28 lipca 2014

ARGAN + KERATIN = EVELINE COSMETICS

Jaki macie naturalny kolor włosów? Ja mam taki jakiś "mysi" :-) Miałam do wyboru koloryzacja na ciemno lub blond, co oczywiście wiąże się z regularnym rozjaśnianiem włosów. Wybrałam to drugie. Tylko raz w życiu zdecydowałam się na ciemną koloryzację - pamiętam jak dziś, piękny, czekoladowy brąz - cudowny !!! do czasu aż zaczął się zmywać - wyglądałam jak sprana szczotka :-( Od tamtej pory już nigdy nie eksperymentowałam i nie dałam się namówić na ciemną koloryzację. Aktualnie moje włosy są w jasnym, zimnym odcieniu blond. Marzy mi się beżowy blond, ale moje włosy są dość "specyficzne" do rozjaśnienia i mają  tendencję do żółtych odcieni, których nie znoszę.
Nie muszę chyba zbyć mocno przekonywać, jak negatywnie na strukturę włosa wpływa ciągłe jego rozjaśnianie. Dlatego właśnie staram się pielęgnować moją czuprynkę kosmetykami profesjonalnymi przeznaczonymi dla salonów fryzjerskich, ale w dobie dzisiejszego internetu możemy sobie takie zafundować bezpośrednio przed nasze drzwi. Niestety niewiele jest kosmetyków drogeryjnych, które pozytywnie wpływają na stan moich włosów, ale ... znalazło się na półkach sklepowych coś, co mnie zadowala i najwyraźniej moje włosy dobrze znoszą ich obecność. I jak sam tytuł posta wskazuje są to stosunkowo nowe kosmetyki do pielęgnacji włosów marki EVELINE COSMETICS z serii ARGAN KERATIN.



W ramach linii ARGAN + KERATIN znajdziemy szampon i maskę do włosów zniszczonych rozjaśnianiem czy farbowaniem. Wizualizacja zewnętrzna produktów wygląda dość "bogato", ale podobno nie szata zdobi człowieka. Na początek kilka słów od Producenta.
Kiedy widzę produkt 8w1 to szczerze, wnętrzności się we mnie przewracają - ale po kolei. Zacznijmy od szamponu.


Arganowy szampon do włosów 8w1 dokładnie i delikatnie myje włosy farbowane, rozjaśniane oraz zniszczone. Innowacyjna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym i płynną keratyną, skutecznie chroni kolor oraz nadaje włosom blask. Intensywnie nawilża, odżywia i głęboko regeneruje włókna włosów. Natychmiast po zastosowaniu włosy stają się lśniące, miękkie w dotyku, łatwo się rozczesują i nie puszą się. Lekka formuła nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów na włosach. 

Kompleksowe działanie 8w1:
  1. Odbudowa włókna włosa
  2. Nawilżenie i wygładzenie
  3. Odżywienie i wzmocnienie
  4. Intensywna regeneracja
  5. Połysk od nasady aż po same końce włosa
  6. Miękkie i elastyczne włosy
  7. Łatwe rozczesywanie i stylizacja
  8. Ochron przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. 
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Dimethiconal, TEA-Dodecylbenzenesulphonate, Argania Spinosa Karnel Oil, Propylene Glycol, Cocamide DEA, Arcitum Lappa Root Extrakt, Hydrolyzed Keratin, Sodium Chloride, Panthenol, PEG-75 Lanolin, Wthylhexyl Methoxycinnamate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Urtica Dioica Leaf Extract, Hydrolized Silk, Butylene Glycol, Centella Asiatica Leaf Extract, Citric Acid, Parfum, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone.

Pojemność: 150ml
Cena: +/- 15zł


Na wstępie od razu muszę zaznaczyć, że żądanie za szampon drogeryjny o pojemności 150ml 15zł to rozbój w biały dzień - na szczęście ja kupiłam go w Biedronce za ok. 7zł, więc nie narzekam. (tak, oprócz Rossman'a obok mam też Biedrę :-) Nie wiem czy ten szampon po względem profesjonalnym wypada dobrze, nie jestem dyplomowanym fryzjerem, ale wiem na pewno, że te 8w1 to jakaś totalna ściema. Nie wierzę w takie cuda, i nie wiem co musiałoby się wydarzyć abym uwierzyła. Generalnie wychodzę z założenia, że szampon do włosów jest kosmetykiem, który ma po prostu "wyprać" włosy i przygotować je do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Trudno doszukiwać się, oczywiście moim zdaniem, składników aktywnych w produkcie, którego aplikacja na włosach trwa 1 minutę, no OK, może u niektórych osób dwie...  Pomijając mój pogląd, doceniam oczywiście, że szampon w swoim składzie zawiera olejek arganowy - i to już na piątej pozycji - osobiście widziałam kosmetyki drogeryjne z podkreśloną mocną czcionką informacją, że są źródłem olejku arganowego, a występował on w składzie na przedostatnim miejscu :-) Poza nim w składzie szamponu znajdziemy jeszcze olejek łopianowy, który bardzo korzystnie wpływa na cebulki włosowe, keratynę - podstawowy budulec włosów, wyciągi ze skrzypu i pokrzywy, proteiny jedwabiu i D-panthenol.
Nijak się to jednak ma do owych 8w1 - zgadzam się, że włosy po użyciu tego szamponu są mniej "splątane" i łatwiejsze do rozczesania, zgadzam się z tym, że są miękkie i błyszczące, ale cała reszta tej wyliczanki moim zdaniem jest "z czapy".
Zupełnie inaczej się to ma do maski - i tutaj dopiero zaczynają się "ochy" i "achy' - maska jest REWELACYJNA !!! 


Innowacyjna maska do włosów 8w1 skutecznie uzupełnia ubytki keratyny, intensywnie regeneruje i odbudowuje włosy farbowane, rozjaśniane czy zniszczone. Formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym i płynną keratyną, chroni kolor oraz przywraca włosom elastyczność i piękny połysk. Głęboko odżywia i wzmacnia strukturę uszkodzonych i osłabionych włókien włosów. Natychmiast po zastosowaniu włosy stają się jedwabiście gładkie, lśniące i miękkie w dotyku. Łatwo się rozczesują i nie puszą się. Lekka formuła nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów na włosach. 

Kompleksowe działanie 8w1 - i nie ma sensu abym się powtarzała, ponieważ te 8 działań wg Producenta są takie same jak w przypadku szamponu, o którym mowa powyżej. Ale zdecydowanie muszę zatrzymać się dłużej przy składzie maski, ponieważ jest tam kilka "perełek", które doskonale wpływają nie tylko na kondycję włosów, ale i ich wygląd.


Składniki:
  1. Aqua / Water, 
  2. Cetearyl Alcohol - konserwant, stabilizator maski
  3. Cetrimonium Chloride - konserwant, ułatwia spłukiwanie maski
  4. Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy, eliksir młodości o silnym działaniu regeneracyjnym, dogłębnie wzmacnia włosy, 
  5. Ceteareth-20 - emulgator, substancja myjąca, usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów,  
  6. Ethylhexyl Methoxycinnamate - konserwant, chroni kosmetyk przed utratą swoich właściwości pod wpływem światła)\,  
  7. Propylene Glycol - konserwant, utrzymuje pożądaną konsystencję kosmetyku, posiada właściwości nawilżające
  8. Arctium Lappa Root Extract - ekstrakt z korzenia łopianu, działa przeciwłojotokowo, koi i odżywia włosy
  9. Calendula Officinalis Flower Extract -  ekstrakt z nagietka lekarskiego bardzo dobrze sprawdza się w kosmetykach do włosów przetłuszczających się pobudza przemianę materii, zapobiega łupieżowi, a nawet łysieniu
  10. Citrus Medica Limonum Extract - ekstrakt z cytryny, źródło witaminy C, ma działanie rozjaśniające, zamyka łuski włosa, chroni kolor włosów farbowanych
  11. Humulus Lupulus Cone Extract - ekstrakt z chmielu zwyczajnego, zapobiega wypadaniu włosów, nadaje im połysk
  12. Hypericum Perforatum Leaf Extract - wyciąg z liści dziurawca pospolitego, chroni przed działaniem wolnych rodników, działa przeciwzapalnie,
  13. Salvia Officinalis Leaf Extract - ekstrakt z szałwii lekarskiej, wykazuje działanie przeciwłupieżowe oraz hamujące wypadanie włosów,
  14. Saponaria Officinalis Root Extract - ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, działa na włosy zmiękczająco i oczyszczająco
  15. Hydrolyzed Keratin - hydrolizowana keratyna, regeneruje, nawilża i nabłyszcza włosy,
  16. Butyrospermum Parkii Butter - masło shea, stosowane do pielęgnacji zniszczonych, suchych, łamliwych i kruchych włosów, doskonale nawilża i nadaje miękkość
  17. Poliquaternium-7 - substancja nawilżająca, pozostawia ochronną powłokę,  
  18. Panthenol - pantenol, prowitamina B-5, substancja nawilżająca wykorzystywana  w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów, dzięki zdolności wnikania w ich strukturę, daje uczucie gładkości
  19. Equisetum Arvense Leaf Extract - ekstrakt z liści skrzypu polnego, wzmacnia włosy, zapobiega ich łamaniu się i wypadaniu
  20. Urtica Dioica Leaf Ekstract - ekstrakt z liści pokrzywy, wykazuje działanie regenerujące i przeciwłupieżowe,  
  21. Hydrolyzed Silk - hydrolizat protein jedwabiu, emolient, nawilża, zmiękcza i wygładza, dodatkowo substancja antystatyczna, zmniejsza elektryzowanie się włosów,
  22. Butylene Glycol - glikol butylenowy, składnik nawilżający
  23. Centella Asiatica Leaf Extract - ekstrakt z liści wąkroty azjatyckiej, poprawia elastyczność, źródło witamin A, C, E i K
  24. Polysorbate 20 - konserwant, emulgator,  
  25. PEG-20 Glyceryl Laurate - konserwant, zapewnia trwałość kosmetyku
  26. Tocopherol - witamina E, świetny antyoksydant
  27. Linoleic Acid - kwas linolowy, emolient, zmiękcza i odżywia włosy
  28. Retinyl Palmitate - palmitinian retinylu, ma działanie naprawcze, odpowiada za działanie kolagenu,  
  29. DMDM Hydantoin - konserwant, zapewnia trwałość kosmetyku,
  30. Parfum - substancje zapachowe
  31. Methylchloroisothiasolinone  - konserwant,
  32. Methylisothiasolinone - konserwant,
  33. CI 77492 - barwnik.

Hmm, i co Wy na to? W składzie mamy aż 12 naturalnych roślinnych składników aktywnych - celowo podkreśliłam je na czerwono, ponieważ uważam, że to dość spektakularna liczba składników naturalnych jak na maskę drogeryjną przystało. Dodatkowo w składzie znajdziemy także keratynę, proteiny jedwabiu i kwas linolowy, które mają za zadanie nawilżyć włosy.
                          

Maska w konsystencji i wyglądzie przypomina  mleczno-żółty budyń, w dotyku natomiast czujemy gęstą galaretkę, która jest dość wydajna - niewielka ilość wystarczy aby pokryć całe włosy (moje w tej chwili sięgają ramion). Zapach maski do złudzenia najbardziej przypomina wanilię połączoną z nutą zapachową oleju arganowego.
Maska zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów po ich umyciu - właściwie to nie mamy z tym żadnego problemu. Po ich wystylizowaniu są bardzo miękkie, wygładzone, delikatne i wyraźnie nawilżone. Pomimo, że maska jest dość gęsta i wydaje się być jedną z tych cięższych, to nie pozostawia po sobie tłustego filmu,  bardzo łatwo i skutecznie się ją spłukuje. Nie zauważyłam szybszego przetłuszczania się włosów, w odróżnieniu do innych masek tego rodzaju. Stosuję maskę 2-3 razy w tygodniu, czyli tak jak sugeruje Producent, nie zauważyłam żadnego obciążenia włosów, wręcz przeciwnie, są uniesione u nasady i jednocześnie wygładzone na końcach. Po zastosowaniu maski włosy są zdecydowanie bardziej błyszczące i pięknie pachną.
Aha, maska kosztuje ok. 25zł ale jest jej UWAGA , aż 500ml - to BARDZO duża pojemność !!! Moja kosztowała w Biedronce ok. 10-12zł :-) o ile dobrze pamiętam. I choć szampon już dawno mi się skończył, to maska będzie mi jeszcze dłuuuuugo służyła.  


Podsumowując, jestem pozytywnie ukierunkowana na te produkty do pielęgnacji włosów, chociaż uważam, że bez szamponu możemy się tak naprawdę obejść lub zastąpić go innym, tańszym odpowiednikiem. Maska natomiast podejrzewam, że na stałe się u mnie zadomowi. Moje włosy ją dobrze tolerują, a ona odwdzięcza im się skutecznym działaniem.

I to tyle na dzisiaj,
Pozdrawiam, Aga :-)


Czytaj dalej »

25 lipca 2014

Dobroczynny wpływ kwiatów wykorzystany w kosmetyce na podstawie płynu różanego do twarzy marki FITOMED

Lubicie kwiaty? Ja kocham wszystkie kwiaty i ich cudowny zapach. Kwiaty coraz bardziej doceniają też kosmetolodzy i koncerny kosmetyczne, które wykorzystują dobroczynne ekstrakty z nich do produkcji swoich produktów. Nieocenione są właściwości kwiatowych aromatów, które przede wszystkim relaksacyjnie wpływają na nasze samopoczucie. Zapachy pobudzają nasze zmysły, w następstwie czego w organizmie wytwarzają się endorfiny - hormony szczęścia.
Jak większość kobiet uwielbiam pięknie pachnące kosmetyki, właściwie uczucie to zaczyna się od momentu otwarcia słoiczka czy buteleczki wypełnionej po same brzegi kwiatowym zapachem. To mój taki pachnący ogród, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym.
Odwiedziłam ostatnio sklep zielarski w mojej bliskiej okolicy i znalazłam tak cudownie pachnący różany płyn do twarzy.
 


PŁYN RÓŻANY DO TWARZY do cery suchej
Różany płyn jest znakomitym środkiem upiększającym cerę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzony wg klasycznego przepisu ma odżywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc. Dzięki obecności składników naturalnych aktywnych biologicznie nawilża, wygładza i uelastycznia naskórek. 

Sposób użycia: zamknąć oczy, rozpylić płyn na twarzy. Zostawić do wchłonięcia lub osuszyć chusteczką. Szczególnie polecany rano. Można stosować do odświeżania makijażu.

Produkt o charakterze naturalnym. Dopuszcza się wytrącenie osadu i wahanie koloru.
Testowane dermatologicznie

Pojemność: 200ml
Cena: 12zł


Skład płynu różanego: Aqua, Rosa damascena Flower Water, Glycerin, Panthenol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin, Cytric Acid, Phenoxyethanol(and)Ethylhexylglycerin, Aniba Rosaedora, linalol, C.l.16255.


Kiedy użyłam tego produktu postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat marki, pod auspicjami której została stworzona. Oto co udało mi się znaleźć w internecie. 
Marka FITOMED od początku swojej działalności specjalizuje się w opracowywaniu receptur i produkcji fitokosmetyków na pograniczu zielarstwa i farmacji. W 2010 roku marka Fitomed zdobyła I miejsce na XV Ogólnopolskim Kongresie Medycyny Naturalnej i Profilaktyki Zdrowotnej w kategorii "fitokosmetyki" - "fitoteriapia" za serię fitokosmetyków.
Od 2004 roku realizuje również program popularyzacji kosmetyki naturalnej. W tym celu pozyskuje i selekcjonuje tylko najlepsze składniki. Internetowy sklep firmy Fitomed, który można znaleźć po adresem www.filomed.pl  oferuje szeroką gamę kosmetyków ziołowych, w tym: szampony, odżywki, żele, toniki, płyny do kąpieli i twarzy, balsamy, mleczka do demakijażu oraz składników naturalnych do samodzielnego wyrobu kosmetyków w domu: zioła, kwiaty, oleje kosmetyczne, hydrolaty, kremobazę, koncentraty kosmetyczne, glinki, itp.


Płyn różany do twarzy, o którym dzisiaj mowa posiada bardzo fajny naturalny skład. Oczywiście, jak nazwa wskazuje, głównym z nich jest ekstrakt z płatków róży. Róża należy do delikatnych surowców kosmetycznych bardzo cenionych od niepamiętnych czasów. Płatki róży zawierają olejek lotny, tłuszcze, flawonoidy, witaminę C, kwasy organiczne i związki cukrowe. Flawonoidy i witamina C wykazują synergizm we wzajemnym oddziaływaniu, zwiększają odporność naskórka na proces starzenia się. Sproszkowane płatki róży służą jako peeling i składnik maseczek nawilżających i regenerujących do cery suchej, dojrzałej i wrażliwej. Działają odżywczo, tonizująco i odmładzająco.
Biorąc pod uwagę, że jest to płyn odświeżająco - nawilżający w składzie musi zawierać glicerynę, która odpowiada za prawidłowe nawilżenie skóry. Substancją działającą również silnie nawilżająco jest zawarty w płynie panthenol, który dodatkowo przyspiesza procesy regeneracji naskórka, chroni i pielęgnuje skórę wrażliwą i skłonną do podrażnień. Alantoina z kolei działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje proces gojenia się ran. Działa również silnie nawilżająco, przez co wywołuje uczucie gładkości na skórze.
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil jest bardzo bezpiecznym surowcem stosowanym w kosmetykach, jest to substancja odtłuszczająca i usuwająca zanieczyszczenia tłuszczowe z powierzchni skóry. Niezaprzeczalnie pozytywnym składnikiem jest kwas cytrynowy należący do alfa-hydroksykwasów AHA posiadający działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę. 
Pozostałe pojedyncze składniki płynu to konserwanty mające za zadanie utrzymywać produkt w odpowiedniej konsystencji w określonym czasie lub ochraniać go przed bakteriami.  



Płyn zamknięty jest w w plastikowej  butelce z atomizerem. Z racji tego, że jest to płyn różany to oczywiście pachnie pięknie, świeżo i intensywnie właśnie różami. Płyn jest zabarwienia różowego, po rozpyleniu na skórze oczywiście tego nie widać. Płyn uwalnia się w bardzo delikatnej mgiełce i  początkowo tworzy na skórze twarzy mokry film, który bardzo szybko się ulatnia i wysycha. Aplikacja płynu jest bajecznie prosta a poręczne opakowanie sprawia, że możemy schować go nawet do torebki i wyruszyć na miasto, do pracy czy zabrać nawet na wakacje.
Płyn różany daje nam ulgę podczas dużych upałów np. na spacerze z dziećmi. Dodatkowo fajnie odświeża i nawilża skórę, przynosi ukojenie i pomaga się zrelaksować. Poza tym jest to naprawdę fajny kosmetyk z równie fajnym składem. Jeżeli ktoś nie stosował jeszcze tego rodzaju kosmetyków to uważam, że powinien spróbować chociaż raz, a jestem pewna, ze będzie chciał kontynuować ten sposób pielęgnacji skóry twarzy. Na rynku obecnie jest wiele tego rodzaju produktów, ten jest oczywiście z tej tańszej półki, ale nie można mu niczego zarzucić -są dużo droższe kosmetyki tego rodzaju, a wierzcie mi, że składem niczego lepszego nie prezentują.


Na zakończenie warto wspomnieć, że płyn taki może być wykorzystywany jako tonik do twarzy, który wzmacnia cerę i dodaje jej promiennego wyglądu. Godnym podkreślenia jest fakt, że woda różana lub z kwiatów pomarańczy nie narusza ochrony warstwy hydrolipidowej skóry.
Tonik różany można wykonać samodzielnie w domowym zaciszu. Wystarczy garść świeżych płatków kwiatowych zalać 1/2 szklanki wrzątku, przykryć spodeczkiem w celu zaparzenia i wydobycia esencji z kwiatów i po 15-20 minutach wywar przecedzić przez np. gazę - tak przygotowany płyn możemy traktować na równi z tonikiem, ale pamiętajmy, że płyn taki pozbawiony środków konserwujących może nam służyć tylko przez kilka dni, nie zużyty w tym okresie traci wszystkie swoje właściwości i musimy się go po prostu pozbyć.

I to tyle na dzisiaj,
pozdrawiam, Aga.


Czytaj dalej »

24 lipca 2014

VICHY TEINT IDEAL jako podstawa makijażu rozświetlającego

Lato w pełni - tak, wiem, powtarzam się :-) a ja dzisiaj przychodzę z kosmetykiem, który sprawia, że nasza buzia jest promienna, gładka i rozświetlona, wprost idealna właśnie na lato. Jakiś czas temu pisałam o moich wielkich faworytach z dziedziny makijażu korygującego, produktach marki VICHY z gamy DERMABLEND, do poczytania TUTAJ, dzisiaj natomiast ta sama marka, produkt również do makijażu, ale spełniający zupełnie inne oczekiwania. Kosmetyk, który występuje na rynku stosunkowo od niedawna, ale cieszy się dużym powodzeniem i nieustannym zainteresowaniem. I ja się temu zjawisku nie dziwię :-)


Czytaj dalej »

22 lipca 2014

Odkrycie sezonu - BIODERMA Photoderm MAX Compact SPF 50+ / UVA 24

Lato w pełni, więc wybaczcie mi, ale aktualnie większość postów będzie o tematyce letniej pielęgnacji. Korzystam obecnie z takich właśnie kosmetyków, a tutaj dzielę się swoimi opiniami na temat produktów, których sama używam, więc rozumiecie dlaczego?
Kilka dni temu udostępniłam dość długi post o kosmetykach, które pomagają mi "przeżyć" w upalne dni (dla chętnych wklejam link TUTAJ ), a dzisiaj w kwestii uzupełnienia ochrony przeciwsłonecznej twarzy. Uważam, że obecnie na rynku występuje wiele bardzo dobrych produktów do zabezpieczenia skóry twarzy i ciała przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Jeżeli chodzi o twarz to najczęściej są to produkty, które zapewniają nam świetną ochronę przed słońcem, ale nie "upiększają nas" :-). Nie mając nieskazitelnej, gładkiej i promiennej buzi na filtr nakładamy fluid, podkład, brązer itp. Czy można te dwa aspekty połączyć i zamiast dwóch produktów posiadać jeden, który bardzo dobrze nas ochroni przed słońcem i ukryje niedoskonałości? MOŻNA ! :-) Bardzo się cieszę, że go mam i w tym poście postaram się go krótko przedstawić.

 
Mowa o ochronnym podkładzie mineralnym w kompakcie marki BIODERMA, czyli Photoderm MAX Compact SPF 50+ / UVA 24.

Wskazania i zalecenia:
  • Bardzo wysoka fotoochrona, filtr w 100% mieneralny
  • Nadwrażliwość na słońce
  • Szczególnie polecany dla skóry skłonnej do reakcji alergicznej na filtry chemiczne
  • Doskonały jako codzienna ochrona zamiast podkładu
  • Nie należy eksponować na słońce niemowląt i małych dzieci
Właściwości i działanie:
  • MAXymalna skuteczność w ochronie przeciw promieniowaniu UVA / UVB
  • Zabezpiecza skórę przed poparzeniami słonecznymi oraz alergią na słońce
  •  Innowacyjna, lekka i łatwa w aplikacji formuła, która wygładza skórę
  • Bez klasycznych konserwantów
  • Nie zatyka porów
  • Hipoalergiczny
  • Formuła bezzapachowa
  • Bez parabenów
Pojemność: 10g
Cena regularna: ok. 60-80zł (w zależności od apteki)


Znalazłam to cudo jakiś miesiąc temu w Super Pharm w promocji za 37,50zł. Zdawałam sobie sprawę z faktu, że istnieją tego rodzaju pudry ale nigdy nie miałam żadnego, który by miał również tak wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Można określić ten produkt jako doskonałe 2w1, ponieważ fajnie wygląda na twarzy, ukrywa niedoskonałości przy zachowaniu jednocześnie wysokiej ochrony przeciwsłonecznej.

Zanim przejdę do opinii na temat kompaktu z Biodermy chciałabym przytoczyć kilka słów na temat filtrów ochronnych. Fakt, że chronimy twarz przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym jest w moim przypadku bezsprzeczny i absolutnie niepodważalny. I o ile siedząc 10 godzin w zamkniętych szczelnie pomieszczeniu w ciągu dnia latem możemy go sobie darować, o tyle korzystając ze słońca musimy się przed nim zabezpieczyć. Ja jestem osobą o bardzo jasnej, wręcz porcelanowej karnacji, więc najczęściej jeśli się już opalę, to początkowo na czerwono, zdarzały mi się również poparzenia. I głównie dlatego bardzo selektywnie dobieram preparaty o - jak zresztą widać - wysokiej ochronie przeciwsłonecznej i bacznie przyglądam się swojej skórze, jak na nie reaguje.


Obecnie na rynku mamy bardzo wiele preparatów z zawartością filtrów o wysokiej ochronie przeciwsłonecznej. Ja najczęściej do twarzy wybieram 50+, czyli te, o najwyższej ochronie. Nie jestem specjalistą w tym zakresie ani nie mam żadnego przygotowania zawodowego aby wskazywać właściwe postępowanie w przypadku stosowania preparatów z filtrami przeciwsłonecznymi, nie mniej jednak chciałabym się podzielić w Wami informacjami, którymi ja się kieruję.
Filtry przeciwsłoneczne możemy podzielić właściwie na dwa rodzaje: chemiczne i fizyczne, nazywane również mineralnymi. Istnieje wiele różnych opinii na temat tego, które są lepsze, bezpieczniejsze czy skuteczniejsze. Czym się różnią od siebie? Odpowiadając w wielkim skrócie: filtry chemiczne wnikają wgłąb naszej skóry i pochłaniają promienie słoneczne, a fizyczne - mineralne tworzą powłokę na skórze i odbijają promieniowanie, tworząc tzw. tarczę. Stąd wynika właśnie fakt posmarowania całego ciała na minimum pół godziny przed wyjściem np. na plażę kosmetykiem z filtrem chemicznym, który musi mieć swój  "czas" na rozpoczęcie działania. Filtrów fizycznych, mineralnych nie trzeba aplikować na pół godziny przed wyjściem na słońce, ponieważ działają od razu. Nie pochłaniają promieni słonecznych, a odbijają je od naszego ciała niczym lustro. Kosmetyki z filtrem fizycznym, mineralnym z reguły mają bardziej gęstą konsystencję niż chemiczne, w efekcie czego pozostawiają biały film na skórze, ale nie powodują żadnych niepożądanych efektów, czego niestety nie można powiedzieć o filtrach chemicznych, które mogą podrażniać i być przyczyną alergii skórnych. Ale nie muszą, więc trzeba zaobserować ich działanie na skórze i stopień efektów, jakie mogą wywołać.
Zdecydowanym minusem filtrów chemicznych jest ich fotostabilność. Występują kremy, których składniki pod wpływem zwiększonej temperatury ulegają obniżeniu pod kątem ochrony przeciwsłonecznej, więc filtr taki przestaje po prostu po jakimś czasie ekspozycji na słońce działać. W odróżnieniu od nich filtry mineralne nie tracą z czasem swoich właściwości ochronnych.
Możemy spotkać również na rynku kosmetyki, które mają "mieszane" składy zarówno filtrów chemicznych, jak i mineralnych.
Nasz dzisiejszy bohater to produkt, jak producent sam się "chwali" i nazwa jego wskazuje, podkład mineralny w kompakcie - filtr mineralny, który może być stosowany również przez osoby posiadające skórę ze skłonnością do alergii na filtry chemiczne.


Kompakt ten pokazuje na jak zaawansowanym etapie są obecnie koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne w produkcji preparatów mających za zadanie ochronić naszą skórę przed słońcem. Produkt ten jest idealnym połączeniem mineralnych filtrów przeciwsłonecznych z pudrem, który co prawda nie daje nam 100% krycia, ale powiedzmy, że jest to taki CC na lato. Wyglądem konsystencja jest trochę tłusta, ale nijak się to ma do aplikacji produktu. Kosmetyk nałożony na twarz nie daje całkowitego matu, ale wykończenie jest dość przyjemne i bardzo komfortowe.
Produkt zamknięty jest w uroczym ubranym w letnie kolory kompakcie, ma załączone lusterko i gąbkę do nałożenia pudru. Bardzo poręczne, wygodne opakowanie, które zmieści się w każdej kosmetyczce i nawet najmniejszej torebce. Idealny nie tylko na co dzień, ale również na wakacje, szczególnie nad wodą, gdzie promienie słoneczne odbijając się od wody działają ze zdwojoną siłą.


Puder dostępny jest w dwóch  kolorach lub odcieniach - jak kto woli: jasnym, który ja posiadam, widoczny na zdjęciach i ciemnym. Ciemny, który ja miałam okazję zaobserwować to produkt dla naprawdę ciemnej karnacji lub do stosowania jako brązer. Jasny natomiast idealnie stapia się z moim fototypem karnacji. Puder łatwo się aplikuje, nie pozostawia żadnych smug czy zacieków, utrzymuje się na twarzy stosunkowo długo, a w przypadku tego produktu, jeśli mam ochotę na poprawę makijażu twarzy to nie muszę go zmywać, tylko aplikuję kolejną warstwę. Puder jest praktycznie bezzapachowy i bardzo wydajny. Nie uczula wrażliwej skóry, nie tworzy efektu maski, nie "zapycha" i nie powoduje żadnego dyskomfortu stosowania.


Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, produkt ląduje w moich absolutnych ulubieńcach na sezon letni. Polecam wszystkim, posiadaczkom skór mieszanych czy tłustych również, szczególnie wrażliwych. Dla wszystkich, którzy poszukują dobrego wysokiego filtra przeciwsłonecznego z jednoczesnym letnim kryciem skóry twarzy czy dekoltu.

Znacie ten produkt lub podobne do niego? jakie macie doświadczenia z nim?

Pozdrawiam, Aga.
Czytaj dalej »

19 lipca 2014

Uff, jak gorąco - orzeźwienie dla ciała, ukojenie dla duszy, czyli letni niezbędnik pielęgnacyjny

Temperatura ostatnimi laty, szczególnie w sezonie wakacyjnym, bardzo nas rozpieszcza i funduje istne tropiki. Jak przystało na nasz kontynentalny klimat jest bardzo gorąco, duszno, pot się leje strugami i właściwie to nie ma czym oddychać. Nie wiem jak Wy, ale ja co rok o tej porze oprócz kosmetyków z wysokim filtrem, szukam także tych pielęgnacyjnych o jak największym stężeniu orzeźwienia. W roli głównej oczywiście świeża mięta i owoce cytrusowe :-)
Co znalazłam w tym roku w asortymencie koncernów kosmetycznych na lato? Zapraszam do dalszej części postu.



Na pierwszy ogień idzie matujący płyn micelarny  - tonik 2w1 do mycia twarzy. 
Produkt z asortymentu lubianej przez wielu Tołpy z gamy Dermo Face Strefa T. Producent zapewnia nas, że "normalizuje wydzielanie sebum, matuje, tonizuje i odświeża. Strefa T nie jest nazwą strefu geograficznej ani ekonomicznej, tylko dotyczy pielęgnacji skóry mieszanej. Literę T tworzą razem czoło, nos i broda. To partie, które "najbardziej się świecą" i produkują dużą ilość sebum. W przeciwieństwie do suchych policzków, dających uczucie ściągnięcia. Nasz dermokosmetyk jednocześnie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum oraz tonizuje skórę. Ściąga rozszerzone pory. Przywraca równowagę między przetłuszczającymi a przesuszonymi partiami twarzy. Pozostawia skórę matową i nawilżoną. "

Pojemność: 200ml / 400ml
Cena: 28zł / 38zł



Jeżeli ktoś zanosi się z zamiarem zakupu tego płynu micelarnego jako typowego do zmywania makijażu, to może się minąć z rzeczywistością, ponieważ nie do tych celów został on stworzony. Moim zdaniem płyn w żadnym stopniu nie radzi sobie z demakijażem, że nie wspomnę już z wodoodpornym. Ja oczywiście kupiłam go do demakijażu :-) w promocji w Super Pharm jakieś 3-4 miesiące temu za ok. 10-12zł o ile dobrze pamiętam. Nie czytałam informacji zawartych na opakowaniu, więc myślałam, że będę miała sporo płynu do demakijażu (400ml) w bardzo przystępnej cenie i na dodatek marki, którą lubię i podziwiam.
Wyobraźcie sobie jakież było moje zdziwienie, kiedy wieczorem postanowiłam go użyć - nie wierzyłam własnym oczom i parsknęłam ze śmiechu, kiedy okazało się, że to po prostu tonik. A ja zdziwiona, że mi nie zmywa makijażu, tylko jakoś tak dziwnie rozmazuje. Jaki z tego morał?: czytamy etykiety i to co zawarte jest na opakowaniach produktów, które kupujemy. Wiem, że czasem producent mija się z prawdą w deklaracji marketingowej, ale w przypadku tego produktu muszę przyznać, że nie pomylił się.


Kiedy już dojrzałam do faktu, że nie zmyję makijażu tym produktem, pomyślałam - poczekam aż będzie upalne lato i wtedy na pewno się zrozumiemy. I nie pomyliłam się. Płyn jest rewelacyjny na wysokie temperatury do cyklicznego przemywania twarzy w ciągu dnia.
Jak przystało na Tołpe, za co im bardzo dziękuję, produkt nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów i SLS-ów, posiada łagodne substancje myjące, neutralny kolor, roślinne składniki aktywne, fizjologiczne pH oraz opakowanie bezpieczne dla środowiska, poddawane recyklingowi. W składzie płynu mamy torf tołpa - podstawowy składnik wszystkich kosmetyków marki, który mówiąc krótko wzmacnia odporność, przyspiesza regenerację i poprawia kondycję skóry. Oprócz niego zawarty w płynie jest ekstrakt z kory cynamonowca, czyli cynamonu, który ma silne działanie przeciwbakteryjne, co jest niezmiernie ważne przy pielęgnacji skóry tłustej. Olejek i kora z cynamonowca to prawdziwi siłacze w walce ze zmianami trądzikowymi. Likwidują ropne wypryski, rozjaśniają cerę, zapobiegają plamom trądzikowym, łagodzą przebarwienia oraz przyśpieszają eliminację toksyn ze skóry. Dodatkowo w składzie znajdziemy ekstrakt z mirry normalizujący pracę gruczołów łojowych i regulujący tym samym wydzielanie sebum - działa anyseptycznie, silnie bakteriobójczo i przeciwzapalnie. 


Żaden z powyższych składników nie znalazł się w składzie tego produktu przypadkiem - moim zdaniem to bardzo dobry matujący płyn micelarny na lato, oczywiście dla osób borykających się z nadmiarem sebum.
Bardzo solidna butelka z wygodnym dozownikiem, nic się w niechciany sposób nie wylewa. Płyn zabarwienia lekko zielonego o przyjemnej lekkiej i orzeźwiającej kompozycji zapachowej. Bardzo bobrze tonizuje, szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnej tłustej warstwy. Nie uczula, a bardzo dogłębnie i skutecznie oczyszcza skórę twarzy. Gorąco polecam!

Kolejny produkt, który przychodzi z pomocą w upalne dni to nawilżający krem - żel do twarzy marki AVON z serii ANEW AQUA YOUTH. Otwierając opakowanie byłam pełna obaw, czy aby na pewno jest to krem dla mnie - zupełnie niepotrzebnie, bo okazał się fajnym produktem.


Opakowanie wierzchnie jest bardzo ubogie w informacje na temat tego produktu, oprócz składu oczywiście, ale wszystko na jego temat możemy dowiedzieć się z ulotki, która znajduje się wewnątrz.

Żel-krem ANEW AQUA YOUTH
"Moc wody, twoje niewyczerpane źródło młodości. Przedstawiamy krem-żel opracowany przy wykorzystaniu technologii H2O Power. Wykorzystuje ona moc działania wody w skórze, by podwoić poziom jej nawilżenia i chronić ją przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych, które mogą prowadzić do jej przyspieszonego starzenia. 
Ten lekki odświeżający żel-krem został stworzony po to aby skóra pozostała gładka, sprężysta i odporna na codzienne działanie niekorzystnych czynników zewnętrznych:
  • klinicznie wykazano, że sprawia, iż skóra staje się jeszcze gładsza
  • zaraz po zastosowaniu redukuje widoczność linii powstałych wskutek wyszuszenia
  • 88% kobiet zaobserwowało, że zaraz po zastosowaniu uczucie ściągnięcia skóry minęło
  • 97% kobiet stwierdziło, że po tygodniu stosowania ich skóra sprawiała wrażenie doskonale nawilżonej."  
Pojemność: 50ml
Cena regularna: ok. 50zł



Produkt zamknięty jest w uroczym, niebiesko-zielonym szklanym słoiczku, który wygląda muszę przyznać, dość "luksusowo", no może poza tą plastikową nakrętką :-)
Po dość nieprzyjemnych doświadczeniach z kremami do twarzy marki AVON, o których pisałam TUTAJ podchodziłam do tego produktu jak przysłowiowy "pies do jeża". Kiedy otworzyłam słoiczek, w myśl ostatnich doświadczeń, najpierw powąchałam - ku mojemu zdziwieniu poczułam ulgę i pomyślałam: można? MOŻNA!!! Produkt pachnie świeżo i bardzo letnio, trochę takim nadmorskim szykiem, przypominającym mi osobiście wakacje na południu Hiszpanii. Dość specyficzny zapach zapadający w pamięć na dłużej.  
I chociaż skład produktu nie powala na kolana, zdecydowanie brakuje w nim naturalnych składników aktywnych, to postanowiłam dać mu szansę.




Konsystencja produktu jest żelowa, półprzeźroczysta, stosunkowo lekka, ale w dotyku dość klejąca się. Po aplikacji na twarz zamienia się po prostu w wodę i dość szybko wchłania. Pozostawia lepki film, który na szczęście ulatnia się po kilku minutach. Dzięki temu, że produkt jest w formie żelu bez problemu nałożymy go bardzo szybko na twarz, szyje i dekolt, bez potrzeby wcierania, wklepywania i rozsmarowywania. Wystarczy delikatnie rozetrzeć go w dłoniach i przeciągnąć po skórze. Krem, a właściwie żel posiada bardzo dobre właściwości aplikacyjne, ale UWAGA, nałożony w nadmiarze niemiłosiernie się lepi, więc spokojnie sprawdzi się tutaj stwierdzenie: mniej, znaczy lepiej :-)
Co do jego skuteczności działania to nie wydaje mi się, aby dogłębnie i silnie nawilżał, ale stopień, w jakim to robi jest latem zdecydowanie wystarczający. Idealnie współgra z poprzednikiem, płynem z Tołpy - żaden nie pozostawia tłustej powłoki.
Szkoda tylko, że produkt ten nie posiada żadnego SPF-u, więc jeśli ktoś stosuje filtry to będzie zmuszony użyć na niego jakiś produkt z filtrem (na to też znalazłam sposób, ale o tym w następnym poście). Poza tym produkt bardzo udany, ładnie wygładza buzię nie uczulając jej przy tym i przede wszystkim orzeźwia i chłodzi cerę w upalne dni. I głównie dlatego znalazł się w tym zestawieniu. 


Skoro jesteśmy przy twarzy, to nie zapominajmy o ustach, które również latem potrzebują dużego nawilżenia - a już na pewno moje, ponieważ szczególnie latem borykam się z suchymi skórkami na wargach. I tutaj z pomocą przychodzi stary, dobry i niezastąpiony carmex, który tym razem wybrałam w wersji lime twist, czyli o zapachu limonki.




O tym, że jest doskonale nawilżający chyba nie muszę zbytnio przekonywać. Wersja limonkowa jest zdecydowanie stworzona na lato, daje długotrwałe uczucie odświeżenia i orzeźwienia, a fakt, iż posiada SPF na poziomie 15 tylko dodaje mu uroku i wielkiego plusa. Cudownie chłodzi nasze wargi i nie pozwala im wyschnąć przed długi czas. Idealny solo, ale również pod szminkę czy błyszczyk.
W odróżnieniu od innych produktów tego typu carmex wersja lime twist jest zabarwienia zielonego, kolorem przypominającego skórkę cytryny, co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Mój absolutny HIT na lato - spróbuj a sama się przekonasz, że go już nie oddasz nikomu. Gwarantuję.


Kolejnym produktem, który znalazłam i z którego jestem zachwycona to pianka do mycia ciała pod prysznic marki Oriflame.

Swedish Spa Cooling Shower Mousse, Chłodząca pianka pod prysznic to według producenta "Pieniąca się pianka pod prysznic dająca przyjemne uczucie ochłodzenia. Zawiera olejek z mięty pieprzowej, który natychmiastowo orzeźwia skórę oraz wyciąg ze srebrnej brzozy o remineralizujących właściwościach. Pozostawia skórę odświeżoną i pachnącą."

Pojemność: 150ml
Cena regularna: 27zł 




Opakowanie produktu przypominające wyglądem piankę do golenia lub do włosów, skrywa w sobie totalne orzeźwienie, jakim jest pinka do mycia ciała - ja ją stosuję najczęściej pod prysznicem, niezastąpiona do szybkiego odświeżenia się. Aplikacja wygląda tak samo jak przy piance do włosów czy do golenia, po prostu z dozownika wydobywa nam się puszysty mus, za pomocą którego bardzo szybko możemy pokryć poszczególne partie ciała. Bardzo łatwo się spłukuje i nie pozostawia po sobie tłustej warstwy, za to zapach, który wydobywa daje nam totalnego kopa, szczególnie w takie dni jakie nastały teraz. Nie ma nic przyjemniejszego od odświeżenia się tą pianką pod prysznicem po powrocie do domu w 30-stopniowym upale.
Bardzo mocno wyczuwalna mięta otula całe nasze ciało, a uczucie ukojenia pozostaje jeszcze na długo. Bardzo przyjemny produkt, który ze względu na zapach jakim jest mięta może być taktowany jako "unisex": zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Chętnie zabiorę go ze sobą również na wakacje, szczególnie nad morze, gdzie po powrocie z plaży ukoi moje ciało i zmysły. Polecam :-)




Podejrzewam, że nie znajdzie się nikt, komu by  pianka przeszkadzała w pielęgnacji, ale jeśli już ktoś taki się znajdzie, to może wypróbować po prostu orzeźwiający żel pod prysznic. Ja postawiłam aktualnie na produkt z asortymentu marki Miraculum z serii Paloma body SPA żel pod prysznic z tajską trawą cytrynową. Według Producenta "to egzotyczna podróż w krainę zapachów oraz intensywna pielęgnacja ciała. Dzięki zawartości ekstraktu trawy cytrynowej skóra jest zregenerowana i odświeżona. Ekstrakt z bambusa działa łagodząco i kojąco, esencja z limonki intensywnie nawilża suchą i podrażnioną skórę. Przyjemność kąpieli potęgują zmysłowe zapachy cejlońskiej zielonej herbaty tchniętej kwiatem jaśminu i drzewem sandałowym."

Pojemność: 300ml
Cena: ok. 8-10zł




Typowy produkt do mycia ciała, który oprócz walorów zapachowych niewiele różni się od innych kosmetyków tego typu i z tej półki cenowej. Pachnie bardzo świeżo i budzi rankiem do życia po nawet nieprzespanej nocy. Zapach trawy cytrynowej z delikatną nutą słodyczy - to zapewne zasługa ekstraktu z kwiatów jaśminu, który jest w nim zawarty - jest tak intensywny, że dociera do każdego zakątka naszych nozdrzy nosowych. Kompozycja zapachowa świeża, przyjemna i naprawdę stawiająca na nogi. Jeżeli ktoś oczekuje od tego produktu nawilżenia to nie powinien po niego sięgać, ponieważ jak większość tego typu raczej może wysuszyć, a nie nawilżyć :-(  Ja osobiście nie mam z nim tego typu problemu, ale jeśli ktoś ma bardzo suchą skórę to powinien uważać z częstotliwością jego stosowania.  W każdym bądź razie jakość kosmetyku adekwatna do jego ceny - dostajemy 300ml za powiedzmy przysłowiowe 10zł, więc nie ma co narzekać. Produkt zamknięty w plastikowej, przeźroczystej butelce wyposażonej w aplikator, którym możemy dozować ilość kosmetyku. Jest bardzo wydajny.
Jeżeli dla kogoś walory zapachowe kosmetyku są ważnym argumentem przemawiającym za jego  zakupem, to polecam - szczególnie właśnie w okresie letnim, kiedy najczęściej potrzebujemy orzeźwienia.


Idąc dalej chciałabym przedstawić kolejnego dzisiejszego bohatera, którym jest AVON Solutions Body, Lift & Firm Ice Body Lifting Treatment, a mówiąc językiem bardziej przyziemnym serum liftingująco - ujędrniające do ciała.
Kilka słów od Producenta: "Jędrna skóra i widoczny efekt liftingu ciała. Formuła z niebieskimi drobinkami, które w kontakcie ze skórą zapewniają efekt chłodzenia. Stymuluje produkcję kolagenu, dzięki czemu uelastycznia i ujędrnia skórę, zapewniając jej efekt liftingu, a zarazem przyjemnie chłodzi."

Pojemność: 150ml
Cena regularna: 35zł


Z tego co zdążyłam się zorientować wnioskuję, iż nie jest to lubiany za bardzo produkt, przede wszystkim dlatego, że nie daje żadnego efektu ujędrnienia i liftingu - otóż drodzy konsumenci tego i podobnych tego typu produktów: żaden z nich, a już na pewno nie ten z przedziału cenowego <=150zł nie ujędrni naszego ciała, bez zaangażowania dodatkowych działań w postaci ruchu, regularnych ćwiczeń i wysiłku fizycznego z jednoczesnym stosowaniem zdrowej i zbilansowanej diety. Jeżeli kogoś odzieram w brutalny sposób z prawdy, w którą wierzył, to z góry przepraszam, ale taki jest właśnie mój punkt widzenia - ja po prostu w to nie wierzę. A dlaczego sięgam po tego rodzaju produkty - bo lubię się "czymś" wysmarować, często sięgam po nowinki, lubię sprawdzać, testować i cieszyć się, że to coś innego niż wszystkie pozostałe.
Wracając do naszego produktu, to jak widać na zdjęciu jest w formie przeźroczystego żelu wypełnionego niebieskimi, malutkimi i wyraźnie wyczuwalnymi pod palcami kuleczkami, bo to nawet nie są drobinki. Te kuleczki pod wpływem pocierania na skórze rozpuszczają się i dają efekt fajnego chłodzenia. Nie jest ono długotrwałe, ale zdecydowanie JEST, więc nie wiem skąd opinie, że ten produkt nie chłodzi? 


Żel po rozsmarowaniu na skórze, bardzo szybko się wchłania pozostawiając delikatną, aczkolwiek dość przyjemną powłokę, dlatego ja jestem zwolenniczką stosowania go na noc. Moja wersja widoczna na zdjęciach została chyba zastąpiona innym opakowaniem lub produkt został wycofany z oferty - tak często bywa w AVON-ie, bynajmniej w aktualnym katalogu widzę produkt o podobnej stylistyce, ale innych kolorach (taki ciemny czerwony) - nie wiem czy to jest to samo... W każdym bądź razie ja pamiętam kupiłam ten produkt na jakiejś wyprzedaży za ok. 8-9 zł, na pewno nie powyższej 10zł. I co tu dużo mówić, jestem po prostu z niego zadowolona.


Czy Wy też macie wrażenie, że w takim upale najbardziej cierpią nasze stopy, dźwigają biedne cały nasz ciężar, więc po ciężkim dniu należy im się nagroda i odpoczynek. Lubicie moczyć stopy w urządzeniu do masażu stóp? - ja uwielbiam :-) to moim zdaniem najlepszy sposób na odświeżenie zmęczonych stóp, zmiękczenie zrogowaceń i generalnie przygotowanie stóp do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Często dolewam sobie "czegoś" do takiej wody, w której zanurzam zmęczone stopy, a ostatnio znalazłam na półce w Rossmanie sól do kąpieli stóp, która nie pieni się, a cudownie je odświeża. Mowa o marce FUSSWOHL, która dostępna jest tylko w Rossmanie i co najważniejsze jest stosunkowo tania.


"Fusswohl sól do kąpieli stóp zapewnia stopom odprężenie. Zawartość oliwy z oliwek i ekstraktu z soji pielęgnują delikatną skórę stóp. Specjalne połączenie substancji czynnych, limetki, olejku z pomarańczy, mentolu oraz kamfory zapewnia stopom przyjemne uczucie chłodu oraz energetyzująco na stopy."

Pojemność: 300g
Cena regularna: 7,29zł (dzisiaj sprawdzałam)

Czy ja już pisałam, że mieszkałam siedem pięter nad Rossmanem? Wierzcie mi, że to wcale nie jest fajnie dla takich osób jak ja. Za każdym razem wychodząc z klatki potykam się o Rossmana, a tam ciągle promocje, promocje, promocje ... ehh ;-)


Podoba mi się skład tego produktu: ekstrakt z nasion soji, oliwa z oliwek, hydrolizat protein pszenicy, olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy czy witamina E to składniki, które w znacznym stopniu pozytywnie wpływają nie tylko na walory odświeżające nasze stopy, ale również je odpowiednio pielęgnują. Dwudziestominutowa kąpiel w ciepłej wodzie z dodatkiem tej soli sprawia, że nasze stopy są nie tylko odświeżone, ale również wypoczęte.
Producent zaleca 1 łyżkę stołową soli na 3-5 l. wody, ja jej nie odmierzam - po prostu trochę wsypuję do wody. Sól jest, jak zresztą widać, koloru żółtego i zabarwia wodę również na żółto, jest gruboziarnista i łatwo się rozpuszcza. Pachnie bardzo świeżo i bardzo intensywnie cytrusami. Najczęściej robię sobie takie małe SPA w salonie przed telewizorem, a wówczas ten przyjemny zapach roznosi się po całym mieszkaniu.
Taki seans to prawdziwa ulga dla stóp - sól w widoczny i znaczny sposób zmiękcza stopy i sprawia, że są miłe w dotyku. Odświeża, daje uczucie odprężenia, ale nie zastępuje kremu nawilżającego, więc należy pamiętać, aby po takim seansie nawilżyć stopy. Polecam.
 

Jakiś czas temu dorwałam chłodzący balsam do stóp w AVON (hmm, znowu AVON) i czekał właśnie na sezon letni - wywiązuje się ze swoich obietnic bardzo dobrze. Uważam, że wszystkie produkty z gamy foot works marki AVON są fajne, lubię je przede wszystkim za to, że świetnie dezodoryzują i odświeżają stopy. Biorąc pod uwagę ten balsam, czyli green tea & mint cooling lotion, dodatkowo mamy efekt chłodzenia. Nie oczekujmy od niego wielkiego nawilżenia, jeśli ktoś ma super gładkie, miękkie stópki to będzie zadowolony, gorzej z tymi, którzy noszą się z zamiarem zakupu tego produktu z myślą o dogłębnym nawilżeniu. U mnie sprawdza się nieźle, ale u osób z większym rogowaceniem to tak "pół na pół" - występują w podobnej cenie dużo lepsze nawilżacze do stóp, nawet w AVON. 




Produkt sam w sobie nie jest zły. W składzie, oprócz tytułowej mięty i zielonej herbaty (a właściwie to ekstraktu z nich), które jak wiadomo doskonale wpływają na walory odświeżające i dezodoryzujące, znajdziemy jeszcze otrzymywany z rzepaku olej canola, który odpowiada właśnie za nawilżenie skóry. W moim przypadku jest wystarczające, ale głównym powodem dla którego produkt znalazł się w tym zestawieniu jest efekt totalnego chłodzenia stóp.
Balsam jest zabarwienia zielonego, a jego konsystencja bardziej przypomina żel aniżeli balsam czy krem. To sprawia, że produkt jest bardzo wydajny, naprawdę niewielka jego ilość wystarcza na pokrycie obu stóp. Po aplikacji mamy wrażenie, że nasze stopy są bardzo lekkie i wprost unoszą się w powietrzu. Efekt nie do opisania, doskonały na duże upały. Polecam każdemu kto ma problem z ciężkimi i bolącymi stopami.
Aha, pojemność balsamu to 75ml, a cena waha się poniżej 10zł, w zależności od promocji - ja go kupiłam za ok. 5zł ;-)


No i dobrnęliśmy do końca - za zakończenie nie pozostaje mi nic innego jak poinformować Was o kolorze moich paznokci. Szukałam delikatnej "mlecznej" mięty - postawiłam na Sally Hansen SMOOTH and PERFECT w odcieniu 06 AIR.






Powyższe kosmetyki pomagają mi aktualnie przetrwać podczas wielkich upałów, które siłą rzeczy nadeszły.
Ciekawa jestem czy znacie te kosmetyki? stosowałyście? lubicie je? A może właśnie wybierzecie je po zapoznaniu się z moją opinią o nich? Wasze opinie i sugestie zawsze mile widziane :-)

Pozdrawiam, Aga.
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger