14 sierpnia 2017

Sekrety naturalnej pielęgnacji | Natural Secrets

Polski rynek naturalnych kosmetyków stale się poszerza ale zawsze znajduje się miejsce na kolejne manufaktury, które z wielką dbałością ręcznie wytwarzają naturalne mydła i kosmetyki. Ilekroć wydaje mi się, że poznałam w tym zakresie już wszystko, to w krótkim okresie czasu okazuje się, że daleko mi jeszcze do stwierdzenia, że już nic mnie nie zaskoczy. W rzeczywistości okazuje się, że jestem zaskakiwana przy każdej kolejnej próbie poznania nowej marki i jej kosmetyków.   

Natural Secrets

Natural Secrets - mała ale prężnie rozwijająca się firma, której filozofia opiera się na tradycyjnych recepturach i inspiracjach czerpanych z otaczającej nas natury. Powstała w 2013r. i od tamtej pory z sukcesem ręcznie tworzy kolejne w pełni naturalne kosmetyki, do wytwarzania których wykorzystuje tylko najlepszej jakości surowców pochodzenie roślinnego. Żaden z kosmetyków Natural Secrets nigdy nie był testowany na zwierzętach ani nie zawiera tłuszczów zwierzęcych a oparte są na czystych olejach roślinnych, masłach i wyciągach z kwiatów i roślin. Asortyment marki stale się powiększa, a ja miałam przyjemność poznania 4 świetnych kosmetyków, o których w dzisiejszym wpisie opowiem.

peeling kawowy

Kosmetykiem, który kupił mnie absolutnie w całości jest peeling kawowy z pomarańczą i imbirem zamknięty w hermetycznym szklanym słoiczku z pokrywą typu wek. Pierwsze co imponująco uderza po jego otwarciu to niesamowicie piękny naturalny zapach - połączenie zapachu kawy z pomarańczą i imbirem. Nie potrafię dosłownie opisać tego zapachu ale wyobraź sobie, że czujesz wszystkie te zapachy jednocześnie. Bazą peelingu jest cukier trzcinowy i kawa Arabica, czyli duet idealnie złuszczający martwy naskórek, a dodatkowo kofeina działa stymulująco na skórę, usztywni naczynia krwionośne co jest pomocne przy walce z cellulitem. Mamy również imbir, który działa rozgrzewająco i poprawia ukrwienie skóry oraz oleje: ze słodkich migdałów, z pestek winogron, arganowy i makadamia. 
  • olej ze słodkich migdałów- zawiera kwas oleinowy, linolowy oraz witaminy: A, B1, B2, B6, D i E. Stosowany jest w leczeniu egzemy, łuszczycy oraz do skóry suchej, swędzącej i podrażnionej.
  • olej z pestek winogron – dogłębnie nawilża oraz zmiękcza skórę, nadaje jej jedwabistą gładkość, jest idealnie wchłaniany przez skórę.
  • olej arganowy - wykazuje silne działanie wygładzające i ujędrniające – poprawia elastyczność i jędrność skóry, wspomaga odnowę komórek, przeciwdziała procesom starzenia się skóry i powstawaniu rozstępów, a także regeneruje naskórek.
  • olej makadamia - silnie ujędrnia i uelastycznia zwiotczałą skórę. Stymuluje mikrokrążenie i pracę układu limfatycznego. Skuteczny w walce z cellulitem. Zapobiega powstawaniu rozstępów.
Peeling doskonale złuszcza martwy naskórek. Masując skórę masą peelingową nie tylko poprawiamy jej elastyczność ale dostarczamy jej naturalnych składników nawilżających i elastycznych. Po zabiegu skóra jest niebywale gładka, miękka, elastyczna i pięknie pachnąca - zapach utrzymuje się jeszcze długo. Pomimo zawartości dużej ilości olejów, skóra po użyciu peelingu nie lepi się, pokryta jest delikatnym filmem, który utrzymuje odpowiednie nawilżenie skóry i właściwie można zrezygnować już z aplikacji dodatkowych nawilżających kosmetyków. Z pewnością docenią ten fakt osoby ze skórą suchą, łuszczącą się, taką, która potrzebuje odpowiedniej dawki składników długotrwale nawilżających. Peeling łatwo spłukuje się ze skóry, jednak jak przystało na peeling kawowy wanna wymaga dokładnego mycia. Peeling jest wygodny w użyciu, bardzo skuteczny a przy tym wydajny. Biorąc pod uwagę jego cenę regularną - niespełna 36zł - to jest kosmetykiem dużo tańszym od znanych peelingów kawowych. Serdecznie polecam!

tonik do twarzy

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie również aktywny tonik do codziennej pielęgnacji skóry tłustej i problematycznej. Zdecydowany sprzymierzeniec mojej mocno przetłuszczającej się skóry latem. Tonik oczyszczający - zielona herbata i szałwia oprócz właściwości oczyszczających posiada również mocno odświeżające, przywraca naturalne pH oraz zapewnia optymalny poziom nawilżenia i reguluje poziom serum.
Tonik zawiera ponad 60% składników aktywnych a w jego skład wchodzą:
  • hydrolat z zielonej herbaty - działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie a ponadto tonizuje, łagodzi zaczerwienienia i chroni skórę przed utratą wilgoci.
  • ekstrakt z szałwii - oczyszcza, łagodzi podrażnienia i ściąga pory.
  • olejek rozmarynowy - jest silnym środkiem antyseptycznym oraz bakteriobójczym
  • olejek z drzewa herbacianego - działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację skóry i pomaga w walce z zaskórnikami.
  • d-pantenol - działa łagodząco i przeciwzapalnie
  • woda demineralizowana
 
tonik

Producenci coraz częściej umieszczają toniki w opakowaniach z atomizerem co mnie niesamowicie cieszy ponieważ to bardzo wygodna forma aplikacji z pominięciem płatków kosmetycznych. Tak jest również i w przypadku toniku Natural Secrets a atomizer działa bez zarzutu. Wydobywający się tonik nie jest w tym przypadku delikatną mgiełką ale nie jest też strumieniem wody, spokojnie mogę aplikować go bezpośrednio na twarz.
Biorąc pod uwagę składniki aktywne wymienione wyżej wzbogacone na ostatnim miejscu w składzie o kwas salicylowy to jest to idealny tonik do cery przetłuszczającej się i problematycznej. Świetnie oczyszcza skórę, matuje a przy tym delikatnie się z nią obchodzi. Dzisiaj mija dokładnie miesiąc odkąd go codziennie aplikuję na twarz, nie odnotowałam przesuszenia skóry, tonik nie podrażnia ani nie uczula. W trakcie występowania ostatnich upałów aplikowałam go nawet kilkukrotnie w ciągu dnia, nawet na podkład mineralny, i w każdym przypadku działał matująco. Zużyłam połowę ze 100 dostępnych w opakowaniu mililitrów i z pewnością nasza wspólna przygoda nie zakończy się na tym jednym opakowaniu. Polecam cerom tłustym. Cena toniku 25,99zł. 

kosmetyki naturalne
żel aloesowy

Kto jeszcze nie miał okazji poznać wszechstronnego kosmetyku jakim jest żel aloesowy, to właśnie teraz powinien nadrobić zaległości, ponieważ w ofercie marki znajduje się w pojemności 50ml i cenie 13,99zł. Mała pojemność i niska cena to świetna motywacja do sprawdzenia bezpośrednio na swojej skórze. A dlaczego do tego zachęcam? Dlatego, że to produkt wielofunkcyjny, który może być wykorzystywany na wiele sposobów, zarówno do pielęgnacji twarzy, ciała jak i włosów.
To gęsty, przejrzysty żel, który może zastąpić m.in. balsam do ciała, odżywkę do włosów czy bazę pod makijaż i w każdym z tych przypadków świetnie się sprawdza. Idealny jako środek łagodzący po depilacji, opalaniu czy nawet po ugryzieniu przez owady. Świetnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, łagodzi skutki działania detergentów i nawilża przesuszone włosy. 
Stosowany na twarz i ciało przyjemnie chłodzi, niweluje uczucie pieczenia po opalaniu, koi, regeneruje i nawilża skórę dając uczucie przyjemnej miękkości. Jest całkowicie bezzapachowy, może być również wykorzystywany do przygotowywania innych kosmetyków.

naturalne mydło

Na zakończenie kuszę absolutnie genialnym ręcznie robionym mydłem nagietkowym z masłem shea. Polecane jest szczególnie dla osób o skórze suchej, delikatnej i wrażliwej, również ze skłonnością do łuszczenia się. Kto by pomyślał, że mając do wyboru kilka żeli po prysznic ja będę sięgała po mydło? To mydełko jest doskonałe, bardzo dobrze się pieni, bardzo dobrze myje skórę, nie wysusza jej i obchodzi się z nią bardzo łagodnie. Bazą mydła jest nie woda, a nawilżający i łagodzący olej kokosowy, który w towarzystwie tytułowego masła shea, oliwy z oliwek, oleju palmowego i rycynowego oraz maceratu z nagietka nie tylko nawilża ale również i pielęgnuje skórę. W mydle zanurzone są również płatki nagietka, które delikatnie masują i peelingują skórę. Pozbawione konserwantów, sztucznych barwników, zapachów i bazy glicerynowej. Jestem pewna, że jeśli choć raz użyjesz naturalnego mydełka powiesz "stop" typowo drogeryjnym mydłom. W ofercie marki Natural Secrets znajduje się pełna gama różnych naturalnych mydeł, każdy znajdzie coś dla siebie, a jeśli nie możesz się zdecydować, to za niespełna 30zł możesz nabyć próbki różnych 10 dostępnych w ofercie mydeł.

Takie sekrety to ja rozumiem! I polecam! Te i inne ciekawe kosmetyki oraz wiele naturalnych olei i maseł znajdziesz w oficjalnym sklepie internetowym producenta tutaj ---> [klik].
Kosmetyki posiadają certyfikat bezpieczeństwa kosmetyku, zatwierdzony przez toksykologa, zgodny z dyrektywami UE dotyczącymi bezpieczeństwa kosmetyków. Wyniki badań dermatologicznych potwierdziły, iż są w pełni bezpieczne i hipoalergiczne!

Jesteś fanką/fanem naturalnej pielęgnacji?

Pozdrawiam ciepło, Aga :)


Pełne składy prezentowanych kosmetyków (INCI):

Peeling kawowy z pomarańczą i imbirem: Sucrose, Coffea Arabica, Prunus Sweet Almond Oil, Grape Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Zingiber Officinale (Ginger), Tocopherol , Parfum.

Tonik oczyszczający z zieloną herbatą i szałwią: Camellia Sinesis (Green Tea), Leaf Water, Aqua, Salvia Officinalis Extract, D-pantenol, Rosmarinus, Officinalis Oil, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Salicylic acid.

Żel aloesowy: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Carbomer, Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Mydło nagietkowe: Cocos Nucifera Oil, Aqua, Calendula Officinalis Flower Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Fruit Oil, Elaeis Guineensis Oil, Sodium Hydroxide, Ricinus Communis Seed Oil, Calendula Officinalis Flower.
Czytaj dalej »

6 sierpnia 2017

Top 7 | lipiec 2017

Minął lipiec więc przychodzę z kolejną porcją kosmetycznych ulubieńców, czyli kosmetyków, po które najczęściej sięgałam minionego miesiąca a to co najważniejsze - żaden mnie nigdy nie zawiódł. Tym razem polecam zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jak i do makijażu, ale zacznę od zapachu...

Chloe Love Story

Flakon perfum, po który najczęściej sięgałam w ubiegłym miesiącu to Chloe Love Story - zapach czysty, lekki i w moim odczuciu bardzo przyjemny. To kwiatowe perfumy wydane stosunkowo niedawno, w 2014 roku, których inspiracją tworzenia była romantyczna atmosfera Paryża. Wyczuwam w nim przede wszystkim kwiaty, odrobinę słodkie, białe, dość proste, ale świeże i bezpieczne. Neroli / kwiat pomarańczy i jaśmin. Kwintesencja uwodzenia? Dla mnie niekoniecznie, ale z pewnością jest to lekki kobiecy zapach na letni wieczór.
Prezentowana wersja to EDP woda perfumowana.  

Dr Irena Eris

Nie jest przekonana czy właściwym jest umieszczanie w tym zestawieniu i tym samym polecanie produktu, który nie jest dostępny w Polsce, ale w dobie dostępu do sklepów internetowych właściwie na całym świecie czuję się choć trochę usprawiedliwiona. Maska w płachcie I'm Sorry For My Skin Mud Mask trafiła do mnie z polecenia i przyznaję, że to świetna maska a przede wszystkim zdecydowanie inna od wszystkich tych, które już poznałam. Pierwszy raz spotykam się z glinkową maską w płachcie i bardzo doceniam wygodę jej stosowania. Nie muszę mieszać glinki z innymi surowcami kosmetycznymi, aplikowanie jej jest łatwe, szybkie i przyjemne - podobnie jak usuwanie, ściągam płachtę a pozostałości usuwam tonikiem. Skóra po zabiegu jest oczyszczona z zanieczyszczeń i sebum, odświeżona i rozjaśniona. Świetna maska!
W tym miejscu polecam wpis Jak kupić maski w płachcie taniej - zakupy prosto z Korei.

Benton Cosmetic

Kolejny raz sięgam po tonujący krem antyrodnikowy SPF 50+ Dr Irena Eris z serii Face Zone i kolejny raz mnie nie zawodzi. Polecam go po raz drugi na blogu i z pewnością nie kończę przygodę z nim na drugim opakowaniu. Połączenie pielęgnacji z właściwościami korygującymi koloryt skóry oraz bardzo wysoką ochroną przed promieniowaniem słonecznym (SPF50+) i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Lekka formuła zawiera adoptujące się do skóry delikatne pigmenty wyrównujące koloryt, zapewnia efekt pełnej blasku i naturalnego wyglądu skóry - krem zachowuje się na skórze jak krem BB, ale w żadnym stopniu nie daje efektu pomarańczowej skóry. Świetne rozwiązanie dla kobiet poszukujących szybkiego rozwiązania przy porannym makijażu w upalne dni, jeśli nie macie wiele do ukrycia za skórze, wystarczy go przypudrować i gotowe. Uwielbiam!

Podobnie jak mgiełkę do twarzy Honest TT marki Benton Cosmetic, która jest u mnie w użyciu codziennie - idealna na upały. Wysoka zawartość hydrolatu i ekstraktu z drzewa herbacianego koi i odświeża ale również reguluje pracę gruczołów łojowych. Dla równowagi w składzie również kwas hialuronowy, który przenika wgłąb naskórka i utrzymuje nawilżenie skóry na dłużej. Spryskanie twarzy mgiełką to sama przyjemność, tonizuje skórę po umyciu ale doskonale sprawdza się również do odświeżania skóry w ciągu dnia, po jej użyciu czuję wyraźne ukojenie i nawilżenie - nie wysusza skóry.   

Clarins

Doskonały samoopalacz do twarzy? Dla mnie to koncentrat samoopalający w kropelkach Golden Glow Booster Clarins. Zachęcałam do korzystania z tego produktu latem ubiegłego roku - wpis tutaj ---> [klik] i nadal go polecam. Właściwie to od tamtej pory nie szukałam innego samoopalacza do twarzy bo ten spełnia absolutnie wszystkie moje potrzeby. 1, 2 lub 3 krople mieszam z kremem na noc a rano skóra równomiernie muśnięta słońcem. Już przy pierwszej aplikacji daje niewiarygodny efekt zdrowej, ładnej opalenizny, bez smug i plam a jego aplikacja jest banalnie prosta. W zależności od otrzymanego rezultatu następnego dnia wieczorem kontynuuję stosowanie produktu w tej samej ilości dla jeszcze intensywniejszego pogłębienia opalenizny lub redukuję ilość uwalnianych kropli aby podtrzymać aktualny efekt. Banalnie proste, a jakże skuteczne i piękne w odbiorze.

Usta. Koniec z przesuszeniem w ciągu dnia, usta nawilżone i subtelnie pokryte kolorem - tak jak lubię latem! Błyszczyk do ust Juice Shaker Lancome to według mnie bardziej olejek niż błyszczyk, ale nazwenictwo to zupełnie mi nie przeszkadza, ponieważ sprawdza się rewelacyjnie. Subtelnie pokrywa usta transparentnym kolorem i długotrwale je nawilża. Z szerokiej gamy kolorów wybrałam dla siebie Wonder Melon i jak nazwa wskazuje - pachnie melonem! Mam ochotę na inne smaki ;) Kompozycja składników odżywczych wzbogacona m.in. olejkiem ze słodkich migdałów i ekstraktem z żurawiny i pigmentami, które pokrywają usta soczystym kolorem. Świetne opakowanie, aplikator w kształcie stożkowej gąbeczki umożliwia aplikację nawet bez lusterka - wystarczy przyłożyć do ust. Dla mnie bomba!  
 
Diorskin Forever

Lipiec to czas upałów więc nie codziennie wykonywałam makijaż, ale jeśli sytuacja wymagała ode mnie pełnego makijażu stawiałam na sprawdzony już podkład Diorskin Forever. To aktualnie mój najlepszy i ulubiony podkład. Jest trwały, jego krycie można stopniować od średniego po wysokie, bardzo dobrze ujednolica cerę nie podkreślając mocno rozszerzonych porów, maskuje blizny potrądzikowe i pięknie pachnie. Nie jest to podkład matujący, mimo to uwielbiam go za efekt aksamitnej skóry. Nie waży się, nie roluje i nie wchodzi w zmarszczki. Posiada SPF 35 - PA+++. Mój numer 1! Posiadam odcień 010 Ivory. 

Dajcie znać czy znacie te kosmetyki. A może chcecie mi polecić swoje perełki kosmetyczne?

Pozdrawiam serdecznie, Aga :)     
Czytaj dalej »

28 lipca 2017

Różany detoks czy różane odżywienie? | Evree

Jestem fanką różanej pielęgnacji, a róże w kosmetyce to nie tylko zapach ale i moc korzystnych wartości odżywczych dla skóry. Najczęstszym "różanym" surowcem wykorzystywanym w kosmetyce jest ekstrakt z róży damasceńskiej. Ten gatunek róży uznawany jest za najcenniejszy kwiat na świecie a surowce z niego pozyskiwane są nie tylko najbardziej aromatyczne ale przede wszystkim najlepsze pod względem jakości. Producenci ochoczo sięgają po ten surowiec i kuszą konsumentów swoimi produktami z różą w tytule, a marce Evree wyjątkowo się to udało - maseczki do twarzy Black Rose i Magic Rose to bardzo fajne produkty, po które chętnie sięgam.  

Evree

Nietrudno się domyślić, że obydwie maski łączy jeden wspólny mianownik - ekstrakt z róży damasceńskiej. Goi, nawilża i łagodzi, działa antyseptycznie, wzmacnia naczynia krwionośne, wykazuje silne działanie antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe. Czy można dawać z siebie więcej?  Kosmetyki z zawartością ekstraktu z róży damasceńskiej zalecane są w pielęgnacji każdego rodzaju skóry, Evree - dzięki dobraniu odpowiednich składników współtowarzyszących - stworzyło maski z przeznaczeniem dla skór mieszanych i tłustych. Czyli dla mnie - dziękuję!
  
Black Rose
maseczka do twarzy

Black Rose - detoksykująca czarna maska do twarzy to różany detoks i oczyszczający wstęp do zabiegu SPA w domowym zaciszu. Róża w kosmetykach króluje od dawna, ale węgiel przyszedł znienacka i zadomowił się na dobre. I bardzo dobrze, bo to skuteczny składnik kosmetyków oczyszczających skórę. W masce Black Rose użyto węgiel z japońskiego drzewa ubame, który posiada właściwości detoksykujące i mineralizujące. Dzięki mikroporowatej strukturze doskonale absorbuje zanieczyszczenia, usuwa nadmiar sebum i oczyszcza skórę. Mamy glinkę / kaolin, która reguluje wydzielanie sebum i działa ściągająco na pory ale mamy również naturalne emolienty takie jak: olej słonecznikowy, kukurydziany, sezamowy, makadamia i jojoba
Zaskoczeniem dla mnie jest, że maska nie zasycha na skórze, bo przecież wszystkie maski, które dotychczas poznałam z glinką i węglem zasychają i powodują uczucie ściągnięcia - w przypadku Black Rose nie doświadczysz tego. Mimo wszystko maska dobrze oczyszcza i bardzo dobrze radzi sobie z nadmiarem sebum nie powodując ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Po zmyciu maski nie odczuwam w żadnym stopniu dyskomfortu, skóra jest oczyszczona, nawilżona i odprężona a stosowana cyklicznie 2-3 razy w tygodniu utrzymuje cerę mieszaną (tłustą w strefie T) w dobrym stanie - pory skóry oczyszczone a zaskórniki mniej widoczne. Ale według Evree detoks z pomocą maseczki Black Rose to dopiero wstęp do odżywienia skóry i gotowość na przyjęcie składników odżywczych, więc przedstawia nam drugą maseczkę Magic Rose.

Magic Rose
pielęgnacja twarzy

Magic Rose - upiększająca maska do twarzy - różane odżywienie. Producent w ramach domowego SPA zaleca aplikację masek jednej po drugiej - czy to działa? Działa, sprawdziłam na sobie. Kiedy pierwszy raz użyłam czarnej maski byłam co najmniej zaintrygowana jej lekkością i tym, jak gładko sunie po skórze, z łatwością się aplikuje, rozprowadza i usuwa ze skóry, ale dopiero aplikacja Magic Rose uświadomiła mi jak przyjemna i jedwabna w dotyku może być maska. To kremowa maska, która oprócz ekstraktu z róży damasceńskiej w składzie posiada bogaty w cenne składniki odżywcze olej chia oraz jagody camu camu - jedne z najbogatszych źródeł witaminy C. Podobnie jak w przypadku czarnej maski znajdziemy w jej składzie m.in. olej słonecznikowy, kukurydziany, sezamowy i macadamia, a jojoba został zamieniony na oliwę z oliwek. Nie umknął mi w składzie również kwas hialuronowy, elastyna hydrolizowana, kolagen i masło mango.
Eksperyment z aplikacją jednej maski po drugiej okazał się bardzo udanym rytuałem pielęgnacyjnym. Oczyszczam, a chwilę potem odżywiam skórę. A oprócz odżywienia zyskuję wygładzenie, rozjaśnienie i wyrównanie kolorytu skóry. Dosłownie!
 
różana pielęgnacja

Czy maseczki polecam? Oczywiście, że tak! Odpowiadając na pytanie w temacie - obydwie! Biorąc pod uwagę łatwą dostępność i przystępną cenę na poziomie niespełna 30zł to wyróżniają się skutecznością na tle innych drogeryjnych masek. Pomagają osiągnąć efekt skóry gładkiej jak płatek róży, a wisienką na torcie jest ich zniewalający różany zapach! 

Maski zamknięte zostały w klasycznych miękkich tubkach o pojemności 75 ml każda, na zużycie których mamy 6 m-cy od pierwszego otwarcia. Fajne maski!

Znasz maseczki Evree? 

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

27 lipca 2017

Naturalna koreańska pielęgnacja | Benton Cosmetic

Od czasu, kiedy mamy łatwy dostęp do kosmetyków azjatyckich, przez moją pielęgnację przewijają się cyklicznie. Nie wiem jak długo będzie trwał ten "boom" ale jednego jestem pewna - Azjaci to mistrzowie w tworzeniu kosmetyków o niespotykanych formułach: lekkie olejki do demakijażu, wodne esencje, żelowe tonery, emulsyjne kremy, maski całonocne, czy wreszcie sheet mask, które niezwykle doceniam. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że oni się wręcz prześcigają w tym, aby kosmetyki różnych marek były od siebie różne? inne? lepsze? bardziej nowoczesne i innowacyjne? Ilekroć trafiają do mnie kosmetyki z rynku azjatyckiego, w chwili otwarcia każdego z nich ochoczo zastanawiam się: czym mnie dzisiaj zaskoczycie? A zaskakują mnie niemalże każdorazowo.      

Benton Cosmetics

Tym razem też tak było! Mam na myśli naturalne kosmetyki koreańskiej marki Benton Cosmetic. Tak! w pełni naturalne i nie testowane na zwierzętach. Marki, która bazuje na takich składnikach jak aloes, filtrat ze śluzu ślimaka, jad pszczeli, fermentowany filtrat z grzyba Galactomyces oraz liczne ekstrakty roślinne.  Benton Cosmetic to kosmetyki pozbawione parabenów, oleju mineralnego, benzofenonu, syntetycznych środków konserwujących, barwników i zapachów.
Oprócz nowości, które pojawiły się dosłownie kilka dni temu, to oferta marki podzielona jest na cztery linie:
  1. Snail Bee Hight Content - oparta na filtracie ze śluzu ślimaka i jadzie pszczelim, 
  2. Fenmentation - gdzie głównym składnikiem jest filtrat z grzyba Galactomyces,
  3. Honest - oparta na wodzie z liści drzewa herbacianego i
  4. Aloe - gdzie głównym składnikiem jest sok i ekstrakt z aloesu.
Poznałam trzy kosmetyki z trzech różnych linii, ale śmiało mogę stwierdzić, że wzajemnie się ze sobą uzupełniają a pielęgnacja jednym nie wyklucza drugiego.
   
mgiełka do twarzy

Jako pierwszą przedstawiam mgiełkę do pielęgnacji twarzy Honest TT Mist Spray, która wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie już od pierwszej aplikacji. Pierwszy raz spotkałam się z mgiełką do twarzy umieszczoną w opakowaniu typu tubka wyposażoną w atomizer. To nie tylko bardzo pomysłowe ale i bardzo wygodne. A wewnątrz opakowania w 80% hydrolat ze szczytowych gałązek drzewka herbacianego i 5% ekstraktu z drzewa herbacianego, wykazujące silne działanie antyseptyczne, regulujące pracę gruczołów łojowych, ściągające pory i przyśpieszające procesy regeneracji - kosmetyk zatem wskazany w pielęgnacji cery podatnej na niedoskonałości i trądzikowej. Dla równowagi w składzie również kwas hialuronowy (7%), który przenika wgłąb naskórka i utrzymuje nawilżenie skóry na dłużej.
Spryskanie twarzy mgiełką to sama przyjemność, tonizuje skórę po umyciu a dzięki temu, że posiada pH lekko kwaśne, bardzo dobrze przygotowuje skórę do przyjęcia i korzystania z kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Doskonale sprawdza się również do odświeżania skóry w ciągu dnia, po jej użyciu czuję wyraźne ukojenie i nawilżenie - nie wysusza skóry. Producent deklaruje, że mgiełka sprawdzi się również jako tonik na skórę głowy w przypadku powracającego łupieżu. Produkt jest bezzapachowy, a jego pojemność 40ml zachęca do noszenia nawet w podręcznej torebce. 

tonik do twarzy

Produktem marki Benton Cosmetic chyba najczęściej komentowanym i komplementowanym jest Aloe BHA Skin Toner, czyli tonik do twarzy, choć nie tak oczywisty jakby się mogło wydawać. I to on jako pierwszy z oferty Benton trafił na moją półkę. Ilekroć mam na myśli tonik, określenie to rozumiem jako preparat na bazie wody, którym przecieram skórę po jej umyciu. W przypadku tonera Benton Aloe BHA mamy do czynienia z wodno-żelową formułą, która pozwala na aplikację dłońmi - podobnie jak w przypadku np. serum do twarzy. Opakowanie wyposażone w pompkę ułatwia wydobycie odpowiednio małej ilości produktu, który w zetknięciu ze skórą nie spływa z twarzy. Tworzy chwilowo dość lepki film, ale bardzo szybko się wchłania, nie wysusza skóry, przeciwnie - czuję jej nawilżenie i niejednokrotnie rezygnuję już z aplikacji serum sięgając kolejno po ostatni krok pielęgnacyjny - krem.
Jak nazwa wskazuje bazą tonera jest sok z liści aloesu w stężeniu aż 58%. Aloes jest lekiem na wiele skórnych problemów, mineralizuje i wygładza naskórek, działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie, sprzyja niwelowaniu stanów zapalnych wzmacniając mechanizmy obronne skóry. Dodatek kwasu 2-hydroksybenzoesowego delikatnie złuszcza zrogowaciałe komórki, co sprzyja poprawie struktury i kolorytu skóry. Toner poprzez swoje działanie antybakteryjne przeciwdziała tworzeniu się ognisk zapalnych a stosowany regularnie oczyszcza pory, które z czasem stają się mniej widoczne. W jego składzie znajduje się również m.in. kwas hialuronowy, filtrowany śluz ślimaka, gliceryna, kwas salicylowy (0,5%).
Podobnie jak mgiełka, toner również jest bezzapachowy a jego wydajność oceniam na bardzo wysokim poziomie. Zmniejszy się w przypadku aplikacji za pomocą płatka kosmetycznego, mimo wszystko przy pojemności 200ml spokojnie wystarczy na kilka miesięcy stosowania.  
 
sheet mask

A czym byłby wpis o koreańskich kosmetykach bez maski w płachcie? Nie sprawdzałam tej informacji ale przypuszczam, że wszystkie koreańskie marki kosmetyczne mają je w swojej ofercie i to zazwyczaj kilka lub nawet kilkanaście różnych z uwzględnieniem potrzeb odmiennych rodzajów cery. Benton natomiast oferuje tylko jedną tego rodzaju maskę - Snail Bee High Content Mask, kierowaną do wszystkich rodzajów skóry, ale za to bardzo dobrą! Płachta / tkanina wykonana jest w 100% z czystej bawełny a bazą preparatu, w której jest nasączona jest hydrolat z liści zielonej herbaty - silny antyoksydant skutecznie zwalczający wolne rodniki, które przyczyniają się do przedwczesnego starzenia się skóry. Połączenie filtratu ślimaka (20%) z arbutyną, jadem pszczelim, oraz licznymi wyciągami roślinnymi ( m.in. wyciąg z liści hurmy wschodniej, z wierzby białej, ekstrakt z babki azjatyckiej, z kory wiązu, z malwy różowej, z liści aloesu)  działa przeciwzmarszczkowo, ujędrniająco i regenerująco. Przy regularnym stosowaniu skóra uzyskuje jednolity koloryt, cera nabiera blasku a pory są mniej widoczne.
Maskę szczególnie mocno polecam osobom o cerze mieszanej i tłustej, które borykają się z niedoskonałościami (trądzik, zaskórniki, plamy pigmentacyjne). Po jej użyciu skóra jest oczyszczona, ale nie wysuszona, świeża i zdecydowanie lekko napięta. Podobnie jak dwoje poprzedników maska nie zawiera związków zapachowych, płachta jest mocno nasączona (20 ml preparatu), jest dobrze wyprofilowana i świetnie przylega do skóry nie przemieszczając się podczas czasu aplikacji, który trwa 20-30 minut. Spokojnie można w niej wykonywać codzienne domowe czynności.
 
kosmetyki naturalne

Każdy z trzech produktów w pielęgnacji mojej skóry bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli szukasz naturalnej koreańskiej pielęgnacji (choć nie znam innych w pełni naturalnych propozycji kosmetycznych tego rynku) to wybór kosmetyków Benton Cosmetic jest według mnie bardzo dobrym wyborem. Duże stężenia naturalnych składników aktywnych, brak związków zapachowych i sztucznych barwników, przyjemność stosowania i fajne jego efekty pozytywnie zaskakują w czasie. Polecam!

Kosmetyki Benton Cosmetic znajdziesz w sklepie internetowym oficjalnego dystrybutora na Polskę tutaj ---> [klik] oraz w Perfumeriach Douglas w różnych widełkach cenowych:
Mgiełka Honest TT Mist Spray: sklep dystrybutora 49 zł / Douglas 70 zł
Tonik Aloe BHA Skin Toner: sklep dystrybutora 79 zł / Douglas 105 zł
Maska w płachcie Snail Bee High Content Mask: sklep dystrybutora 14,90 zł / Douglas 15 zł

Korzystasz z azjatyckich kosmetyków? Znasz Benton Cosmetic?

Pozdrawiam, Aga :)


Pełne składy kosmetyków (INCI):

Mgiełka: Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Water(80%), Sodium Hyaluronate(7%), Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Extract(5%), Butylene Glycol, Aloe Barbadenisis Leaf Juice, Glycerin, Althaea Rosea Root Extract, AloeBarbadenis Leaf Extract, Beta-Glucan, Poly Glutamic Acid, Aspalathus Linearis Extract, Portulaca Oleracea Extract, Psidium Guajava Extract, Pentylene Glycol, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract.

Toner: Aloe Barbadensis Leaf Water, Sodium Hyaluronate, Snail Secretion Filtrate, Glycerin, Pentylene Glycol, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Polysorbate 20, Salicylic Acid(0.5%), Arginine, Althaea Rosea Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Beta-Glucan, Polyglutamic Acid, Aspalathus Linearis Extract, Portulaca Oleracea Extract, Psidium Guajava Fruit Extract, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum.

Maska: Camellia Sinensis Leaf Water, Snail Secretion Filtrate, Glycerin, Arbutin, Bee Venom, Sodium Hyaluronate, rh-Oligopeptide-1, Plantago Asiatica Extract, Laminaria Digitata Extract, Diospyros Kaki Leaf Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Ulmus Campestris (Elm) Extract, Bacillus Ferment, Azelaic Acid, Althaea Rosea Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Butylene Glycol, Beta-Glucan, Betaine, Xanthan Gum, Adenosine, Panthenol, Allantoin, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Pulsatilla Koreana Extract.
Czytaj dalej »

20 lipca 2017

Jak kupić maski w płachcie taniej? | Zakupy prosto z Korei

Maski w płachcie uzależniają - mnie z pewnością :) Nazywane są różnie: oprócz masek w płachcie słyszymy maski z taniny, na tkaninie, bawełniane lub zgodnie z oryginalnym i pierwotnym ich nazewnictwem "sheet mask". Przywędrowały do nas z Korei i rozgościły się na dobre - myślę, że czują się u nas świetnie ponieważ robią niemałą furorę. Nie są już tylko stałym asortymentem sklepów internetowych z ofertą koreańskich marek ale można je już spotkać na drogeryjnych półkach. Polscy producenci również stawiają swoje pierwsze kroki w tym zakresie. Totalnie doceniam wygodę stosowania tego typu masek. Nakładasz, odpoczywasz przez 15-20 minut, zdejmujesz z twarzy i... gotowe. Nie musisz nic zmywać, niejednokrotnie brudzić umywalki, wedle uznania nadmiar ściągasz ze skóry albo pozostawiasz do wchłonięcia - prościej chyba już się nie da. Zajmują mało miejsca, wrzucasz do kosmetyczki na wyjazd i z głowy, żadnych ciężkich słoiczków, tubek, nic Ci się nie wyleje a masz dodatkową, jakże ważną pielęgnację.  

Innisfree

Ale nie należą do najtańszych - przynajmniej u nas w Polsce. Zgodzisz się ze mną, że koszt średnio 15zł (choć bywają również w cenie znacznie przewyższającej i tę) jako jednorazowy wydatek nie jest mały? Wiesz, że Koreanki stosują maski w płachcie codziennie? Ja do takiej częstotliwości jeszcze nie dotarłam, ale zdarzają się tygodnie, że zużywam 4-5. Nie trudno policzyć, że to tygodniowy koszt 75zł, a za taką cenę można kupić np. dobrej jakości żel do mycia twarzy, który będzie służył około trzy miesiące a nie jeden tydzień.
Dlaczego w Polsce maski są zdecydowanie droższe? Poza kwestią zysku dla przedsiębiorcy, który jest nieodłącznym elementem prowadzenia każdego biznesu dochodzi kwestia przede wszystkim opłat związanych ze sprowadzeniem towaru, na które składają się m.in. koszty transportu z miejsca nadania do Polski oraz opłaty celno - podatkowe, które nie są małe - znam to z autopsji, choć w znanym mi przypadku towarem nie są kosmetyki. Magazynowa cena towaru to nie tylko cena jego zakupu u źródła ale dodatkowo składowa wszystkich opłat związanych ze sprowadzeniem towaru i jego legalnej sprzedaży. Zrozumiałym dla mnie jest, że jeśli przedsiębiorcy w Polsce mieliby sprzedawać towar po cenach zakupu, to po co prowadzić biznes, na którym się nie zarabia?
Jak zatem kupić maski w płachcie taniej nie ruszając się z domu? W sklepie internetowym prosto z Korei - i to bez kosztów wysyłki niezależnie od kwoty zamówienia. W internecie można znaleźć kilka poleceń konkretnych sklepów internetowych, ja szczególnie polecam blogowy wpis Magdy (Kociamber w podróży) - Zakupy internetowe w sklepach koreańskich - poradnik. To właśnie dzięki jasnym informacjom zawartym w tym wpisie postanowiłam zrobić swoje pierwsze zakupy z Korei. Wybór z mojej strony padł na sklep BB COSMETIC przede wszystkim z tego względu, że w jego asortymencie znalazłam wówczas to czego poszukiwałam, dodatkowo w promocji i bez kosztów wysyłki. Cel był jeden - maski w płachcie Etude Hause a maski Innisfree wpadły do koszyka ponieważ również były dostępne w przystępnej dla mnie cenie.  

maski w płachcie

Niech Cię nie zwiedzie powyższe zdjęcie - nie ma na nim dwóch masek, tylko trzydzieści! Pomyślisz, że oszalałam bo po co mi tyle masek? Spokojnie, podzieliłam się z innymi, ale chciałam przybliżyć Ci w liczbach dlaczego zdecydowałam się na zakup aż tylu i zapewne trafnie domyślasz się, że kupując więcej, płacimy mniej.
W polskich sklepach internetowych znalazłam zarówno maski Etude Hause jak i Innisfree, a ich ceny różnie się kształtują. Jeśli chodzi o Etude Hause w jednym sklepie 8,99zł ale niedostępne, w innym 24,90zł. Podobnie rzecz ma się do masek Innfisfree choć w ich przypadku różnice nie są już tak duże - uśredniając, ich cena to ok. 15zł.
Zestaw 15 różnych masek Innisfree w sklepie BB Cosmetic to koszt 17,50$ w cenie regularnej. Jeśli przeliczmy to na złotówki (codziennie kwota będzie różna, ponieważ kurs jest zmienny) to w dniu dzisiejszym będzie to nieco ponad 64zł. A dzieląc tę kwotę na 15 masek finalnie kupujemy je za 4,27zł za 1 szt. Takoż samo możemy przeliczyć koszt maski Etude Hause. Regularna cena 15 szt. tych masek to 23,61$ (dzisiaj widzę w promocji 18,80$ ), więc jej koszt w sklepie to ok. 5,76zł za 1 szt. Różnice cenowe widać nie tylko nie papierze, ale i w portfelu.

sheet mask

Decydując się na zakup w sklepie BB Cosmetic nie płacimy kosztów wysyłki, a czas realizacji zamówienia to według wytycznych sklepu 10-25 dni. Moja przesyłka dotarła do mnie dokładnie 15-tego dnia od daty jej zamówienia. Oczywiście za zamówienie płacimy z góry poprzez PayPal, więc nie dysponując kartą w USD system automatycznie z naszej karty przeliczy PLN na USD. Proste i wygodne!
Przesyłka dotarła do mnie bardzo dobrze zabezpieczona, a w jej wnętrzu oprócz zamówionych masek znalazłam dodatkowo 3 maski gratis i kilka próbek - gratisy i próbki kosmetyków w koreańskich sklepach (nie tylko internetowych) są normą.

Jeśli zatem złapałaś bakcyla na koreańskie "Sheet Mask" to po co przepłacać?

To nie jest wpis recenzujący kosmetyki ale mimo wszystko czuję się w obowiązku napisać, że maski Innisfree to zdecydowanie lepszy wybór niż Etude Hause - choć te drugie też mają swoich mocnych faworytów... np. Blueberry.

Stosujesz maski w płachcie?

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »

17 lipca 2017

SUNWARDS Synchroline w trosce o ochronę skóry przed promieniowaniem UV

Nie ma zdrowej opalenizny ale nie ma również kosmetyków, które dają dają 100% ochronę przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. Nie powinno to jednak być przyzwoleniem lub jak kto woli taryfą ulgową zmierzającą do eliminacji stosowania kosmetyków z filtrami, które zmniejszają ryzyko poparzeń słonecznych do minimum. Każde poparzenie słoneczne zwiększa ryzyko zachorowania na raka skóry Mitem jest, że jeśli się nie opalam i unikam słońca to nie potrzebuję specjalnej ochrony, podobnie jak - nie opalę się, ponieważ stosuję kosmetyki z wysokimi filtrami SPF... Stosując filtry też się opalamy, tylko bezpiecznie i bez poparzeń, a dodatkowo jeśli wybieramy fotostabilne filtry SPF, czyli takie, które nie ulegają rozkładowi pod wpływem wysokiej temperatury, chronimy naszą skórę przed fotostarzeniem i działaniem wolnych rodników. Marki kosmetyczne wychodzą nam naprzeciw oferując wiele produktów/kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi, a ja z przyjemnością z nadejściem każdego nowego "słonecznego" sezonu testuję produkty, które dotychczas znałam tylko z opinii innych. Produkty marki Synchroline na moim blogu pojawiały się już dwukrotnie, gdzie w pierwszym wpisie poruszałam kwestię pielęgnacji skóry tłustej i trądzikowej i przedstawiałam dwa skuteczne produkty z linii ACNICARE oraz w drugim, gdzie z kolei zachęcałam do włączenia do pielęgnacji serum z witaminą C SYNCHRVIT C. I po raz kolejny marka mnie pozytywnie zaskakuje, ponieważ produkty z serii przeciwsłonecznej również spełniają moje oczekiwania względem komfortu stosowania.

SUNWARDS

SUNWARDS to linia produktów aptecznych, które nie zawierają składników drażniących i są przebadane dermatologicznie, wśród której znajdują się produkty pielęgnacyjne zarówno do twarzy jak i ciała wykazujące działanie chroniące przed promieniowaniem słonecznym oraz łagodzące produkty po opalaniu. Wszystkie produkty powstały w oparciu o zaawansowaną technologię SYNCHROBLOCK®, która umożliwia powstrzymanie przenikania cząsteczek filtrów chemicznych do głębszych warstw skóry i gwarantuje ich pozostanie na powierzchni naskórka. Dzięki temu filtry działają dłużej i skuteczniej, jednocześnie nie wywierając działania drażniącego na skórę - produkty te zatem mogą być stosowane również przez osoby ze skórą wrażliwą, skłonną do zaczerwienień i alergii. Zastosowana technologia pozwala również na ochronę zawartych w preparatach filtrów przed ich degradacją spowodowaną przez promieniowanie UV przez co produkty te dłużej zachowują swoje właściwości ochronne i co za tym idzie, bezpieczeństwo stosowania.
Oprócz opisanej wyżej technologii skład tych produktów wzbogacony został dodatkowo w substancję czynną MSM (dimetyl sulfonu), która posiada naukowo udowodnione silne właściwości antyoksydacyjne (silniejsze niż witamina C) oraz przeciwzapalne. Technologia SYNCHROBLOCK® umożliwia szybsze przenikanie składnika MSM w głąb skóry, dzięki czemu możliwa jest jej lepsza ochrona przed uszkodzeniem i podrażnieniem spowodowanym przez działanie promieniowania zarówno UVA jak i UVB. 

ochrona przeciwsłoneczna

SUNWARDS fluid emulsion SPF 50+ to emulsja do twarzy skutecznie chroniąca przed promieniowaniem słonecznym (UVA i UVB) przeznaczona szczególnie dla osób ze skórą skłonną do powstawania zaskórników. Z opakowania - klasycznej miękkiej tubki - wydobywa się lekka emulsja wyglądem przypominająca mleczko kosmetyczne. Dzięki lekkiej konsystencji aplikacja produktu na skórę jest bardzo komfortowa, zapewnia równomierne rozprowadzenie produktu, nie roluje się na skórze i nie pozostawia ciężkiego, tłustego filmu. Emulsja, ze względu na łatwe rozprowadzanie, zalecana jest również mężczyznom posiadającym zarost.  
Produkt nie należy do tych, które natychmiast po aplikacji się wchłaniają, ale dzięki swojej lekkiej konsystencji nie obciąża skóry. Nie jest to również produkt matujący i nie daje suchego efektu w dotyku, jednak na mieszanej cerze bardzo komfortowo się nosi a dzięki zawartości kwasu hialuronowego utrzymuje odpowiednie nawilżenie skóry. Nie przesusza zatem skóry, ale dzięki swojej lekkiej formule nie powoduje nadmiernej produkcji sebum. Emulsja bardzo dobrze współpracuje z makijażem, zarówno z podkładem mineralnym jak i płynnymi - aplikacja podkładu gąbeczką gwarantuje świetne połączenie ze skórą a makijaż wygląda wyjątkowo dobrze.
Bardzo lubię po ten produkt sięgać w porannej pielęgnacji, argumenty takie jak: lekkość, łatwość aplikacji i komfort noszenia przemawiają do mnie w całości a świadomość, że aplikuję na skórę produkt posiadający stabilny i najwyższy z możliwych współczynnik SPF 50+ zaspokaja moje potrzeby w tym zakresie.     

SPF50+

Latem chronię przed promieniowaniem skórę nie tylko twarzy ale również i ciała i żałuję, że nie miałam w swojej kosmetyczce takiego produktu do ciała jaki posiada marka Synchroline podczas ostatniego wypadu nad morze. SUNWARDS body spray SPF 50+ to nie tylko łatwość aplikacji za pomocą wygodnego w użyciu atomizera ale również właściwa dla mnie konsystencja samego produktu. Producent określa produkt jako emulsję w sprayu i taki faktycznie jest - to nie jest lekka mgiełka. Uważam, że konsystencja preparatu chroniącego przed słońcem ma znaczenie i w tym zakresie nie do końca ufam mgiełkom i lekkim olejkom, ponieważ tworzą one bardzo cieniutką powłokę na skórze i czasem zastanawiam się, czy nałożyłam wystarczająco dużo w kwestii ochrony przed słońcem.
SUNWARDS body spray uwalnia z atomizera emulsję ale o lekkiej konsystencji i nie pozostawiającej tłustego filmu - mimo wszystko czuję, że jest na skórze i odpowiednio dobrze ją chroni. Emulsja łatwo i równomiernie rozprowadza się, podobnie jak krem nie bieli skóry a wygodne opakowanie w sprayu zdecydowanie ułatwia jej aplikację. Testując produkt moja skóra była już lekko muśnięta słońcem, ale wierzę, że stosowanie emulsji Synchroline SPF 50+ eliminuje zaczerwienienie w pierwszym kontakcie skóry o jasnej karnacji z intensywnym słońcem. Ochrona skóry przed promieniowaniem nie powinna jednak sprowadzać się tylko podczas ekspozycji ciała na plaży, według moich przekonań skórę należy chronić także w mieście. Dobrze jest dobrać taki kosmetyk, który oprócz ochrony przed słońcem będzie działał m.in. nawilżająco - a emulsja Synchroline czyni to niezwykle dobrze.

Synchroline

Obydwa produkty sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, na tyle dobrze, że wystawiam im bardzo wysoką ocenę. Kończąc chcę jednak poruszyć jeszcze jedną kwestię - ważności produktu. Należy pamiętać, że produkty z filtrem po otwarciu szybko tracą właściwości ochronne i jeśli nie zużyjemy ich do końca to nie powinnyśmy liczyć na to, że będą nam skutecznie służyły w następnym sezonie. Warto sugerować się wskazaniami producenta, który umieszcza informację na opakowaniu określając ilość miesięcy po otwarciu. Nie należy używać kremu z filtrem, który był otwarty wiele miesięcy wcześniej (w poprzednim sezonie), ponieważ otwarty produkt nie zachowuje już swoich właściwości. Stosując się do czasu określonego na opakowaniu możemy mieć pewność, że będzie spełniał swoje zadanie. Ta zasada dotyczy nie tylko kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi, ale to właśnie te najczęściej pozostają nam nie zużyte po sezonie wakacyjnym.
W przypadku produktów Synchroline na ich zużycie mamy 6 miesięcy od pierwszego otwarcia - mając również na uwadze datę ważności umieszczoną na opakowaniu.

Produkty Synchroline dostępne są w aptekach internetowych.

Jakie kosmetyki chroniące przed słońcem aktualnie stosujesz? Znasz produkty SUNWARDS?

Pozdrawiam, Aga :)


Czytaj dalej »

3 lipca 2017

TOP 5 | czerwiec 2017

O kosmetykach, które świetnie się u mnie sprawdzają, tzw. "ulubieńcach" ostatni raz na blogu pisałam w styczniu... więc najwyższa pora aby podzielić się Wami informacją na temat kosmetyków, po które sięgam najczęściej. Ja bardzo lubię czytać tego typu wpisy na innych blogach (bo zawsze coś mi wpadnie w oko), więc postanawiam publikować je na moim blogu co miesiąc. Zastanawiałam się czy powinnam wybrać trzy kosmetyki, czy może pięć, i właściwie to nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, bo chciałabym aby pojawiały się tutaj kosmetyki tylko takie, które z czystym sumieniem mogę polecić. Nie zakładam również, że co miesiąc będę pisała o tych samych, więc moje doświadczenia same zweryfikują plany i być może w przyszłym miesiącu pojawi się wpis z trzema. W każdym razie, nie planuję polecać więcej niż pięciu kosmetyków. Co zatem dostarczało mi przyjemności pielęgnacyjnych w czerwcu?

ulubieńcy

Na początek kosmetyk, który znam już od ponad roku i miał tylko krótką wzmiankę na blogu kiedy poruszałam temat naturalnej pielęgnacji "Made in Poland" ---> tutaj [klik]. Kosmetykiem tym jest regenerujące masło do skórek i paznokci Organique. Masło pochodzi z linii Dermo Expert Regeneracja i skomponowane jest z odżywczych naturalnych olei, maseł i ekstraktów roślinnych tj. masło shea, olej awokado, olej makadamia, olejek cytrynowy, wosk candelilla, ekstrakt ze skrzypu i nagietka. Nie zawiera wody, jako bazy użyto oleju słonecznikowego. Początkowo używałam go do nawilżania i pielęgnacji skórek wokół paznokcia, ale kiedy zdjęłam hybrydy (po 2-3 miesiącach moje paznokcie odpoczywają od nich) okazało się, że to niepozorne małe masełko jest zdecydowanie lepszym produktem regeneracyjnym płytkę paznokciową niż niejedna odżywka, którą stosowałam w przerwach od hybryd. Te z Was, które po jakimś czasie zdejmują manicure hybrydowy zapewne w dniu jego usunięcia czują się "dziwnie" - tak, jakby paznokcie były "nagie". Znacie to uczucie? Kilkukrotna aplikacja tego masła w ciągu jednego dnia niweluje to uczucie a już po trzech dniach paznokcie wyglądają  niebo lepiej.
Producent zaleca aplikację dwa razy dziennie wcierając w płytkę paznokcia i otaczające je skórki, w przypadku bardzo zniszczonej płytki można stosować wielokrotnie w ciągu dnia. Systematyczna stosowanie masła zapobiega przesuszeniu paznokci, poprawia ich elastyczność, regeneruje i odżywia a skórki zmiękcza i wygładza - nie odrastają już tak twarde. Masło kosztuje niecałe 20 zł a w porównaniu z kosztem odżywek, które stosowałam wcześniej za kilkadziesiąt złotych sprawuje się zdecydowanie lepiej. I jest bardzo wydajne.   

ORGANIQUE

Tonik do twarzy - nie potrafię już zliczyć ile rodzajów miałam, z różnych półek cenowych. Ale na placach u jednej ręki zliczę te, które wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie - nie tylko pierwsze. Z pewnością do tej piątki mogę zaliczyć wodę odświeżająco-tonizującą AHAVA Mineral Toning Water. Kupiłam ją zupełnie przypadkiem w Super Pharm, bo kosmetyków tej marki zupełnie nie znałam i akurat tego dnia były w promocji - koszt ok. 60zł, regularnych cen nie pamiętam. Bazę produktu stanowi kompozycja minerałów AHAVA pozyskiwanych z wód Morza Martwego, a formuła dodatkowo wzbogacona została w ekstrakty roślinne posiadające właściwości łagodzące, w składzie m.in. ekstrakt z ogórka, wyciąg z klonu srebrzystego, ekstrakt z owoców pomarańczy, cytryny, ekstrakt z trzciny cukrowej czy wyciąg z kwiatów róży stulistnej.
Łatwo się domyślić, że mamy do czynienia z morskim świeżym zapachem - idealnym na upały - który nie jako jedyny przemawia do mnie za tym kosmetykiem. Jego użycie dodaje skórze świeżości, nawilża ją i nadaje jej elastyczność. I o ile w odbiorze to konsystencja zwykłej przeźroczystej wody, to na skórze wyczuwalny jest woal subtelnego nawilżenia. Idealna przed aplikacją serum lub kremu. Testowana alergologicznie, odpowiednia dla skóry wrażliwej, nie zawiera parabenów, SLS/SLES. Chcę więcej kosmetyków AHAVA!

AHAVA

W czerwcu za codzienne nawilżenie mojego ciała odpowiadał nie kto inny jak balsam-nektar do ciała Dr Irena Eris z nowej serii kosmetyków SPA RESORT FIJI. Uwielbiam za lekką nie obciążającą konsystencję, uwielbiam za ujmujący moje zmysły morski egzotyczny zapach, uwielbiam za nawilżenie ciała. I to właściwie wszystko - więcej w tym wpisie ---> [klik]. Łatwy w użyciu, bardzo dobrze stapia się ze skórą i kusi zapachem. Codziennie wieczorem nie mogę się doczekać kiedy go użyję. Gorąco polecam!
 
Dr Irena Eris

Skoro przyszło lato to trzeba nadać skórze trochę słonecznego kolorytu - przynajmniej ja tak mam. Z przyjemnością sięgam po samoopalacze, ale doświadczenie często weryfikuje moje oczekiwania w tym zakresie i kiedy byłam już niemalże przekonana, że jeśli samoopalacz to tylko z wyższej półki cenowej, to pojawił się on, a właściwie ona - bo to dwufazowa mgiełka samoopalająca, tegoroczna nowość marki LIRENE. Dziewczyny, to jest fantastyczny samoopalacz! Producent obiecuje opaleniznę bez smug i tak faktycznie jest! Przed użyciem jak przystało na formułę dwufazową wstrząsamy butelką aby fazy się ze sobą połączyły i aplikujemy na skórę. Mgiełka jest bardzo delikatna i subtelnie osiada na skórze, wystarczy kilka ruchów dłonią aby ją równomiernie rozprowadzić, a w efekcie już po jednaj aplikacji skóra pokryta muśnięciem słońca, efekt delikatny ale zdecydowanie widoczny. Żadnych plam i smug - oczywiście przed aplikacją peeling skóry.
Podoba mi się również to, że ta niepozorna mgiełka świetnie nawilża skórę, podczas aplikacji pięknie i subtelnie pachnie (wg mnie kwiatowo) a zapach ten dość długo się na skórze utrzymuje. Wyczulona już na specyficzny zapach samoopalaczy uwalniający się po kilku godzinach od aplikacji stwierdzam, że w tym wypadku też występuje ale w wersji bardzo, bardzo "soft" - prawie niewyczuwalny. Producent zaleca dwukrotną aplikację w przeciągu tygodnia i dla mnie taka częstotliwość jest idealna do utrzymania pożądanego efektu. To nie jest pomarańczowa opalenizna, tylko w pięknym złocistym kolorze. W składzie m.in. olej z karotki i ekstrakt z bursztynu. Biorąc pod uwagę cenę tego produktu, ok. 20zł, to przewyższa on swoim działaniem i finalnym efektem niejeden samoopalacz z wyższej półki.
  
Lirene

Produktem zamykającym dzisiejszą piątkę będzie zapach - mgiełka BIOTHERM Eau Fraiche. Uwielbiam w ciepłe miesiące! Ten zapach to owocowo-kwiatowy powiew świeżości - mój zmysł powonienia wyczuwa w nim zapach świeżo skoszonej trawy w połączeniu z jaśminem i gruszką. Bardzo świeży, bardzo pozytywny, sięgam po niego od wiosny kiedy wybucha zieleń aż po jesień, kiedy przerzucam się na cieplejsze zapachy. Ilekroć zastanawiam się jakiego zapachu użyć w upalny dzień, to stawiam właśnie na Eau Faiche. Jak przystało na mgiełkę to doceniam trwałość - u mnie ponad cztery godziny, na ubraniach zdecydowanie dłużej. To jeden z "moich zapachów", do których wracam.

BIOTHERM

Tak przedstawia się moja kosmetyczna piątka czerwca 2017. Znacie te kosmetyki? Zdradźcie swoje hity!

Pozdrawiam, Aga :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Kosmetyki z Mojej Półki , Blogger