielęgnacyjne i przede wszystkim SPF na poziomie 30. Ideał :-) Gorąco polecam ten krem! 


Z racji tego, że spodziewałam się kontaktu oczu z wodą - szczególnie na basenie - zabrałam ze sobą maskarę wodoodporną BOURJOIS TWIST up the VOLUME. Według Producenta maskara ta ma pogrubiać i wydłużać rzęsy, a to za sprawą "twist", czyli szczoteczki 2w1. Po wyjęciu z opakowania szczoteczka maskary jest dość długa, regularna i według mnie za rzadka - w takiej formie ma za zadanie wydłużyć rzęsy. Po przekręceniu górną częścią trzonka "twist" szczoteczka zmienia się na zakręconą, która ma ekstremalnie podkręcić rzęsy. Ta druga wersja jest zdecydowanie lepsza, ale nie zmienia to faktu, że gdyby nie wodoodporność maskary, to nie dałabym grosza za nią. Uważam, że jest to trochę "wynalazek" stworzony na potrzeby ... no właśnie, jakie? nie wiem. W każdym razie nie sprawdziła się u mnie. I pomyśleć, że kosztowała ok 50zł. ehh - wtopa :-(
Z kolei korektor do brwi z EVELINE bardzo polubiłam już jakieś trzy miesiące temu i nadal mi skutecznie służy. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem zwyczajnie nie mam czasu na zabawę w "kolorowanie" brwi, a jak każda z Was mam gdzieś tam braki, które trzeba uzupełnić fizycznie. Produkt, który widać powyżej dosłownie w jedną minutę poprawia wygląd brwi. Wizualnie wygląda tak samo jak maskara do rzęs, wyposażony w szczoteczkę jak do malowania rzęs. Wystarczy tylko przeciągnąć po brwiach i gotowe. Formuła korektora przypomina trochę żel, więc oprócz tego, że układa włoski, to jeszcze je utrwala i nie pozwala im ma swobodne przemieszczanie się wokół niechcianej płaszczyzny. Oczywiście nie uzupełni dużych braków, ale z całą pewnością sprawi, że nie będą tak się rzucały w oczy. Występuje w dwóch kolorach: brązowym i czarnym, ja oczywiście mam brązową - kolor idealny.


Do konturowania twarzy postawiałam podczas urlopu na znany mi i bardzo lubiany Sleek, a konkretnie na paletkę do konturowania 3w1 Sleek w odcieniu Fair. Poręczne, małe, płaskie opakowanie z lustereczkiem, które zawiera puder brązujący, rozświetlający i róż do policzków. Najbardziej z tego trio lubię brązer, jest matowy i można nim perfekcyjnie wykonturować twarz, rozświetlacz jest delikatny i subtelny, róż natomiast jest bladoróżowy i delikatnie opalizuje na złoto. Kolory te świetnie ze sobą współgrają, a dzięki świetnej formule można łatwo i bezproblemowo zacierać granice między nimi. Na wyjazdy idealny, nie trzeba zabierać trzech różnych produktów, wystarczy jeden gustownie zapakowany.


Do utrwalenia makijażu twarzy stosuje ostatnio transparentny puder matowy RIMMEL STAY MATTE. Kolejny mój ulubieniec, bardzo dobrze matuje i trzyma w ryzach cały makijaż przez kilka godzin. Idealny na lato i ekstremalne warunki - ja mam w odcieniu najjaśniejszym i jestem z niego szalenie zadowolona. Polubi go każda posiadaczka skóry tłustej, a już na pewno mieszanej.
Makijaż oczu, jaki wykonałam tylko trzy razy podczas całego pobytu sprowadzał się do nałożenia na powiekę cienia, który wszyscy chyba znają: COLOR TATOO 24HR 35-On and On Bronze Maybelline. Cudownie mieniący się brązowy cień opalizujący na złoto, który wydobywa głębię każdego koloru oczu. Świetny solo, świetny jako baza pod inne cienie, który w tej wersji podbija efekt kolejnego nałożonego cienia - w moim przypadku cień mineralny z La Rosa. Nie powiem Wam jaki to kolor, bo nie wiem :-) ale jak widać na zdjęciu to taka wanilia z odrobiną rozświetlacza. Cień ten znalazłam jakiś czas temu w pudełku ShinyBox i właściwie od tamtego czasu bardzo często używam. Jest bardzo wydajny, zużycia nie widać, a służy często i z powodzeniem. 


Kajal do oczu VERYME z Oriflame jest jedynym produktem, który zabrałam ze sobą, a którego nie użyłam ani razu. I bynajmniej nie dlatego, że się nie sprawdza czy go nie lubię - wręcz przeciwnie, jest moim ulubieńcem, ale jakoś nie było okazji do robienia kociego smoky eye's. Veryme to bardzo miękka kredka, która wyczaruje na naszych oczach od subtelnego aż po mocny efekt smoky. Jest mega czarna i już jedno pociągnięcie sprawia, że oko nabiera wyraźnego spojrzenia.
No i została tylko kolorówka do ust. Od kilku miesięcy stawiam na fuksję na ustach, zakochałam się w tym kolorze bez pamięci - nie chcecie wiedzieć ile pomadek, błyszczyków, kredek i balsamów tego konkretnego koloru zebrałam przez ostatnie pół roku, ja chyba oszalałam!!!
Ale wracając do tematu miałam nad morzem tylko dwie - albo aż dwie, jak kto woli :-) Pierwsza z nich to znalezisko w beGlossy, pomadka od Pierre Rene, która pokrywa usta tylko delikatnym filmem w kolorze fuksji. Jest przeźroczysta i może z powodzeniem służyć jako balsam, ponieważ ma świetną nawilżającą formułę i delikatny kolor. Druga pozycja to już nie przelewki - REVLON Just Bitten Kissable to rewelacyjna pomadka w kredce utrzymująca się na ustach do 8 godzin. Kolor jest cudowny, prawdziwy, głęboko nasycony i o pięknym wykończeniu. Podczas jedzenia i picia kolor schodzi równomiernie, ale nie w całości, ponieważ wnika w delikatną skórę ust, zabarwia je i pozostaje tam na baarrrdzo długo.

THE END

I to już wszystko. Sporo tego, prawda? Czy Wy też zabieracie tyle kosmetyków za sobą na urlop? A może mniej lub jeszcze więcej? Znacie te, o których przeczytałyście? Jesteście ich fanami, czy może wręcz przeciwnie?

W sumie to kosmetyczka nie była aż tak wielkich rozmiarów - w większości to miniatury produktów. Ale jednego możecie być już teraz pewni - większość z produktów pielęgnacyjnych była przeze mnie opisywana i recenzowana tutaj. Wszystkie produkty o których piszę są przeze mnie skrupulatnie nie tyle testowane, co po prostu stosowane. O kolorówce nie piszę, ponieważ nie jest makijażystką i nie czuję się w temacie.

Buziole, pa, AGA.
A jutro już wrzesień, jak ten czas szybko leci ...
Czytaj dalej »

28 sierpnia 2014

BALNEOKOSMETYKI Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy

Dawno, dawno temu :-) w jednym z pudełek beGlossy znalazłam Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy z Malinowego Zdroju BALNEOKOSMETYKI . Kilka miesięcy przeleżał głęboko w szufladzie, ale przyszedł w końcu czas i na niego. Właściwie to przypomniałam sobie o nim kiedy na krzakach zobaczyłam świeże malinki. Lubicie maliny? Ja uwielbiam, hmmm :-)
BALNEOKOSMETYKI to polskie dermokosmetyki z najsilniejszą na świecie, leczniczą wodą siarczkową czerpaną ze źródła „Malina” w uzdrowisku Solec-Zdrój, przynajmniej tak twierdzi Producent.



Lecznicza woda siarczkowa, podstawowy składnik wszystkich kosmetyków z Malinowego Zdroju wykazuje spektrum działań na wielu płaszczyznach, ze strony Producenta dowiadujemy się, że:
  • ma działanie antybakteryjnie, przeciwzapalne, bakteriobójcze dlatego skutecznie walczy ze zmianami trądzikowymi i nadmiernym błyszczeniem się skóry
  • wykazuje działanie bakteriobójcze, grzybobójcze oraz hamuje łojotok, co sprawia, że przyspiesza leczenie schorzeń skóry głowy: łojotoku, łupieżu i pomaga w pielęgnacji włosów tłustych
  • wykazuje właściwości pielęgnacyjne i regeneracyjne dlatego znakomicie sprawdza się w pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej czy zrogowaciałej i łuszczącej się
  • zmiękcza i delikatnie złuszcza naskórek, co sprawia, że skóra staje się miękka w dotyku i sprężysta.
Patrząc na powyższą wyliczankę, można by rzec, że to cudowny składnik, który powinien zagościć w zasobach kosmetycznych każdego, kto boryka się z problemem trądziku, zwiększonym łojotokiem i niedoskonałościami skóry twarzy. Wydawać by się mogło, że biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy to lek na wszelkie (przynajmniej moje) zło ;-)



Dzisiejszy bohater widoczny na zdjęciach polecany jest do codziennej pielęgnacji cery z problemami.
Dzięki wyjątkowo delikatnym substancjom myjącym żel dokładnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń, nie podrażniając jej i nie powodując wysuszenia, a także odblokowuje pory, chroniąc przed powstawaniem zaskórników i wągrów.

Specjalnie opracowana formuła, bogata w wodę siarczkową, borowinę i ekstrakt z kory wierzby pomaga usunąć nadmiar tłuszczu z powierzchni skóry i reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejszając wydzielanie sebum odpowiedzialnego za świecenie się skóry. Skutecznie zwalcza pryszcze i zapobiega powstawaniu nowych zmian trądzikowych. Dodatkowo drobinki jojoba głęboko oczyszczają i pielęgnują, zapewniając optymalne wygładzenie i nawilżenie skóry.

Skład: Aqua, Arcylates Copolymer, Sulphide Hydrogen Salty Mineral Water, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Peat Extract, Saponaria Officinalis (Soapworth) Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Simmondisia Chinensis (Jojoba) Butter, Hydrogenated Jojoba Oil, Citrus Grabdis (Grapefruit) Peel Oil, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Methylisothiazolinone, Disodium EDTA.

Pojemność: 200ml
Cena: 28zł


Kiedy umieściłam w dłoni ten produkt po raz pierwszy pomyślałam, ahmmm, taaaaa, głębokie oczyszczanie, skóra tłusta i mieszana, trądzik, bla, bla bla ... i produkt poszedł gdzieś tam w kąt komody w łazience :-) a biorąc pod uwagę fakt, że żeli do mycia twarzy u mnie ci dostatek to jakoś tak się stało, że dość długo czekał na swoją kolej. Ja po prostu mam fioła na punkcie oczyszczania twarzy z makijażu, z zanieczyszczeń, z sebum, z antybiotyków przeciwtrądzikowych itd. itp. ... a biorąc pod uwagę ten konkretny produkt to wizualnie nie dawałam mu żadnych szans. I jakże się pomyliłam - zwracam honor!

W składzie żelu znajdziemy kilka fajnych składników aktywnych:
  • wspomniana już woda siarczkowa (Sulphide Hydrogen Salty Mineral Water) - aktywność związku siarki i jodu dobrze w tym przypadku się sprawdza
  • ekstrakt z torfu (Peat Extract) - bardzo częsty składnik produktów do pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej, posiada działanie antybakteryjne, przeciwzapalne i ściągające
  • ekstrakt z mydlnicy lekarskiej (Saponaria Officinalis Extract) - stosowany na skórę działa oczyszczająco i zmiękczająco
  • ekstrakt z kory wierzby białej ( Salix Alba (Willow) Bark Extract) - substancja stosowana od bardzo dawna do leczenia trądziku i łuszczycy, ponieważ działa przeciwzapalnie, keratolitycznie (ułatwia złuszczanie warstwy rogowej naskórka), bakteriobójczo i ściągająco 
  • masło jojoba (Simmondisia Chinensis (Jojoba) Butter) - odżywia, nawilża, zmiękcza skórę, ale również ogranicza produkcję sebum i łagodzi stany zapalne,
  • olej jojoba (Hydrogenated Jojoba Oil) - podobnie jak poprzednik stosowany przy wypryskach skórnych głównie ze względu na działanie regulujące produkcję sebum
  • olej grejpfrutowy (Citrus Grabdis (Grapefruit) Peel Oil) - źródło witaminy C, działa antybakteryjnie, dzięki czemu pomaga w leczeniu trądziku, poprawia ukrwienie skóry. 
No i jak Wam się to podoba? Mnie bardzo!!! Taka mieszanka zawarta w żelu do oczyszczania twarzy skóry tłustej czy chociażby mieszanej to prawdziwa mieszanka wybuchowa - w pozytywnym znaczeniu tego słowa oczywiście :-)


Produkt zamknięty jest w plastikowej butelce z typowym korkiem - większość Producentów przyzwyczaiło nas już do opakowań wyposażonych w pompkę, ale dla mnie nie stanowi to aż tak dużego problemu. Butelka bardzo łatwo się ugina, więc nie będzie żadnego problemu z wykorzystaniem żelu do ostatniej kropli.
Konsystencja żelowa, transparentna o zabarwieniu lekko żółtym, z widocznymi drobinami ścierającymi, które w zetknięciu ze skórą są bardzo delikatne i nie powodują efektu "tarcia" na skórze twarzy. Żel jest bardzo wydajny, a jego zapach wprost nieziemski - prym wiedzie słodki zapach grejpfruta, który jednocześnie orzeźwia i odświeża buźkę. Ja wyczuwam jeszcze mandarynkę i brzoskwinię, ale może to złudzenie. Zanim go użyłam byłam wręcz przekonana, że zgodnie ze źródłem pochodzenia Malinowy Zdrój, będzie pachniał malinowo ;-). Generalnie, to bardzo przyjemny, ciepły, świeży i taki niespotykany zapach wśród innych produktów tego typu. Nie pieni się mocno, ale bardzo przyjemnie otula cała twarz nie tylko miłym aromatem, ale również samą formułą kosmetyku.


Bardzo dobrze oczyszcza skórę po wstępnym zmyciu makijażu - z samym makijażem radzi sobie niezbyt dobrze - ja bynajmniej nie zauważyłam na opakowaniu informacji, że to produkt do demakijażu, więc mu to dosłownie wybaczam. Nadaje się do stosowania zarówno rano, jak i wieczorem, w ogóle nie wysusza skóry i nie sprawia uczucia ściągnięcia. Nie potrafię ocenić jego działania przeciwtrądzikowego, ponieważ moim zdaniem aby było to w pełni możliwe należałoby stosować tylko żel do mycia, a przecież oczyszczenie skóry twarzy to dopiero początek jej pielęgnacji: stosujemy jeszcze toniki, serum, kremy itp. Na pewno nie przeszkadza w pielęgnacji skóry borykającej się z niedoskonałościami w postaci trądziku, rozszerzonych porów, blizn czy przebarwień. Nie podrażnia. Nie uczula. Nie wysusza. Nie zapycha - to ostatnio dość znane i lubiane stwierdzenie :-)
Jeżeli mnie czytacie, to wiecie, że obecnie stosuję dermatologiczną kurację przeciwtrądzikową, gdzie stawiam również na produkty, które mają za zadanie delikatnie i bez żadnych podrażnień oczyścić skórę mojej twarzy - ten żel doskonale wkomponował się w całe spektrum działania i ja jestem z niego szalenie zadowolona.


Produkty BALNEOKOSMETYKI nie są dostępne stacjonarnie - pewnie dlatego nigdy wcześniej do mnie trafiły - można nabyć je drogą kupna przez Internet na stronie Producenta www.balneokosmetyki.pl/ . Występują tam również inne pozycje do pielęgnacji twarzy nie tylko trądzikowej, z całą pewnością skuszę się na nie - muszę tylko uwolnić trochę miejsca w łazience :-)

A Wy? Stosowałyście ten żel? jakie macie wrażenia i odczucia z nim związane?
Chętnie poczytam ;-)
A dzisiaj dziękuję i pozdrawiam, Aga.



Czytaj dalej »

22 sierpnia 2014

PHYSIOGEL - produkty do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej i podrażnionej

Będąc w temacie kuracji dermatologicznej, o której pisałam ostatnio TUTAJ idę dalej za ciosem i chcę Wam przedstawić produkty do pielęgnacji twarzy, które nie kolidują z kuracją, a w przypadku mocnego wysuszenia skóry twarzy antybiotykami na pewno pomogą. Ośmielę się nawet stwierdzić, że będą bardzo dobrym rozwiązaniem dla osób borykających się z problemami skóry wrażliwej, suchej, a nawet alergicznej. Produkty PHYSIOGEL marki Stiefel zostały mi nie tyle polecone przez dermatologa, co zasugerowane, że między innymi na nie można zwrócić uwagę podczas wysuszającej kuracji dermatologicznej. No to się przyjrzałam ... i wyszłam z Super Pharm z dwoma produktami tej marki, które mnie mocno zainteresowały:  hipoalergiczny żel myjący oraz krem łagodzący to twarzy.



Hipoalergiczny żel myjący do twarzy to ciekawa pozycja, która od razu mnie zaintrygowała i zaciekawiła. Czym? Tym, że żelem można umyć twarz bez użycia wody... Tak, bez użycia wody :-)  I chociaż na początku wydawało mi się to poronionym pomysłem, to teraz wydaje mi się super sposobem na bardzo delikatne oczyszczenie twarzy. Producent zaleca nałożyć żel na twarz za pomocą wacika kosmetycznego, albo palcami. Kolistymi ruchami umyć skórę, nadmiar żelu usunąć czystym wacikiem lub ręcznikiem papierowym. Physiogel żel myjący do twarzy może być stosowany bez użycia wody. Ale nie musi, jak kto woli. Sprawdziłam obydwie metody - ta bez użycia wody bardziej mi odpowiada, wydaje misie, że lepiej nawilża.



Physiogel żel myjący do twarzy skutecznie myje, zapobiegając wysuszaniu skóry. Nie zawiera mydła, nie zaburza naturalnego pH. Zwykle nie podrażnia skóry i nie wywołuje odczynów alergicznych. Nie zatyka  porów. Regularnie stosowany powoduje, że skóra staje się miękka i gładka.

Żel zalecany jest do pielęgnacji:
  • skóry wrażliwej, suchej i alergicznej
  • skóry nie tolerującej mydła
  • skóry podrażnionej np. po zabiegach dermatologicznych.
Skład: Aqua, PEG-75, Cetearyl Alcohol,  Disodium Phosphate, Sodium Cocoyl Isethionate, Citric Acid, Mathylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Parfum.

Pojemność: 150ml
Cena: +/- 30zł


Używam tego żelu do porannego oczyszczania skóry twarzy z substancji, kosmetyków i leków aplikowanych na noc. Jest to jeden z preparatów, który nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągnięcia twarzy. Gdyby mi ktoś powiedział jeszcze miesiąc temu, że będę myła twarz bez uzycia wody, pewnie bym go wyśmiała :-)  Gdzieś tam kiedyś obiło mi się o uszy, że istnieją takie preparaty, ale nigdy nie było mi do nich po drodze. Zawsze wybierałam żele do mycia twarzy trądzikowej i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że sama i na własne życzenie stosując je rano i wieczorem zupełnie niepotrzebnie dodatkowo wysuszam skórę twarzy. A przecież doskonale wiem, że należy zachować równowagę między jedną sferą a drugą. Prym wiodło przyzwyczajenie i ogólne mniemanie, że skoro używam właściwych kosmetyków dobranych do mojego typu cery to wszystko jest OK. A nie było!
Od kiedy przeszłam na oczyszczanie twarzy systemem mieszanym, tj. wieczorem żel wysuszający, a rano nawilżający - dokładnie Physiogel - odczuwam dużo większy komfort w ciągu dnia.
Żel posiada bardzo wiele zalet, a najważniejsza z nich to fakt, że nie podrażnia i nie uczula mojej wrażliwej i tak już dotkniętej antybiotykami przeciwtrądzikowymi skóry - jest BARDZO delikatny, świetnie nawilża, a skóra twarzy po jego zastosowaniu jest bardzo komfortowa.


Żel nie jest tani, ponieważ w plastikowej spłaszczonej butelce znajduje się tylko 150ml produktu, a płacimy za niego ok. 30zł, więc jeśli standardowo znalazłoby się tam 250ml kosztowałby ok. 45zł. Dodatkowo wygodniejszym rozwiązaniem byłoby opakowanie z pompką, wtedy wygodniej by się dozowało produkt, natomiast w formie, w jakiej znajduje się teraz ciężko o jednakowe porcje produktu (ale to chyba nie stanowi aż tak wielkiego problemu). No i zapach mógłby być troszkę przyjemniejszy, żel ten jak dla mnie pachnie mydłem "biały jeleń" - jest to bardzo higieniczny zapach, ale koncerny kosmetyczne przyzwyczaiły nas do ładnie i przyjemnie pachnących produktów, dlatego mnie nie do końca ten zapach odpowiada, więc w przyszłości poszukam żelu do mycia twarzy bez użycia wody u innego Producenta, np. Oillan czy Cetaphil.
Zdecydowanie nie jest to produkt do zmywania makijażu, rozmazuje go tylko, ale w wersji do zmywania nocnych zanieczyszczeń sprawdza się bardzo dobrze.


Bardzo dobrze wypada również krem łagodzący do twarzy z tej serii. Świetnie pielęgnuje skórę podrażnioną po zabiegach dermatologicznych, dermokosmetycznych, po stosowaniu innych kosmetyków, które podrażnią, uczulą lub zwyczajnie po ekspozycji twarzy na słońcu, po opalaniu.



Physiogel krem łagodzący do twarzy to krem o unikalnej technologii DMS wzorowanej na nauralnych właściwościach skóry oraz zawartości ENA oraz lecytyny. Składniki kremu odbudowują naturalną barierę ochronna skóry, mają właściwości antyoksydacyjne - ochraniające komórki skóry oraz wzmagają regenerację skóry. Wbudowują się w głębokie warstwy skóry łagodząc podrażnienia oraz ochraniają skórę przed działaniem czynników drażniących.

Skład: Aqua, Olea Europaea, Glycerin, Pentylene Glycol, Palm Glycerides, Olus, Hydrogenated Lecithin, Squalane, Betaine, Palmitate MEA, Sarcosine, Acetamine MEA, Hydroxyethylcellulose, Sodium Carbomer, Xanthan Gum. 

Pojemność: 30ml
Cena: +/- 40zł



Bardzo dobry krem na podrażnioną skórę twarzy, doskonale ją koi już po jednorazowej aplikacji. Bardzo dobrze nawilża przesuszone partie twarzy kuracją przeciwtrądzikową. Widać gołym okiem jak świetnie uzupełnia niedobór lipidów i czuć to na własnej skórze, która jest odżywiona i bez uczucia ściągnięcia. Krem nie zatyka porów i jest odpowiedni pod makijaż. Jego konsystencja jest stosunkowo lekka, doskonale rozprowadza się na skórze i pozostawia po sobie leciutki film, który sprawia, że makijaż na twarzy podrażnionej, wysuszonej czy z zaczerwieniami nie wygląda jak "suchar". Jest to krem, który ma za zadanie łagodzić i chronić skórę naszej twarzy, więc wybaczam mu to, że nie wchłania się do całkowitego matu. Właściwie takiego produktu szukałam do stosowania w skrajnych przypadkach - zdarza mi się czasami użyć produktu, który mnie uczuli i wtedy jest klapa - teraz, mając ten kremik, jestem na to już przygotowana :-)
Produkt zamknięty jest w bardzo praktycznym i higienicznym opakowaniu z pompką, która działa bez zarzutu. Jest to zdecydowanie lepszy sposób na wydobycie kremu z opakowania, porównując np. ze słoiczkami, w których trzeba zanurzyć "paluszki".



Jednoznacznie stwierdzam, że takiego specyfiku szukałam do stosowania na "suchary" - fajnie, że go znalazłam i Wam również go polecam. Nie zatyka porów, mimo, że mam do tego skłonności, bardzo dobrze nawilża, daje poczucie komfortu, również psychicznego, świetne poręczne opakowanie, bezzapachowy, bardzo wydajny i przede wszystkim łagodzi podrażnienia. Ale jednocześnie uważam, że do skóry mało problematycznej może się nie nadawać - ja używam i będę go używała tylko w sytuacji wyjątkowego przesuszenia. Traktuję go jako taki swoisty opatrunek :-)


Właściwie to obydwa te produkty są godne uwagi i zainteresowania szczególnie dla tych, którzy cenią sobie delikatną pielęgnację. Uważam, że osoby posiadające normalną skórę twarzy, bez niedoskonałości czy nie poddawaną ciągłym zabiegom przeciwtrądzikowym mogą do końca nie być zadowolone z nich. Podejrzewam, że mogą być za "ciężkie", chociaż żel myjący do twarzy powinien mieć wielu zwolenników (jeśli komuś nie przeszkadza jego zapach).
Z reguły nie czytam opinii na dane kosmetyki, które aktualnie recenzuję, ale w tym przypadku zaczerpnęłam opinii zanim jeszcze je kupiłam. Zdecydowanie więcej jest negatywnych, a wiecie dlaczego? Jeżeli ktoś nie ma opisanych powyżej problemów ze skórą to nie powinien po nie sięgać - ja tak uważam, ale decyzję każdy podejmuje sam, a nuż się sprawdzą. Skoro Producent napisał na opakowaniu, że są to produkty do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej, a przede wszystkim podrażnionej, to chyba nie nadają się do skóry normalnej :-) Nie dajcie się zwieść deklaracjom marketingowym, że jeśli jest napisane: produkty do skóry wrażliwej - to pewnie i dla mojej, no bo wrażliwa może być każda. Nie, to tak nie działa!

Na koniec mała uwaga odnośnie opakowań - moje prezentowane na zdjęciach są już nieaktualne. Od około 2 miesięcy cała gama produktów Physiogel ma zbliżoną do tej, aczkolwiek nową szatę graficzną, wyglądającą jak na zdjęciu poniżej. W niektórych punktach może zdarzyć się, że kupicie jeszcze w starej szacie graficznej i najprawdopodobniej w niższych cenach, ponieważ produkty te muszą być zastąpione na te z nowymi opakowaniami.
Produkty do kupienia w aptekach lub drogeriach połączonych z apteką, np. typu Super Pharm.


To tyle na dzisiaj,
Pozdrawiam, pa pa, Aga :-)
Czytaj dalej »

20 sierpnia 2014

Kuracja dermatologiczna. Rozpoznanie - trądzik wieku dojrzałego

Dlaczego akurat mnie musiało to spotkać? To pytanie zadaje sobie pewnie wiele nie tylko kobiet po trzydziestym roku życia, chociaż wydaje mi się, że kobiety szczególnie przywiązują wagę do tego rodzaju przypadłości. Mowa oczywiście o trądziku - którego proszę nie mylić z pojedynczymi wypryskami pojawiającymi się na twarzy szczególnie w "te dni".
Trądzik to choroba głównie wieku młodzieńczego, chociaż ostatnimi laty przypadłość tą można zaobserwować również w wieku dorosłym, dojrzałym, najczęściej atakuje kobiety - jeśli ktoś jest po tzw. 30-stce to uznaje się, że skóra jest już na tyle dojrzała, że w normalnych warunkach trądzik nie powinien na niej występować. Dlaczego więc występuje? Odpowiedzialne za trądzik są czynniki genetyczne, hormonalne, które prowadzą do nadmiernego łojotoku, w efekcie czego powstają stany zapalne.
W moim przypadku trądzik wieku młodzieńczego przeszedł dość łagodnie. O ile dobrze pamiętam, były okresy kiedy byłam strasznie wysypana, ale były też takie, kiedy buzia była całkiem czysta i pozbawiona wszelkich niedoskonałości. Kiedy zbliżałam się do 30-stki, to zdarzały mi się pojedyncze ropne zmiany, szczególnie usytuowane na brodzie, ale jakoś nieszczególnie mi przeszkadzały - w dobie świetnych kosmetyków łatwo można sobie z takim delikwentem poradzić i zakamuflować go. Potem była ciąża, dziecko - a to co się stało z moimi hormonami przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Minął rok od porodu, a ja mam taki łojotok na twarzy, iż pomimo, że znane mi są techniki postępowania w takim przypadku, do tego znajomości zagadnienia i pielęgnacji takiej skóry, to jednak sama sobie nie poradziłam i wybrałam się do dermatologa. A z racji tego, że mam dostęp do świetnego specjalisty w tej dziadzinie medycyny, to nie musiałam zbyt długo szukać.
Rozpoznanie było takie, jakiego się spodziewałam - trądzik wieku dojrzałego umiejscowiony na dolnych partiach twarzy, szczególnie na brodzie. Leczenie w postaci antybiotykoterapii zewnętrznej w postaci żelu aplikowanego na zmiany skórne.
Z góry zaznaczam, że wszystkie informacje zawarte w tym poście to zbiór moich doświadczeń i przemyśleń związanych z omawianym tematem a opisy leków pochodzą z ich opakowań, ulotek informacyjnych i informacji wyszukanych z Internecie - nie mam żadnego przygotowania zawodowego w tym zakresie.

Po diagnozie otrzymałam receptę na dwa leki, a właściwie żele z antybiotykiem do stosowania na zmiany skórne odpowiednio na noc Acnatac i na dzień Klindacin T.


Skupmy się na pierwszym: Acnatac według zaleceń do stosowania na noc na skórę, która jest podatna na zmiany - w moim przypadku jest to obszar całej brody. I pomimo, że trądzik pojawia się punktowo, to według zaleceń smaruję nim cały obszar wokoło.
Acnatac to lek w postaci żelu produkowany w Niemczech przez koncern farmaceutyczny MEDA Pharma GmbH & Co. KG. Zawiera substancje czynne klindamycynę i tretynoinę, jeden gram żelu zawiera 10mg klindamycyny i 0,25mg tretynoiny. Co to za substancje?

Klindamycyna jest antybiotykiem. Hamuje wzrost bakterii związanych z trądzikiem oraz odczyn zapalny wywołany przez te bakterie.

Tretynoina normalizuje wzrost komórek powierzchownej warstwy skóry i powoduje prawidłowe złuszczanie się komórek blokujących ujścia mieszków włosowych w miejscach zmienionych przez trądzik. Zapobiega to nagromadzeniu substancji łojowych i powstawaniu wczesnych zmian trądzikowych (zaskórniki zamknięte i zaskórniki otwarte).

Udowodniono, że obydwie substancje czynne skuteczniej działają w połączeniu niż stosowane oddzielnie. Leczenie jednoczesne obiema substancjami ukierunkowane jest na wiele płaszczyzn: nieprawidłową keratynizację mieszków włosowych, stan zapalny i zwiększone wytwarzanie łojotoku.





Oprócz opisanych powyżej czynnych substancji lek posiada substancje pomocnicze w postaci: woda oczyszczona, glicerol, karbomery, parahydroksybenzoesan metylu (E218), polisorbat 80, disodu edetynian, kwas cytrynowy bezwonny, parahydroksybenzoesan propylu (E216), butylohydroksytoluen (E321), trometamol.
Parahydroksybenzoesan metylu (E218) i parahydroksybenzoesan propylu (E216) mogą powodować reakcje alergiczne, butylohydroksytoluen (E321) natomiast może powodować miejscowe reakcje skórne lub podrażnienie oczu i błon śluzowych.
Leku Acnatec nie powinny stosować kobiety w ciąży, zwłaszcza w pierwszych trzech miesiącach, ani kobiety karmiące piersią. Nie zbadano jednak, czy lek Acnatec może mieć szkodliwy wpływ na nienarodzone dziecko ani czy może przenikać do pokarmu i tym samym zaszkodzić niemowlęciu. Z informacji zawartych na ulotce informacyjnej wynika również, że kobiety mogące zajść w ciążę powinny stosować antykoncepcję w trakcie leczenia preparatem Acnatec i przez co najmniej jeden miesiąc po zakończeniu kuracji.
Częstotliwość i sposób stosowania leku Acnatec należy bezwzględnie przestrzegać według zaleceń lekarza, lek wydawany jest tylko i wyłącznie na receptę. W moim przypadku jest to aplikacja tylko na noc z jednoczesnym obserwowaniem zachodzących reakcji - jeśli skóra będzie się mocno łuszczyć mam zaprzestać stosowania codziennego, a przejść na aplikację co drugi dzień lub 2-3 razy w tygodniu. Nie należy również przesadzać z ilością żelu, nałożony w nadmiarze nie pomoże, a może nawet zaszkodzić, ja nakładam go w ilości odpowiadającej wielkości groszku konserwowego.


Lek ma postać półprzeźroczystego żelu o lekko żółtym zabarwieniu. Występują dwie pojemności produktu 30 i 60g. Ja posiadam produkt o pojemności 30g a zapłaciłam za niego o ile dobrze pamiętam (zgubiłam paragon) około 80zł, więc nie jest tani. Obecnie jestem po 4-tygodniowej kuracji lekiem i specjalnej poprawy widocznej gołym okiem nie widzę. Cyklicznie pojawiają mi się w dolnej części twarzy wypryski, może mniej ropne, ale jednak tak. Zauważyłam małe łuszczenie się naskórka, więc chyba działa. Podobno efekt leczenia może być widoczny w niektórych przypadkach nawet po upływie 12 tygodni, więc jeszcze trochę czasu muszę mu dać. W każdym bądź razie leczenie trądziku to kuracja minimum półroczna, więc nie pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać...


Drugim lekiem, według zaleceń lekarza niezbędnym w moim przypadku do kuracji przeciwtrądzikowej jest lek również z postaci żelu do stosowania na skórę chorobowo zmienioną o nazwie Klindacin T. W tym przypadku producentem jest nasza polska warszawska Polfa Tarchomin. W odróżnieniu od poprzednika do stosowania na dzień lub naprzemiennie na noc z pominięciem Acnatec.



Klindacin T jest również lekiem, który zawiera antybiotyk, ale w odróżnieniu od Acnatec tylko klindamycynę- 1g żelu zawiera 10mg substancji. Jego działanie jest mniejsze niż Acnatec.
Substancje pomocnicze, jakie zawiera to: glikol propylenowy, alkohol izopropylowy, woda oczyszczona, hydroksypropyloceluloza, sodu wodorotlenek.
Klindanic T również może podrażniać, przede wszystkim ze względu na zawartość glikolu propylenowego.
Podobnie jak w przypadku poprzednika nie powinien być stosowany przez kobiety w ciąży i karmiące, chyba że lekarz uzna stosowanie leku za konieczne. 


W przypadku Klindacin T przeciętny okres leczenia wynosi od 4 do 8 tygodni. JAK ON STRASZNIE ŚMIERDZI :-(  to chyba zasługa alkoholu izopropylowego. Na skórze czujemy ten mało przyjemny zapach przez kilka minut od aplikacji, koniecznie musimy umyć po nim ręce - to nie tylko zalecenia lekarza, ale również informacja zawarta na ulotce. W odróżnieniu od Acnatac, który wchłania się do całkowitego matu, Klindacin T pozostawia na skórze wyczuwalną powłokę, która może się rolować przy nakładaniu np. podkładu na twarz - aby zachować estetyczny efekt makijażu najlepiej kosmetyk w postaci podkładu wklepać opuszkami palców w skórę, użyć do tego gąbeczki lub pędzla typu "float".  



Podobnie jak w przypadku Acnatac aluminiowa tubka mieści 30g leku, który ma postać przeźroczystego żelu, ale w odróżnieniu kosztuje ok. 20zł, więc w tym zakresie tragedii nie ma.  Nakładam go codziennie rano na dolną część twarzy, brodę i ciężko mówić o efekcie w przypadku stosowania obydwu leków jednocześnie. Tak jak wcześniej wspomniałam efekt 4-tygodniowej kuracji nie jest dla mnie zbytnio zadowalający, ale za jakiś czas wybieram się na wizytę kontrolną do dermatologa i wtedy okaże się, czy kontynuujemy kuracje, czy zmieniamy leki.


Kuracja przeciwtrądzikowa oparta na tego typu lekach musi być uzupełniona o właściwą pielęgnację skóry twarzy. Należy ze szczególną starannością dobierać kosmetyki pielęgnacyjne, które powinny być delikatne, lekkie, nie powodować podrażnień i nie powinny być pod żadnym pozorem komedogenne. Ja niespecjalnie musiałam zmieniać sposób pielęgnacji oraz rodzaj i jakość kosmetyków, ponieważ na co dzień staram się dostosowywać pielęgnację - szczególnie skóry twarzy - do zaistniałych faktów, które niezaprzeczalnie określają moją skórę twarzy jako mieszaną, w kierunku tłustej, a do tego jeszcze wrażliwą i ze skłonnością do zaczerwienień, no i jak się okazuje trądzikową. 
W obliczu takich problemów skórnych nie stosujemy kosmetyków zawierających w swoim składzie alkohol, który może dodatkowo podrażniać, staramy się myć twarz preparatem delikatnym i mało inwazyjnym. I bardzo ważna zasada: nasza skóra potrzebuje podczas takiej kuracji dogłębnego nawilżenia, nawilżenia lekkiego i nie zapychającego tego co udało się już naprawić. Ja stawiam na kremy nawilżające z dopiskiem "legere", czyli lekkie. Dobrym rozwiązaniem będzie np. serum nawilżające, o którym pisałam podczas zbiorczej recenzji DERMEDIC TUTAJ .
Nie zapominajmy też o wysokich filtrach przeciwsłonecznych, ponieważ opisane leki mogą powodować reakcje alergiczne na słońce, a nawet oprzenia przeciwsłoneczne. Dla mnie aktualnie nr 1 w tej dziedzinie jest wspominany jakiś czas temu Compact Photoderm MAX marki BIODERMA, który łączy w sobie cechy bardzo dobrego filtra przeciwsłonecznego i kosmetyku korygującego niedoskonałości.

Biorąc pod uwagę sytuację, w której obecnie się znalazłam, to pewnie najbliższe wpisy będą dotyczyły pielęgnacji twarzy podczas kuracji dermatologicznej.
Za jakiś czas wybieram się na wizytę kontrolną - wspomnę o niej na pewno. A tak właściwie to sama jestem bardzo ciekawa efektów.
Chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami na powyższy temat. Jestem ciekawa czy stosowałyście te leki i jak radzicie sobie z pielęgnacją skóry szczególnie podatnej na niedoskonałości w postaci łojotoku, trądziku czy chociażby rozszerzonych porów i zaskórników.

A dzisiaj dziękuję za uwagę,
pozdrawiam, Aga.

Aktualizacja kuracji po trzech miesiącach TUTAJ KLIK
Podsumowanie kuracji po 8 miesiącach TUTAJ KLIK
Czytaj dalej »

7 sierpnia 2014

Moja podróż do krainy Prowansji z Le Petit Marseillais ...

Kilka tygodni temu portal rekomenduj.to zorganizował akcję poszukiwania Ambasadorek francuskiej marki kosmetycznej, która stosunkowo niedawno weszła pewnym krokiem na polski rynek - Le Petit Marseillais . Wyrażając się skromnie - zostałam Ambasadorką Le Petit Marsellais !!! Czy to do czegoś zobowiązuje? A jakże!!! Pomimo, że nie istnieje ustawa, dekret czy rozporządzenie określające członkostwo, to z pełną i czystą satysfakcją poddaję się wszystkim rozkoszom płynącym z tego zaszczytu :-)

Je suis l'ambassadrice du Petit Marseillais (ży słi ląbasadris diu ptit marseje)
Jestem Ambasadorką Le Petit Marseillais! 

Dzisiaj będzie o lawendzie - poniekąd ...  :-)

Ca sent beau! (sa sę bo) / Pięknie pachnie! 


Dlaczego o lawendzie? ponieważ gdy mówi się o Prowansji, na myśl przychodzi właśnie lawenda...
Dlaczego o Prowansji? ponieważ właśnie w Prowansji powstała idea, która nabrała życia i przerodziła w rzeczywistość stworzenie kosmetyków pod auspicjami Le Petit Marseillais.
Pamiętam, jak kilka lat temu wybraliśmy się na wakacje do Hiszpanii samochodem - siłą rzeczy przejazd przez Francję. Przystanek Nicea - Marsylia została pominięta na autostradzie pomiędzy Niceą a Montpellier - a byłam tak blisko...  Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że Prowansja to urokliwe gaje oliwne, pola lawendy i słoneczników. Najbardziej tej lawendy nie mogę sobie darować :-) Uwielbiam ją pod każdą postacią :-)
Wracając do Le Petit Marseillais - tradycja marki sięga XVII wieku, kiedy w Marsylii rozpoczęto produkcję "Mydła Marsylskiego". Produkt ten dzięki swoim właściwościom, bardzo szybko zyskał na popularności w całej Francji. Logo Le Petit Marsellais inspirowane jest historią młodego chłopca, który sprzedawał właśnie w Marsylii słynne mydła - Savon de Marseille. To właśnie jego postać znalazła się w centralnym punkcie logotypu marki Le Petit Marseillais.

Kiedy dostałam informację, że zostałam Ambasadorką Le Petit Marseillais z ciekawością oczekiwałam przesyłki ambasadorskiej. Kilka dni później nadeszła, a w niej list przewodni dla mnie, Ambasadorki :-) dwa pełnowymiarowe produkty, próbki tych produktów do rozdania oraz mały Przewodnik po Świecie Le Petit Marseillais.






W paczce ambasadorskiej znalazły się dwa pełnowymiarowe produkty, na których chciałabym się dzisiaj skupić, a mianowicie: Kremowy Żel pod Prysznic Kwiat Pomarańczy oraz Mleczko Nawilżające do Bardzo Suchej Skóry. Obydwa produkty pięknie zapakowane w uroczy karton, po otwarciu którego ukazały mi się produkty wyglądające na dość "naturalne". Wyglądało to tak , jak na zdjęciu poniżej:
 

W pierwszej kolejności skupmy się na kremowym żelu po prysznic i deklaracji marketingowej Producenta umieszczonej na opakowaniu, która brzmi tak:
Le Petit Marseillais Kwiat Pomarańczy - pomyśl o słodkim zapachu kwiatów pomarańczy, o ich wyjątkowym aromacie, który unosi się w wiosennych promieniach śródziemnomorskiego słońca. To kwiaty pomarańczy tworzą zniewalający bukiet zapachowy Le Petit Marselliais, tak wymarzonydla Twojw skóry.
Wyjątkowa lekkość - formuła, o jakiej śni Twoja skóra. Le Petit Marseillais Kwiat Pomarańczy delikatnie oczyszcza Twoją skórę, zaspokajając jej potrzeby. Delikatna, łatwa do spłukiwania piana pielęgnuje ją kwiatowym zapachem. Twoja skóra cieszy się harmonią - jest miękka, nawilżona i odżywiona.

pH neutralne dla skóry / produkt testowany dermatologicznie

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Helianthus Annuus Seed Oil, Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract, Cinnamic Acid, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Sucrose Cocoate, Polyglyceryl-3, Diisostearate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Caprylate, Lecithin, Polysorbate 20, Cocamide MEA, Lauryl Glucoside, Disodium Cocoamphodiacetate, Ceteareth-60 Myristyl Glycol, Sodium Lauryl Sulfate, Styrene/Acrylates Copolymer, Polyquaternium-7, Xanthan Gum, Sodium Chloride, Sodium Glycolate, Disodium EDTA, Sodium Phytate, Citric Acid, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool. 
PARABEN FREE

Pojemność: 250ml
Cena: ok. 10zł



W składzie produktu znajdziemy naturalne składniki aktywne:
  • olej z nasion słonecznika / Helianthus Annuus Seed Oil - w kosmetyce często uznawany za tłusty emolient, który tworzy na skórze warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni skóry. Dzięki temu olej ten jest bardzo dobrym i silnym składnikiem nawilżającym. Ponadto olej ten jest bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie kwasu linolowego i witaminy E. Jego obecność w kosmetyku gwarantuje wygładzenie skóry.
  • wyciąg z kwiatów pomarańczy / Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract - składnik, który dumnie określa już na opakowaniu rodzaj i zapach kosmetyku. Kwiaty pomarańczy to w kosmetyce bardzo pożądany i ekskluzywny składnik, posiadający właściwości odprężające i kojące działanie dla zmysłów. Preparaty z ich wyciągiem pomagają delikatnie oczyścić i złagodzić skórę, delikatny zapach natomiast daje wrażenie łagodnej świeżości, odprężenia i relaksu. Preparaty z zawartością wyciągu z kwiatów pomarańczy doskonale odświeżą i ochłodzą rozgrzaną skórę w upalne dni latem, w sezonie zimowym natomiast delikatnie nawilżą przesuszony naskórek.
J'adore l'odeur de la fleur d'oranger! (żador loder dy la fler dorąże)
Uwielbiam zapach kwiatu pomarańczy!




Produkt zamknięty jest w białej, spłaszczonej, plastikowej, ale w moim mniemaniu gustownej butelce. Dużym plusem takiego opakowania jest spłaszczony korek, a właściwie jego brak, ponieważ możemy na nim postawić żel "do góry nogami", dzięki czemu zużyjemy produkt do ostatniej kropli.
Stylistyka kolorystyczna opakowania bardzo delikatna, podobnie zresztą jak sam zapach żelu. Początkowo konsystencja produktu nie przypadła mi do gustu, wydawała mi się zbyt płynna i przelewała mi się przez palce. Dopiero po kilku użyciach stwierdziłam, że naprawdę niewielka ilość wystarczy do umycia całego ciała.
Żel jest lekko kremowy i bardzo delikatny. Delikatnie się również pieni i bardzo szybko spłukuje. Rzeczywiście zapach jest pobudzający i bardzo przyjemny dla nozdrzy. Nie utrzymuje się na ciele zbyt długo, ale wystarczająco aby z nim po wieczornej kąpieli zasnąć. Czy produkt nawilża? Ciężko stwierdzić, ale na pewno nie wysusza, tak jak to potrafią inne kosmetyki tego typu i z tej półki cenowej.


Właściwie to nie mam nic do zarzucenia temu produktowi. Najważniejsze jego cechy to te, które wynikają również z prostoty: fajny produkt do odświeżenia ciała i pobudzenia zmysłów, delikatny a przy tym skuteczny i co najważniejsze stosunkowo tani. Na pewno wypróbuję pozostałe wersje zapachowe, a jest w czym wybierać. Oprócz Kwiatu Pomarańczy mamy do wyboru: Mandarynkę i Limonkę, Mleczko Waniliowe, Liść Lawendy, Słodkie Mleczko Migdałowe oraz Biała Brzoskwinia i Nektarynka.
Już się nie mogę doczekać, kiedy zawita do mnie wersja z lawendą ...  :-)

Drugi produkt, który znalazł się w paczce ambasadorskiej to Mleczko nawilżające do pielęgnacji ciała do skóry bardzo suchej.



Kilka słów od Producenta:
By spełnić potrzeby bardzo suchej skóry, Le Petit Marseillais stworzył idealną kompozycję - połączył trzy wyjątkowe składniki z Południa: cudowne masło shea, które odżywia i optymalnie nawilża, niezwykły olejek arganowy, magicznie wygładzający skórę, oraz wspomagające ich działanie słodkie migdały.
Dzięki lekkiej konsystencji mleczko nawilżające Le Petit Marseillais w jednej chwili wnika w głąb skóry,spełniając jej potrzeby i zapewniając komfort.
Twoja skóra relaksuje się - jest miękka, nawilżona i cudownie pachnąca.

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, PEG-6 Stearate, Dimethicone, Octyldodecyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glyceryl Stearate, Cera Microcristallina, Paraffin, Ceteth-20, Steareth-20, Polysorbate 85, Acrylates/Acrylamide Copolymer, Carbomer, Methylparaben, DMDM Hydantoin, Ethylparaben, Parfum.

Pojemność: 250ml
Cena: ok. 15zł





Mleczko to zadomowiło się u mnie na dobre i wszystko wskazuje na to, że nie zamierza zejść z piedestału. Śmiało mogę powiedzieć, że to taka moja miłość od pierwszego wejrzenia.
Śliczne pomarańczowe letnie opakowanie za każdym razem kiedy chcę nawilżyć "czymś" ciało przemawia do mnie: weź mnie !!! wybierz mnie !!! i wybieram  :-)  Po prawie trzech tygodniach codziennego stosowania wciąż nie mam go dość.
Producent dumnie określa na opakowaniu, że produkt zawiera masło shea, słodki migdał i olejek arganowy i z obietnicy tej rzetelnie się wywiązuje, ponieważ w składzie widzimy:
  • masło shea / Butyrospermum Parkii Butter - o jego silnie nawilżającym działaniu pisałam już niejednokrotnie, poza tym masło shea znane jest z działania odżywczego i łagodzącego. Silnie i trwale regeneruje skórę. W kosmetyce wykorzystywane coraz częściej i z pozytywnym skutkiem. 
  • słodki migdał / Prunus Amygdalus Dulcis Oil - posiada bardzo szerokie zastosowanie w kosmetyce, przede wszystkim dzięki właściwościom również nawilżającym. Kosmetyki z zawartością migdałów zapewniają skórze elastyczność, dlatego są pożądane przez kobiety borykające się z efektem rozstępów. 
  • olej arganowy / Argania Spinosa Kernel Oil - z powodu swych niezliczonych zalet bardzo często nazywany jest "płynnym złotem". Kolejny bardzo silny "nawilżacz", prawdziwy HIT, który szturmem zatrząsł rynkiem kosmetycznym - aktualnie nie ma chyba marki, która mogłaby sobie pozwolić na lukę w swoich gamach kosmetycznych niewypełnioną właśnie olejem arganowym.
Połączenie tych trzech składników w jednym produkcie daje efekt spektakularnego nawilżenia nawet najbardziej wymagającej skóry.

J'aime le lait hydratant "Amande douce" (żem ly le ydratą amąd dus)
Kocham mleczko nawilżające słodki migdał!


Mleczko zamknięte jest w poręcznej, uroczej, również plastikowej butelce, ale w odróżnieniu od żelu do mycia, wyposażonej w dozownik pod postacią pompki. Pompka działa bez zarzutu - nic się nie wylewa, nie wycieka, nie zapycha.
Konsystencja mleczka jest bardzo lekka, dzięki czemu bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze żadnego tłustego filmu. Doskonały produkt na lato, ponieważ już chwilę po jego aplikacji możemy włożyć ubranie bez obawy, że nam się coś sklei, wybrudzi czy zetrze. Największą zaletą dla mnie tego produktu jest właśnie efekt błyskawicznego wchłaniania się.
Zapach jest BOSKI - słodki, cukierkowy, landrynkowy, ciasteczkowy, ale nie przytłaczający i pozostaje z nami na skórze naprawdę długo. Jest to jeden z tych produktów, które należy wręcz chować przed dziećmi, ponieważ byłyby w stanie je zjeść. A szkoda, że nie jest jadalne - też bym się skusiła :-)
Mleczko naprawdę świetnie nawilża. Skóra po nim jest bardzo miękka, delikatna, wygląda na odżywioną i zregenerowaną, jest wręcz aksamitna w dotyku i pięknie pachnie. Hmmm, czego chcieć więcej. Podejrzewam, że to mleczko będzie wielkim HITEM, a nawet już jest - ilekroć wchodzę do Rossmana, to na półce przeznaczonej dla Le Petit Marseillais są wszystkie produkty oprócz tego, mleczka do skóry bardzo suchej nie ma ani jednego. To o czymś świadczy. 
W asortymencie marki oprócz tego rodzaju mleczka jest jeszcze jedno mleczko nawilżające do skóry bardzo suchej z masłem shea, olejkiem z rumianku i mleczkiem figowym oraz mleczko regenerujące do skóry zniszczonej i przesuszonej z masłem shea, aloesem i woskiem pszczelim. Chętnie sprawdzę pozostałe dwa :-)


Muszę przyznać, że "ambasadorowanie" takiej marce to dla mnie zaszczyt, szczególnie gdy ma w swojej ofercie tak świetne produkty za przystępną cenę. Ktoś powie, że zawierają SLS-y, inny, że parafinę.... sorry, takie mamy czasy :-)  Żyjemy w kraju, w którym ciągle wmawia się Nam, że te składniki szkodzą. Ale co dzisiaj tak naprawdę nie szkodzi? Produkty z segmentu spożywczego też nie są w całości naturalne, aż strach pomyśleć czym się dzisiaj odżywiamy, i przy okazji naszą skórę od wewnątrz. Nie wspominając już o dziurze ozonowej czy zanieczyszczonym do granic niemożliwości powietrzem, ech ... długo by wymieniać, a przecież nie o to chodzi. Nie chcę nikogo przekonywać, chcę podzielić się swoimi spostrzeżeniami i opinią. Uważam, że warto zwrócić uwagę na te produkty.


Oprócz kremowych żeli pod prysznic i mleczek nawilżających ciekawą pozycją w asortymencie Le Petit Marseillais wydają się być również żele pod prysznic i do kąpieli. Znajdziemy tam również bogactwo składników naturalnych takich jak: Oliwa z Oliwek i Kwiat Tilii, Morela i Orzech Laskowy oraz Kwiat Wiśni. Czyż nie brzmi to apetycznie? Kąpiel w wannie z takimi składnikami to dopiero musi być doznanie ... ciekawe czy się fajnie pienią ?

Na zakończenie nie pozostaje mi nic innego jak podziękować marce Le Petit Marseillais za zaufanie i nominowanie mnie do rangi Ambasadora (jako jednej z wielu), za miłe powitanie w ich gronie w postaci paczki ambasadorskiej i za ... małą lekcję języka francuskiego. Merci (mersi) / Dziękuję!

I to już wszystko na dzisiaj,
pozdrawiam pachnąco, Aga.

Essaie absolument les produits Le Petit Marseillais! (ese absolumę le prołdi ly ptit marseje)
Koniecznie wypróbuj kosmetyki Le Petit Marseillais!  

I pamiętaj ! Tu es belle (tiu e bel) / Jesteś piękna !
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger