27 lipca 2016

Pomysły na paznokcie

Zadbane dłonie są naszą wizytówką, a pomalowane paznokcie - poza makijażem i fryzurą - są nieodłącznym elementem każdej stylizacji. Sytuacje, w których noszę niepomalowane paznokcie występują u mnie bardzo rzadko, jeśli nie powiedzieć, że w ogóle. Uwielbiam piękne, błyszczące, pomalowane paznokcie, zwracam uwagę na detale, bacznie obserwuję kobiety, które z nieukrywaną dumą prezentują swoje dłonie i piękne, zadbane, kolorowe paznokcie. Znam wiele kobiet, które korzystają z usług manikiurzystek, ja natomiast nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w salonie manicure. Jednym z powodów na pewno jest brak czasu, ale muszę również przyznać, że na przestrzeni ostatnich lat wypracowałam swój model pielęgnacji i malowania paznokci, więc chętnie zasiadam do wykonania manicure w domowym zaciszu - ba, jeszcze częściej bawię tym :)
Żyjemy w czasach, gdzie nie powinnyśmy narzekać na brak możliwości czy wyboru takich kosmetyków czy akcesoriów do stylizacji paznokci, które nie zadowalałyby nas. Na półce każdego sklepu z kosmetykami kolorowymi czy drogerii znajdziemy całe bogactwo kolorów, począwszy od pasteli, poprzez róże, czerwienie, granaty, a kończąc na czerniach w wersjach zarówno błyszczących jak i matowych. No przyznajcie same(i), że oczopląsu można dostać - z doświadczenia wiem, że jeśli wybieram się po nowy lakier do paznokci, np. w odcieniu nude, to mam do wyboru kilkanaście! W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam pokazać kilka pomysłów na paznokcie bazując na cudownych kolorach lakierów do paznokci RIMMEL SUPER GEL, które dostępne są w kilkunastu stylowych, intensywnych odcieniach - część z nich zaprojektowała mistrzyni London look – Kate Moss.

Rimmel Super Gel

Pomysły na paznokcie często rodzą się w mojej głowie same, ale szukam również inspiracji w kolorowych czasopismach, na oficjalnych stronach internetowych marek produkujących lakiery do paznokci czy wreszcie - blogi o tematyce beauty! Tak, tak - ja też chętnie czytam o manicure na innych blogach, prezentacje bardzo często mnie inspirują :) 
Świetnym ich źródłem są również stylizacje gwiazd, dla których zadbane, stylowo ozdobione paznokcie stanowią uzupełnienie indywidualnego stylu. Zooey Deschanel stawia na oryginalne zdobienia z przymrużeniem oka, Rita Ora i Kate Moss są miłośniczkami ponadczasowej czerwieni we wszystkich możliwych odcieniach (nieskromnie przyznaję, że ja też), a Georgia May Jagger – bieli, czerni i ich kontrastujących zestawień.
Za inspirację służyć mogą również pokazy mody topowych światowych marek. W tym roku wśród marek sygnowanych nazwiskami najsławniejszych projektantów królują paznokcie w odcieniach beżu, nieśmiertelna głęboka czerwień, manicure ze złotym połyskiem czy wielobarwne paznokcie w kolorach tęczy.

Rimmel Super Gel

Świetny manicure możesz wykonać w salonie kosmetycznym lub samodzielnie w domowym zaciszu i wbrew pozorom to wcale nie jest takie trudne, jakby się mogło wydawać. I tak jak podstawą pięknego makijażu jest odpowiednia pielęgnacja skóry, tak w przypadku malowania paznokci podstawą jest również ich odpowiednie przygotowanie. Kilka kroków, które zmieniają wszystko, więc zanim przejdziesz do malowania paznokci lakierem kolorowym, to:
  • dokładnie zmyj resztki lakieru poprzedniego manicure,
  • nadaj płytce pożądany kształt, płytkę piłuj od jej krańca do środka - dzięki temu unikniesz jej rozdwojenia,
  • wyrównaj płytkę paznokcia za pomocą polerki - wyrównaj, a nie spiłuj, zrób to delikatnie, tak, aby nie uszkodzić płytki paznokciowej. Nie zapominaj o tym kroku, lakier nie będzie "smużył" a będzie miał lepszą przyczepność, co za tym idzie trwałość,
  • usuń skórki - namocz dłonie w ciepłej wodzie z dodatkiem mydła i kilku kropel cytryny, a potem wsmaruj w skórki specjalny preparat do ich zmiękczania i usuwania. Odczekaj kilka minut i usuń je przy pomocy drewnianych patyczków. Sprawdzają się one o wiele lepiej niż metalowe cążki, które powodują, że skórki po odrośnięciu stają się grubsze, a płytka paznokcia jest mniej chroniona. Jeśli je wycinasz zrób to bardzo ostrożnie i precyzyjnie - poszarpane skórki nie wyglądają dobrze, a i lakier potrafi się na nich nieestetycznie zebrać.

Rimmel Super Gel

Na tak przygotowanym paznokciu nie powinnaś mieć problemów z odpowiednim ich pomalowaniem. Jeżeli zależy Ci na trwałości lakieru, zamiast jego tradycyjnej wersji, zdecyduj się na żelową, którą wykończysz odpowiednim top coatem. Malując paznokcie, nabierz taką ilość lakieru Super Gel, która dokładnie zakryje całą płytkę bez postawiania na jej powierzchni śladów pędzelka. Po nałożeniu pierwszej warstwy odczekaj kilka minut i dopiero gdy będziesz pewna, że lakier wysechł, nałóż drugą, równie cienką. Nie musisz dysponować lampą UV czy LED aby utrwalić lakier, RIMMEL przychodzi z pomocą tworząc SUPER GEL TOP COAT, który wydłuża trwałość manicure aż do 14 dni. Pamiętaj jednak, że na trwałość manicure wpływa wiele czynników, m.in. przygotowanie paznokcia, o którym piszę powyżej, ale również jego stan, uwarunkowania naturalne czy pH. Ja z reguły cieszę się manicurem wykonanym zestawem RIMMEL 5 dni - biorąc pod uwagę, że występują lakiery z jednodniową trwałością to dla mnie to i tak świetny wynik.

Rimmel Super Gel

Za dużo teorii? Przejdźmy do praktyki. Bajkowe kolory lakierów do paznokci Rimmel Super Gel uruchamiają wyobraźnię. I wcale nie musisz mieć fortuny aby "zaszaleć" i wykonać efektowny manicure. W wielu miejscach w internecie za przysłowiowe może nie grosze ale złotówki znajdziesz ozdoby do paznokci, takie jak: naklejki na paznokcie, kryształki wyglądem przypominające biżuterię, błyszczące, brokatowe lub matowe pyłki w różnych kolorach, które zmieniają klasyczny manicure w efektowny, modny i stylowy. Takie rozwiązania najbardziej lubię letnią porą, nie tylko podczas wakacyjnych wyjazdów, sprawdzają się również w mieście. I tutaj zdaję sobie oczywiście sprawę z faktu, że w pracując w pewnych branżach Pracodawca może Ci na pewne rozwiązania nie pozwolić, ale jeśli tylko masz sposobność - próbuj! Uruchom wyobraźnię, bo to świetna zabawa :)

Rimmel Super Gel
Rimmel Super Gel

To bardzo proste w wykonaniu:
  1.  Kolorowy lakier Rimmel Super Gel nr 033 Happily Evie After pokryty na całej powierzchni paznokcia pyłkiem imitującym efekt "syrenki" wykończony Top Coat Super Gel
  2. Rimmel Super Gel nr 033 Happily Evie After a na zewnętrznej stronie paznokcia przeźroczysty kryształek - jeśli utrwalisz go topem, nie powinien odpaść.
  3. Rimmel Super Gel nr 033 Happily Evie After, końcówka paznokcia pokryta połyskującymi na złoto łuskami.
  4. Kolorowy French Manicure - Rimmel Super Gel nr 051 Shallow Bay, a na końcówce paznokcia Rimmel Super Gel nr 052 Blue Babe
  5. Zamiana ról, lakier bazowy  052 Blue Babe, koncówka 052 Shallow Bay - niby nic, zamiana kolorów, a efekt świetny
  6. Cudowny 022 Angel Wing, który wg mnie nawet "solo" wygląda pięknie, koniec paznokcia z łagodnym efektem przejścia pokryłam pyłkiem imitującym efekt "syrenki".
Z doświadczenia wiem, że ozdoby najlepiej aplikować pod top coat, który je utwardza i scala z lakierem kolorowym - do ich aplikacji możesz użyć aplikatora w gąbeczce (takiego, który Producenci - choć aktualnie już coraz rzadziej - dołączają do cieni do powiek, sprawdza się w tym świetnie). Możesz użyć również pędzelka albo zanurzyć cały paznokieć w pojemniku, w którym się znajduje, spokojnie, on się przyczepi tylko do lakieru, który nie zaschnął jeszcze na nim, a okolice dookoła paznokci bez trudu omieciesz pędzelkiem. Top coat go utrwali i zostanie na paznokciu tam, gdzie go zaaplikujesz.  

Rimmel Super Gel

Możliwości jest bardzo wiele, inspiracji również a własna wyobraźnia to niekończący się zasób wiedzy. Lakiery Rimmel Super Gel, oprócz cudownych kolorów, mają również inne walory - dzięki lekko zaokrąglonemu pędzelkowi precyzyjnie się aplikują, świetnie kryją już przy pierwszej warstwie i utrzymują się dłużej na paznokciach niż tradycyjne lakiery do paznokci.

Preferujecie klasyczny manicure czy lubicie dodać mu odrobinę szaleństwa? Gdzie szukacie inspiracji dotyczących pomysłów na paznokcie? Znacie lakiery Rimmel Super Gel?

Pozdrawiam, Aga :)  
Czytaj dalej »

21 lipca 2016

Koncentrat samoopalający w kropelkach do twarzy | Radiance-Plus Golden Glow Booster CLARINS

Co prawda lato w pełni, więc opaleniznę można uzyskać w naturalny sposób, ale jeśli ktoś nie lubi wygrzewać się w pełnym słońcu (choć ja, gdybym tylko miała czas i sposobność, to zapewne korzystałabym do woli) to na szczęście istnieją produkty brązujące, które pozwalają nam cieszyć się zdrową opalenizną właściwie przez cały rok. Z nieukrywaną ciekawością obserwuję, jak na rynku pojawiają się coraz to lepsze, ciągle udoskonalane produkty samoopalające i z powodzeniem niektórym z nich mogłabym nadać status: doskonałe. Bo taki właśnie jest koncentrat samoopalający z wygodnym kroplomierzem Clarins. 


Marka Clarins stworzyła produkt, który zapewnia 365 dni słonecznego lata. Kropelki samoopalające, a właściwie Radiance-Plus Golden Glow Booster to produkt szyty na miarę współczesnych realiów - coraz częściej konsumenci świadomie nie wystawiają skóry na bezpośrednie promienie słoneczne, które oprócz tego, że nadają jej złocistego koloru, to niszczą ją. Opalenizna jest niczym innym jak reakcją obronną skóry na promieniowanie. Dzięki takim produktom jak samoopalacze możemy cieszyć się zdrową i świetnie się prezentującą opalenizną przez cały rok lub według własnych preferencji sezonowych a z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo znaleźć taki, który sprawi, że zakończymy poszukiwanie idealnego. Koncentrat Clarins to nic innego jak skoncentrowany słoneczny blask, który oprócz właściwości upiększających posiada również pielęgnacyjne.


W małym, poręcznym, przeźroczystym i niezwykle gustownym flakoniku o bursztynowym odcieniu z wbudowanym kroplomierzem, który pozwala precyzyjne dozowanie, zamknięto 15 ml doskonałego produktu. Producent nie zaleca stosowania produktu samodzielnie bezpośrednio na skórę, należy łączyć go z kremem na noc, który aktualnie stosujemy. Aby wydobyć produkt z flakonika obracamy go i naciskamy u podstawy - w prosty sposób uwalniamy krople jedną po drugiej. 1, 2 lub 3 krople mieszamy z naszym codziennym kremem, im więcej (maksymalnie 3) kropli uwolnimy, tym opalenizna zyska na intensywności. Przy 3 kroplach efekt jest widoczny, ale nie przerysowany, skóra równomiernie muśnięta słońcem już po przebudzeniu następnego dnia. Oczywiście nie zapominamy o szyi i dekolcie :)  Podobnie jak przy wszystkich samoopalaczach, tuż po aplikacji myjemy ręce.
Kilka kropel tego produktu już przy pierwszej aplikacji daje niewiarygodny efekt zdrowej, ładnej opalenizny, bez smug i plam a jego aplikacja jest banalnie prosta. W zależności od otrzymanego rezultatu następnego dnia wieczorem kontynuujemy stosowanie produktu w tej samej ilości dla jeszcze intensywniejszego pogłębienia opalenizny lub redukujemy ilość uwalnianych kropli aby podtrzymać aktualny efekt. 


Specjalna, oparta na naturalnych składnikach i wzbogacona w ekstrakt z aloesu, formuła produktu czyni go również pielęgnacyjnym. Wyrównany efekt samoopalający uzyskujemy zatem dzięki zawartości aloesu, który nawilża i zmiękcza skórę, dzięki czemu wygląda ona zdrowo i promiennie. 
W samoopalaczach i kosmetykach brązujących za zmianę koloru skóry najczęściej odpowiada DHA (Dihydroxyacetone) i tak też jest w przypadku produktu Clarins. To właśnie ta substancja barwiąca skórę powoduje jej zabarwienie na skutek reakcji z aminokwasami zawartymi w naskórku. W jej wyniku tworzą się barwne nierozpuszczalne w wodzie pigmenty. Reakcja ta przebiega wraz z wydzieleniem charakterystycznego zapachu. Producent jednak zapewnia, że po aplikacji produktu zapach DHA nie jest wyczuwalny. I choć zmieszanie kropelek z kremem nie powoduje diametralnej zmiany zapachu ulubionego kremu, to jednak ja po przebudzeniu delikatnie wyczuwam DHA, ale wraz z porannym oczyszczeniem skóry natychmiast się go pozbywam i całkowicie o nim zapominam a opalenizna nie jest powierzchowna, więc nie zmywa się już przy pierwszym kontakcie skóry z kosmetykiem myjącym.  Jak długo się utrzymuje? Jeśli zaprzestaniesz stosowania to po 3-4 dniach znika, jeśli zastosujesz codziennie jedną kroplę efekt utrzymuje się nawet ponad tydzień - ja z reguły średnio co tydzień łączę z kremem 3 krople, a kolejno po 1 kropli. 
  

Nieskromnie (powiem) napiszę, że to mój ulubiony produkt samoopalający do twarzy i ciężko będzie go przebić - ale kto wie? Świat długi i szeroki, rynek kosmetyczny również.
Jeśli się nad nim zastanawiasz, to możesz być pewna/y, że to bardzo dobry produkt łączący pielęgnację z efektem zdrowej opalenizny. Jest świetnym uzupełnieniem codziennego kremu, idealnie harmonizuje z każdym, który użyłam wzmacniając jego działanie. Łatwość aplikacji stawia go na piedestale a bardzo szybki efekt samoopalający bez żadnych niechcianych niespodzianek sprawia, że zerkanie na inne produkty tego rodzaju w moim przypadku trochę mija się z celem.

Do kupienia w perfumeriach Sephora i Douglas oraz w internetowym sklepie Producenta www.clarins.pl w cenie regularnej 105 zł, dostępne również w wersji do ciała o pojemności 30 ml w cenie 159 zł. Ja polecam, a Ty? Znasz?

Pozdrawiam serdecznie, AGA:)  
Czytaj dalej »

16 lipca 2016

LIQ CC | Bardzo dobre serum z witaminą C marki LIQPHARM

Chciałam napisać w tytule, że "najlepsze", ale całe życie jeszcze przede mną i kto wie co jeszcze znajdę wśród tego rodzaju kosmetyków :) A jednoznacznie muszę przyznać, że uwielbiam kosmetyki z witaminą C - szczególnie serum. Zdaję sobie sprawę z faktu, że występują zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy stosowania tego rodzaju kosmetyków latem (w obawie o przebarwienia lub inne skutki uboczne), ale ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. To moja świadoma decyzja, mało tego - jeśli odstawiam kosmetyk z aktywnym stężeniem witaminy C, to bardzo szybko widzę negatywne zmiany na mojej skórze. Brakuje jej świeżości, takiego naturalnego blasku i wyraźnie czuję, że jest zmęczona. Na pytanie "stosować latem czy nie stosować?" ja odpowiadam, że: serum z witaminą C to najlepszy kosmetyk na lato pod krem z filtrem. Serum z witaminą C chroni skórę przed wolnymi rodnikami, a te - wiadomo nie od dzisiaj - w dużym stopniu przyczyniają się do starzenia się skóry. Wolne rodniki są m.in. skutkiem ubocznym słońca, więc kiedy używać kosmetyków z witaminą C, jeśli właśnie nie latem? Serum z witaminą C wzmacnia działanie filtrów przeciwsłonecznych i opóźnia procesy starzenia się skóry, a witamina C to jeden z najskuteczniejszych antyoksydantów, który dodatkowo wspomaga produkcję kolagenu w skórze, dzięki czemu poprawia jej elastyczność i spłyca drobne pierwsze zmarszczki. W skrócie jej działanie można określić jako przeciwstarzeniowe. Dodatkowo bardzo dobrze rozjaśnia przebarwienia skóry, rozświetla i wyrównuje jej koloryt, dzięki czemu twarz wygląda na bardziej wypoczętą.
W dzisiejszym wpisie chciałabym Was zarazić moim uwielbieniem do serum LIQ CC marki LIQPHARM. Liqpharm to młoda, polska (nasza Ci Ona) firma kosmetyczna założona w 2014 roku, która dostarcza na kosmetyczny rynek dermokosmetyki o wysokich stężeniach substancji aktywnych, z przemyślanymi składami i naukowym podejściem do ich receptury. 


Producent deklaruje na opakowaniu kosmetyku, że w wyniku cyklicznego stosowania LIQ CC (przez cały rok rano lub/i wieczorem pod krem lub jako 28-dniową kurację) dzień po dniu nasza skóra odzyskuje utracony KOMFORT, BLASK i WITALNOŚĆ - i słowa dotrzymuje. To serum to turbodoładowanie mojej skóry a jego skuteczność to zasługa prostego, krótkiego i ukierunkowanego na sukces składu, który prezentuje się tak:

INCIPropylene Glycol, Aqua (Water), L-Ascorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Magnesium Sulfate, Methylparaben, Propylparaben, Polysorbate 20.

Serum zawiera 15% stężenie witaminy C - lewoskrętna forma niezjonizowana zapewnia łatwość przenikania we wszystkie warstwy skóry pobudzając syntezę kolagenu, wyrównując koloryt i rozświetlając cerę. Redukuje szkodliwy wpływ promieniowania UV, pomagając chronić DNA komórek skóry. 
W formule kosmetyku oprócz witaminy C znajdujemy również inne dobroczynnie wpływające na skórę składniki aktywne, tj:
  • witamina E, tokoferol - podwyższone stężenie skutecznie odżywia i regeneruje nawet bardzo suchą skórę (w tym serum znajduje się w stężeniu 1%, występuje również jego wersja lekka zawierająca 0,5%). Wzmocnienie ochrony antyoksydacyjnej.
  • magnez - zapewniający silne działanie regeneracyjne produktu.
  • kwas hialuronowy - chroniący skórę przed odwodnieniem, zapewniający jej elastyczność i długotrwałe nawilżenie. 


Serum trafiło do mnie w wyniku pomyłki - mojej pomyłki, ponieważ miałam zamówić wersję lekką, a zamówiłam bogatą. Bravo JA!!! Oczywiście zorientowałam się dopiero po jego otwarciu przy pierwszej jego aplikacji... Dałabym sobie rękę uciąć, że w momencie składania zamówienia w aptece internetowej zobrazowane było opakowanie w jasno-różowym kolorze, bo takie serum występuje również w wersji lekkiej - różnica widoczna na zewnętrznym opakowaniu - wersja bogata jak widać na zdjęciach to intensywny, ale ciemny róż, wersja lekka - jak piszę powyżej - jasny róż. Gdzie ja oczy miałam, że nie widziałam co do mnie przyszło, nie wiem... Swoją drogą to opakowania bardzo proste, ale gustowne. Przy doborze kosmetyku z witaminą C (a szczególnie serum) ważne jest zwrócenie uwagi na opakowanie, w którym produkt bezpośrednio się znajduje. Kosmetyk zawierający witaminę C powinien znajdować się w szklanej, najlepiej ciemnego zabarwienia butelce, fiolce, ampułce wyposażonej w szklaną pipetkę - kosmetyki z dużą zawartością witaminą C nie powinny być narażane na światło i powietrze, ponieważ wtedy tracą swoje cenne właściwości. I takie jest właśnie opakowanie serum LIQ CC - buteleczka z ciemnego szkła wyposażona w szklaną pipetkę. To najbardziej pożądana przeze mnie forma zamknięcia kosmetyku typu serum.


Wróćmy do mojego pierwszego użycia - byłam zła sama na siebie, że to wersja bogata. Był przełom marca/kwietnia, zapowiadało się ciepło a ja potrzebowałam lekkiej wersji serum z witaminą C. Po pierwszej aplikacji okazało się, że to tego rodzaju kosmetyk inny niż wszystkie, ponieważ nawet w najmniejszej sekundzie nie odnotowałam zaczerwienienia skóry. A przyznaję, że znam co najmniej kilka produktów tego typu i zaczerwienienie występowało na twarzy, ale traktowałam to jako chwilowe oddziaływanie na skórę, ponieważ dość szybko mijało - czasem pięć minut, czasem piętnaście - a w efekcie końcowym skóra przyjmowała kosmetyk, akceptowała go i po krótkim czasie wszystko było OK. Po aplikacji LIQ CC ani razu moja skóra nie reagowała zaczerwienieniem. Pomyślałam wówczas, o super! no tak, ale to taka lekko olejowa formuła, a ja przecież mam cerę mieszaną, latem w kierunku tłustej, na domiar złego podatna na niedoskonałości! Serum potrzebuje dobrych 10-15 minut aby się wchłonąć - przynajmniej na mojej skórze. Pierwszego dnia przejęta tą bogatą formułą nie zaaplikowałam na serum żadnego kremu i jakież było moje zdziwienie, że obudziłam się ze skórą tak fajną w dotyku i odbiorze, że przez chwilę myślałam, że to sen, serio! Nie była obciążona, nie występowała na niej żadna tłusta warstwa, ba - moja skóra była nawet matowa. Już wtedy wiedziałam, że między nami zaiskrzyło ;)     
   

Z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej. Stosowałam serum często dwa razy dziennie, choć przyznaję, że rano niejednokrotnie rezygnowałam z niego, ponieważ czas w jakim się wchłaniało był nie do przejścia. Bywają sytuacje, że nie mamy czasu na czekanie aż kosmetyk się wchłonie, aplikujemy makijaż i lecimy do codziennych obowiązków. Przyznaję jednak rację Producentowi, serum jest świetne pod makijaż - podkład sunie po nim jak po najlepszej bazie pod makijaż, doskonale stapia się ze skórą i trzyma go w ryzach.
Efekty stosowania serum są rewelacyjne! Skóra o wyrównanym kolorycie, odpowiednio nawilżona, wygładzona, bez przebarwień i w świetnej kondycji. I choć Producent kieruje serum do cery suchej, to moja mieszana z tendencją do tłustej zareagowała na niego bardzo dobrze. Nie zauważyłam absolutnie żadnych skutków ubocznych jego stosowania, wręcz przeciwnie - zmiany trądzikowe w okolicach brody zmniejszyły swój zasięg, blizny po kuracji przeciwtrądzikowej są mniej widoczne, rozszerzone pory nie ucierpiały a i zaskórników widzę mniej. Skłamałabym pisząc, że to zasługa tylko tego serum, ponieważ oprócz niego stosuję kilka innych kosmetyków: odpowiednie oczyszczanie, tonizowanie, złuszczanie i nawilżanie, ale przyznaję, że to serum idealnie zaspokoiło potrzeby mojej skóry. Jak to się stało, że kosmetyk kierowany do skóry suchej tak wiele dobrego uczynił w pielęgnacji tłustej z niedoskonałościami, nie wiem, ale nie będę wnikać - najważniejsze, że działa, i chwała mu za to!
  

Przebieram rękoma i nogami aby powitać wersję lekką - na pewno się zdecyduję. Wersję bogatą rezerwuję również na zimne miesiące, choć praktyka pokazała, że latem też można go stosować - jednak ta lepka warstwa na dzień wymaga czasu na wchłonięcie. Mimo wszystko, jestem tym produktem szczerze zauroczona i wiem, że to nie jest moje pierwsze opakowanie.
Z kwestii formalnych pozostaje mi Was poinformować, że w opakowaniu otrzymujemy 30 ml produktu, na zużycie którego mamy 3 miesiące - stosując regularnie dwa razy dziennie zużyjesz w krótszym terminie, tym bardziej, że Producent zaleca aplikację jednej pipety na twarz i szyję (przed użyciem koniecznie wstrząsnąć). Serum jest bezpieczne, bez substancji zapachowych i barwników oraz przebadane dermatologicznie.  
Dwa tygodnie temu moje serum dobiło dna. Celowo czekałam z tą recenzją do samego końca, aż wywinie mi jakiś numer - nie wywinęło. Jest świetne! Polecam!!! Szukajcie go w aptekach internetowych, cena ok. 60 zł.

Znacie? Widziałam, że na blogach już się przewija, oczywiście w pozytywnym brzmieniu, ale należy mu się takowe :)

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)
Czytaj dalej »

14 lipca 2016

Krem do oczyszczania twarzy NIVEA

Po bardzo udanym debiucie płynu micelarnego NIVEA, o którym pisałam w ubiegłym miesiącu tutaj [klik] przyszedł czas na zaprezentowanie kolejnej nowości, jaką marka NIVEA wprowadziła niedawno na rynek - krem do oczyszczania twarzy. Nie dane mi było dotychczas myć twarzy kremem, najczęściej wybieram żele lub pianki i właściwie to nie do końca zdawałam sobie sprawy z faktu, że to będzie - co prawda lekki, ale jednak - krem. NIVEA wprowadziła na rynek produkt, który jest zupełnie inny od tych, do których przywykliśmy - a przynajmniej ja. I choć nie jest to zły produkt, to w moim odczuciu budzi pewne obawy, ale zostań do końca wpisu, podpowiem Ci dlaczego nie powinnaś z niego rezygnować całkowicie.


W klasycznej tubce z miękkiego tworzywa o znanej już bardzo dobrze kolorystyce Producent zamknął krem do oczyszczania twarzy - nigdzie nie jest napisane, że jest do mycia twarzy. A czy oczyszczanie i mycie twarzy to to samo? To zależy... Dla mnie nie do końca, ponieważ stosuję dwuetapowy proces, w którym najpierw oczyszczam skórę twarzy z warstwy makijażu, a następnie myję twarz żelem lub pianką przy użyciu wody. Jeśli chcesz mieć na swojej półce jeden wielofunkcyjny kosmetyk, który rozpuści makijaż i usunie go wraz z jego pozostałościami i innymi zanieczyszczeniami w postaci sebum w jednym etapie - zapomnij o tym produkcie (a już na pewno jeśli tak jak ja, masz cerę mieszaną w kierunku tłustej). Dlaczego?


Przede wszystkim dlatego, że jest to produkt, który pozostawia wyraźnie wyczuwalną lepką powłokę na skórze, ja po jego użyciu czuję, że moja twarz nie jest czysta. Zerkając na skład tego produktu wcale mnie to nie dziwi, ponieważ w składzie początkowym tuż za wodą znajdujemy suchy emolient (palmitynian izopropylu), kolejno glicerynę i parafinę. O ile gliceryna posiada zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, o tyle parafina tworzy nieprzepuszczalny film na skórze i niestety w przypadku tego produktu to zdecydowanie jest wyczuwalne. Wizualnie skóra po użyciu tego kremu wygląda na czysta, ale w odczuciu i dotyku ta warstwa, która na niej pozostaje nie daje mi zwyczajnie spokoju i sięgam po kolejny kosmetyk do mycia twarzy. Z mojego punktu widzenia stosowanie tego produktu cyklicznie, codziennie, jako jedynego do oczyszczania skóry z wszelkich zanieczyszczeń, może zakończyć się komedogennością. Nie do końca zatem zgodzę się z Producentem, że formuła kremu dostosowana jest do wszystkich typów skóry -  skóry mieszane z mocno przetłuszczającą się strefą T oraz z natury tłuste mogą nie być z niego zadowolone.
Zgadzam się natomiast, że krem łagodnie i bez podrażnień rozpuszcza makijaż i jest dobrym wstępem do dalszej świadomej pielęgnacji. A niepowtarzalny zapach klasycznego Kremu NIVEA, który znamy bardzo dobrze już od wielu, wielu lat, sprawia, że stosowanie produktu jest czystą przyjemnością. 


Nie należę do osób, którym parafina szkodzi - nie zauważyłam dotychczas niepokojących zmian, ale staram się jej unikać w produktach do oczyszczania i mycia twarzy. Jeśli taki produkt stosuję, to kolejno aplikuję tonik o właściwościach oczyszczających i regulujących, najczęściej taki, który jest przeznaczony do skóry mieszanej i tłustej z zawartością kwasów. Wtedy mam pewność, że moja skóra jest odpowiednio przygotowana do aplikacji kolejnych kosmetyków pielęgnacyjnych.
Wracając do kremu NIVEA, to wydaje mi się, że może być sprzymierzeńcem skóry z natury suchej, ja użyłam go do oczyszczania twarzy kilka razy, ale... bardzo upodobałam sobie go do mycia ciała pod prysznicem, szczególnie rano. Po jego użyciu skóra jest odświeżona, przyjemnie gładka, miła w dotyku i cudownie pachnąca znakiem szczególnym NIVEA - zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo - a co najważniejsze, skóra nie domaga się aplikacji produktów nawilżających. Krem zachowuje się podobnie jak balsam pod prysznic i w takiej formie w pełni go akceptuję.


Nie uważam, że krem do oczyszczania twarzy NIVEA jest produktem złym, ale z mojego punktu widzenia i doświadczeń związanych z jego stosowania wydaje mi się właściwym zastosowanie po nim kolejno produktu do mycia twarzy. Dla mnie ta warstwa, którą pozostawia nie jest do zaakceptowania, podobnie jak w przypadku olejków do demakijażu. Na duży plus ciekawa, inna formuła, praktyczne opakowanie i cudowny zapach. Opakowanie mieści 150 ml kremu, na jego zużycie mamy 12 m-cy od daty pierwszego otwarcia kosmetyku, a rekomendowana cena detaliczna to 14,49 zł.

Skusicie się? A może już znacie - dajcie znać jak u Was się spisuje :)

Pozdrawiam serdecznie, Aga :) 

Czytaj dalej »

8 lipca 2016

Naturalny bezalkoholowy tonik do skóry tłustej | ORIENTANA

Azjatycka pielęgnacja skóry to aktualny BOOM - zewsząd napawamy oczy i uszy, widząc i słysząc, że to sposób na zachowanie wizualnej młodości. Cieszy mnie fakt, że w Polsce pojawia się coraz więcej kosmetyków pielęgnacyjnych wprost z Azji, z zaciekawieniem przyglądam się im i bardzo chętnie poznaję. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że nagle wymieniamy zawartości naszych toaletek na te pochodzenia azjatyckiego, głównie koreańskiego? Mnie ten szał aż tak mocno nie wciągnął, skłamałabym pisząc, że nie mam żadnego koreańskiego kosmetyku, bo mam i bardzo lubię ale... dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kosmetyk do pielęgnacji twarzy polskiej marki Orientana, która została stworzona przez osoby ceniące ekologiczny styl życia i właśnie kulturę Azji. To stamtąd pochodzą naturalne składniki aktywne zawarte w formułach produktów Orientana.       


Kosmetyki z logo Orientana to kosmetyki naturalne, a więc bez parabenów, pochodnych ropy naftowej (parafiny, oleju mineralnego, wazeliny), silikonów, PEGów, szkodliwych barwników i sztucznych zapachów w opakowaniach biodergadowalnych i podlegających recyclingowi. Asortymentu marki właściwie nie znam, poznałam dotychczas balsam do ciała w kostce - recenzja tutaj [klik] - i świetne mydełko peelingujące z luffą, ale kosmetyków do pielęgnacji twarzy właściwie w ogóle nie znam. W ramach paczki ambasadorskiej jakie otrzymuję z internetowego sklepu Kalina miałam przyjemność poznać bezalkoholowy tonik do twarzy kierowany do skóry tłustej Neem i Cytron i w dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami wrażeniami z jego stosowania.


Na pierwszy plan wysuwa się opakowanie, które dzięki zawartości 100 ml jest bardzo poręczne i do tego bardzo praktyczne, ponieważ wyposażone w atomizer. Aplikacja toniku jest zatem bajecznie prosta, wystarczy rozpylić produkt na skórze. Producent kieruje tonik jako element pielęgnacji cery tłustej i dzięki zastosowaniu w jego formule naturalnych składników działających antybakteryjnie, normalizująco i matująco udaje mu się stworzyć produkt skuteczny, a co ważne nie wysuszający skóry - nie zawiera alkoholu. Zgodnie z ideą marki tonik zawiera składniki aktywne pochodzenia azjatyckiego, a konkretnie pochodzące z Indii. Producent na opakowaniu informuje nas o dwóch głównych składnikach aktywnych: Neem i Cytron. Neem to jedno z najcenniejszych ziół ajurwedy - indyjskiej medycyny naturalnej, zwany w Polsce miodłą indyjską. Kosmetyka docenia jej właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybiczne, przeciwzapalne i antywirusowe. Z kolei olejek z cytronu normalizuje i matuje skórę.
  

Brawa dla Producenta, ponieważ oprócz tych dwóch składników w formule zastosowano również wiele innych cennych i skutecznych w pielęgnacji skóry tłustej składników. 

Pełny skład toniku
  1. woda
  2. hydrolat z kwiatów róży - wykazuje właściwości antyoksydacyjne i wzmacniające naczynka krwionośne, ale również działa oczyszczająco i ściągająco,
  3. ekstrakt z liści miodli indyjskiej - tytułowy neem, posiada właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne i tonizujące,
  4. sok z liści aloesu - łagodzi podrażnienia,
  5. ekstrakt z liści bazylii - przypisuje mu się właściwości odmładzające i przeciwzapalne, 
  6. ekstrakt z nagietka lekarskiego - przyspiesza gojenie się ran, 
  7. olejek lawendowy - przyspiesza regenerację skóry, 
  8. olejek z miodli indyjskiej - wykazuje działanie przeciwzapalne i łagodzące, 
  9. olejek z cytronu - normalizuje i matuje skórę, 
  10. ekstrakt z drzewa herbacianego - oczyszcza skórę i normalizuje pracę gruczołów łojowych, 
  11. benzoesan sodu (pozyskiwany z jagód), 
  12. sorbinian potasu (pozyskiwany z jagód).

W pierwszym kontakcie zaskoczył mnie zapach toniku, spodziewałam się, że będzie cytrynowy, a nie jest. Jego zapach to według mnie połączenie zapachu hydrolatu z róży damasceńskiej z ... no właśnie, z czym? Podejrzewam, że tak pachnie neem, ale nie mogę tego jednoznacznie stwierdzić, ponieważ pierwszy raz spotykam się z produktem zawierającym ten nieznany mi dotychczas składnik. Moje pierwsze wrażenie pod względem zapachu było na nie, ale postanowiłam dać mu szansę wykazać się, obietnice normalizacji wydzielania sebum bardzo do mnie przemawiają, w końcu latem moja cera wykazuje właściwości skóry tłustej, podatnej na zanieczyszczenia i powstawanie niedoskonałości. Okazało się, że do zapachu bardzo szybko się przyzwyczaiłam i z każdym kolejnym kontaktem było nawet przyjemnie a biorąc pod uwagę, że to tonik, który odpowiednio przygotowuje skórę na przyjęcie kolejno aplikowanych kosmetyków, to jego zapach nie utrzymuje się długo na skórze - po aplikacji kremu całkowicie zanika.
W kwestii działania produktu na skórę, to Producent obiecuje nam odnowienie i przywrócenie odpowiedniego pH skóry po uprzednim jej oczyszczaniu, łagodzenie podrażnień, nawilżenie i odżywienie skóry oraz ochronę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, również w pomieszczeniach klimatyzowanych i ogrzewanych. Producent nie informuje o tym, że tonik matuje skórę, a w moim przypadku to jego największa zaleta. Biorąc pod uwagę skład, to można się tego spodziewać. Czy nawilża? Bardziej byłabym za tym, że nie wysusza, więc pośrednio można tak stwierdzić, ale po toniku odpowiedni kosmetyk pielęgnacyjny wskazany, a nawet konieczny.
 

To co mnie miło zaskoczyło, to fakt, że po zaaplikowaniu toniku na makijaż w ciągu dnia przyjemnie zmatowił skórę nie naruszając i nie deformując makijażu. Oczywiście w ciągu całego dnia nie obejdzie się bez przypudrowania noska - szczególnie osoby z cerą mieszaną i tłustą - ale tonik pozwala na odświeżenie i w niewielkim, ale jednak stopniu wydłużenie jego trwałości. Bardzo przyjemny jest ten moment, kiedy spryskujemy twarz i już chwilę później odczuwamy napięcie skóry wraz poczuciem jej zmatownienia.
Po prawie czterech tygodniach stosowania śmiało stwierdzam, że nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych stosowania toniku. Produkt jest bardzo wydajny, mgiełka, która wydobywa się z atomizera jest delikatna, właściwie to do jego aplikacji, jak i po aplikacji nie używam wacików kosmetycznych, ponieważ bardzo szybko się wchłania. Ciężko mi się odnieść do kwestii łagodzenia podrażnień, ponieważ - odpukać - nie występują aktualnie na mojej skórze, może to w jakiejś mierze również zasługa tego toniku? Reasumując, to bardzo przyjemny produkt, który przywraca pH skórze, odświeża ją i matowi, z przyjemnością zużyję do samego końca.

Jak widać mamy również Azję w polskich kosmetykach i do tego w pełni naturalnych, jego cena to ok. 27 zł, dostępny m.in. tutaj [klik].

Skusicie się? Znacie kosmetyki Orientana?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)    


Czytaj dalej »

1 lipca 2016

Mała Wielka Pielęgnacja cery mieszanej i tłustej z Tołpa

Uwielbiam lato - wakacje, gorące słońce, jest ciepło, miło i przyjemnie. Niestety moja cera latem przeobraża się z mieszanej, którą metodą prób i błędów z własnych doświadczeń nauczyłam się pielęgnować, w tłustą z mocno przetłuszczającą się strefą T. Nadmiar sebum i zanieczyszczenia w połączeniu z nieodpowiednią pielęgnacją może kończyć się pogorszeniem jej stanu, mogą pojawić się na niej niedoskonałości typu zaskórniki a nawet trądzik, a przecież wstrętnym kropkom na nosie mówimy NIE!!!, prawda? Nigdy nie ukrywałam, że lubię dermokosmetyki, jeśli czytacie mojego bloga to zapewne zauważyliście, że opublikowałam wiele recenzji tego rodzaju produktów. Najczęściej kupuję je w aptekach stacjonarnych i internetowych, ale ku mojemu zaskoczeniu podczas wizyty w drogerii Rossmann znalazłam świetne produkty do pielęgnacji cery mieszanej i tłustej marki tołpa z serii dermo face sebio i z ich działania jest absolutnie zadowolona. Produkty te są tańsze od dermokosmetyków występujących w aptekach a jakością im dorównują, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że niejednokrotnie przewyższają je swoim działaniem. 


Latem skupiam się na doborze takich kosmetyków pielęgnacyjnych, które działają normalizująco i ściągająco. Rzadko zdarza mi się trafiać na kosmetyki, które w dłuższej perspektywie czasu nie wysuszają mojej skóry, ale bacznie przyglądam się jakie składniki są w nich zawarte. Ciszy mnie fakt, że produkty z serii dermo face sebio nie zawierają w swoich składach parafiny i silikonów ponieważ nie są to pożądane składniki w pielęgnacji skóry tłustej podatnej na powstawanie niedoskonałości. Nie znajdziemy wśród nich również aleregenów, parabenów, donorów formaldehydu i PEG-ów, a co istotne, składniki aktywne zawarte w tych produktach są pochodzenia roślinnego. Producent zapewnia nas, że produkty te mogą być stosowane przez odbiorców z cerą nawet wrażliwą, moja cera reaguje czasem zaczerwienieniem na nowo włączone do pielęgnacji kosmetyki - w przypadku dermo face sebio nic takiego się nie dzieje. (Poza ostatnim produktem, który przedstawię, a to wynika z faktu, że zawiera w składzie kwasy AHA, o czym w dalszej części wpisu).


Pierwszy produkt, który szalenie mi odpowiada to normalizująca pianka do mycia twarzy tołpa zapakowana w klasyczną tubkę o pojemności 100 ml. Nie ukrywam, że takie opakowanie jest u mnie bardzo pożądane, nie zajmuje dużo miejsca, mieści się nawet w małej kosmetyczce, można zatem z powodzeniem zabrać ją ze sobą na weekendowe wyjazdy - ale nie tylko, na pewno pojedzie ze mną na wakacje, które już za chwilę :)
W chwili wydobycia produktu z opakowania ukazuję się nam gęsty żel, dopiero w kontakcie z wodą i skórą tworzy delikatną piankę, która bardzo świeżo pachnie, przyjemnie chłodzi i świetnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i pozostałości makijażu. Nie zawiera mydła ani SLS-u lecz łagodne substancje myjące dzięki czamu łagodnie się pieni, nie zaburza pH i nie wysusza skóry. Dzięki zastosowaniu składników aktywnych ukierunkowanych na absorpcję sebum i regulację jego wydzielania - torf tołpa, kwas salicylowy, ekstrakt z kory cynamonowca, ekstrakt z mirry - tołpa stworzyła produkt, który nie tylko świetnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, ale również stopniowo złuszcza zrogowaciały naskórek, odblokowuje pory i minimalizuje ilość zaskórników.


W praktyce nanosimy produkt na dłoń, łączymy z niewielką ilością wody aż do uzyskania delikatnej piany, rozprowadzamy na powierzchni twarzy i szyi masując delikatnie kolistymi ruchami i spłukujemy piankę wodą. Czynność bardzo prosta a pianka bardzo łatwo spłukuje się z twarzy.
Po zastosowaniu pianki nie możemy zapomnieć o toniku - odkąd stosuję regularnie po każdym oczyszczaniu skóry tonik stan mojej cery znacznie się poprawił, nie zapominajcie zatem o toniku. Stosuję piankę niezmiennie od miesiąca i nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian, wręcz przeciwnie - moja cera jest świetnie oczyszczona, odnotowałam mniejszą ilość zaskórników. Moja cera nie jest wysuszona i nie powstają na niej niedoskonałości, do których niestety moja cera ma tendencję. To daje mi pewność twierdzić, że to świetny produkt do oczyszczania skóry mieszanej i tłustej. Pianka kosztuje ok. 27 zł.


Drugim produktem, który chcę Wam przedstawić jest NOWOŚĆ w ofercie marki tołpa CC matujący krem korygujący. Ilekroć sięgałam po drogeryjny krem BB, a nawet CC to oprócz ujednolicenia kolorytu tak naprawdę ciężko było mi uzyskać nawet niewielkie krycie. A niestety na mojej cerze występują zmiany, które wymagają krycia - bez korektora było ani rusz. Gwarantuję Wam, że po wypróbowaniu tego produktu zapomnicie o nieprzyjemnych doświadczeniach związanych ze stosowania drogeryjnych kremów BB i CC. Okazuje się, że można stworzyć produkt, który oprócz właściwości pielęgnacyjnych spełnia również makijażowe i do tego posiada jeszcze SPF na poziomie 30. Można? Można :)
    

Na zdjęciu powyżej rozprowadziłam niewielką ilość kremu na dłoni, ale wyraźnie widać, że to świetny korygujący produkt, który z powodzeniem zastąpi podkład. Konsystencja kremu nie należy do lekkich, ale łatwo rozprowadza się na skórze, bardzo dobrze stapia się z nią, a fantastyczny kolor nie powoduje, że wyglądamy jakbyśmy byli w masce - kolor natural beige jest dla mnie w tej chwili idealny. Krem nadaje skórze równomierny koloryt, maskuje niedoskonałości, przebarwienia a nawet blizny potrądzikowe. Dzięki zawartości składników aktywnych takich jak kompleks siarczanu cynku i oligosacharydów oraz matujących mikrocząsteczek krem działa antybakteryjnie i przeciwdziała powstawaniu niedoskonałości, w dłuższej perspektywie zmniejsza widoczność porów, nie zatyka ich i ogranicza liczbę zaskórników. Pomimo, że krem posiada dość bogatą formułę, to nie obciąża jej, zapewnia efekt matowej skóry do kilku godzin (!) i długotrwale kryje. Zawartość SPF gwarantuje nam ochronę przeciwsłoneczną.
Na uznanie zasługuje również fakt, że krem zamknięty jest w aluminiowej tubce, która nie zasysa powietrza i bakterii, dzięki czemu krem jest dłużej bezpieczny. Pojemność opakowania to 40 ml, na jego zużycie mamy 3 m-ce od momentu pierwszego otwarcia. Cena kremu to ok. 30 zł.
     

Ostatnim produktem, który zwrócił moją uwagę i również bardzo dobrze się sprawdził to normalizująca maska głęboko oczyszczająca. Ja stosuję maseczki regularnie i w zależności od potrzeb skóry, normalizujące, oczyszczające ale również nawilżające.
Ta konkretna maska skierowana jest do skóry mieszanej, tłustej, podatnej na zanieczyszczenia i trądzik. Maseczka głęboko oczyszcza skórę i złuszcza zrogowaciały naskórek. Jej skuteczność zawdzięczamy zawartości w składzie kwasów AHA o stężeniu 5%, na które składają się: wyciągi z marakui, winogrona i ananasa standaryzowane na zawartość kwasów glikolowego, mlekowego, cytrynowego i winowego. W jej składzie znajdziemy również borowinę tołpa, ekstrakt z aloesu, z lukrecji i zieloną glinkę. 
Po zastosowaniu maski moja skóra jest lekko zaczerwieniona, ale zmiany te szybko ustępują, a w zamian zyskuję doskonale oczyszczoną skórę, pozbywam się martwego jej naskórka, skóra jest niezwykle gładka i przygotowana do przyjęcia składników aktywnych zawartych w kolejno aplikowanych kosmetykach.
Maseczka kosztuje ok. 8 zł, składa się z dwóch saszetki o pojemności 6 ml każda. 


Produkty marki tołpa bardzo miło mnie zaskoczyły, linia sebio to świetny sprzymierzeniec w walce z niedoskonałościami skóry. Produkty te można nabyć m.in. w drogeriach Rossmann, Super Pharm i on-line w sklepie internetowym, gdzie oprócz pełnego asortymentu znajdziecie też mini produkty, które są świetnym sposobem na ich przetestowanie.

Wszystkie trzy powyższe kosmetyki są godne uwagi i jeśli borykacie się z typowymi problemami skóry tłustej, to z pewnością warto się nimi zainteresować. Polecam!

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)

Czytaj dalej »

30 czerwca 2016

Upleciony z polskich kwiatów i ziół VIANEK | Nawilżająco - wygładzający peeling do ciała

Markę Sylveco darzę dużym szacunkiem. Nie znam wszystkich produktów dostępnych w ramach całego asortymentu, ale hibiskusowy tonik do twarzy jest genialny, podobnie zresztą jak lipowy płyn micelarny. Obydwa mają stałe miejsce na moim blogu: tonik tutaj, płyn tutaj. To pewniaki, po które sięgam w sytuacjach kryzysowych. Bardzo mnie cieszy fakt, że marka cały czas się rozwija i kolejno po Biolaven i świetnym żelu do mycia twarzy, o którym pisałam tutaj przyszedł czas na poznanie najmłodszego dziecka z rodziny Sylveco - VIANEK.
   

Produkty Vianek zostały uplecione z polskich kwiatów i ziół, stąd zapewne ich nazwa. To naturalne kosmetyki, do produkcji których zastosowano zioła pochodzące z upraw ekologicznych, z terenów czystego Podlasia. Dedykowane są kobietom bez ograniczenia wiekowego i o zróżnicowanych potrzebach pielęgnacyjnych. Vianek to marka masowa, produkty występują w przystępnych cenach a ich składy zapewniają łagodną ale w pełni zadowalającą pielęgnację. 
VIANEK to sześć serii produktów, przeznaczonych do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, które wyróżniają się kolorem: seria niebieska – nawilżająca, seria zielona – orzeźwiająca i oczyszczająca, seria pomarańczowa – odżywcza, seria czerwona – ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa, seria różowa – relaksująca i łagodząca, seria fioletowa – kojąca i wzmacniająca. W pierwszej kolejności miałam przyjemność poznać peeling do ciała z serii niebieskiej i to właśnie ON jest bohaterem dzisiejszego wpisu.
  

Zanim przejdę do prezentacji samego produktu, muszę wspomnieć o wyróżniającym się opakowaniu. Jest takie zwykłe, a jednak ma w sobie coś bardzo naszego, polskiego. Opakowania kosmetyków Vianek przyciągają wzrok, ponieważ zdobią je niepowtarzalne wzory zalipiańskie, malowane z pasji i poszanowania polskiej tradycji wywodzącej się z XIX wieku. Są urocze! W przypadku peelingu do ciała mamy do czynienia z klasycznym słoiczkiem z plastikowego tworzywa o pojemności 150 ml. Taka konstrukcja opakowania i o takiej pojemności z pewnością nie zajmie dużo miejsca, nawet w wyjazdowej kosmetyczce. Masa peelingowa nie jest wodno-oleista, a wieczko opakowania solidnie i szczelnie je zamyka, nie powinno ulec rozszczelnieniu.
    

Skład produktu jest krótki, ale w pełni zadowalający. Producent określa na opakowaniu działanie nawilżające i wygładzające. To peeling cukrowy, którego podstawą jest olej sojowy chroniący skórę przed utratą wilgoci. Kosmetyk wyróżniają się zawartością w składzie naturalnych emolientów, oprócz bazowego oleju sojowego znajdujemy w nim wosk pszczeli oraz olej z kiełków pszenicy. Obydwa to emolienty tłuste, które stosowane solo mogą być komedogenne, jako składniki w kosmetykach tworzą na powierzchni skóry film, tzw. warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza, wygładza i pośrednio nawilża skórę. Za działanie wygładzające niewątpliwie odpowiadają tutaj cukier i nasiona czarnuszki, które widoczne są w masie peelingowej.
  

Nawilżająco - wygładzający peeling Vianek to w praktyce niebieska masa peelingowa, w której zatopiony jest cukier i nasiona czarnuszki. W opakowaniu wydaje się, że jest bardzo zbita, ale w kontakcie ze skórą przyjmuje lekką formułę, masując skórę odnoszę wrażenie masażu olejkiem z drobinami ścierającymi. Producent zaleca nanosić niewielką ilość peelingu na wilgotną skórę i delikatnie masować ciało aż do momentu całkowitego rozpuszczenia się cukru. W pierwszym kontakcie przyznaję, że nałożyłam go za dużo, więc w przypadku tego produktu im mniej, tym lepiej. Czyni go to niesamowicie wydajnym i w tym momencie przymykam oko na mniejszą niż standardowa pojemność peelingów do ciała, z reguły mamy do dyspozycji 250 ml - Vianek dał nam 150 ml, ale widział co robi.
Po użyciu peelingu skóra jest niesamowicie wygładzona, gładka i bardzo przyjemnie miła w dotyku. Moja skóra jest również zaspokojona pod kątem nawilżenia, po użyciu peelingu Vianek nie czuję potrzeby stosowania dodatkowego kosmetyku pielęgnacyjnego.


Niewątpliwą zaletą tego produktu jest też jego ujmujący zapach, ja wyczuwam zdecydowanie winogrona z domieszką jabłek - uwielbiam produkty naturalne, które pięknie pachną, takie, których pozytywne wspomnienia sprawiają, że na długo zapadają w pamięci. Ten peeling z pewnością zapamiętam na długo i zapewne sięgnę po niego ponownie.
Nawilżająco - wygładzający peeling Vianek spełnia wszystkie moje oczekiwania względem tego rodzaju produktów, posiada przyjazny dla skóry skład, wygładza i nawilża ciało i do tego pięknie pachnie. Peeling kosztuje 21 zł, dostępny tutaj [klik]. Polecam!

Znacie produkty Vianek? Podoba Wam się ten peeling? A może macie swoich ulubieńców tej marki, chętnie poznam :)

Pozdrawiam, Aga :)

Skład (INCI): Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Cera Alba, Triticum Vulgare Germ Oil, Nigella Sativa Seed Extract, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, CI 77007



Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger